środa, 26 lutego 2014

Chapter XXVII

~Destiny~
20.08.2013 r. 

Zaręczeni ? Czy ja się przypadkiem nie przesłyszałam ? Wyprostowałam się nagle, z trudem przełykając resztki krewetki w mojej buzi. Bałam się, że w każdej chwili mogę dostać jakiegoś szoku albo napadu epilepsji. Demi i Niall usiedli z powrotem, jakby zupełnie nic się nie stało. Oboje uśmiechali się do nas i miałam wrażenie, że na siłę chcą pokazać, że podjęli dobrą decyzje. Nie podjęli i nie znam żadnej siły, która byłaby w stanie mnie przekonać, że jest inaczej. Kątem oka zerkałam na Liam'a i Sky, którzy starali się wyglądać na szczęśliwych, ale w twarzy dziewczyny dostrzegłam lekkie zakłopotanie, które potem zamieniło się w ... złość pomieszaną ze zdezorientowaniem. Zerknęłam na Harry'ego, ale nie poświęciłam temu zbyt dużo czasu. Nadal byłam na niego piekielnie zła i gdyby nie zależało mi na szczęściu Demi pewnie skręciłabym awanturę. Pan Zły zerkał na nich spod byka, w jednej ręce trzymając szklankę wody. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, może oprócz zdegustowania. Jednak ono nie było spowodowane ich zaręczynami. Raczej tym, że w ogóle musiał tutaj przyjść. Nie wiedzieć dlaczego zrobiło mi się głupio za niego i dołożyłam wszelkich starań by nie przywalić mu w piszczel. Już dłuższą chwilę panowała nieprzyjemna cisza, aż w końcu Niall postanowił się odezwać : 
- Wiem, że się tego nie spodziewaliście, ale sądzimy, że to najlepsze co możemy zrobić. 
Uśmiechnęłam się do niego pokrzepiająco. Chyba nie takiej reakcji oczekiwał. 
- Stary, to naprawdę...świetna wiadomość. - powiedział Liam. 
Z nas wszystkich wydawał się być najbardziej spokojny. Sprawiał wrażenie, jakby już wcześniej wiedział, że to się stanie. Powróciłam do jedzenie, starając się wyglądać tak, jakby to nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. 
- Mam nadzieje, że nie planowaliście jeszcze ślubu - wykrztusiła Sky - albo dziecka. - dodała już dużo ciszej.
Demi spłonęła rumieńcem i o mało co nie zakrztusiła się drogim winem, które właśnie w ciszy popijała. 
- Właściwie - zaczęła - mamy kilka planów dotyczących ślubu, ale to na razie tajemnica. - wyjaśniła. 
- Nie rozumiem po co nas tu ściągnęliście. - w końcu odezwał się Harry. 
Miałam ochotę go zdzielić w twarz, za to, że nie okazuje żadnych pozytywnych emocji w związku z zaręczynami jednego z najlepszych kumpli. 
- Pomyśleliśmy, że moglibyśmy wyjechać gdzieś całą szóstkę, żeby to uczcić. - Niall wydawał się nie słuchać Harry'ego. 
A przynajmniej nie przejmował się jego nieprzyjemnym komentarzem. Wyjazd był całkiem dobrym pomysłem, ale nie byłam pewna, czy chcę by Pan Zły uprzykrzał mi się cały ten czas. I w ogóle wracając do początku. Co tu w ogóle świętować ? Decyzje dwojga młodych ludzi, którzy postanowili zniszczyć sobie życie małżeństwem ? 
- Świetny pomysł - skłamałam, wycierając dłonie w serwetkę. Harry skarcił mnie wzrokiem, ale całkowicie to zignorowałam. Wiedziałam, jak to jest podejmować decyzje wbrew wszystkim. Dokładnie to samo przeżywałam, gdy wyprowadzałam się od rodziców. Wysłuchałam wtedy chyba miliona negatywnych zdań na ten temat. Ale chyba nie radzę sobie najgorzej skoro rok później wciąż żyje. - Gdzie mielibyśmy jechać ? 
- Albo Malediwy, albo Malibu w Kalifornii. - wyjaśnił blondyn.
Skylar pokiwała głową z uznaniem, a potem uśmiechnęła się do mnie porozumiewawczo. Zawsze marzyłyśmy o wspólnym wyjeździe w jakieś ciepłe miejsce, ale nigdy, mimo usilnych starań, nie znalazłyśmy na to funduszy. To była głównie wina zakupów, na których potrafiłyśmy wydawać połowę albo więcej naszych pensji. Spojrzałam po zebranych. Wydawało mi się, że atmosfera trochę się polepszyła. Nie wliczając oczywiście osobnika po mojej prawej stronie. Harry miał minę, jakby szykował się do wygłoszenia swojej jakże negatywnej opinii. Jednak z jego ust nie padło ani jedno słowo. Popijał tylko co jakiś czas whisky i udawał, że słucha naszych rozmów, więcej uwagi poświęcając komórce. Zastanawiałam się czy nie jest mu gorąco w czarnej koszuli i tego samego koloru marynarce. Ja w sukience na ramiączkach myślałam, że wyparuje. Pewnie wpatrywałabym się w niego dłużej, gdyby nagle czyjś obcas nie wbił mi się boleśnie w palca. Spojrzałam zdenerwowana na Sky.
- A ty co wolisz, Des ? Mam wrażenie, że jesteś nieobecna. - Nim zdążyłam odpowiedzieć wlepione były we mnie wszystkie pary oczu oprócz tej należącej do niego.
Głośno odchrząknęłam, zastanawiając się na czym stanęła ich rozmowa. Zdawało mi się, że to była dyskusja czy wolimy czas spędzić na jachcie, czy w hotelu.
- Zdecydowanie hotel. - wybrnęłam z sytuacji.
Resztę wieczoru starałam się być skupiona na rozmowie o wyjeździe, choć tak naprawdę nie miałam siły o tym myśleć.
*
Obudziłam się chwilę po jedenastej. Spokojnie mogłam to zrzucić na hałas panujący w kuchni, który był doskonale słyszalny mimo zamkniętych drzwi. Zdawało mi się, że słyszę więcej niż dwa czy trzy głosy. W naszym mieszkaniu musiało być więcej ludzi. Dochodził mnie również dźwięk jednego z hitów Arctic Monkeys, puszczanego cicho, ale jednak tak jakby głośnik był tuż za moimi drzwiami. Pokręciłam zdezorientowana głową, chcąc odgonić resztki snu. Wstałam z łóżka i wciągnęłam na siebie parę znoszonych spodni dresowych. Otworzyłam również okno, aby wpuścić trochę świeżego powietrza, którego było mi zdecydowanie brak w tamtej chwili. Uchyliłam drzwi sypialni i ku mojemu zdziwieniu usłyszałam głosy Niall'a, Liam'a i Harry'ego. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek byli u nas wszyscy razem. Przerzuciłam włosy na plecy i przelotnie spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, wiszącym na korytarzu. Nie chciałam, żeby się mnie przestraszyli. Tym bardziej, że z rana, bez makijażu i w starych ciuchach wyglądam, jak bezdomny. Weszłam do kuchni, w której cała piątka jadła śniadanie i głośno się z czegoś śmiała. Cała piątka ! Czyżby Harry'emu wrócił dobry humor ? Demi siedziała Niall'owi na kolanach i wyrywała pojedyncze kulki z kiści czerwonych winogron. Sky i Liam znajdowali się obok siebie i raz za razem brudzili się nawzajem masłem orzechowym, którym starali się posmarować tosty. Wyglądało na to, że gdy mnie nie ma wszyscy bawią się dużo lepiej. W jednej chwili poczułam się wyjątkowo niepotrzebna i już miałam nie ujawniać i wrócić do sypialni, gdy nagle Demi odwróciła głowę w moją stronę :
- Hej, Des. Nareszcie wstałaś. - ucieszyła się - Czekaliśmy na ciebie. - stwierdziła, ruchem ręki pokazując wolne miejsce obok Pana Złego.
- Mamy pewien plan na dzisiaj. - rozpoczął Liam, gdy już zajęłam przeznaczone dla mnie miejsce. - Myśleliśmy nad wspólnym wypadem do domku letniskowego rodziców Niall'a. - powiedział i czekał na moją reakcje.
Miałam rozumieć, że wszyscy tutaj obecni już się zgodzili ? Wzruszyłam ramionami. W sumie nie miałam nic lepszego do roboty. Tym bardziej, że wakacje lada chwila dobiegną końca i wszystko wróci do starego porządku. Jeśli to co działo się wcześniej w ogóle można nazwać porządkiem. Nie wiem czemu, ale w jednej chwili przypomniał mi się ten artykuł, który znalazłam w bibliotece. Jeszcze nie miałam okazji porozmawiać o tym z Harry'm.
- Tak, myślę, że to niezły pomysł. - przyznałam, bez większego entuzjazmu.
- To o której, Niall ? - spytała rozradowana Skylar.
Moi znajomi na powrót zajęli się rozmową, z której całkowicie się wyłączyłam. Mój brzuch zaczął domagać się jedzenia. Nim zdążyłam sięgnąć po cokolwiek smacznego, Harry przywarł ustami do mojego ucha. Przeszedł mnie dreszcz, ale ten należał do tych przyjemnych. Walczyłam z tym, żeby się nie uśmiechnąć, ale przecież byłam na niego zła. Chłopak pocałował mnie tuż za uchem i w miejscu gdzie szyja stykała się ze szczęką. Robił to tak, jakbyśmy byli w kuchni całkowicie sami.
- Chodź do ciebie. - szepnął, a na moim ciele pojawiła się niechciana, gęsia skórka.
Nie miałam nic przeciwko jego prośbie, ale to by było trochę dziwne, gdybyśmy nagle wstali od stołu i we dwoje bez słowa skierowali się do jednej sypialni. I jeszcze ta strzelanina z jego udziałem, która nie dawała mi spokoju.
- Nie możemy. - powiedziałam, ledwie otwierając usta.
Byłam pewna, że no i tak mnie usłyszał. Zarumieniłam się, gdy położył swoją dużą dłoń na moim udzie. Zaśmiał się cicho, dmuchając tym samym na moją szyję. Czy do cholery jasnej nikt nas nie widzi ?
- Chyba powinniśmy się powoli zbierać. - wygłosił ostentacyjnie Harry. Wszyscy się na nas spojrzeli. - Des, pamiętasz tę bluzę co ci kiedyś pożyczyłem. Wezmę ją od ciebie. Przyda się na wyjeździe. - stwierdził, najpoważniejszym w świecie głosem.
Przytaknęłam tylko, wiedząc że nie pożyczał mi nigdy żadnej bluzy. Bynajmniej nie zatrzymałam tak owej na dłużej. Obydwoje wstaliśmy od stołu i skierowaliśmy się w stronę wąskiego korytarza. Czułam, jak cztery pary oczu uważnie nas odprowadzają.
- Nie mogłeś wymyślić czegoś lepszego ? - spytałam, gdy drzwi za nami już się zamknęły.
Wzruszył ramionami, jakby nigdy nic. Pomyślałam, że faktycznie wypadałoby się zacząć szykować, więc odwróciłam się od chłopaka i podeszła do niewielkiej komody z jasnego drewna. Wyjęłam z niej koszulkę w paski i jeansowe szorty. Z półki obok wyciągnęłam dyskretnie komplet bielizny w kolorze pudrowego różu. Miałam zamiar wziąć odprężający prysznic i dopiero później to wszystko na siebie włożyć.
- Możesz mnie nie ignorować ? - Harry spytał, opierając się o drzwi.
- Nie. Mówiłam już, żebyś zaczął być ze mną całkowicie szczery, a dopiero potem zaczniemy rozmawiać. - wytłumaczyłam, jak najbardziej oczywistą rzecz na świecie.
Czułam, jak w dalszym ciągu nie spuszcza ze mnie wzroku, gdy spod łóżka wyciągałam parę białych sneakers'ów od Marc'a Jacobs'a. Prezent od rodziców na urodziny.
- Mimo wszystko przyszłaś tu ze mną.- Harry zaczął bawić się butelką perfum, która stała na komodzie. - Poza tym nie możesz ignorować mnie przez całe życie.
- To akurat wiem. - powiedziałam, podchodząc do niego i wyrywając mu z dłoni buteleczkę. Nie wiadomo czemu mnie to zezłościło. Za to on tylko uśmiechnął nie niewinnie. - Jestem tylko ciekawa kiedy chciałeś powiedzieć mi o tym. - wysapałam, odwracając się do biurka i chwytając z niego wycinek z gazety.
Pan Zły nie był zdziwiony. Odebrał ode mnie świstek i chwilę skanował go uważnie wzrokiem. Czyżby był przygotowany na taką ewentualność ? Patrzyłam na niego wyczekująco, z nadzieją, że zaraz powie mi o co w tym wszystkim chodzi. Jednak on nadal milczał, czytając powoli każdy wers. Odchrząknęłam,by zwrócić jego uwagę.
- No to już wiesz co nieco o mojej przeszłości. - W końcu się odezwał, ale nie tego oczekiwałam.
- To dlatego wtedy tamci ludzie włamali się nam do domu ? - chciałam zabrzmieć groźnie, ale ciekawości wzięła nade mną górę.
Chwilę zastanawiał się nad moimi słowami, jakby przypominał sobie tamten dzień. Jego szczęka była mocno zaciśnięta i wyraźnie zarysowana.
- Tak. To byli ci sami. - potwierdził - Ale przecież od początku wiedziałaś, że nie spotykasz się z pastorem.
Miał racje. Cholera. Winiłam go za to wszystko, ale tak naprawdę to, że się z nim spotykałam było wyłącznie moim wyborem. Nie zakochałam się w kimś uczciwym i grzecznym. Zakochałam się w kryminaliście, tylko za każdym razem próbuje go usprawiedliwiać. A tak naprawdę on tego nie potrzebuje. On po prostu jest taki i się przed tym nie broni. Albo wybiorę życie z takim Harry'm, albo z żadnym. Powstrzymałam łzy cisnące mi się do oczu i pokręciłam przecząco głową. Chciałam wycofać się do łazienki, ale mnie zatrzymał. Przygryzłam wargę i spojrzałam mu prosto w oczy. Były duże i ciemne. Zaklęłam pod nosem, przypominając sobie sytuacje na bankiecie u rodziców Niall'a. Moment, w którym powiedział, że jest dupkiem. Że powinnam po prostu zadzwonić na policje, by przestał mnie nachodzić. A ja zaprzeczyłam. Był dla mnie zbyt ważny, abym dała mu odejść. Teraz wróciło do mnie to o czym mówił.
- Kocham cię. - wyszeptałam tak cicho, że byłam pewna, że tego nie usłyszy.
Myliłam się, bo chwile później przyciągnął mnie do swojego twardego torsu, w który bez dyskusji się wtuliłam. Jego zapach był z niewyjaśnionych powodów kojący dla mnie, a ciepło ciała zdusiło moją chęć płaczu. Pocałował mnie w czubek głowy, co było niezwykle delikatnym gestem, jak na Harry'ego.
- Ja ciebie też.
*
Siedziałam w jednym samochodzie razem ze Sky i Liam'em. Pozostała trójka jechała w samochodzie przed nami. Bawiłam się pierścionkiem Harry'ego, który wciąż widniał na moim kciuku. Za oknem rozciągał się gęsty las i nic poza tym. Podobno dom rodziców Niall'a znajduje się w małej miejscowości Greenfield położonej około trzech godzin drogi od Manhattanu. Ziewnęłam głośno, zatykając sobie usta ręką. Było kilka minut po godzinie pierwszej, a ja wciąż nic nie jadłam. Nie miałam czasu nawet porządnie nałożyć makijażu. W samochodzie roznosił się głos Eminema w piosence Rap God. Prawdopodobnie była to jedna z wielu piosenek znajdująca się na płycie wybranej przez Liam'a. Swoją drogą siedząca z przodu dwójka ciągle o czymś żywo dyskutowała. Zazwyczaj to było opowiadanie sobie jakiś zabawnych historii z pracy, czy z uczelni.
- Może jakiś postój. - zaproponowałam, przeciągając się na tylnym fotelu.
- Świetny pomysł, stacja powinna być dokładnie dwie mile dalej. - oszacowała Sky, patrząc okiem znawcy na rozłożoną na kolanach mapę.- Liam, zadzwoń do nich i powiedz, żeby zjechali na następnej stacji.- poinstruowała, składając dokładnie mapę.
Chłopak przytaknął i szybko wykonał telefon. Pięć minut później stałam w kolejce z puszką zielonej herbaty i paczką chipsów. Nic lepszego nie wpadło mi w ręce na tej stacji. Położyłam na ladzie trzy dolary i wycofałam się do przyjaciół, którzy stali na parkingu. Harry, Niall i Liam studiowali mapę, rozłożoną na masce białego porsche blondyna. Na tej samej masce siedziała Demi i beznamiętnie przeżuwała kawałek jabłka, rozmawiając ze stojącą obok niej Sky. Obie wyglądały na lekko znudzone, jednak dużo bardziej wypoczęte ode mnie. Podeszłam do nich, otwierając paczkę, którą dzierżyłam w dłoniach.
- Wszystko w porządku ? - spytała Demi, patrząc na moją twarz.
Pewnie myślały, że Harry mnie pobił, a potem kazał się zamknąć pod groźbą śmierci.
- W jak najlepszym. Chcę mi się tylko trochę spać. - wytłumaczyłam, otwierając z sykiem puszkę herbaty.
- Dobra, ludzie. Zostało jeszcze jakieś półtorej godziny drogi, więc proponuje wsiadać do aut. Odpoczniecie w domu. - zarządził Niall.
Posłusznie wpakowaliśmy się do samochodów. Nie mogłam się doczekać, aż wreszcie będziemy na miejscu i będę mogła bez przeszkód wtulić się w Harry'ego.



   

1 komentarz:

  1. Muszę nadrobić rozdziały w tym opowiadaniu :) Ten bardzo mi się podoba. Świetnie piszesz.

    OdpowiedzUsuń