wtorek, 25 lutego 2014

Chapter XXVI

~Skylar~
20.08.2013r.
Ostatnimi czasy atmosfera zdecydowanie się zagęściła. Nie miałam pojęcia co się stało pomiędzy Destiny a Harrym, ale to było co najmniej dziwne, że od pięciu dni chłopak nie zagościł w naszym domu ani razu, a moja przyjaciółka wracała do domu o normalnej porze, bo nie była porywana przez Pana Złego. Pewnie bym się przejęła, gdyby nie fakt, że cała ta sytuacja zdawała się cieszyć Destiny. Już parę dni temu wróciłyśmy do swojego mieszkania i wszystko był po staremu, zanim poznałyśmy chłopaków. No, może z wyjątkiem Demi, która w momencie, gdy jadłam owsiankę, patrzyła się na mnie z tajemniczym uśmiechem.
-Dobra, mów to, czego nie możesz już wytrzymać, żeby mi nie powiedzieć - wymamrotałam znad miski, z nadzieją, że przyjaciółka mnie zrozumie.
Dziewczyna przerzuciła z gracją swoje długie włosy na prawe ramię i, nadal się uśmiechając, machnęła ręką, żeby mnie zbyć. Wydurniała się. No to chyba nie ma sensu ciągnąć dziewczyny za język, prawda? Warto by było jeszcze zapytać, dlaczego się tak odwaliła, no ale nie chciała rozmawiać to nie. Wzruszyłam ramionami i powróciłam do znęcania się nad niedokończoną owsianką. Szczerze mówiąc to nie lubiłam owsianki, ale nasza lodówka była tak pusta, że miałam wybór między głodowaniem, a zjedzeniem tego czego nie lubię. Moje myśli krążyły wokół rozpoczynającego się dnia, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że Destiny nie było już w mieszkaniu. Wszystko, co się ostatnio działo było dziwne, ale to, że mojej przyjaciółki o jedenastej rano nie było już w domu nie było nawet dziwne. To było niespotykane.
-Hej, Demi. Wiesz właściwie, gdzie podziała się Des? - zagaiłam. Nie chce gadać o tamtym, to może chociaż o tym porozmawiamy.
-Rano przyszła do mnie i powiedziała, że musi pobuszować w bibliotece znów - głupota, Destiny była może i ambitna, ale cholernie leniwa. W życiu by z własnej woli nie siedziała cały dzień w wakacje w bibliotece.
Chciałam jakoś odpowiedzieć na to, co wygłosiła Demi, ale dziewczyna znów zaczęła się uśmiechać jak małe dziecko, któremu przyniesie się obiecaną watę cukrową. Tak bardzo miałam ochotę ją uderzyć i zmusić do mówienia, ale nawet nie zdążyłam krzyknąć, bo przyjaciółka odezwała się szybciej niż ja.
-Słuchaj, idziemy dzisiaj z Niallem na kolację i tak pomyśleliśmy, że może chcielibyście nam towarzyszyć?
-My. To znaczy kto?
-Ty, Destiny, Harry - tutaj Demi przewróciła oczami. - I oczywiście Liam.
-No właściwie dlaczego by nie? - mruknęłam. Ta kolacja skończy się jakimś fiaskiem, czułam to.
Przyjaciółka nie odpowiedziała, tylko klasnęła w dłonie uradowana i pognała do swojego pokoju, zapewne, żeby zadzwonić do chłopaka i wygłosić wesołą nowinę, że nasza czwórka spieprzy im romantyczne wyjście. Nie żebym miała jakieś specjalne wyrzuty sumienia z tego powodu, ale wiedziałam, że Liam sam by się zdenerwował. Nie czekając aż przyjaciółka wróci, wyszłam z mieszkania. Przede mną rozciągała się wizja bardzo pracowitego dnia. Najpierw musiałam pójść do pracy, później zrobić jakieś kolejne marne zakupy, żebyśmy nie poumierały z głodu. Na samym końcu dnia, zamiast należytego odpoczynku, miałam być świadkiem jednej z wielu kłótni Harry'ego i Destiny, a byłam pewna, że na takową nie będzie trzeba długo czekać.
*
-Poznałaś już tego nowego? - James stawał własnie na drabinie, żeby ułożyć towar, który bez przerwy mu podawałam na górnych półkach.
Pokiwałam przecząco głową, spoglądając w stronę nowo zatrudnionego kolesia. Wydawał się całkiem sympatyczny, ale nie miałam okazji do niego podejść, bo od rana biegałam po sklepie, starając się pomóc lub doradzać klientom. No i, nie okłamujmy się, był piekielnie przystojny. Chłopak mierzył około 185 cm wzrostu. Blond grzywka, która normalnie pewnie była postawiona do góry, tego dnia opadała na lazurowe oczy. Byłam pewna, że były piękne i intensywne, choć nawet nie podchodziłam w pobliże chłopaka. Ale co z tego, skoro stojąc na drugim końcu sklepu, mogłam bez problemu określić ich barwę? Delikatny zarost pokrywał ostre, uwydatnione kości policzkowe oraz kwadratową szczękę. Usta wydawały się być idealne do całowania. Jestem pewna, że podeszłabym do niego, żeby to sprawdzić, gdyby nie ten wewnętrzny głos, który przypominał mi głośnym wołaniem jak bardzo uwielbiałam całować Liama. Cholera jasna, o czym ja w ogóle myślałam? Ledwo się otrząsnęłam po jednym nieudanym związku, a teraz uważałam się za femme fatale?
-Gadałem z nim przez chwilę - James powiedział to takim tonem, jakbym miała mu czego zazdrościć. Wyrwał mnie tym zdaniem z zamyślenia.
-I jak? - zapytałam i nie musiałam udawać zaciekawienia.
Jaki on jest? James, mów mi natychmiast, albo zlecisz z drabiny. Te słowa akurat utknęły mi w gardle. Zakrztusiłam się nimi. Odkaszlnęłam mocno, podając przyjacielowi kolejny karton z koszulkami.
-Strasznie fajny koleś. Będzie przyjemną odskocznią od Chloe - przyznał James, umęczony całą nagonką ze strony czarnoskórej koleżanki po fachu.
-Każdy jest przyjemną odskocznią od tej wrednej suki - mruknęłam, a blondyn wybuchł donośnym śmiechem.
Miałam chwilę czasu, żeby porównać nowego współpracownika do mojego przyjaciela. Boże, oni się prawie niczym nie różnili. No, wzrostem i rysami twarzy, ale obydwaj byli blondynami, obydwaj mieli niebieskie oczy i obydwaj najwidoczniej byli przesympatyczni i nieznośnie seksowni. Czy nasza pracodawczyni miała jakieś upodobanie do akurat tego rodzaju facetów? Pewnie zastanawiałabym się nad tym dalej, gdyby nie to, że James zachwiał się na drabinie i runął w dół. Nic mu się oczywiście nie stało, poza tym, że miał zabawną minę, ale szybko się podniósł z ziemi i otrzepał spodnie.
-Super, ja musiałem się ośmieszyć, a to cholerne żelastwo nawet nie raczyło upaść - blondyn kopnął drabinę, co okazało się okropnym błędem.
Drabina uderzyła w półki przed nami i pozrzucała towar na drugą stronę alejki. Brawo, James, jesteś niezdarą. Pognałam czym prędzej w miejsce, gdzie wylądowały kartony, pozostawiając za sobą oniemiałego chłopaka. Jęknęłam z rozpaczy, gdy zobaczyłam jak wielka wizja sprzątania się przede mną rozciągnęła. Nic, tylko Skylar i jej kartony z River Island. Ukucnęłam przy koszulkach, w celu ułożenia ich. Nie musiałam długo czekać aż usłyszałam za sobą kroki. Nie zwracałam uwagi, kto to, bo byłam pewna, że to James. To on był winowajcą, ale on też zawsze poczuwał się do naprawiania swoich błędów. Do myślenia dał mi dopiero widok męskiej ręki, na której widniała jakaś mała bransoletka. Na litość boską, James nigdy nie nosił bransoletek, nawet zegarków. Podniosłam gwałtownie głowę, żeby zobaczyć uśmiechniętą twarz mojego boskiego nowego współpracownika.
-Co ty tu robisz? - powiedziałam zupełnie bez sensu.
Powinnam była mu podziękować za pomoc, albo coś w tym stylu, ale do cholery jasnej, czy on jeszcze chwilę temu nie stał na kasie? Wyprzedził nawet Jamesa.
-Zdaje się, że trzeba ci pomóc - kąciki jego pełnych ust uniosły się.
-Tak, wielkie dzięki - szepnęłam i zabrałam się do roboty.
Nie zniosłabym dłużej jego widoku. Z bliska wydawał się być jeszcze doskonalszy niż na odległość.
-Jestem Joe Lemoine - chłopak wyciągnął w moją stronę dłoń.
Spojrzałam na niego, jakby był jakimś seryjnym zabójcą.
-Sky - powiedziałam, podając rękę i odwracając głowę w drugą stronę, gdy na moją twarz wpełzł rumieniec spowodowany może ciut zbyt długim przytrzymaniem dłoni. - Dzięki za pomoc, Joe.
-Gdybym wiedział, że pracują tu takie osoby to wcześniej bym szukał tutaj pracy - zamknij się do kurwy nędzy, bo zrobię największy błąd życia i po kilku minutach znajomości cię pocałuję, a potem będę żałować całe wieki.
Chciałam to wykrzyczeć, ale to głupie, prawda? Wzruszyłam tylko ramionami.
*
W drodze do domu starałam się wymyślić jakiś dobry scenariusz na dzisiejszy wieczór. Hej, Liam. Mamy w pracy nowego kolesia. Jest strasznie seksowny i miałam ochotę cię dzisiaj zdradzić. Cześć. Nie, te słowa były bezsensowne bo nic nie zrobiłam, tylko pogadaliśmy chwilę z Joe, co nie zmieniało faktu, że dręczyło mnie jakieś uczucie, że nawet jeśli się nie stało jeszcze nic złego to się stanie. Joe był sympatyczny, zabawny, przystojny i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Może nie wykorzystywał tego w sposób tak oczywisty jak na przykład Harry, ale potrafił oczarować i owijać sobie ludzi wokół palca. Boże, nieszczęsna Chloe biegała wokół niego jak żona na dwudziestoletnim stażu. Otworzyłam drzwi do mieszkania i od razu powędrowałam do kuchni. Rzuciłam wszystkie zakupy na stół i postanowiłam je tak zostawić. Może jakimś cudem się same rozpakują, a mnie przestaną dręczyć te głupie wyrzuty sumienia, które pojawiły się bez okazji, ponieważ miałam czyste konto? A może pomoże prysznic? Warto to wypróbować, bo pozostały tylko dwie godziny do kolacji. Dlaczego, do jasnej cholery, nikogo nie było w domu?
*
Założenie, że kolacja okaże się fiaskiem było tak błędne, że postanowiłam popracować nad moim, fatalnym ostatnio, wyczuciem. Co prawda Harry i Destiny nawet na siebie nie patrzyli, ale siedzieli obok siebie i się nie kłócili, co i tak było całkiem super. Niall raczył nas właśnie jakimiś opowieściami ze swojego dzieciństwa, Liam kończył jeść zamówione jedzenie, Demi zabrała się już za wino i śmiała się głośno z historii blondyna, dzierżąc w dłoniach kieliszek. Ja sięgnęłam po dłoń Liama. Bardzo potrzebowałam jego dotyku. Uczucie bliskości z jego ciepłą skórą natychmiast mnie uspokoiło. Chłopak splótł swoje palce z moimi i uśmiechnął się wesoło ponad stołem. Miałam wrażenie, że zaraz zacznę płakać. Ten wspaniały szatyn, który właśnie przeżuwał ostatki homara był mój i tylko mój. Jak w ogóle mogłam pomyśleć, że jakiś inny koleś jest w stanie mnie zainteresować bardziej niż on? Liam był wspaniały, kochany, pomocny, romantyczny i nie starał się wykorzystywać swojego wyglądu dla własnych potrzeb.
-Dobra, koniec pieprzenia. Po co nas tu ściągnęliście? - Harry nagle przerwał opowieść Nialla i moje wywody.
Był wściekły, czułam to tutaj, po drugiej stronie stołu niemal tak, jakby to był mój własny gniew. Nie wiem, co go denerwowało, ale było to tak silne, że niemal odrzucało mnie z krzesła i wgniatało w ścianę za mną. Jestem pewna, że moja dusza błądziła gdzieś za murami przez Pana Złego. Niall wyprostował się i chwycił Demi za rękę. Matko, może ona jest w ciąży? Jasna cholera.
-Chcieliśmy wam o czymś powiedzieć - zaczął blondyn, a moja dłoń niebezpiecznie mocno ścisnęła dłoń Liama.
Jego zdezorientowany wzrok błądził od Demi do Nialla.
-To może po prostu powiedzcie? - zaproponowała Destiny.
Zrobiła to bardzo cicho, ale i tak każdy ją usłyszał. W restauracji panowała niezmącona cisza.
-Zaręczyliśmy się! - Demi prawie to wykrzyczała, unosząc dłoń z jakimś cholernie drogim pierścionkiem w naszą stronę.
Dobra, to nie była ciąża, ale i tak był to durny pomysł. Demi i Niall znali się zaledwie trzy miesiące. Wiem, że wielka miłość, przeznaczenie i tak dalej, ale na litość boską, oni nawet nie mieli okazji ze sobą pomieszkać dłużej niż tydzień! Kolacja jednak była fiaskiem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz