sobota, 15 marca 2014

Chapter XXVIII

~Skylar~
21/22.08.2014r.
W momencie, gdy podjeżdżaliśmy pod letni "domek" Horanów Destiny drzemała spokojnie na tylnym siedzeniu. Miała czego żałować, bo widok zapierał dech w piersiach. Tuż za bramą widać było tylko drzewa i, między nimi, długi, zagubiony pomiędzy zielenią podjazd. Warto było błądzić, ponieważ sam dom opływał w luksusach. Bardzo chętnie opowiedziałabym jaki kolor miały jego ściany, ale to było niemożliwe, bo wszystko, absolutnie wszystko było oszklone. Pomyślałam o tym, czy jeśli bym chciała zrobić coś niegrzecznego z Liamem, to ktoś by nas podglądał? Spłonęłam rumieńcem na samą myśl o tym. W ogóle moje myśli ostatnio były nienormalne, bo przecież byłam dziewczyną Liama niespełna dwa miesiące! Musiałam jak najszybciej zacząć pracować nad moją wyobraźnią. Wyjrzałam przez okno, żeby zobaczyć jak Niall wjeżdża do garażu, którego drzwi chwilę wcześniej otworzył pilotem. Niestety, było tam tylko jedno miejsce, co oznaczało mniej więcej tyle, że czarny Jeep Liama musiał pozostać na podjeździe. Chłopak wyłączył silnik i sięgnął do klamki. W ostatniej chwili odwrócił się w moją stronę.
-Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić - uśmiech rozjaśnił jego dobroduszną twarz.
-Na pewno - odparłam tak cicho, jak tylko potrafiłam.
Nie chciałam obudzić Destiny. Chwilę przed tym jak chłopak opuścił samochód i zajął się wnoszeniem naszych małych bagaży do domu, uśmiechnął się jeszcze szerzej. Niall z Demi powędrowali najwidoczniej obejrzeć w jakim stanie znajdował się dom, Liam i Harry wnosili kolejne torby i torebki do rezydencji Horanów. Szybko postanowiłam, że pomogę chłopakom z wnoszeniem tego wszystkiego. Na razie nikt nie zaprzątał sobie głowy śpiącą Destiny. Poza tym szkoda było ją budzić. Gdy samotnie podeszłam do Harry'ego, żeby mu pomóc z jakimiś poduszkami, które były zupełnie zbędne, chłopak spojrzał na mnie z zaskoczeniem.
-Desitny śpi - wzruszyłam ramionami. - Jak chcesz to ją budź.
Styles przez chwilę stał niezdecydowany, ale w końcu ruszył w stronę Jeepa. Samolubny dupek. Z naręczem poduszek ruszyłam w stronę oszklonych drzwi domu, do których prowadziły jasne schody. Zazdrościłam Niallowi, że ma tyle kasy i jednocześnie podziwiałam za to, że nie odbiła mu szajba. Ja, posiadając tyle kasy, postradałabym chyba zmysły. No dobra, ja i moje przyjaciółki nie należałyśmy do tych, które nie mają z czego wyżyć, ale nie opływałyśmy również w bogactwa. Musiałam powstrzymać cichy pisk, gdy przekroczyłam próg mieszkania. Przede mną zauważyłam oszklone schody, które jednak znajdowały się po obydwu stronach przestronnego salonu, połączonego z kuchnią i jadalnią. Schody prowadziły na mały korytarzyk, na którym widniały dwie pary drzwi. Zastanowiłabym się nad trzecią, ale w tej chwili usłyszałam za sobą wesoły głos Nialla.
-Co myślisz o moim domku letniskowym?
-Co myślę? Nawet nie umiem tego obrać w słowa - westchnęłam, a blondyn parsknął śmiechem.
W jego oczach zauważyłam również nutkę delikatnego rozgoryczenia. Czyżby on nie był zakochany w fakcie, że jest piekielnie bogaty?
-Chodź, oprowadzę cię - zaproponował, a ja od razu przystałam na propozycję.
Nie miałam pojęcia, gdzie podziała się reszta, ale podejrzewałam, że również była pochłonięta oglądaniem przepięknej posesji rodziców Nialla. Ruszyłam za chłopakiem w prawą stronę. Jasne drzwi otworzyły się przede mną i ujrzałam sypialnię wyglądającą jak jedna z tych średniowiecznych. Wielkie, masywne łóżko nijak pasowało do oszklonej ściany, ale jednocześnie łączyło się to w niesamowity sposób. Płaski telewizor zawieszony był na jednej z nieoszklonych ścian, która była pokryta ciemnoczerwoną farbą. Ciemna czerwień i ciemno-orzechowe łóżko idealnie się ze sobą łączyły. Przy oknie stał mały stolik oraz dwa, również masywne fotele, a koło łóżka można było znaleźć dwie szafki nocne. Na drugiej z nieoszklonych ścian ujrzałam drzwi. Niall wyjaśnił pokrótce, że prowadzą one do łazienki, a dalej są kolejne, prowadzące do garderoby jego rodziców. Cóż, sypialnia wydawała się należeć do państwa Horan. Blondyn szybkim krokiem opuścił pomieszczenie, pokazał co i gdzie znajduje się w kuchni tak, żeby nikt nie miał problemu z upichceniem sobie czegoś do jedzenia. Dowiedziałam się jeszcze, że na dole można znaleźć jeszcze siłownię, bibliotekę, kryty basen oraz łazienkę dla gości, ale obydwoje stwierdziliśmy, że nie ma sensu pokazywać mi takich pomieszczeń. Powędrowaliśmy na górę. Tam, faktycznie, znajdowały się tylko dwie pary drzwi. Za pierwszymi ujrzałam kolejną sypialnię, której jedyna pomalowana ściana, była w odcieniu mięty. Ten kolor od razu skojarzył mi się z Destiny, która miała bzika na punkcie zapachu mięty. Białe łóżko z równie jasną pościelą, było umieszczone idealnie po środku jednej szyby. Po bokach, tradycyjnie, znajdowały się etażerki. Nie było tutaj telewizora, ale za to była bardzo duża komoda, która wręcz zachęcała do naciągania konta rodziców w sklepach z ciuchami. Małe biurko zasypane było jakimiś papierami, ale było to jedyne nieposprzątane miejsce w całym domu. Podeszłam do blatu, żeby obejrzeć co się na nim znajduje. To co ujrzałam całkiem mnie zaskoczyło. Projekty ubrań. Cała masa takich projektów, z czego 3/4 było naprawdę niezłych. Niall wyjaśnił szybko, że jego brat Greg interesuje się trochę sztuką i projektowaniem mody, po czym wskazał mi palcem tą jedyną nieoszkloną szybę, na której ujrzałam całą masę zdjęć w białych ramkach. Podeszłam bliżej, żeby je dokładnie obejrzeć. Na jednym z nich mali bracia Horan siłowali się na ręce, na kolejnym Greg jechał konno w eskorcie swojej mamy. Na innym roześmiany Niall próbował uciec przed tatą, który gonił go z pistoletem na wodę, a z boku stała mama i wygrażała ręką w stronę swojej wesołej rodziny. Gdzieś w głębi duszy poczułam ukłucie zazdrości, ponieważ ja nigdy nie miałam aż tak kochającej się rodziny. Owszem, miałam obydwoje rodziców i czwórkę rodzeństwa, ale moje dwie siostry były zakochanymi w sobie paniusiami, o których ludzie w szkole nie mieli zbyt dobrego zdania. Przyznaję szczerze, że nie miałam łatwego startu w szkole, ale później ludzie zaczęli czuć przede mną respekt ze względu na Jace'a, który nie cieszył się, w przeciwieństwie do naszych sióstr, ponurą sławą. Jego za to kochała prawie cała żeńska część szkoły i wcale się im nie dziwiłam. Ojca prawie w ogóle nie było w domu, matki zresztą też. Wiele razy ja i Will pozostawaliśmy pod opieką Jace'a, który nie miał przez nas życia towarzyskiego. Zaraz po ukłuciu zazdrości, poczułam uczucie tęsknoty za starszym bratem. Z zamyślenia wyrwał mnie dopiero przyjazny głos Nialla.
-Chcesz zobaczyć ostatnie pomieszczenie, czy się już poddajesz?
-Nigdy się nie poddaję, Horan - uśmiechnęłam się w stronę blondyna.
-O, pięknie, walczaku. A teraz chodź - chłopak wyprowadził mnie z sypialni, wspominając coś o tym, że za białymi drzwiami w pomieszczeniu kryła się oczywiście toaleta.
Ostatnia sypialnia okazała się chyba najbardziej młodzieżowa. Trzy ściany były oszklone, a na jednej widniała fototapeta, ukazująca rozpadający się pomost, prowadzący w stronę otulonego zachodem słońca jeziora. Z boku wystawały gałęzie drzew. Patrząc na tą fototapetę, odnosiło się wrażenie, że łóżko w kolorze kalwados, które przy niej stało, jest jednocześnie częścią pomostu. Po bokach zauważyłam dwie wiklinowe etażerki, również w kolorze kalwados, które tylko dodawały temu pomieszczeniu delikatności. Zamiast biurka, zauważyłam spory stolik, przy którym stał fotel, który zdawał się być po prostu gałęziami drzewa. Drzwi, prowadzące do toalety były wyjątkowo ciemne, a nie tak jak innych pomieszczeniach - białe. Obok tych drzwi stała równie przestronna, co w pokoju Grega, komoda. Spojrzałam ze zdumieniem na Nialla.
-Tak mniej więcej sobie mieszkałem - chłopak uśmiechnął się do mnie w rozmarzeniu.
Przypominał sobie wszystkie przyjemne rzeczy, które się tutaj stały.
-Jest pięknie - odparłam, darząc blondyna wesołym spojrzeniem.
Spojrzałam przez okna na ogród, który, mimo iż nie był jakoś specjalnie zabudowany, był ogromny, a zaraz za jego końcem rozciągało się jezioro, do którego prowadził pomost. Ten widok od razu skojarzył mi się z przepiękną fototapetą na ścianie tuż za mną. Na zielonym trawniku był mały plac zabaw, altanka i jakaś mała szopa na każdego rodzaju szpargały. Westchnęliśmy z Niallem w niemal tym samym czasie, zatracając się w naszych marzeniach i przyjaznej atmosferze między nami.
*
Obudziły mnie promienie słoneczne, wpadające przez okno do sypialni. Wyciągnęłam rękę, żeby objąć Liama i omal nie dostałam zawału, gdy nie poczułam obok siebie ciepła jego ciała. Otworzyłam gwałtownie oczy i odkryłam, że mój dotyk mnie nie mylił. Nigdzie w pomieszczeniu nie było śladu po Liamie. No, może z wyjątkiem wygniecionej i wymiętej pościeli na miejscu, w którym spał. Uśmiechnęłam się szeroko w stronę tegoż miejsca zupełnie tak, jakby chłopak tam leżał i zobaczyłam na poduszce jakąś kartkę. Szybko rozpoznałam pochyłe, nieco niewyraźne pismo.

"Czekam na pomoście. Przyjdź, gdy wstaniesz.
                                                                                                             Liam"

Wstałam czym prędzej, nakręcona nieco propozycją szatyna. Byłam ciekawa co takiego przygotował dla mnie tak rano. Popędziłam do łazienki omal nie przewracając się o jedną z walizek, które leżały od wczoraj nierozpakowane i możliwe, że nigdy ich nie rozpakujemy. Umyłam zęby, przeczyściłam twarz tonikiem i nałożyłam delikatny makijaż. Nie było co przesadzać z make-upem. Włosy związałam w koński ogon i powędrowałam do walizek w celu wybrania jakiegoś ciuchu. W końcu wybór padł na kraciastą sukienkę, klapki japonki i okulary przeciwsłoneczne. Pogoda wydawała się być naprawdę piękna, a temperatura na zewnątrz bardzo wysoka. Przed opuszczeniem pomieszczenia spojrzałam jeszcze przelotnie w lustro. Wyglądałam całkiem porządnie, mogłam wyjść tak do ludzi. Spodziewałam się, że wszyscy będą spali, ale prawda okazała się tak, że wszyscy poza Harry'm kręcili się gdzieś po domu. Niall jadł zupę mleczną, przeglądając wiadomości w świeżo dostarczonej gazecie i podwijając nogę. Gdybym była moją matką, zwróciłabym mu uwagę, że skrzywi sobie kręgosłup, ale przecież, na szczęście, nią nie byłam. Więc poczłapałam spokojnie w stronę dwuskrzydłowych szklanych drzwi prowadzących do ogrodu. Destiny siedziała na schodku dzielącym taras od trawy i z podwiniętą nogą robiła sobie pedicure. Demi natomiast leżała rozciągnięta na leżaku. Dziewczyny głośno się z czegoś śmiały. Spojrzałam w stronę pomostu i omal nie podskoczyłam z radości, gdy ujrzałam Liama, siedzącego plecami do wszystkiego.
-Kogo my tu mamy? - Destiny wymierzyła we mnie oskarżycielski palec.
-Liam tam siedzi i siedzi. Obawiamy się, że oddał się medytacjom - dorzuciła Demi.
Parsknęłam śmiechem i zmierzyłam obydwie przyjaciółki rozbawionym spojrzeniem.
-Wasz również miło widzieć, dzień dobry - zaśmiałam się, a zabrzmiało to jak tekst godny osiemnastego wieku, a nie dwudziestego pierwszego stulecia.
Jestem pewna, że dodałyby coś jeszcze, gdyby nie to, że bez namysłu ruszyłam w stronę pomostu. Idąc w tamtym kierunku, jeszcze raz porównałam widok do tego, który widoczny był na ścianie w pokoju Nialla, który tymczasowo zamieszkiwałam z Liamem.
-Cześć. Przepraszam, że tyle musiałeś czekać - powiedziałam na powitanie.
-Nie czekałem znowu tak długo - szatyn pokazał dłonią coś przed sobą, nie odwracając się nawet w moją stronę.
Wychyliłam się, bo ciekawość wzięła górę nad wszystkim. Przy samym pomoście zacumowana była mała drewniana łódka, na której można było zobaczyć rozciągnięty koc, koszyk wypełniony jedzeniem i radio, które nie potrzebuje prądu, aby działać. Bez namysłu zrobiłam krok, żeby wsiąść do łódki i uśmiechnęłam się szeroko na widok rozświetlonego spojrzenia Liama. Ja się cieszyłam, że on mi zrobił niespodziankę, a on się cieszył, że mi ta niespodzianka przypadła do gustu. Cóż, Liam był typem romantyka, a ja zawsze szalałam za chłopakami tego rodzaju. Szatyn poszedł w mój ślad i już po chwili odpychał nas wiosłami od powierzchni wody i mknęliśmy ku środkowi zbiornika. Zewsząd otaczała nas cisza, którą po chwili przerwał niski głos chłopaka.
-Jak tam w pracy?
-W pracy? - powtórzyłam, wzmagając czujność.
-No tak. Co u Jamesa, czy nadal denerwuje cię Chloe i tak dalej...
-No... mamy nowego pracownika - zająknęłam się przed ostatnim słowem, ale Liam nawet na mnie nie patrzył, bo był zajęty uruchamianiem radia.
Uśmiechnęłam się na pierwsze rytmy piosenki zespołu Bon Jovi pt. "Come Back".
-Wiem, że kochasz klasykę - szatyn uśmiechnął się do mnie, a ja za bardzo nie wiedziałam, czy ma na myśli muzykę, czy chłopców. - Jaki jest ten nowy pracownik? Powinien go chyba poznać.
Liam zaczynał wpadać w jakąś paranoję niczym Harry. Byłam bliska wyrzucenia go z łódki, ale po raz kolejny w życiu powstrzymałam się od zrobienia jakiejś głupoty. Nerwowo przygryzłam wargi.
-Jest całkiem sympatyczny, ale nie miałam okazji z nim długo rozmawiać. To tylko mój kolega z pracy, nie masz powodów do obaw - czułam, że już niedługo beknę za moje kłamstwa, ale nie było już odwrotu.
-Czułbym się pewniej, gdybym go poznał - naciskał Liam.
Spokojnie wodził po moim ciele wzrokiem. Poczułam, że się rumienię. Liam, kurwa, przestań.
-Jasne, wpadnij kiedy chcesz - zgodziłam się, ulegając jego spokojnemu spojrzeniu.
Spuściłam głowę i nagle zaczęłam udawać, że interesuje mnie całe pożywienie, jakie szatyn zabrał z domu tutaj, na środek jeziora. Wyciągnęłam czerwone jabłko i wgryzłam się w nie, nie pamiętając co to litość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz