~Destiny~
13.08.2013 r.
Kończyłam właśnie ścielić łóżko, starając się wymyślić gdzie w tym momencie może być Harry. Miałam kilka wersji, ale żadna nie wydawała się być na tyle prawdopodobna, bym pragnęła to sprawdzić. Wyprostowałam się, gdy pościel była już idealnie ułożona. Lubiłam, gdy w moim otoczeniu było dosyć czysto. A już na pewno wiedziałam, że Pan Zły to lubił. Zaśmiałam się pod nosem. Z dnia na dzień wydawało mi się, że to przezwisko nie pasuje do niego. Choć w momencie, gdy go poznałam było jak najbardziej trafne. Czyżby Harry się zmieniał ? Nie, to bzdura. To raczej nasze nastawienie do niego jest inne. Po chwili namysłu postanowiłam przebrać się w coś innego niż piżama w wesołe misie. Włożyłam na siebie czysty, czarny stanik i bokserki, a na to zarzuciłam białą koszulę Harry'ego, która sięgała mi do połowy uda. Lubiłam chodzić w jego rzeczach, a póki go nie było miałam nadzieje, że się nie obrazi. Tylko to tak bardzo boli, że go nie ma. Podskoczyłam w miejscu, gdy znienacka usłyszałam pukanie do drzwi. Mógł to być albo Liam, albo Niall. Dziewczyny zazwyczaj wchodziły bez pozwolenia.
- Proszę - powiedziałam ledwo słyszalnie.
W tym domu no i tak wszyscy wszystko słyszą, jakby nie było ścian. Otworzyłam szeroko buzie, gdy zza drzwi wychyliła się tak dobrze znana mi postać. Czułam, jak moje serce przyspiesza. To nie było możliwe.
- Harry !- rzuciłam się na chłopaka, gdy zamknął za sobą drzwi i stanął przodem do mnie.
Objęłam nogami jego pas, a rękami oplotłam szyje. Oddychałam głęboko rozkoszując się jego zapachem. Wydawało mi się, że odkąd go ostatni raz widziałam minął przynajmniej miesiąc. Na pewno nie jeden dzień. Wpiłam się mocno w jego usta w momencie, gdy chciał coś powiedzieć. Mimo wszystko odwzajemnił pocałunek, jakby zapominając o tym co miał przekazać. Usta Harry'ego były zimne i spierzchnięte, ale w tamtym momencie nie wyobrażałam sobie nic przyjemniejszego. Dłońmi mocno ściskał moje uda co w żadnym stopniu mi nie przeszkadzało. Znów czułam jego twardy tors przy swojej klatce piersiowej. Słyszałam jak oddycha, a potem jak się śmieje, gdy z jeszcze większym zaangażowaniem całowałam go, aż musiałam zaczerpnąć powietrza. Chłopak oparł swoje czoło o moje. Cały czas byłam w jego objęciach.
- Mam rozumieć, że tęskniłaś - uśmiechnął się, a w jego policzkach wykwitły dołeczki.
- Już nigdy nie odchodź. Nigdy, rozumiesz ? - popatrzyłam na niego całkiem poważnie.
Drugi raz moje biedne serce mogłoby tego nie znieść. Kurde, czyli to tak wygląda prawdziwa miłość, na widok której zawsze mnie skręcało.
- Chciałem cię tylko chronić - wyznał, przygryzając dolną wargę.
Wyglądał całkowicie bezbronnie, a mi na krótką chwilę przed tym, gdy chciałam coś powiedzieć zaschło w gardle. Był tak przepiękny i kochany, że nie chciałam go już przenigdy stracić.
- Wystarczy, że jesteś przy mnie - uśmiechnęłam się, a zaraz potem pocałowałam go przelotnie w policzek.
- Chyba tobie. Muszę wiedzieć, że jesteś bezpieczna. Nie przeżyłbym, gdyby ktoś cię skrzywdził. A już szczególnie ten pierdolony idiota - Pokiwałam głową na znak, że mu wierzę i się z nim zgadzam, choć nie do końca tak było - A tak w ogóle widzę, że przyzwyczaiłaś się do moich ubrań - Szczypnął mnie delikatnie w udo.
Moja twarz momentalnie zalała się rumieńcem. Nie byłam na to przygotowana, a w tej pozycji, w której się obecnie znajdowałam bardzo trudno byłoby mi się bronić.
- Wyglądasz w nich całkowicie seksownie - uśmiechnął się, ostatni raz mnie pocałował i wypuścił z objęć.
*
Siedziałam na skórzanym krześle w kuchni z jedną nogą pod tyłkiem. Demi siedziała na blacie, wesoło machając nogami i z zaangażowaniem jadła zupę warzywną. Sky zaś siedziała przed laptopem i bez większego zainteresowania przeglądała strony internetowe. Czuć było, że atmosfera w domu stała się jakby lżejsza, co bezdyskusyjnie było spowodowane powrotem Harry'ego. Nie wiem, jak było z moimi przyjaciółkami, ale ulga jaką ja odczułam nie mogła się równać z niczym.
- Dems ?- zaczęłam, a dziewczyna momentalnie się na mnie spojrzała - Jak tam z Niall'em ? - spytałam, starając się nie zaśmiać.
Zauważyłam, że Skylar walczy z tą samą potrzebą. Rzuciła mi jedno z tych naszych porozumiewawczych spojrzeń, co znaczyło tyle, że wiedziała do czego dążę.
- Ale w jakim sensie ? - Demi posłała mi pytające spojrzenie.
- No wiesz. Słyszałyśmy trochę za dużo dzisiaj w nocy - Sky uśmiechnęła się pod nosem, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa.
Przyjaciółka od razu spąsowiała i jeszcze zacieklej zaczęła spożywać swoją zupę, której już właściwie nie było. Pewnie szukała teraz dobrego wytłumaczenia.
- No wiecie ... - wydukała, brodząc łyżką w misce.
- Oj no mów ! Pieprzycie się czy nie ? - Tak bezpośrednie pytanie mogło wyjść tylko z ust Sky.
Demi odstawiła z łoskotem naczynie do zlewu i spojrzała na nas groźnie. Mimo wszystko ta sytuacja była komiczna.
- Wolę stwierdzenie 'uprawiać miłość' - wyznała, patrząc wymownie na Skylar.
- Zabezpieczaj się przy tym 'uprawianiu miłości' - zrobiłam cudzysłów w powietrzu i zachichotałam.
Demi fuknęła jakąś złośliwą uwagę i wyszła z kuchni, jeszcze bardziej czerwona niż wcześniej. Kto by pomyślał, że nagle zrobiła się taka wrażliwa. Nigdy nie podejrzewałam, że to ona będzie pierwszą z naszej trójki, która straci dziewictwo, mówiąc ładnie. Choć w sumie nie wiedziałam, jak było w przypadku Sky i Liam'a, a brunetka jakoś nie była skora do wyjaśnień.
- A ty ? - spytałam, wstając od stołu i biorąc z szafki paczkę suszonych daktyli.
- Nie. I jeszcze przez dłuższy czas bym się tego nie spodziewała - powiedziała całkowicie spokojnie, jakby rozmawiała na taki temat, jak pogoda - A Harry cię już przeleciał ?
Nie wiem czemu, ale taka uwaga mnie rozdrażniła. Nie żebym uważała Harry'ego za osobę świętą, ale był niektóre rzeczy, które szanował. A może nie ?
- To nie jest jakiś namiętny ruchacz - warknęłam, napychając sobie buzię daktylami. Nie chciałam być nie miła dla Skylar. Chociaż przez jeden chrzaniony tydzień wakacji chciałabym, żeby wszystko było całkowicie normalnie. Ale to równałoby się chyba z wyprowadzką od chłopaków. A właśnie - Kiedy mamy zamiar wrócić do domu ?
- Bo ja wiem - dziewczyna wzruszyła ramionami - Tu jest całkiem przyjemnie.
- No tak, ale nie możemy siedzieć im cały czas na głowie - stwierdziłam, zgodnie z prawdą.
- Chyba, że zmusimy Niall'a do oświadczenia się Demi. Wtedy będziemy mieszkać prawie, jak rodzina.
Obie wybuchłyśmy gromkim śmiechem. Rozumiałam, że wyżej wymieniona dwójka była zakochana, ale oświadczyny to trochę za dużo na mój gust.
*
Weszłam do łazienki Harry'ego, która ku mojemu zdziwieniu była pusta. Byłam zaskoczona, bo w pokoju także go nie było. Czyżby wyszedł gdzieś z domu bez powiadomienia ? Znowu. Nie, pewnie jest gdzieś z chłopakami. Stanęłam przed lustrem i przerzuciłam włosy na jedno ramię. Po omacku znalazłam szczoteczkę i wycisnęłam na nią trochę miętowej pasty. W ślimaczym tempie myłam zęby, a moja buzia wypełniała się pianą. W końcu postanowiłam wypluć resztki i opłukać twarz wodą. Następnie nałożyłam podkład i róż na policzki, użyłam złotego cienia, kredki i tuszu do rzęs. Nie wiedziałam czy dzisiaj będziemy gdzieś wychodzić, ale zważając na to, że był piątek odpowiedź mogła być tylko twierdząca. Związałam włosy w wysokiego kucyka, zostawiając luźna pasma po bokach. Właśnie, gdy kończyłam układać moją niezwykle ambitną fryzurę do toalety wparował Harry. Miał na sobie czarne, wąskie spodnie i biały t-shirt, który niezwykle dobrze uwydatniał jego mięśnie i pozwalał tatuażom zobaczyć światło dzienne. Wyglądał atrakcyjniej niż zazwyczaj. W ogóle nie sądziłam, że to jeszcze możliwe. W jednej chwili przypomniało mi się, że jeszcze nie tak dawno nienawidziłam go, a nawet bałam się. Czułam się niekomfortowo, gdy przebywał w moim otoczeniu. I nagle to wszystko znikło, jak bańka mydlana. Niezupełnie wiedziałam kogo to była zasługa. Może każde z nas coś od siebie dorzuciło. Ale przecież Harry Styles nigdy nic nie daje od siebie.
- O czym myślisz ? - usłyszałam jego głęboki, ochrypły głos.
W jednej chwili odwróciłam głowę w jego stronę i zdałam sobie sprawę, że przez cały ten czas stałam przed lustrem. Oczy chłopaka błądziły po moim ciele z ukrytym gdzieś głęboko pożądaniem. Starał się nad tym panować. Byłam tego pewna. Przygryzł delikatnie swoją wargę, czekając na odpowiedź.
- Ja...- odchrząknęłam zdenerwowana - O niczym szczególnym - Zaczęłam udawać, że poprawiam swoje włosy, z którymi i tak nie dało się zrobić nic więcej w tamtym momencie.
- Kłamiesz - stwierdził z mocą. Chyba uważał, że wie o mnie więcej niż ja sama, a ponad to, że zna się tak dobrze na mimice ludzi niczym mentalista - Daj już spokój tym włosom - Harry w dwóch krokach pokonał odległość między nami i teraz stał odciągając moje ręce od twarzy.
Na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Czyli doskonale wiedział, że układam te włosy specjalnie. Chłopak stanął za mną, ręce układając na moich biodrach. Momentalnie zesztywniałam pod wpływem jego dotyku. Starałam się nie drżeć, gdy ciepłymi dłońmi sunął to w górę, to w dół moich bioder, co chwilę podwijając coraz większy fragment jego koszuli, którą miałam na sobie.
- Do czego zmierzasz ? - spytałam, chwytając jego dłonie i patrząc na odbicie w lustrze.
Harry zaśmiał się gardłowo na moją reakcje, a ja poczułam wibracje pochodzące od jego torsu, o który aktualnie się opierałam. Gdy dłuższą chwilę nie odpowiadał, odwróciłam się przodem do niego i położyłam obie dłonie w miejscu, w którym miał wytatuowanego motyla.
- Do tego - wyszeptał i wpił się w moje wargi.
Zajęło mi kilka sekund za nim wyszłam z oszołomienia i mogłam oddać pocałunek. Czułam, jak cała się trzęsę, a to, że właśnie sadzał mnie na blacie koło zlewu wcale nie ułatwiało sprawy. Harry zaczął podszczypywać i całować moją szyję i ramie, które zostało odsłonięte przez wpół rozpiętą koszulę. Odchyliłam głowę chcąc dać mu większy dostęp. Dłonie miałam złączone na jego karku. Momentalnie pochyliłam się i przegryzłam płatek jego ucha. Usłyszałam gardłowe jęknięcie, na dźwięk którego czułam jak stado motyli bombarduje mój biedny brzuch. To nie było zauroczenie. To nie była miłość. To była choroba, na którą nikt nie znał lekarstwa. To jakbyśmy byli sobie przeznaczeni, ale jednocześnie zatruwali siebie nawzajem. Dokądkolwiek zmierzałam wiedziałam, że powinnam zawrócić. Oddychałam ciężko, gdy chłopak ponownie zaczął mnie całować. Jego język wręcz pchał się do mojej buzi. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam Harry'ego. Przejechałam dłońmi po jego umięśnionych plecach, które intensywnie pracowały, gdy po raz kolejny wbijał się w moje wargi. Swoją dużą dłoń trzymał pod koszulą, drugą opierał się o blat.
- Ej, chcecie ... - osoba, która właśnie weszła do łazienki gwałtownie przerwała swoją wypowiedź. Pewnie była zaskoczona. Nie ona jedna. A właściwie on, co zdążyłam zauważyć, gdy Harry się ode mnie oderwał, a moim oczom ukazał się Liam - Zły moment - skwitował krótko i zaczął powoli się wycofywać.
- Bardzo zły, stary - warknął Harry, odsuwając się ode mnie na stosowną odległość.
- Liam, o co chodzi ? - spytałam, zeskakując z blatu i zapinając koszulę.
W tym momencie wszyscy mogli zobaczyć, trochę więcej niż zazwyczaj pokazywałam.
- Znaczy, Sky kazała się spytać czy chcecie iść z nami pograć w kosza - powiedział zakłopotany - Jak nie, to zostawimy was samych - stwierdził drapiąc się po karku.
- Świetny pomysł, za piętnaście minut na dole ? - popatrzyłem na niego z podekscytowaniem.
Dosłownie uwielbiałam grać w koszykówkę. Jeszcze bardziej lubiłam ją oglądać, ale w tak ciepły dzień jak dzisiaj aż szkoda było siedzieć w zamkniętej hali. Liam pokiwał z uznaniem głową i opuścił sypialnię Harry'ego na dobre. Dopiero wtedy brunet wyszedł z toalety. Wyglądał lekko mówiąc na zdenerwowanego, ale postanowiłam to całkowicie zignorować. Choć raz chciałam, żebyśmy zrobili to na co ja mam ochotę. Chłopak nie pytał czemu się zgodziłam tylko wziął jakieś ubrania z szafki i zamknął się w łazience. Schyliłam się, żeby z torby, której jeszcze nie zdążyłam rozpakować wyjąć krótka, morelową bluzkę, czarne spodenki, a spod komody wyciągnęłam parę białych nike'ów air force'ów. Szybko wskoczyłam w wybrane ubrania, koszulę upuszczając na wykładzinę. Zeszłam na dół nie czekając na Harry'ego, bo z jakiś niewyjaśnionych powodów byłam na niego zła. Czy tylko mi się zdaje, że mam wahania nastroju ? W salonie siedziała Demi i Sky, które zaciekle o czymś dyskutowały, ale momentalnie ucichły, gdy mnie zobaczyły. Coś jest ze mną nie tak ? A może Liam już zdążył sprzedać im najnowsze ploteczki ?
- Chcesz nam o czymś powiedzieć ? - spytała Sky, a ja dostrzegłam cień uśmiechu błądzący na jej twarzy.
Momentalnie spąsowiałam, ale na całe szczęście nie było mi dane odpowiedzieć. W momencie, w którym otwierałam buzie ze schodów skoczył Niall. Blondyn zarzucił rękę na szyje Demi i pocałował ją w skroń. Musiałam mocno powstrzymywać się, żeby nie zacząć nawijać jaką oni to są słodką parą. Chwilę później z góry zeszli również Liam i Harry.
- Dems ?- zaczęłam, a dziewczyna momentalnie się na mnie spojrzała - Jak tam z Niall'em ? - spytałam, starając się nie zaśmiać.
Zauważyłam, że Skylar walczy z tą samą potrzebą. Rzuciła mi jedno z tych naszych porozumiewawczych spojrzeń, co znaczyło tyle, że wiedziała do czego dążę.
- Ale w jakim sensie ? - Demi posłała mi pytające spojrzenie.
- No wiesz. Słyszałyśmy trochę za dużo dzisiaj w nocy - Sky uśmiechnęła się pod nosem, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa.
Przyjaciółka od razu spąsowiała i jeszcze zacieklej zaczęła spożywać swoją zupę, której już właściwie nie było. Pewnie szukała teraz dobrego wytłumaczenia.
- No wiecie ... - wydukała, brodząc łyżką w misce.
- Oj no mów ! Pieprzycie się czy nie ? - Tak bezpośrednie pytanie mogło wyjść tylko z ust Sky.
Demi odstawiła z łoskotem naczynie do zlewu i spojrzała na nas groźnie. Mimo wszystko ta sytuacja była komiczna.
- Wolę stwierdzenie 'uprawiać miłość' - wyznała, patrząc wymownie na Skylar.
- Zabezpieczaj się przy tym 'uprawianiu miłości' - zrobiłam cudzysłów w powietrzu i zachichotałam.
Demi fuknęła jakąś złośliwą uwagę i wyszła z kuchni, jeszcze bardziej czerwona niż wcześniej. Kto by pomyślał, że nagle zrobiła się taka wrażliwa. Nigdy nie podejrzewałam, że to ona będzie pierwszą z naszej trójki, która straci dziewictwo, mówiąc ładnie. Choć w sumie nie wiedziałam, jak było w przypadku Sky i Liam'a, a brunetka jakoś nie była skora do wyjaśnień.
- A ty ? - spytałam, wstając od stołu i biorąc z szafki paczkę suszonych daktyli.
- Nie. I jeszcze przez dłuższy czas bym się tego nie spodziewała - powiedziała całkowicie spokojnie, jakby rozmawiała na taki temat, jak pogoda - A Harry cię już przeleciał ?
Nie wiem czemu, ale taka uwaga mnie rozdrażniła. Nie żebym uważała Harry'ego za osobę świętą, ale był niektóre rzeczy, które szanował. A może nie ?
- To nie jest jakiś namiętny ruchacz - warknęłam, napychając sobie buzię daktylami. Nie chciałam być nie miła dla Skylar. Chociaż przez jeden chrzaniony tydzień wakacji chciałabym, żeby wszystko było całkowicie normalnie. Ale to równałoby się chyba z wyprowadzką od chłopaków. A właśnie - Kiedy mamy zamiar wrócić do domu ?
- Bo ja wiem - dziewczyna wzruszyła ramionami - Tu jest całkiem przyjemnie.
- No tak, ale nie możemy siedzieć im cały czas na głowie - stwierdziłam, zgodnie z prawdą.
- Chyba, że zmusimy Niall'a do oświadczenia się Demi. Wtedy będziemy mieszkać prawie, jak rodzina.
Obie wybuchłyśmy gromkim śmiechem. Rozumiałam, że wyżej wymieniona dwójka była zakochana, ale oświadczyny to trochę za dużo na mój gust.
*
Weszłam do łazienki Harry'ego, która ku mojemu zdziwieniu była pusta. Byłam zaskoczona, bo w pokoju także go nie było. Czyżby wyszedł gdzieś z domu bez powiadomienia ? Znowu. Nie, pewnie jest gdzieś z chłopakami. Stanęłam przed lustrem i przerzuciłam włosy na jedno ramię. Po omacku znalazłam szczoteczkę i wycisnęłam na nią trochę miętowej pasty. W ślimaczym tempie myłam zęby, a moja buzia wypełniała się pianą. W końcu postanowiłam wypluć resztki i opłukać twarz wodą. Następnie nałożyłam podkład i róż na policzki, użyłam złotego cienia, kredki i tuszu do rzęs. Nie wiedziałam czy dzisiaj będziemy gdzieś wychodzić, ale zważając na to, że był piątek odpowiedź mogła być tylko twierdząca. Związałam włosy w wysokiego kucyka, zostawiając luźna pasma po bokach. Właśnie, gdy kończyłam układać moją niezwykle ambitną fryzurę do toalety wparował Harry. Miał na sobie czarne, wąskie spodnie i biały t-shirt, który niezwykle dobrze uwydatniał jego mięśnie i pozwalał tatuażom zobaczyć światło dzienne. Wyglądał atrakcyjniej niż zazwyczaj. W ogóle nie sądziłam, że to jeszcze możliwe. W jednej chwili przypomniało mi się, że jeszcze nie tak dawno nienawidziłam go, a nawet bałam się. Czułam się niekomfortowo, gdy przebywał w moim otoczeniu. I nagle to wszystko znikło, jak bańka mydlana. Niezupełnie wiedziałam kogo to była zasługa. Może każde z nas coś od siebie dorzuciło. Ale przecież Harry Styles nigdy nic nie daje od siebie.
- O czym myślisz ? - usłyszałam jego głęboki, ochrypły głos.
W jednej chwili odwróciłam głowę w jego stronę i zdałam sobie sprawę, że przez cały ten czas stałam przed lustrem. Oczy chłopaka błądziły po moim ciele z ukrytym gdzieś głęboko pożądaniem. Starał się nad tym panować. Byłam tego pewna. Przygryzł delikatnie swoją wargę, czekając na odpowiedź.
- Ja...- odchrząknęłam zdenerwowana - O niczym szczególnym - Zaczęłam udawać, że poprawiam swoje włosy, z którymi i tak nie dało się zrobić nic więcej w tamtym momencie.
- Kłamiesz - stwierdził z mocą. Chyba uważał, że wie o mnie więcej niż ja sama, a ponad to, że zna się tak dobrze na mimice ludzi niczym mentalista - Daj już spokój tym włosom - Harry w dwóch krokach pokonał odległość między nami i teraz stał odciągając moje ręce od twarzy.
Na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Czyli doskonale wiedział, że układam te włosy specjalnie. Chłopak stanął za mną, ręce układając na moich biodrach. Momentalnie zesztywniałam pod wpływem jego dotyku. Starałam się nie drżeć, gdy ciepłymi dłońmi sunął to w górę, to w dół moich bioder, co chwilę podwijając coraz większy fragment jego koszuli, którą miałam na sobie.
- Do czego zmierzasz ? - spytałam, chwytając jego dłonie i patrząc na odbicie w lustrze.
Harry zaśmiał się gardłowo na moją reakcje, a ja poczułam wibracje pochodzące od jego torsu, o który aktualnie się opierałam. Gdy dłuższą chwilę nie odpowiadał, odwróciłam się przodem do niego i położyłam obie dłonie w miejscu, w którym miał wytatuowanego motyla.
- Do tego - wyszeptał i wpił się w moje wargi.
Zajęło mi kilka sekund za nim wyszłam z oszołomienia i mogłam oddać pocałunek. Czułam, jak cała się trzęsę, a to, że właśnie sadzał mnie na blacie koło zlewu wcale nie ułatwiało sprawy. Harry zaczął podszczypywać i całować moją szyję i ramie, które zostało odsłonięte przez wpół rozpiętą koszulę. Odchyliłam głowę chcąc dać mu większy dostęp. Dłonie miałam złączone na jego karku. Momentalnie pochyliłam się i przegryzłam płatek jego ucha. Usłyszałam gardłowe jęknięcie, na dźwięk którego czułam jak stado motyli bombarduje mój biedny brzuch. To nie było zauroczenie. To nie była miłość. To była choroba, na którą nikt nie znał lekarstwa. To jakbyśmy byli sobie przeznaczeni, ale jednocześnie zatruwali siebie nawzajem. Dokądkolwiek zmierzałam wiedziałam, że powinnam zawrócić. Oddychałam ciężko, gdy chłopak ponownie zaczął mnie całować. Jego język wręcz pchał się do mojej buzi. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam Harry'ego. Przejechałam dłońmi po jego umięśnionych plecach, które intensywnie pracowały, gdy po raz kolejny wbijał się w moje wargi. Swoją dużą dłoń trzymał pod koszulą, drugą opierał się o blat.
- Ej, chcecie ... - osoba, która właśnie weszła do łazienki gwałtownie przerwała swoją wypowiedź. Pewnie była zaskoczona. Nie ona jedna. A właściwie on, co zdążyłam zauważyć, gdy Harry się ode mnie oderwał, a moim oczom ukazał się Liam - Zły moment - skwitował krótko i zaczął powoli się wycofywać.
- Bardzo zły, stary - warknął Harry, odsuwając się ode mnie na stosowną odległość.
- Liam, o co chodzi ? - spytałam, zeskakując z blatu i zapinając koszulę.
W tym momencie wszyscy mogli zobaczyć, trochę więcej niż zazwyczaj pokazywałam.
- Znaczy, Sky kazała się spytać czy chcecie iść z nami pograć w kosza - powiedział zakłopotany - Jak nie, to zostawimy was samych - stwierdził drapiąc się po karku.
- Świetny pomysł, za piętnaście minut na dole ? - popatrzyłem na niego z podekscytowaniem.
Dosłownie uwielbiałam grać w koszykówkę. Jeszcze bardziej lubiłam ją oglądać, ale w tak ciepły dzień jak dzisiaj aż szkoda było siedzieć w zamkniętej hali. Liam pokiwał z uznaniem głową i opuścił sypialnię Harry'ego na dobre. Dopiero wtedy brunet wyszedł z toalety. Wyglądał lekko mówiąc na zdenerwowanego, ale postanowiłam to całkowicie zignorować. Choć raz chciałam, żebyśmy zrobili to na co ja mam ochotę. Chłopak nie pytał czemu się zgodziłam tylko wziął jakieś ubrania z szafki i zamknął się w łazience. Schyliłam się, żeby z torby, której jeszcze nie zdążyłam rozpakować wyjąć krótka, morelową bluzkę, czarne spodenki, a spod komody wyciągnęłam parę białych nike'ów air force'ów. Szybko wskoczyłam w wybrane ubrania, koszulę upuszczając na wykładzinę. Zeszłam na dół nie czekając na Harry'ego, bo z jakiś niewyjaśnionych powodów byłam na niego zła. Czy tylko mi się zdaje, że mam wahania nastroju ? W salonie siedziała Demi i Sky, które zaciekle o czymś dyskutowały, ale momentalnie ucichły, gdy mnie zobaczyły. Coś jest ze mną nie tak ? A może Liam już zdążył sprzedać im najnowsze ploteczki ?
- Chcesz nam o czymś powiedzieć ? - spytała Sky, a ja dostrzegłam cień uśmiechu błądzący na jej twarzy.
Momentalnie spąsowiałam, ale na całe szczęście nie było mi dane odpowiedzieć. W momencie, w którym otwierałam buzie ze schodów skoczył Niall. Blondyn zarzucił rękę na szyje Demi i pocałował ją w skroń. Musiałam mocno powstrzymywać się, żeby nie zacząć nawijać jaką oni to są słodką parą. Chwilę później z góry zeszli również Liam i Harry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz