wtorek, 18 lutego 2014

Chapter XXIV

~Skylar~
13.08.2013r.
Zbliżała się godzina piętnasta, gdy wszyscy stanęliśmy w salonie, patrząc się na siebie nawzajem tak, jakbyśmy szykowali się nie wiadomo do jakiej wyprawy. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, ale kwaśny wyraz twarzy Harry'ego kazał mi się po prostu przymknąć. Nie wierzyłam, że nasze pierwsze wspólne, wesołe po południe właśnie się rozpoczęło, a nikt nie powiedział jeszcze ani słowa. Pan Zły wpatrywał się w ścianę z zaciętą miną. Destiny starała się na niego nie patrzeć, ale co jakiś czas jej oczy odruchowo wędrowały w stronę chłopaka i wtedy można było zobaczyć błądzący na jej ustach uśmiech... wygranej? Czyżby moja przyjaciółka dopiekła w czymś Harry'emu? Demi stała uwieszona u boku śmiejącego się Nialla. Nie mam pojęcia, czy dziewczyna szeptała blondynowi coś na ucho, czy po prostu była tak głupkowata, że chłopak zaczął się śmiać. Milczenie przerwał dopiero Liam, który podszedł do mnie i chwycił moją dłoń. Jego palce kurczowo złapały moje, a ja postanowiłam się nie sprzeciwiać. Raz na jakiś czas dobrze było poczuć się normalnie, poczuć się kochanym. Szatyn uśmiechnął się do wszystkich dobrodusznie. Boże, czasami myślałam, że mój chłopak jest aniołem... albo księdzem. Wyglądał jak jeden z tych dobrych panów, którzy spoglądali na wszystkich z tak ogromną miłością, że aż czasem mdliło. No, pomijając te kilka momentów, w których stracił kontrolę, jak na przykład wtedy w jego samochodzie, gdy nie mógł mnie jak człowiek zaprosić na bal rodziców Nialla, tylko na mnie nawrzeszczał.
-To jak, zbieramy się? - niski głos Liama wyrwał mnie z wszelkich zamyśleń i dopiero wtedy się zorientowałam, że jako jedyna nie mam jeszcze butów na nogach.
Wyrwałam rękę z uścisku szatyna i, w czasie gdy reszta opuszczała mieszkanie chłopaków, ja wiązałam moje czarne Jordany. Wybiegłam chwilę przed tym jak Harry zamknął mieszkanie. Zauważyłam, że Destiny nie czeka na chłopaka, wpatrując się w niego jak w obrazek. Dziewczyna szła po schodach obok, nadal uwieszonej u boku Nialla, Demi i obydwie śmiały się głośno. No super, dziewczyny sobie żartują, a ja zostałam sam na sam z Harry'm. Pewnie pobiegłabym za resztą, gdybym nie była tak strachliwa i nie postanowiła poczekać na Pana Złego.
-Sky, możemy pogadać? - w połowie schodów dobiegł mnie cichy, ale twardy głos Harry'ego.
Te słowa okazały się dla mnie jak wstrząs. Cholera, on znał inne słowa poza przekleństwami? Poprosił mnie o rozmowę. Czy możemy pogadać? Jasne, że możemy, tylko nie każ mi się odzywać, bo nie chcę dostać bo twarzy. Skinęłam głową w stronę chłopaka, dając mu znać, że go słucham.
-Przez te parę dni coś się zmieniło? - kolejne pytanie, a ja nawet nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Co masz na myśli? - przytrzymałam się poręczy, gdy o mały włos nie spadłam ze schodów.
Wyszliśmy już na chodnik, a reszta szła przed nami. Zabiję tego, kto wymyślił pieszy spacer zamiast kolejnej podróży samochodem. Co prawda do Central Parku mieliśmy bardzo mały kawałek, ale wiedziałam, że ten czas będzie mi się dłużył przez rozmowę z Panem Złym.
-Destiny jest jakaś inna - wiedziałam, że nie chciał, żebym usłyszała drżenie w jego głosie, więc postanowiłam je zignorować.
-Według mnie jest wszystko w porządku. Czekała na ciebie - przyznałam i się zdziwiłam, że użyłam aż takiej dużej ilości słów.
-Jak widzisz: chyba nie do końca - jego ręka powędrowała przed niego, a palec wskazujący pokazał oskarżycielsko Destiny.
-Wiesz Harry... - zatrzymałam się tylko po to, żeby stanąć do niego przodem i spojrzeć mu w oczy. - Dziwisz się, że coś jest nie tak z nią, ale tak naprawdę coś nie tak jest z tobą. Destiny przez te kilka dni i nocy tyle płakała, że nawet nie jesteś sobie w stanie tego wyobrazić - Pan Zły zacisnął zęby i uciekł gdzieś w bok przed moim wzrokiem. - Teraz, kiedy ona odzyskała normalność nie pozwalasz jej spędzać czasu z przyjaciółką? - skierowałam mój palec w klatkę piersiową Harry'ego i poczułam pulsujący ból, gdy kość zderzyła się z twardą rzeczywistością. Pan Zły mimo wszystko nie ruszył się nawet o krok. - Jesteś hipokrytą, Harry.
-Nie to miałem na myśli - powiedział twardo i znów zacisnął szczęki. Teraz jednak spojrzał mi w oczy. Nie nienawidził mnie, bo nie chciał ranić Destiny i Liama, ale gdyby to był jego wybór, wydłubałby mi pewnie oczy.
-No jasne. Uważałeś, że po kilku dniach, gdy nawet słowem się do niej nie odezwałeś ona padnie ci do nóg i zrobi ci laskę? Cóż, musiałeś się bardzo rozczarować. Dorośnij, Panie Zły - mruknęłam zdegustowana jego głupkowatym zachowaniem.
Przyspieszyłam kroku, żeby dogonić pozostałych i zostawiłam za sobą zszokowanego Harry'ego. Coś w moich słowach kazało mu się zamknąć i spodobało mi się to. To zawsze Harry miał kontrolę nad wszystkimi, to jego wszyscy się bali. Nie uważam, że Pan Zły zaczął się mnie bać, ale przynajmniej pokazałam mu, że jeżeli mnie do tego zmusi, to zrobię coś bardzo złego. Jeżeli tylko skrzywdzi Destiny.
*
-Ej, to zagranie było nieczyste! - wydarła się Demi, gdy Liam podsadził mnie do kosza, żebym mogła wrzucić piłkę.
-Czyste, nieczyste, ale bez tego Sky jest cienka w kosza - odkrzyknął Liam, a ja sprzedałam mu kuksańca w bok.
Nie pamiętam kiedy ostatnio bawiliśmy się tak dobrze. Każdy z chłopaków grał bardzo dobrze, ale myślę, że najlepiej Niall. Nawet Pan Zły się śmiał. Nie wiem, czy starał się zachować pozory, czy naprawdę on też czuł się szczęśliwy, ale sposób w jaki obejmował Destiny, która co chwilę starała się mu umknąć był wspaniały, delikatny.
-Nie myśl tyle, kochanie - gorący szept, otulił moje ucho. Korzystając z chwili przerwy, oparłam głowę na ramieniu Liama i wystawiłam ją do słońca. Zbliżała się godzina osiemnasta, ale słońce i tak grzało. Niall i Demi zarządzili chwilę przerwy i usiedli w jedynym zacienionym miejscu boiska, żeby się napić czegoś chłodnego. Harry i Destiny w jednym momencie obściskiwali się w jednym końcu boiska, a już po chwili ich tam nie było i postanowiłam nie wnikać, gdzie sobie poszli. Złapałam Liama za rękę i powędrowaliśmy w stronę Demi i Nialla.
-To jak, kończymy ten mecz? - blondyn poderwał się z ziemi, gotowy do rozegrania kolejnej partii.
-Chętnie, ale mamy niepełne składy - Liam natomiast usiadł na ziemi i usadowił mnie sobie na kolanach.
Demi podała nam po puszce piwa.
-Nie chcą siedzieć z nami, to wychlejemy piwo w czwórkę - mruknęła, wznosząc toast.
-Mmm... mam pomysł, idźmy później na jakiegoś fast-fooda - rzucił Niall, który już leżał na ziemi obok mnie i Liama.
-Cholera, tak! Całe wieki nie jadłem nic śmieciowego - miałam wrażenie, że Liam ślini mi plecy.
-Poczekajmy tylko na tamtych, bo będą mieli pretensje - powiedziałam, gdy Liam położył się na plecach.
Odwróciłam się do niego przodem, tak, żeby widzieć wszystkich i w taki sposób, że siedziałam na nim okrakiem. Nie dbałam o to, jak to wyglądało, ani jakie uczucia to we mnie wzbudziło. Postanowiłam stłamsić je gdzieś głęboko w sobie i pozostawić moje seksualne uniesienia na później. Najlepiej na w ogóle inny dzień albo inne życie.
*
-Uważacie, że mogą mieć tu dobrego kebaba? Mam ochotę na kebaba - Destiny przechyliła się przez moje ramię, czytając nazwę jakiegoś tureckiego baru.
Cholera, Turkowie byli wszędzie! Nie, chwila. To, że byłyśmy wstawione przez kilka piw było o wiele gorszą wizją. Boże, co się dzieje z naszą imprezową kondycją? Przez tę niesamowitą trójkę: słodziutkiego blondynka, bad boya w lokach i kujona Liama spadłyśmy zdecydowanie na psy. Trzeba to poprawić, ale to kiedy indziej, bo w tamtym momencie tak bardzo zaburczało mi w brzuchu, że rozejrzałam się rozkojarzona, nie będąc pewna, czy to mój żołądek, czy jakiś motor, pędzący w oddali. W moich domniemaniach utwierdził mnie głośny śmiech Liama, który objął mnie po chwili czule, ale mocno. Koleś, uważaj, bo zwymiotuję ci pod nogi. Chciałam to powiedzieć, ale zabrakło mi słów, poza tym - dusiłam się.
-Wejdźmy tutaj, mam dość szukana nie wiadomo jakich knajp - miałam wrażenie, że Demi za kilka chwil zacznie płakać i pewnie by się tak stało, gdybyśmy nie ruszyli do przodu.
Bar okazał się całkiem przyjemnym miejscem. Pełno było tam młodzieży. No, może z wyjątkiem kilku biznesmenów, którzy po całym dniu ciężkiej roboty wybrali się na tłuste jedzenie. Usiedliśmy wszyscy przy jednym stoliku. Ja koło Nialla i Demi, a Liam po chwili zrezygnował z siedzenia obok mnie, ponieważ było ciasno i przesiadł się obok Destiny i Harry'ego. Nad naszymi głowami wisiał telewizor, w którym puszczane były teledyski obecnie najpopularniejszych wykonawców.
-Hej, Demi, a pamiętasz ten moment, w którym usnęłaś na klatce schodowej, bo byłaś tak narąbana? - Destiny zaczęła się głośno śmiać, gdy wszystkim przypomniałam ten incydent.
-Cholera, dziewczyny - usłyszałam cichy syk Destiny, gdy dostała pod stolikiem kopniaka od Demi.
-Nie ma się czego wstydzić, każdy ma chwile słabości - odparowała jej Destiny.
Byłam pewna, że za chwilę wybuchnie mała wojna między kobietami, ale dziewczyny spojrzały się na siebie i znów zaczęły się głośno śmiać. Tak, ten dzień był zdecydowanie udany.
-Dobra, przejdźmy do spraw poważniejszych - zaczęłam składając dłonie na stole. -Musimy się wynieść z waszego mieszkania - po całej grupie przebiegł szmer. Nawet Des zesztywniała choć to ona była tą, która rano wyskoczyła z takim samym tekstem.
Nikt nawet mi nie odpowiedział, każdego pochłonęła rozmowa o czymś innym. Harry i Niall zaczęli gorączkowo rozmawiać o ostatnim meczu NBA pomiędzy Chicago Bulls, a Brooklyn Nets. Destiny i Demi śmiały się z puszczanego obecnie w telewizji teledysku, a tymczasem Liam pochylił się w moją stronę.
-Nie chcę, żebyście się wyprowadzały - mruknął ledwie dosłyszalnie, splótł nasze dłonie na stole i położył brodę na naszych zwiniętych pięściach, wlepiając we mnie ten swój błagalny wzrok.
-Nie mamy wyboru, Liam - wzruszyłam ramionami. Cholera, ja naprawdę chciałam u nich zostać.
-Nic nie rozumiesz - burknął i spuścił wzrok. -Z wami jest całkiem inaczej. Weselej.
-Z nami jest zawsze lepiej niż samemu - puściłam jego dłoń, żeby dotknąć jego policzka, jego usta drgnęły.
Mogłabym wpatrywać się w niego godzinami. Był piękny, a gdy jego szczęka drgnęła, wiedziałam, że jest też zdenerwowany. Pewnie pocałowałabym go ponad stołem, albo próbowała go jakoś uspokoić, ale nie zdążyłam nawet pomyśleć, co zrobię jako pierwsze, bo Demi wstała nagle od stołu i postawiła nogę na ławeczce. Wszyscy poza mną i Liamem śmiali się do rozpuku. Chciałam zwrócić uwagę mojej przyjaciółce, ale potem sobie przypomniałam, że przecież to zabawa miała być naszym priorytetem. Zerknęłam na ekran telewizora, żeby zorientować się do czego tańczy dziewczyna. Drake kiwał się w rytm doskonale znanego bitu.
-Kurwa, kocham ten kawałek! - wykrzyknęła Demi tak głośno, że te osoby, które wcześniej się na nią nie gapiły to zaczęły.
Nikt jednak nie zwrócił jej uwagi. Nawet koleś za barem przewiesił sobie biały ręcznik przez ramię, założył na siebie ręce i zaczął się przyglądać dziewczynie i śmiać się. Demi obróciła się wokół własnej osi, a ja spojrzałam z uśmiechem na Nialla. Wszystko to działo się w jakimś zwolnionym tempie i do tej pory pamiętam każde uczucie, przebiegające przez twarz blondyna. Na początku czysta radość, potem tak cholernie ogromna miłość, że omal nie wgniotła mnie w ławkę i pewnie by wgniotła, gdyby nie dłonie Liama kurczowo ściskające moje. Potem w oczach blondyna dostrzegłam takie uwielbienie do mojej przyjaciółki, że nawet przez chwilę nie przeszło mi przez myśl, że jakiś czas temu uważałam, że to ja jestem mu pisana. Jakoś tego dnia nie miałam zbyt wiele czasu dla siebie i Liama, ale zauważyłam tak wiele rzeczy, na które byłam ślepa każdego innego dnia.
*
-Jak się dzisiaj bawiłaś? - Liam przecierał sobie włosy ręcznikiem ubrany tylko w bokserki.
Przygryzłam wargę. Znowu pojawiło się gdzieś w głębi mnie to cholernie pożądanie, które wwiercało mi się w brzuch jak młot pneumatyczny. Miałam ochotę podejść do chłopaka, objąć go, pocałować i zrobić to, czego nie robiłam z każdą nowo poznaną osobą. Po chwili zachciało mi się śmiać, gdy przypomniałam sobie moje poranne porównanie szatyna do księdza, bo przez myśl przebiegło mi, że chciałabym z nim po prostu zgrzeszyć. Jezu, nigdy nie byłam religijna, a tego dnia jakoś wszystko wiązało się z wiarą. Może powrót Harry'ego zaszufladkowałam razem z cudami?
-Było świetnie, tylko strasznie się zmęczyłam - nie kłamałam, marzyłam o długim śnie.
Patrzyłam na poruszające się mięśnie pleców Liama, gdy chłopak odwrócił się, żeby położyć na krześle mokry ręcznik. Podszedł do łóżka i położył się obok mnie. Zanim się przykrył, rzuciłam krótkie spojrzenie w stronę jego bokserek. Czarny materiał zdawał się mnie wołać, ale postanowiłam to zignorować. To my byliśmy tym rozważnym związkiem i nie miałam zamiaru od razu dać się zatracić. Szatyn wyciągnął ręce w moją stronę i przyciągnął mnie do siebie. Ułożyłam się wygodniej.
-Naprawdę nie chcę, żebyście się wyprowadzały. Przyzwyczaiłem się do tego, że budzę się obok ciebie - Liam szeptał. Uwielbiałam, gdy mówił szeptem. Uniosłam głowę w jego stronę.
-Musimy, mamy swoje życia, swoje mieszkanie - odparłam, a gdy zobaczyłam jego minę szybko się zreflektowałam. - Przepraszam, Liam.
-Nie ma sprawy, taka jest prawda - powiedział, całując moje czoło. Napięta atmosfera szybko odpłynęła. - Dobranoc, Sky.
-Dobranoc, kocham cię - wymruczałam w klatkę piersiową szatyna, czułam, że za chwilę odpłynę.
-Ja ciebie kocham mocniej, uwierz - chciałam zaprzeczyć, ale zabrakło mi sił.
W jednym momencie byłam wśród żywych, a za chwilę oddałam się przyjemnie przyciągającej ciemności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz