poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Chapter X

~Skylar~
09.06.2013 r.

Usiadłam na najwyższym ze schodków w pokaźnym mieszkaniu Nialla, Liama i Harry'ego. Gdy ostatnio widziałam to mieszkanie, był tam tłum ludzi. Tymczasem panowała tam niczym niezmącona cisza. Demi zniknęła za pierwszymi drzwiami tuż przy głównym wejściu, żeby zwymiotować całą zawartość swojego żołądka. Niall pobiegł w tym czasie do kuchni, a Liam zniknął za drzwiami swojej sypialni. Ja postanowiłam, że ściągnę wysokie buty i dam odpocząć moim stopom, zasiadając na jednym z ogromnych schodków. Panowała zupełna cisza. W pewnym momencie usłyszałam z kuchni głos blondyna. Najwidoczniej rozmawiał z kimś przez telefon.
-Musicie przyjechać do nas. Będziecie niedługo? - Niall urwał na chwilę i głośno sapnął. - Czy z Destiny wszystko w porządku? Nie dziw się, że się przejmuję. Jesteście pijani, a ty na dodatek jesteś upierdliwy jak wsza na dupie. Szczerze mówiąc to Des chyba za tobą nie przepada.
Nic więcej nie usłyszałam. Rozmowa momentalnie ustała. Podejrzewałam, że ze strony Harry'ego padło kilka nieprzyjemnych słów i Niall nie chciał drążyć tematu. Oparłam głowę o dłonie i zaczęłam kiwać się w rytm znanej tylko mi muzyki. Jakieś pięć minut później Liam wyszedł z pokoju.
-Przepraszam cię, ale musiałem troszkę ogarnąć sypialnię - uśmiechnął się ze skruchą.
Miałam ochotę pogłaskać go po twarzy, ale uznałam to za niestosowne. Zauważyłam delikatny zarost na jego policzkach. Szybko się domyśliłam, że szatyn nie zdążył się ogolić przed koncertem. Mówiąc szczerze, wyglądał nieziemsko. Biała koszulka delikatnie opinała jego pokaźny tors. Zmusiłam się do spojrzenia Liamowi w oczy.
-A ja przepraszam za problemy.
-Nie wiem, jaki dupek wam ukradł te klucze, ale musicie jak najszybciej zmienić zamki - poradził szatyn, a ja przytaknęłam. To było jasne jak słońce.
-Dam znać mojemu bratu - na ten pomysł wpadłam w jednej chwili. W kolejnej pisałam już smsa do Jace'a.

Ledwie zdążyłam odłożyć telefon, gdy nagle drzwi do domu otworzyły się i z impetem uderzyły o ścianę. Zatkałam sobie uszy, pewna, że usłyszę jakiś pretensjonalny i wysoki ton głosu Harry'ego, ale zamiast tego do moich uszu dotarł stłumiony chichot. Spojrzałam zdziwiona na Liama i zauważyłam, że chłopak też jest zaskoczony sytuacją. Chichoczący Harry to chyba nie był codzienny widok. Po krótkiej chwili Destiny i Pan Zły wkroczyli do salonu, rozglądając się na wszystkie strony.
-Tutaj jesteśmy - Liam pomachał energicznie do Stylesa.
-Co się stało, do cholery? - Destiny pokonała schody w kilku susach i przysiadła na schodku tuż pode mną i szatynem.
-Moja torebka leżała bez opieki i ktoś mi ją ukradł - wyjaśniłam w wielkim skrócie.
-Ktoś wam może wejść do domu - zauważył dość nieinteligentnie Pan Zły, ale moja przyjaciółka bardzo szybko zganiła go swoim spojrzeniem i cichym cmoknięciem. Nie chciała, żebym miała wyrzuty sumienia.
-Napisałam już do Jace'a. Wszystkim zajmie się z samego rana - zaczęłam się bronić.
-Przestań się obwiniać. To nie twoja wina. Mało złodziei w Nowym Jorku? - moja przyjaciółka pogłaskała mnie po głowie i pocałowała w policzek, po czym wstała i podeszła z powrotem do Harry'ego.
-Zostaniecie tutaj na noc - powiedział Niall, który od kilku chwil stał z Demi w progu kuchni.
-To raczej oczywiste - poparł go Liam, który nie przestawał od jakiegoś czasu podrygiwać nogą.
-Długo nad tym myśleliście? - powiedział sarkastycznie Harry, ale wszyscy postanowili to olać.
-To gdzie jakiś pokój gościnny? - zapytała uśmiechnięta Destiny.
-W remoncie po ostatniej imprezie. Ktoś za mocno się pieprzył - odparł Harry, który po chwili rzucił w stronę mojej przyjaciółki tajemniczy uśmiech. Dziewczyna w mgnieniu oka zaczęła przypominać buraka.
-Aha, czyli salon? Okej, mi w sumie odpowiada - pokiwałam głową na znak zgody.
-Nie ma takiej opcji. Śpicie z nami w pokojach - zarządził Harry, a ja i Des spojrzałyśmy na niego zszokowane. Demi nadal stała oparta o framugę i mierzyła salon obojętnym spojrzeniem.
-Dems idzie do mnie - Niall objął moją przyjaciółkę, a ta nawet nie opierała się mu. Po chwili przeszli przez salon i zniknęli za drzwiami do sypialni Horana. W tym czasie Harry złapał Destiny za nadgarstek i zaczął ją ciągnąć w górę po schodach.
-W takim razie ona idzie ze mną.
Po chwili w salonie zostałam sama z Liamem. Zapadła grobowa cisza, a szatyn zmierzył mnie spojrzeniem od stóp do głowy. Uśmiechnął się pokrzepiająco i wstał ze schodów.
-Tylko jedna noc - wyciągnął w moją stronę rękę, którą po raz kolejny tego wieczora z chęcią chwyciłam.
*
-Liam, jest pewien problem - krzyknęłam spod prysznica.
-Co się dzieje? - szatyn momentalnie znalazł się blisko drzwi.
-Nie mam nic, w czym mogłabym spać.
Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Już zaczynałam się martwić, że Payne olał sprawę i poszedł spać, ale po chwili do moich uszu dobiegły dźwięki otwieranych szafek. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam spod prysznica. Uchyliłam drzwi i wparowałam w samym ręczniku do pokoju Liama. Chłopak ponownie zmierzył mnie całą i chrząknął znacząco, gdy cisza między nami zaczynała być upierdliwa. Szatyn rzucił w moim kierunku jakiś czarny t-shirt z nadrukiem, na który nawet nie zwróciłam uwagi.
-Dziękuję - powiedziałam szczerze. Gdyby nie Liam to pewnie musiałabym spać nago.
Chciałam przejść do łazienki, żeby się przebrać, ale chłopak pospiesznie się odwrócił w stronę okna, żeby dać mi choć trochę prywatności. I tak ta cała sytuacja z kradzieżą kluczy i z nocą spędzoną w domu chłopaków była już chora i krępująca dla obydwu stron. No, może z wyjątkiem Pana Złego, bo on przecież nie krępował się zupełnie niczego, co zdążyłam już zauważyć. Odwiązałam ręcznik, który po chwili opadł miękko u moich stóp. Założyłam bieliznę i spojrzałam w okno, żeby upewnić się, że szatyn mnie nie obserwuje, co było zupełnie głupie, bo wiedziałam, że chłopak szanuje moją prywatność. Zachciało mi się śmiać, gdy spostrzegłam, że Liam ma mocno zaciśnięte oczy. Schyliłam się po koszulkę, którą chwilę wcześniej mi wręczył i wygięłam się w łuk, żeby móc ją na siebie włożyć, co zresztą chwilę później zrobiłam. Gdy tylko t-shirt otulił moje uda, Liam natychmiast się odwrócił. Jego spojrzenie znów przemknęło po mojej sylwetce.
-Nieźle. Bardzo ładnie ci w tej koszulce - powiedział, a ja byłam pewna, że moje policzki płoną.
-Dziękuję - szepnęłam siadając na rogu łóżka.
-Wiem, że to strasznie dziwne, ale chyba jesteśmy zmuszeni spać na jednym łóżku. Chyba, że naprawdę chcesz spać sama to mogę zejść do salonu - rzucił Payne z namacalną skruchą w głosie.
-Nie ma sprawy. Możemy spać razem - uśmiechnęłam się w stronę szatyna.
Chłopak odchylił kołdrę i pokazał, żebym weszła pod nią. Pospiesznie wykonałam jego polecenie i już po chwili leżałam z głową wciśniętą między dwie, bardzo miękkie poduszki. Było mi strasznie przyjemnie. Liam poinformował mnie, że idzie się umyć i niedługo wróci, a ja tylko kiwnęłam głową. Mój umysł zaprzątały w tym czasie już inne myśli. Byłam wdzięczna sama sobie, że swój telefon miałam ciągle przy sobie i nikt mi go nie ukradł. Nie przeżyłabym, gdyby ktoś mi ukradł iPhone'a. Myślałam o tym przez kilkanaście minut i starałam się odtworzyć w pamięci cały wieczór, żeby przypomnieć sobie, w którym momencie straciłam z oczu moją torebkę, ale wszystkie moje próby spaliły na panewkach. Leżałam w ciszy około dwudziestu minut, bo jak się okazało - Liam lubił spędzać sporo czasu w łazience. W końcu usłyszałam ciche kliknięcie i postanowiłam udawać, że zasnęłam. Nie miałam ochoty na pogawędkę z szatynem. Szczerze mówiąc, byłam piekielnie zmęczona, a w dodatku sytuacja była krępująca. Mimo woli uchyliłam delikatnie jedno oko, żeby móc obserwować chłopaka i strasznie się zawiodłam. Podświadomie liczyłam, że Liam będzie spał w samych bokserkach, ale nie pomyślałam, że byłoby to bardzo głupie i dziwne. Szatyn opuścił łazienkę w krótkich spodenkach i bluzce z krótkim rękawkiem bez żadnego nadruku. Jego lekko zwilżone włosy opadły na czoło. Dziwnie mi było patrzeć się tak po prostu na Liama. Wiedziałam, że chłopak nie domyślił się jeszcze, że na niego spoglądam, ale zachowywał się tak spokojnie i naturalnie, jakbym była w jego domu stałą bywalczynią. Przeszedł na drugą stronę łóżka i wsunął się po cichu pod kołdrę. Następnie zgasił lampkę nocną i westchnął głośno. Znów na niego zerknęłam, bo wiedziałam, że obserwowanie w ciemności jest bezpieczniejsze niż z zapalonym światłem. Obydwie, umięśnione ręce spoczywały tuż pod głową szatyna. Był przykryty tylko do pasa i spokojnie lustrował cały pokój. W którymś momencie odwrócił się w moją stronę, a ja momentalnie zamknęłam oczy pewna, że zorientował się, że od jakiegoś czasu na niego patrzę. Nic jednak nie powiedział. Nie chcąc już ryzykować przysunęłam się do Liama i z zamkniętymi oczami zaczęłam błądzić po pościeli w poszukiwaniu odrobiny męskiego, ciepłego, spokojnego ciała. W końcu odnalazłam to, czego szukałam i wtuliłam się w bok szatyna. Chłopak nie zmienił pozycji, ale usłyszałam, że wyraźnie przestał na chwilę oddychać. Już się bałam, że być może go przydusiłam, ale po krótkiej chwili z powrotem mogłam usłyszeć miarowy oddech Liama. Spodobał mi się ten dźwięk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz