~Skylar~
08.06.2013 r.
08.06.2013 r.
Patrzyłam jak Destiny z zaciętą miną lustruje sufit w moim pokoju. Nie wierzyłam, żeby była to aż tak interesująca część pomieszczenia, w którym spałam, więc od razu wyczułam, że coś jest nie tak. Wiedziałam, że moja przyjaciółka nie będzie zbytnio zadowolona z towarzystwa chłopaka w lokach, ale żeby skwitować to wszystko krótkim "kurwa" ? Harry musiał zrobić coś strasznego skoro aż tak zalazł jej za skórę.
-Wiem, że niezbyt się cieszysz, ale głupio wyszło. W czasie, kiedy miałam do ciebie pisać, że Liam nam zaproponował wyjście w sześć osób na koncert to ty napisałaś do mnie - wytłumaczyłam się w razie, gdyby okazało się, że Destiny jest wkurzona jednak na mnie, a nie na Harry'ego.
-Rozumiem to, ale ten dupek ma tendencję do narzucania się mi - pożaliła się Destiny.
Sama nie wiedziałam co jej odpowiedzieć. Nie znałam Harry'ego, więc dla mnie jego towarzystwo nie stanowiło jakiegoś wielkiego problemu. Des to była inna sprawa. Z tego, co opowiadała moja przyjaciółka, chłopak w lokach uwielbiał umilać jej czas. To znaczy dla niego to było umilanie, bo dla niej niekoniecznie. Destiny codziennie wracała do domu i narzekała na to, że spotkała zielonookiego. Jak dla mnie ta historia brzmiała zupełnie romantycznie, ale nie miałam czasu ani ochoty rozmyślać nad tym. Za każdym razem, gdy słyszałam o przygodach moich przyjaciółek, aż sama się denerwowałam. Nie miałam zbyt dobrze ułożonej sfery miłosnej w życiu i był to potwierdzony naukowo fakt. Nie tracąc więcej czasu na moje przemyślenia, otworzyłam szeroko wielką mahoniową szafę i zaczęłam przeglądać rzeczy, które w niej miałam. Dużo z nich była dość skąpa i rzadko ją na siebie zakładałam. Jeśli już to na imprezy, albo gdy przebywałam z przyjaciółkami w domu i byłam pewna, że nikt nas nie odwiedzi. W każdy inny dzień ubierałam się dość przyzwoicie jak na osiemnastolatkę. W ciągu dziesięciu minut wybrałam dla siebie odpowiedni zestaw, na który składały się czarne, poszarpane szorty, biała bluzka z krótkim rękawkiem, moje ulubione buty na obcasie oraz mała, poręczna torebka.
-Poczekaj tutaj chwilkę, dobrze? - poprosiłam przyjaciółkę, która z nudów zaczęła już przeglądać zdjęcia na swoim iPhonie. Destiny tylko machnęła na mnie ręką.
Przeszłam szybkim krokiem do łazienki i zaczęłam nakładać na siebie przygotowane wcześniej ciuchy. Następnie oczyściłam twarz tonikiem i nałożyłam delikatny makijaż. Bez makijażu czułam się źle, ale nie chciałam uchodzić za laskę-betoniarkę. Później związałam moje, wyprostowane wcześniej, włosy w kucyka i wypuściłam z niego kilka kosmyków. Całe przygotowanie nie zajęło mi więcej niż piętnaście minut i miałam nadzieję, że moja przyjaciółka mimo wszystko nie zasnęła na łóżku. Wyszłam z łazienki i zauważyłam, że Destiny nie siedzi sama, a w towarzystwie ubranej już Demi. Lovato wyglądała najbardziej wyzywająco z nas wszystkich. Bardzo krótkie szorty z wysokim stanem ledwo zakrywały jej pośladki. Bralet chował co trzeba, ale to w końcu część garderoby podobna w dużym stopniu do zwykłego biustonosza. Na nogach zauważyłam ukochane przez Demi buty Jeffreya Campbella, które dziewczyna kupiła sobie na dziewiętnaste urodziny. Destiny też była już ubrana, ale prezentowała się najnormalniej z nas trzech. Miała na sobie poszarpane jeansy i bluzkę Ramones. Wszystko wykończyła białymi martensami. Gdy tylko wkroczyłam do pokoju, oczy moich przyjaciółek powędrowały w moją stronę. Destiny zagwizdała.
-No nieźle, nieźle. Szykuje się wyryw - skwitowała wszystko.
-Lepiej spójrz na Demi. Niezła zdzira z ciebie - zawołała w kierunku drugiej przyjaciółki, ale ta wymierzyła w moją stronę rzut poduszką, którego cudem uniknęłam. Upadłyśmy razem z Destiny na ziemię i zaczęłyśmy się głośno śmiać.
-Złaź ze mnie - poprosiła Des, która zaczynała się już dusić. Posłusznie z niej zeszłam i pomogłam jej wstać z ziemi.
-Dobra, a teraz złazimy i to w miarę szybko, bo samochód czeka - poinformowała nas Demi, a ja z Des stanęłyśmy jak wryte.
-Kiedy ty zamówiłaś taksówkę? - zapytała zdziwiona Destiny.
-Nie przeginaj z tą taksówką. Zobaczycie zresztą na dole - pospieszyła nas Lovato i jako pierwsza wyszła z pokoju.
Wymieniłyśmy z Des spojrzenia, ale mimo wszystko postanowiłyśmy iść za naszą przyjaciółką. Ostatnia z domu wychodziłam ja i jako jedyna miałam torebkę, więc to mi powierzono opiekę nad kluczami. Nienawidziłam tego robić. Potem zawsze przez cały wieczór bałam się pić, bo przecież nie wiadomo, co się stanie z kluczami. Odczekałyśmy chwilę na windę, a potem w nią wsiadłyśmy. Miałyśmy szczęście, że nikt z nami nie jechał i już po minucie stałyśmy przed wieżowcem. Naszym oczom ukazało się czarne, błyszczące auto nieznanej mi marki. Nie obchodziło mnie to, bo jedyne o czym można było myśleć to niesamowity połysk samochodu. Demi pokazała nam z uśmiechem, żebyśmy wsiadły do środka, ale zawahałyśmy się. Czy na pewno naszej przyjaciółce nie odbiło? Lovato zaśmiała się perliście.
-Nie wygłupiajcie się, tylko cieszcie, że mamy podwózkę za darmo - oznajmiła, na co my przystałyśmy.
*
Ludzie skakali w rytm ostrej muzyki. Śniady chłopak, który zabawiał publiczność krzyczał co chwile jakieś niecenzuralne słowa do mikrofonu. Harry gdzieś odszedł, najprawdopodobniej na kolejnego papierosa, i już jakiś czas nikt go nigdzie nie widział. Zadowolona z wolności Destiny postanowiła zatańczyć pogo wraz z szalejącym tłumem. Niall i Demi byli wciągnięci w jakąś poufałą rozmowę, a ja siedziałam i wlepiałam swoje spojrzenie w ścianę za nimi. Gdy tylko weszliśmy do klubu, okazało się, że Niall zarezerwował wcześniej jeden boks specjalnie dla naszej szóstki. Wyszło na jaw również to, że samochód, podstawiony pod nasz wieżowiec, także należał do Horana. A konkretniej to do jego rodziców. Postanowiłam, że nie będę wnikać, bo szczerze mówiąc niezbyt dbałam o to, jakim sposobem znalazłam się w klubie. Ku mojemu zdziwieniu nie było z nami Liama. Tak więc zapowiadał się kolejny samotny wieczór. Powoli zaczęłam wysuwać się, żeby gdzieś się przejść. Rozmowa Nialla i Demi momentalnie ustała i szatynka spojrzała się na mnie pytająco.
-Idę po jakiegoś drinka - poinformowałam krzykiem.
Nie było innego sposobu, żeby dogadać się w klubie, w którym jedyny słyszalny dźwięk to była perkusja i stłumiony przez nią głos przystojnego wokalisty. Wystawiłam nogi z boksu i wstałam chwiejnym krokiem. Rzuciłam jeszcze torebkę na miejsce, w którym siedziałam chwilę wcześniej i oddaliłam się od przyjaciółki i jej lubego. Już powoli zapominałam, że to mi podobał się Niall i to zaledwie kilka dni temu. Było mi to szczerze mówiąc obojętne z kim blondyn kręcił teraz. Dla mnie był zerem. Przecisnęłam się przez tłum spoconych ludzi i dopadłam drzwi. Natychmiastowo potrzebowałam dużo świeżego powietrza. Z każdą chwilą atmosfera w klubie coraz bardziej mnie przytłaczała, ale tego było już za wiele. Moje najlepsze przyjaciółki bawiły się doskonale beze mnie, a reszta ludzi była upita w trupa, albo spocona. Miałam szczęście, że okolica wokół klubu była dość spokojna. Mogłam spokojnie usiąść na jednym ze słupków i głęboko odetchnąć. Brakowało mi Liama na tej imprezie. Ledwo go znałam, a wiedziałam, że nie będę się bez niego dobrze bawić. Usiadłam na jednym z betonowych słupków i zaciągnęłam głośno powietrza. Było chłodne, przyjemne, wieczorne. Śmierdziało również Nowym Jorkiem, ale dla mnie ten smród był jak chleb powszedni. Zauważyłam, że grupka jakiś podejrzanych typków zaczepia młodą dziewczynę. W każdym innym mieście bym jej pomogła, ale tam taka akcja odpadała. Nie obchodziło mnie to, co za chwilę się z nią stanie i nieistotne było to, czy kolesie się od niej odczepią, czy zaciągną ją w zaułek i zgwałcą. Moje myśli krążyły wokół tego tematu, gdy ktoś niespodziewanie złapał mnie od tyłu za ramiona i przycisnął moją głowę do swojego brzucha.
-Zgadnij, kto to - delikatny szept załaskotał moje ucho.
-Przestraszyłeś mnie! - oskarżyłam śmiejącego się szatyna. Chłopak machnął tylko ręką i stanął na równi ze mną.
-A ty co tak sama tutaj?
-Niall wyrywa Demi, Destiny poszła tańczyć, a Styles gdzieś biega od początku imprezy - poinformowałam szybko i rzuciłam Liamowi spojrzenie zbitego pieska.
-Rozumiem cię, ale chyba nie możesz się poddać tak łatwo - pocieszył mnie i zaoferował swoją dłoń, którą z chęcią chwyciłam.
Otrzepałam jeszcze dla pewności tył spodni i ruszyłam przed przepuszczającym mnie Liamem. Gdy tylko przekroczyliśmy próg klubu, od razu dobiło mnie ciężkie powietrze wokół mnie. Ludzie nadal pląsali w rytm ostrej muzyki. Część tłumu robiła to w swoim stylu, inni tańczyli pogo. Jeszcze inni obściskiwali się w boksach, albo przy ścianach. Zrobiło mi się niedobrze na ten widok. Nie, żebym była święta, ale to było ohydne. Skierowaliśmy się w stronę wynajętego wcześniej boksu i zauważyliśmy, że nie ma w nim ani mojej przyjaciółki ani blondyna. Zdenerwowałam się, bo moja torebka leżała luzem bez niczyjego nadzoru.
-Są dwie opcje. Albo poszli tańczyć, albo się pieprzyć - krzyknął Liam w moją stronę, a ja zachichotałam.
Obydwa scenariusze wydawały się być tak oczywiste, że trudno było wybrać, który jednak jest prawdziwy. Usiadłam na miękkiej kanapie z czarnej skóry, a w tym czasie szatyn poszedł po jakieś drinki dla nas. Nie doskwierała mi długo samotność. Już po dwóch minutach stolika dopadła zmęczona Destiny. Pot przykleił jej do czoła kilka kosmyków włosów, które dziewczyna odgarnęła zgrabnym ruchem, żeby z powrotem prezentować się nieziemsko.
-Proszę, zatańcz ze mną - poprosiła, rzucając mi błagalne spojrzenie.
-Des, to brzmi jakbyś prosiła o seks - zaśmiałam się, odkrzykując.
-Ten dupek znowu zaczyna być upierdliwy. Błagam - miałam wrażenie, że jeszcze chwila i moja przyjaciółka zacznie płakać.
Zauważyłam Liama, zwinnie lawirującego między ludźmi i rzuciłam się w jego kierunku, polecając Destiny, aby nigdzie się nie ruszała.
-Przepraszam, Liam, ale muszę pomóc - nie musiałam mówić nic więcej, żeby szatyn zrozumiał.
-Harry znowu się narzuca? - powiedział wskazując palcem miejsce za moimi plecami.
-Tak bardzo, że aż zostałam poproszona do tańca przez dziewczynę - potwierdziłam ze zgorzkniałą miną.
-To nie potańczysz, bo twojej partnerki już tam nie ma - w pierwszej chwili pomyślałam, że to żart, ale Liam wypowiedział te słowa z grobową powagą.
Odwróciłam się gwałtownie i zauważyłam, że szatyn mówił prawdę. Podbiegłam do stolika, ale faktycznie nie było nawet śladu po Destiny. Byłam na nią wściekła. Gdzie ona się mogła podziewać?
-I tak idę się trochę pokiwać - zadecydowałam szybko. Poszłam do tego klubu, żeby się dobrze bawić, a nie, żeby przesiedzieć pół koncertu w boksie.
Nie musiałam nawet proponować Liamowi, żeby poszedł ze mną, bo zauważyłam, że chłopak i tak za mną podąża. Ciemnowłosy wokalista akurat usiadł na wysokim stołku i chwycił swoją gitarę w zwinne dłonie. Było oczywiste, że za chwilę usłyszymy jeden z jego wolniejszych kawałków. Ustawiłam się nieco z boku, żeby ludzie, którzy ledwo żyli przez pogo, mogli swobodnie dostać się do baru i swoich boksów po kolejne dawki alkoholu. Gdy tłum ustawił się przede mną i zasłonił mi całą scenę byłam zawiedziona. Tak bardzo lubiłam wolne kawałki. Nagle poczułam dłonie Liama na swoich biodrach. Chłopak oparł swój podbródek na mojej głowie i zaczął się delikatnie kołysać ze mną w rytm spokojnej muzyki. Przymknęłam powieki. Byłam zszokowana tą nagłą bliskością z szatynem, ale w ogóle mi ona nie przeszkadzała. Przy nim nie czułam się jak przy kolesiu, który chce mnie tylko obmacać i zniknąć. Z Liamem dobrze mi się rozmawiało. Być może stawał się moim nowym przyjacielem i nie miałam powodu, żeby mu nie ufać. Jego dotyk mnie uspokajał i rozsyłał po ciele miliony małych szpileczek, które sprawiały, że drżałam z przyjemności. Uwielbiałam to uczucie. Mniej więcej po połowie piosenki usłyszałam głos tuż przy swoim uchu.
-Widzisz cokolwiek?
-Nic a nic. Jeżeli chciałabym zobaczyć to musiałabym stanąć na palcach, ale zaraz się zmęczę - odpowiedziałam zupełnie szczerze.
-Jeśli chcesz to stań na moich stopach - zaproponował Liam, a ja przystałam na jego propozycję.
Już po chwili widziałam nieco więcej niż wcześniej. Nie był o jeszcze ten upragniony widok, ale przynajmniej mogłam zaobserwować ledwie zauważalnie ruszającą się czuprynę wokalisty. Nie musiałam długo czekać na to, żeby Liam uniósł mnie delikatnie i oderwał od ziemi. Wtedy już mogłam zauważyć nawet emocje na twarzy ciemnowłosego wykonawcy. Od czasu do czasu po mojej głowie krążyły myśli, czy może nie jestem za ciężka, ale szatyn sprawiał wrażenie w ogóle nie poruszonego moją wagą. Nadal delikatnie się kołysał i nie przeszkadzało mu nawet to, że prawie nic nie widział. Głowę miał przyciśniętą do mojego ramienia, ale wiedziałam, że o ile nie jestem dla niego problemem w sensie ciężaru, to utrudniam mu widoczność. Będę musiała mu szczerze podziękować za to poświęcenie. Gdy piosenka dobiegła końca, skierowaliśmy się z powrotem do naszego boksu, gdzie siedzieli tym razem wszyscy. Niall i Demi mieli dość zmieszane miny, Harry wyglądał na wściekłego, a Destiny na lekko skruszoną. Dosiedliśmy się, bo i mnie i Liama interesowało to, co zaszło między naszymi przyjaciółmi.
-Wiem, że niezbyt się cieszysz, ale głupio wyszło. W czasie, kiedy miałam do ciebie pisać, że Liam nam zaproponował wyjście w sześć osób na koncert to ty napisałaś do mnie - wytłumaczyłam się w razie, gdyby okazało się, że Destiny jest wkurzona jednak na mnie, a nie na Harry'ego.
-Rozumiem to, ale ten dupek ma tendencję do narzucania się mi - pożaliła się Destiny.
Sama nie wiedziałam co jej odpowiedzieć. Nie znałam Harry'ego, więc dla mnie jego towarzystwo nie stanowiło jakiegoś wielkiego problemu. Des to była inna sprawa. Z tego, co opowiadała moja przyjaciółka, chłopak w lokach uwielbiał umilać jej czas. To znaczy dla niego to było umilanie, bo dla niej niekoniecznie. Destiny codziennie wracała do domu i narzekała na to, że spotkała zielonookiego. Jak dla mnie ta historia brzmiała zupełnie romantycznie, ale nie miałam czasu ani ochoty rozmyślać nad tym. Za każdym razem, gdy słyszałam o przygodach moich przyjaciółek, aż sama się denerwowałam. Nie miałam zbyt dobrze ułożonej sfery miłosnej w życiu i był to potwierdzony naukowo fakt. Nie tracąc więcej czasu na moje przemyślenia, otworzyłam szeroko wielką mahoniową szafę i zaczęłam przeglądać rzeczy, które w niej miałam. Dużo z nich była dość skąpa i rzadko ją na siebie zakładałam. Jeśli już to na imprezy, albo gdy przebywałam z przyjaciółkami w domu i byłam pewna, że nikt nas nie odwiedzi. W każdy inny dzień ubierałam się dość przyzwoicie jak na osiemnastolatkę. W ciągu dziesięciu minut wybrałam dla siebie odpowiedni zestaw, na który składały się czarne, poszarpane szorty, biała bluzka z krótkim rękawkiem, moje ulubione buty na obcasie oraz mała, poręczna torebka.
-Poczekaj tutaj chwilkę, dobrze? - poprosiłam przyjaciółkę, która z nudów zaczęła już przeglądać zdjęcia na swoim iPhonie. Destiny tylko machnęła na mnie ręką.
Przeszłam szybkim krokiem do łazienki i zaczęłam nakładać na siebie przygotowane wcześniej ciuchy. Następnie oczyściłam twarz tonikiem i nałożyłam delikatny makijaż. Bez makijażu czułam się źle, ale nie chciałam uchodzić za laskę-betoniarkę. Później związałam moje, wyprostowane wcześniej, włosy w kucyka i wypuściłam z niego kilka kosmyków. Całe przygotowanie nie zajęło mi więcej niż piętnaście minut i miałam nadzieję, że moja przyjaciółka mimo wszystko nie zasnęła na łóżku. Wyszłam z łazienki i zauważyłam, że Destiny nie siedzi sama, a w towarzystwie ubranej już Demi. Lovato wyglądała najbardziej wyzywająco z nas wszystkich. Bardzo krótkie szorty z wysokim stanem ledwo zakrywały jej pośladki. Bralet chował co trzeba, ale to w końcu część garderoby podobna w dużym stopniu do zwykłego biustonosza. Na nogach zauważyłam ukochane przez Demi buty Jeffreya Campbella, które dziewczyna kupiła sobie na dziewiętnaste urodziny. Destiny też była już ubrana, ale prezentowała się najnormalniej z nas trzech. Miała na sobie poszarpane jeansy i bluzkę Ramones. Wszystko wykończyła białymi martensami. Gdy tylko wkroczyłam do pokoju, oczy moich przyjaciółek powędrowały w moją stronę. Destiny zagwizdała.
-No nieźle, nieźle. Szykuje się wyryw - skwitowała wszystko.
-Lepiej spójrz na Demi. Niezła zdzira z ciebie - zawołała w kierunku drugiej przyjaciółki, ale ta wymierzyła w moją stronę rzut poduszką, którego cudem uniknęłam. Upadłyśmy razem z Destiny na ziemię i zaczęłyśmy się głośno śmiać.
-Złaź ze mnie - poprosiła Des, która zaczynała się już dusić. Posłusznie z niej zeszłam i pomogłam jej wstać z ziemi.
-Dobra, a teraz złazimy i to w miarę szybko, bo samochód czeka - poinformowała nas Demi, a ja z Des stanęłyśmy jak wryte.
-Kiedy ty zamówiłaś taksówkę? - zapytała zdziwiona Destiny.
-Nie przeginaj z tą taksówką. Zobaczycie zresztą na dole - pospieszyła nas Lovato i jako pierwsza wyszła z pokoju.
Wymieniłyśmy z Des spojrzenia, ale mimo wszystko postanowiłyśmy iść za naszą przyjaciółką. Ostatnia z domu wychodziłam ja i jako jedyna miałam torebkę, więc to mi powierzono opiekę nad kluczami. Nienawidziłam tego robić. Potem zawsze przez cały wieczór bałam się pić, bo przecież nie wiadomo, co się stanie z kluczami. Odczekałyśmy chwilę na windę, a potem w nią wsiadłyśmy. Miałyśmy szczęście, że nikt z nami nie jechał i już po minucie stałyśmy przed wieżowcem. Naszym oczom ukazało się czarne, błyszczące auto nieznanej mi marki. Nie obchodziło mnie to, bo jedyne o czym można było myśleć to niesamowity połysk samochodu. Demi pokazała nam z uśmiechem, żebyśmy wsiadły do środka, ale zawahałyśmy się. Czy na pewno naszej przyjaciółce nie odbiło? Lovato zaśmiała się perliście.
-Nie wygłupiajcie się, tylko cieszcie, że mamy podwózkę za darmo - oznajmiła, na co my przystałyśmy.
*
Ludzie skakali w rytm ostrej muzyki. Śniady chłopak, który zabawiał publiczność krzyczał co chwile jakieś niecenzuralne słowa do mikrofonu. Harry gdzieś odszedł, najprawdopodobniej na kolejnego papierosa, i już jakiś czas nikt go nigdzie nie widział. Zadowolona z wolności Destiny postanowiła zatańczyć pogo wraz z szalejącym tłumem. Niall i Demi byli wciągnięci w jakąś poufałą rozmowę, a ja siedziałam i wlepiałam swoje spojrzenie w ścianę za nimi. Gdy tylko weszliśmy do klubu, okazało się, że Niall zarezerwował wcześniej jeden boks specjalnie dla naszej szóstki. Wyszło na jaw również to, że samochód, podstawiony pod nasz wieżowiec, także należał do Horana. A konkretniej to do jego rodziców. Postanowiłam, że nie będę wnikać, bo szczerze mówiąc niezbyt dbałam o to, jakim sposobem znalazłam się w klubie. Ku mojemu zdziwieniu nie było z nami Liama. Tak więc zapowiadał się kolejny samotny wieczór. Powoli zaczęłam wysuwać się, żeby gdzieś się przejść. Rozmowa Nialla i Demi momentalnie ustała i szatynka spojrzała się na mnie pytająco.
-Idę po jakiegoś drinka - poinformowałam krzykiem.
Nie było innego sposobu, żeby dogadać się w klubie, w którym jedyny słyszalny dźwięk to była perkusja i stłumiony przez nią głos przystojnego wokalisty. Wystawiłam nogi z boksu i wstałam chwiejnym krokiem. Rzuciłam jeszcze torebkę na miejsce, w którym siedziałam chwilę wcześniej i oddaliłam się od przyjaciółki i jej lubego. Już powoli zapominałam, że to mi podobał się Niall i to zaledwie kilka dni temu. Było mi to szczerze mówiąc obojętne z kim blondyn kręcił teraz. Dla mnie był zerem. Przecisnęłam się przez tłum spoconych ludzi i dopadłam drzwi. Natychmiastowo potrzebowałam dużo świeżego powietrza. Z każdą chwilą atmosfera w klubie coraz bardziej mnie przytłaczała, ale tego było już za wiele. Moje najlepsze przyjaciółki bawiły się doskonale beze mnie, a reszta ludzi była upita w trupa, albo spocona. Miałam szczęście, że okolica wokół klubu była dość spokojna. Mogłam spokojnie usiąść na jednym ze słupków i głęboko odetchnąć. Brakowało mi Liama na tej imprezie. Ledwo go znałam, a wiedziałam, że nie będę się bez niego dobrze bawić. Usiadłam na jednym z betonowych słupków i zaciągnęłam głośno powietrza. Było chłodne, przyjemne, wieczorne. Śmierdziało również Nowym Jorkiem, ale dla mnie ten smród był jak chleb powszedni. Zauważyłam, że grupka jakiś podejrzanych typków zaczepia młodą dziewczynę. W każdym innym mieście bym jej pomogła, ale tam taka akcja odpadała. Nie obchodziło mnie to, co za chwilę się z nią stanie i nieistotne było to, czy kolesie się od niej odczepią, czy zaciągną ją w zaułek i zgwałcą. Moje myśli krążyły wokół tego tematu, gdy ktoś niespodziewanie złapał mnie od tyłu za ramiona i przycisnął moją głowę do swojego brzucha.
-Zgadnij, kto to - delikatny szept załaskotał moje ucho.
-Przestraszyłeś mnie! - oskarżyłam śmiejącego się szatyna. Chłopak machnął tylko ręką i stanął na równi ze mną.
-A ty co tak sama tutaj?
-Niall wyrywa Demi, Destiny poszła tańczyć, a Styles gdzieś biega od początku imprezy - poinformowałam szybko i rzuciłam Liamowi spojrzenie zbitego pieska.
-Rozumiem cię, ale chyba nie możesz się poddać tak łatwo - pocieszył mnie i zaoferował swoją dłoń, którą z chęcią chwyciłam.
Otrzepałam jeszcze dla pewności tył spodni i ruszyłam przed przepuszczającym mnie Liamem. Gdy tylko przekroczyliśmy próg klubu, od razu dobiło mnie ciężkie powietrze wokół mnie. Ludzie nadal pląsali w rytm ostrej muzyki. Część tłumu robiła to w swoim stylu, inni tańczyli pogo. Jeszcze inni obściskiwali się w boksach, albo przy ścianach. Zrobiło mi się niedobrze na ten widok. Nie, żebym była święta, ale to było ohydne. Skierowaliśmy się w stronę wynajętego wcześniej boksu i zauważyliśmy, że nie ma w nim ani mojej przyjaciółki ani blondyna. Zdenerwowałam się, bo moja torebka leżała luzem bez niczyjego nadzoru.
-Są dwie opcje. Albo poszli tańczyć, albo się pieprzyć - krzyknął Liam w moją stronę, a ja zachichotałam.
Obydwa scenariusze wydawały się być tak oczywiste, że trudno było wybrać, który jednak jest prawdziwy. Usiadłam na miękkiej kanapie z czarnej skóry, a w tym czasie szatyn poszedł po jakieś drinki dla nas. Nie doskwierała mi długo samotność. Już po dwóch minutach stolika dopadła zmęczona Destiny. Pot przykleił jej do czoła kilka kosmyków włosów, które dziewczyna odgarnęła zgrabnym ruchem, żeby z powrotem prezentować się nieziemsko.
-Proszę, zatańcz ze mną - poprosiła, rzucając mi błagalne spojrzenie.
-Des, to brzmi jakbyś prosiła o seks - zaśmiałam się, odkrzykując.
-Ten dupek znowu zaczyna być upierdliwy. Błagam - miałam wrażenie, że jeszcze chwila i moja przyjaciółka zacznie płakać.
Zauważyłam Liama, zwinnie lawirującego między ludźmi i rzuciłam się w jego kierunku, polecając Destiny, aby nigdzie się nie ruszała.
-Przepraszam, Liam, ale muszę pomóc - nie musiałam mówić nic więcej, żeby szatyn zrozumiał.
-Harry znowu się narzuca? - powiedział wskazując palcem miejsce za moimi plecami.
-Tak bardzo, że aż zostałam poproszona do tańca przez dziewczynę - potwierdziłam ze zgorzkniałą miną.
-To nie potańczysz, bo twojej partnerki już tam nie ma - w pierwszej chwili pomyślałam, że to żart, ale Liam wypowiedział te słowa z grobową powagą.
Odwróciłam się gwałtownie i zauważyłam, że szatyn mówił prawdę. Podbiegłam do stolika, ale faktycznie nie było nawet śladu po Destiny. Byłam na nią wściekła. Gdzie ona się mogła podziewać?
-I tak idę się trochę pokiwać - zadecydowałam szybko. Poszłam do tego klubu, żeby się dobrze bawić, a nie, żeby przesiedzieć pół koncertu w boksie.
Nie musiałam nawet proponować Liamowi, żeby poszedł ze mną, bo zauważyłam, że chłopak i tak za mną podąża. Ciemnowłosy wokalista akurat usiadł na wysokim stołku i chwycił swoją gitarę w zwinne dłonie. Było oczywiste, że za chwilę usłyszymy jeden z jego wolniejszych kawałków. Ustawiłam się nieco z boku, żeby ludzie, którzy ledwo żyli przez pogo, mogli swobodnie dostać się do baru i swoich boksów po kolejne dawki alkoholu. Gdy tłum ustawił się przede mną i zasłonił mi całą scenę byłam zawiedziona. Tak bardzo lubiłam wolne kawałki. Nagle poczułam dłonie Liama na swoich biodrach. Chłopak oparł swój podbródek na mojej głowie i zaczął się delikatnie kołysać ze mną w rytm spokojnej muzyki. Przymknęłam powieki. Byłam zszokowana tą nagłą bliskością z szatynem, ale w ogóle mi ona nie przeszkadzała. Przy nim nie czułam się jak przy kolesiu, który chce mnie tylko obmacać i zniknąć. Z Liamem dobrze mi się rozmawiało. Być może stawał się moim nowym przyjacielem i nie miałam powodu, żeby mu nie ufać. Jego dotyk mnie uspokajał i rozsyłał po ciele miliony małych szpileczek, które sprawiały, że drżałam z przyjemności. Uwielbiałam to uczucie. Mniej więcej po połowie piosenki usłyszałam głos tuż przy swoim uchu.
-Widzisz cokolwiek?
-Nic a nic. Jeżeli chciałabym zobaczyć to musiałabym stanąć na palcach, ale zaraz się zmęczę - odpowiedziałam zupełnie szczerze.
-Jeśli chcesz to stań na moich stopach - zaproponował Liam, a ja przystałam na jego propozycję.
Już po chwili widziałam nieco więcej niż wcześniej. Nie był o jeszcze ten upragniony widok, ale przynajmniej mogłam zaobserwować ledwie zauważalnie ruszającą się czuprynę wokalisty. Nie musiałam długo czekać na to, żeby Liam uniósł mnie delikatnie i oderwał od ziemi. Wtedy już mogłam zauważyć nawet emocje na twarzy ciemnowłosego wykonawcy. Od czasu do czasu po mojej głowie krążyły myśli, czy może nie jestem za ciężka, ale szatyn sprawiał wrażenie w ogóle nie poruszonego moją wagą. Nadal delikatnie się kołysał i nie przeszkadzało mu nawet to, że prawie nic nie widział. Głowę miał przyciśniętą do mojego ramienia, ale wiedziałam, że o ile nie jestem dla niego problemem w sensie ciężaru, to utrudniam mu widoczność. Będę musiała mu szczerze podziękować za to poświęcenie. Gdy piosenka dobiegła końca, skierowaliśmy się z powrotem do naszego boksu, gdzie siedzieli tym razem wszyscy. Niall i Demi mieli dość zmieszane miny, Harry wyglądał na wściekłego, a Destiny na lekko skruszoną. Dosiedliśmy się, bo i mnie i Liama interesowało to, co zaszło między naszymi przyjaciółmi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz