piątek, 30 sierpnia 2013

Chapter XIII

~Destiny~
23.06.2013 r. 

Kolejny poniedziałek dobiegał końca. Zmierzch zapadł już godzinę temu, a na uczelni rozbłysło sztuczne światło. Dzisiejszy dzień mogłam zaliczyć do szczególnie udanych, gdyż udało mi się zdać kolokwium na C+, co jak na moje umiejętności techniczne było całkiem niezłym wynikiem. Teraz rozkoszowałam się smakiem risotto z borówkami, które podawali w tutejszej stołówce. Nie wyglądało zachęcającą, ale smakowało znacznie lepiej. 
Przyglądałam się, jak moi znajomi żywo dyskutują o meczu Brooklyn Nets, na który wszyscy ochoczo zgodzili się iść, z okazji świętowania zdanych testów. Ja osobiście zrezygnowałam, gdyż jakoś średnio miałam ochotę na świętowanie. Owszem, byłam szczęśliwa, ale sądziłam, że lepiej to obleje w towarzystwie Sky i Demi, które już od rana bąkały coś o szampanie i pizzy pepperoni. Na co miałam dużo większą ochotę. Co nie zmieniało faktu, że byłam wielką fanką Nets'ów i gdy byłam młodsza wraz z tatą i bratem byliśmy prawie na każdym meczu. Mieliśmy nawet firmowe koszulki, a tata przyjaźnił się z trenerem. 
Skoro już tak rozmyślam o rodzinie, powinnam ich odwiedzić. Nie widzieliśmy się półtora miesiąca. Co prawda sama zdecydowałam się żyć na własną rękę, a mama już od dłuższego czasu narzekała, że nie jestem wcale rodzinna, ale tęskniłam. Zawsze się tęskni za kimś kto choćby przez chwilę był ci bardzo bliski. 
Jak Harry ? Nie. Harry nigdy nie był i nie będzie mi bliski. I oczywiście mówię tu o bliskości psychicznej. Fizycznie już dawno był zbyt blisko. 
- Słuchasz mnie w ogóle ? - Douglas przeciął ręką powietrze przed moją twarzą - Idziesz na pizzę ? Risotto ssie. 
Popatrzyłam na niego, nie bardzo wiedząc o czym tak właściwie mówi. Zauważyłam, że większa część grupy wpatruje się we mnie wyczekująco. 
- Tak, jasne - pokiwałam głową, na znak, że wszystko do mnie dotarło. Co było poniekąd kłamstwem. 
Wsadziłam swoją teczkę z rysunkami do torby, którą przerzuciłam przez ramię i ruszyłam ze znajomymi. Wszyscy śmiali się nawet z najgłupszych tekstów, najczęściej rzucanych przez Drake'a, który uwielbiałam rozbawiać ludzi. 
Drake był studentem czwartego roku medycyny. Był czarnoskóry, wyskoki i naprawdę dobrze zbudowany. Myślę, że lepiej od Pana Złego. W razie czego miał mnie kto bronić. 
Gdy przekroczyliśmy próg szkoły, przed moimi oczami stanął prawie opustoszały parking. Prawie, bo mniej więcej na środku stał czarny Range Rover, o którego oparty był jakiś mężczyzna. Od razu rozpoznałam w nim Harry'ego i aż mnie skręciło. 
Przez te niespełna dwa tygodnie myślałam, że się od niego całkowicie uwolniłam. Wysyłał mi czasami tylko jakieś sprośne esemesy, które kolejno ignorowałam. Widocznie nie da się go unikać bez końca. 
- Des, to my idziemy - rzuciła przelotnie Jane, wtulając się w swojego chłopaka Sam'a. 
Jane i Sam - para idealna. On obrzydliwie bogaty football'owiec, o niebieskich oczach i blond włosach. Ona córka właściciela hoteli, tak zwanej śmietanki Manhattanu, z długimi czarnymi włosami i zielonymi oczami, poruszająca się z gracją kota. 
- Jak to ? Przecież idę z wami - popatrzyłam na nich, wracając do rzeczywistości kolejny raz tego dnia. 
- Chyba ktoś jednak na ciebie czeka - Nancy wskazała na Harry'ego, do którego w tym momencie byłam odwrócona plecami. 
Cholera ! Ten palant wszystko musi zawsze zepsuć. Liczyłam na miło spędzony wieczór z przyjaciółmi, zamiast tego mam natrętnego Styles'a. Oczywiście mogłam próbować olać go i iść z resztą, ale miałoby to marne skutki. O ile go znam, pojechał by za nami i bezczelnie wytargał mnie z pizzerii, mówiąc przy okazji, że nie odpowiada mu towarzystwo, w którym się obracałam. 
- Um... dobra. To do zobaczenia - pomachałam im szybko i z miną skazańca ruszyłam w stronę Pana Złego. Stał oparty o maskę, z rękami założonymi na piersi. Standardowo miał na sobie czarne spodnie, do tego czerwoną koszulę w kratę. Lustrował mnie uważnie, przez co czułam się mniej swobodnie niż zazwyczaj. Wydawało mi się, że idę, jak kaczka, choć nawet nie miałam na sobie obcasów. Dołożyłam wszelkich starań, by wyglądać, jak najbardziej atrakcyjnie, choć no i tak nie liczyłam się z jego opinią. 
- Hej, słońce - wyciągnął rękę, by dotknąć mojego ramienia. 
Cofnęłam się szybko, stając krok dalej. Rozejrzałam się nerwowo, szukając ucieczki. Jak na złość nie widziałam żadnego sensownego wyjścia z tej sytuacji. Czułam się przytłoczona, zła i było mi naprawdę chłodno, bo moja bluza została w plecaku u Douglas'a. 
Harry zmarszczył czoło, wyraźnie niezadowolony z mojego uniku. W duchu gratulowałam sobie zepsucia mu humoru. 
- Czego tutaj chcesz ? - spytałam, rzucając mu wyzywające spojrzenie. 
- Zdałaś test, Des ? - Zupełnie zignorował moje pytanie. 
Teraz czułam się również przygnębiona. To nie było w porządku. Ja musiałam się go słuchać i być na każde jego zawołanie, gdy on po prostu ignorował mnie po całości. Był taki zaborczy. 
- Tak - powiedziałam i zaraz złączyłam usta w wąską kreskę. 
- Gratuluje - uśmiechnął się, ukazując dwa dołeczki - Teraz mam niespodziankę. 
 Obszedł samochód i otworzył drzwi od strony pasażera. Uniosłam jedną brew, patrząc się na niego pytająco. Nie miałam zamiaru wsiadać do tego samochodu, by Harry wywiózł mnie w zupełnie nieznane mi miejsce, jak obstawiałam. Podparłam ręce na biodrach i dalej stałam w miejscu. 
- Chodź tu, Des - rozkazał tonem niecierpiącym sprzeciwu. 
Skrzywiłam się, ale ruszyłam w jego stronę. Kogo ja próbowałam oszukać ? Nie miałam najmniejszych szans na jakąkolwiek ucieczkę. Byłam przegrana też w każdej szarpaninie z Harrym. Wołanie o pomoc też na niewiele by się zdało. To Nowy Jork. Ludzie, gdy słyszą kogoś w potrzebie, chowają się w swoich domach jeszcze głębiej, by nie zostać zaatakowanymi. 
Wsiadłam do samochodu, usadzając się wygodnie na czarnym, skórzanym fotelu. Auto było duże i przestronne, i chcąc nie chcąc byłam w nim już kilka razy. Harry dokończył rozmowę telefoniczną na zewnątrz i usiadł na miejscu kierowcy. Odpalił silnik, a z odtwarzacza, który przypięty był do jego iPhone'a ryknęła muzyka. Eminem ' You Don't Know'. Chwała ci za to, że nie słuchasz jakiejś satanistycznej muzyki, a w piwnicy nie masz skór kotów, które zjadłeś, pomyślałam. Eminem był w porządku, a w połączeniu z 50 cent'em to brzmiało naprawdę dobrze. 
Oparłam głowę o zagłówek. Już dawno zrezygnowałam z pomysłu zadawania Harry'emu pytań odnośnie naszego celu. Wiedziałam, że mi nie powie. Przez co byłam jeszcze bardziej zła. Jasna cholera. Czemu to właśnie ja ? To pytanie chyba nigdy nie przestanie mnie zadręczać. Manhattan roi się od seksownych kobiet, dających się rozebrać byle jakiemu chłopakowi. Skoro Pan Zły lubił tak rządzić, czemu nie obrał sobie za cel właśnie takiej. Mógłby na nią krzyczeć do woli. Ale nie. Musiało paść na mnie. Dziewiętnastoletnią studentkę, z zapadniętymi policzkami i wzrostem krasnala. Albo chcę mnie zabić, albo z nim jest faktycznie coś nie tak. 
Wyjrzałam przez szybę, ale nie ujrzałam absolutnie niczego nowego. W dalszym ciągu widziałam tylko banery i bilbordy na wieżowcach. Westchnęłam głośno, jak się okazało zwracając tym uwagę Harry'ego. 
- Wszystko okej ? 
- Nie ! Nic nie jest okej. Szkoda mi śliny na wytłumaczenia - spojrzałam na niego złowrogo. 
Widocznie nie zależało mu bardzo na moich wyjaśnieniach, bo uśmiechnął się pod nosem i już nie odezwał ani słowem, aż nie dojechaliśmy do naszego celu, którym okazał się być pusty już wieżowiec, bardziej na uboczu niż w centrum Manhattanu. 
Harry zgasił silnik i wyszedł z samochodu, czekając aż zrobię to samo. Zaśmiałam się gorzko. Powinnam sobie przygotować listę numerów alarmowych, bo to miejsce nie wygląda zbyt dobrze. Wepchnęłam dłonie w kieszenie spodni i podeszłam do niego. Wiał ostry wiatr, na moich rękach pojawiła się gęsia skórka. 
Chłopak pociągnął mnie za łokieć do tylnych drzwi budynku. Widziałam przez niewielką szybkę, jak w środku porusza się ochroniarz z latarką. Staliśmy w ślepej uliczce, w której nie było nic oprócz śmieci i dwóch kontenerów. 
- Masz lęk wysokości ? - zapytał, podchodząc bliżej kontenera. 
Nie musiałam się długo rozglądać, aż tuż przy budynku zauważyłam jedne z tych schodów, po których możesz dostać się na samą górę. 
Pokiwałam przeczącą głową, zgodnie z prawdą i podeszłam bliżej Styles'a. Ten momentalnie podsadził mnie tak, że teraz siedziałam na śmietniku. Sam podparł się na dłoniach i wskoczył na niego. Wiedziałam, że czeka nas wędrówka po schodkach. To było bardziej prawdopodobne niż spędzenie całego wieczoru na kontenerze. 
Im wyżej byliśmy tym było mi coraz zimniej. Musiałam trzymać zaciśnięte piąstki, by opanować drżenie rąk. Niestety, nie widziałam dobrego sposobu na opanowanie drżenia nóg. Byłam zmęczona po całym dniu wykładów i wspinaczka na szczyt wieżowca naprawdę nie była moim marzeniem. I jednak się przeliczyłam. Było tak wysoko, że jedynie dzięki ochronnej siatce, dalej kontynuowałam nasz 'spacer'. 
- Des ? - odwróciłam się na dźwięk swojego imienia. Wpatrywałam się w sylwetkę Harry'ego, który nagle znalazł się bardzo blisko - Chodź tu do mnie - powiedział i wziął mnie na ręce, przez co byłam zmuszona obwinąć swojego nogi wokół jego talii, a ręce złączyć na karku. 
Chłopak był przyjemnie ciepły i pachniał jakimiś drogimi perfumami. Mój brzuch oparty był o jego twardy tors, a głowę oparłam o ramię, wtulając się w jego szyje. Nigdy bym tego nie zrobiła, ale w tamtym momencie bardzo potrzebowałam cennego ciepła. A może potrzebowałam jego. Nie, bzdura. 
Ta wędrówka trwała jeszcze z siedem minut i uwierzcie, że było mi tak dobrze, że miałam ochotę zostać w jego objęciach. A przecież to 'palant, którego nienawidzę'. 
Otworzyłam oczy dopiero, gdy moje stopy dotknęły gruntu. Dopiero wtedy zauważyłam, że cały czas miałam je zamknięte. Rozejrzałam się i aż zaparło mi dech w piersiach. Cały Nowy Jork z tej wysokości wyglądał lepiej niż niesamowicie. Te światła, te biurowce. To chłodne powietrze, które nagle przestało tak bardzo przeszkadzać. Idealnie. 
- Harry, tu jest przepięknie - stwierdziłam, gdy Pan Zły stanął obok mnie. 
- Wiem - uśmiechnął się. 
Jednak wiedziałam, że nie wpatruje się w te widoki, jak ja. Jego wzrok utkwiony był we mnie. Po prostu to czułam. Czułam to tak, jak jego dużą dłoń na moim ramieniu, gdy przyciągnął mnie bliżej siebie. Chyba zauważył, że mimo wszystko wciąż drżę. Teraz może trochę bardziej z podniecenia. 
Nie rozumiałam tego co się działo. Gdy widziałam Harry'ego dwa tygodnie temu, przywali Liam'owi w twarz. Dzisiaj zabiera mnie na romantyczne podziwianie widoków, przytulając, by nie było mi zimno. Czy on jest bipolarny ? 
- Brakuje tylko dobrej muzyki - wyszeptałam. 
Chłopak nagle odsunął nie ode mnie i wyciągnął z przedniej kieszeni spodni iPhone'a, po którym kilka razy przejechał palcami i usłyszałam pierwsze dźwięki 'Use Somebody' Kings of Leon. Położył telefon na ziemi i złapał mnie w tali. Zarzuciłam mu ręce na szyje. Nie wiem czemu to robiłam, ale ta chwila była idealna. A może on był. Tańczyliśmy wolno, a na mojej twarzy pierwszy raz od kilku dni wykwitł uśmiech. I kto by pomyślał ? Denerwował mnie każdy, a rozluźnić mnie potrafił ten, którego nienawidziłam najbardziej. 
Podniosłam głowę, by spojrzeć mu w oczy i wtedy zobaczył kilka niewielkich siniaków wzdłuż linii jego szczęki. Skrzywiłam się lekko i delikatnie przejechałam dłonią na to miejsce. Dotykałam je opuszkami palców. 
- Kto ci to zrobił ? 
Nie odpowiedział, więc wspięłam się na palce i złożyłam kilka małych pocałunków na każdym siniaku i zadrapaniu. Po czym chciałam cofnąć głowę z powrotem, ale Harry mnie przytrzymał. I to był ten moment, w którym wiedziałam co się stanie. To zawsze się działo. 
- Nie mogę. Znamy się tylko trzy tygodnie - wykrztusiłam, zmuszając się do popatrzenia mu w oczy. 
Nie mogłam dopuścić do pocałunku. Miewałam chwilę, w których zatracałam się w Styles'ie i ta na pewno należała do nich, ale pocałunek wiązał się z czymś głębszym. I wiedziałam, że żeby to zrobić muszę kogoś naprawdę kochać. Nie zatracać się w nim. Nie wkurzać się na niego przez trzy czwarte życia. Po prostu kochać. I wiedzieć, że oddałabym dla tej osoby wszystko. (Pocałunki na imprezach się nie liczą). 
Harry nagle spoważniał, a jego rysy stały się, jakby ostrzejsze. Jego oczy stały się ciemno zielone, a szczęka była mocno zaciśnięta. Był zły. Nie musiał nic mówić. Porwał swojego iPhone'a z ziemi i wcisnął go z powrotem do kieszeni. 
- Czas wracać - warknął, całkowicie ignorując to, że zostawia mnie z poczuciem dziwnej pustki. 
- Nie rozumiesz ?! A może chciałabym chociaż jedną normalną randkę. Bez szarpania i dziwnych niespodzianek. Po prostu chcę posadzić dupę na kanapie i oglądać jakiś beznadziejny film ! - krzyknęłam. 
Myślałam, że to dobry moment, żeby mu to wytłumaczyć, ale po jego oczach, które zobaczyłam, gdy się odwrócił szybko zmieniłam zdanie. 
- Okej - Podszedł bliżej i odwrócił się tyłem, pokazując, żebym mu wskoczyła na plecy. 
Posłusznie wykonałam to polecenie, bo jak na jeden dzień to towarzyszyło mi za dużo emocji i bałam się, że mogłam paść z wrażenia. 
- Chcesz normalną randkę ? Proszę bardzo. 






















czwartek, 29 sierpnia 2013

Chapter XII

~Skylar~
21.06.2013 r. 
Stanęłam za ladą i oparłam się o nią. Ledwo trzymałam się na nogach. Przez ostatni czas męczyły mnie wyrzuty sumienia. Przeczucie, że mogłam wyjść wtedy z kuchni w innym momencie, było nie do zniesienia. Liam w ogóle się nie odzywał, a ja się mu nie dziwiłam. Mimo wszystko jednak miałam nadzieję, że szatyn w końcu do mnie zadzwoni, albo chociażby napisze. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Jamesa, który od dłuższego czasu mi się przyglądał.
-Nie wyglądasz najlepiej.
-Mam trochę problemów osobistych - wyznałam szczerze, ponieważ James był jednym z moich dobrych przyjaciół.
-Jeżeli będziesz chciała to sama mi o tym powiesz - przypomniał o naszej żelaznej zasadzie, żeby pod żadnym względem na siebie nie naciskać.
-Za piętnaście minut mam przerwę - uśmiechnęłam się szeroko, gdy chłopak się domyślił, o co mi chodzi i zgodził się na moją niemą propozycję.
Zmierzyłam spojrzeniem mojego współpracownika. Był całkiem atrakcyjnym kolesiem. W ogóle muszę przyznać, że otaczali mnie zupełnie seksowni faceci. James nie odstawał od reszty. Mierzył ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostu. Mogłam bez skrępowania stwierdzić, że miał prawie dwa metry wzrostu. Blond włosy opadały na czoło, ale nie układały się w niesforne kosmyki jak u mojego brata, Jace'a. U Jamesa każdy milimetr fryzury był zaplanowany. Niebieskie oczy skakały pospiesznie z klienta na klienta. Jego głos był głęboki i zmysłowy. Zauważyłam jak kilka kupujących świeciło do niego oczami i nie tylko. Przy jednej miałam wrażenie, że jej piersi wyskoczą zaraz z obciśniętej bluzeczki. Zaśmiałam się cicho. James był niesamowicie nieśmiały mimo tego, że mnóstwo dziewczyn się za nim uganiało. Blondyn był jednym z niewielu facetów, za którymi szalał niemal cały Brooklyn. Tym razem z zapatrzenia wyrwał mnie głos młodej dziewczyny, która najwidoczniej rozglądała się za jakimś towarem.
-Przepraszam - zagadała dość nieśmiało.
-Słucham cię - wyszłam zza lady i chwyciłam delikatnie łokieć dziewczyny. Wyglądała może na piętnaście lat.
-Na stronie internetowej widziałam taką dżinsową sukienkę w paseczki. Na ramionach miała małe brylanciki - opisała mi poszukiwany przedmiot.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem i zaczęłam lawirować między wieszakami i półkami. W końcu doszłam do miejsca, które mnie interesowało i sięgnęłam po tą jedną, konkretną rzecz. Podałam ją dziewczynie, która uśmiechnęła się do mnie szeroko.
-Dziękuję, właśnie o tę sukienkę mi chodziło. Rzadko bywam w tym sklepie, a jest naprawdę ogromny. Dzięki za pomoc.
-Nie ma sprawy - już się miałam oddalać, gdy dziewczyna złapała mnie za nadgarstek.
-Mogłabyś poczekać i ocenić, jak w niej wyglądam? - poprosiła z takim wyrazem twarzy, że miałam wrażenie, iż zaraz się rozpłacze.
-Oczywiście, że mogę - zgodziłam się ochoczo, bo to była ulubiona część mojej pracy.
Oparłam się o kanapę, siadając na jej oparciu. Czekałam raptem pięć minut. Dziewczyna bardzo szybko się uwinęła i już po chwili stała przede mną cała rozpromieniona. Zaklaskałam energicznie w dłonie.
-Cudownie. Wyglądasz naprawdę ślicznie - powiedziałam szczerze.
Nie musiałam kłamać, bo brunetka miała wspaniałą figurę. Podejrzewałam, że nawet w worku na ziemniaki, wyglądałaby nieziemsko. Przeszłyśmy do kasy. Nabiłam wszystko na kasę i spakowałam zakup do reklamówki.
-Trzydzieści jeden dolarów do zapłaty - poinformowałam dość profesjonalnym tonem, jak na mnie.
Dziewczyna podała mi wyliczoną co do grosza gotówkę, podziękowała za pomoc i rytmicznym krokiem opuściła sklep. Nagle jakieś duże dłonie znalazły się na moich ramionach. James zaśmiał się, gdy pisnęłam cicho.
-To tylko ja, głuptasie.
-Teraz już wiem - odwróciłam się na pięcie i spojrzałam na dużo wyższego ode mnie chłopaka.
Zgodnie postanowiliśmy, że opuścimy sklep i udamy się na zewnątrz przez tylne wyjście, znajdujące się na zapleczu. Wyszliśmy z budynku i znaleźliśmy się w jednym z licznych ślepych zaułków Brooklynu. Znajdowały się tam tylko popsute głośniki, pochodzące z klubu naprzeciwko, kilka skrzynek i jakieś śmieci. Usiadłam na jednym z głośników. Moje nogi zwisały mi bezwiednie, a ja zaczęłam powolnie nimi kołysać.
-To powiesz mi, co się dzieje? - zaczął James, podpalając pierwszego papierosa.
-Mój młodszy brat wyprowadził się z domu, chłopak, na którym mi zależało nie odzywa się do mnie, a między mną, a Destiny jest ostatnio bardzo dziwnie - opowiedziałam, ale obydwoje doskonale wiedzieliśmy, że to ogromny skrót.
-Will wyprowadził się z domu? Dlaczego?
-Nasi rodzice są bardzo upierdliwi ostatnio. Trzy dni temu oglądałam spokojnie telewizję, gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je, a tam stał Will. W obszarpanych ubraniach, cały brudny, zaniedbany. Okazało się, że uciekł z domu kilka dni wcześniej i włóczył się po ulicach aż nie pobiła go grupka kolesi. Wtedy właśnie przyszedł do mnie - z moich oczu pociekły pojedyncze łzy. Kochałam mojego brata jak nikogo innego na świecie i nie przyjmowałam do siebie wiadomości, że mój kochany, młodszy braciszek spał na dworcu, czy w innym, równie absurdalnym miejscu. Nie musiałam długo czekać na uścisk Jamesa.
-A co z tym chłopakiem? - zagaił, nie zaprzestając głaskania mnie po głowie.
-Dostał w pysk od takiego jednego dupka za rozmowę z Des - poinformowałam, wtulając się w bok przyjaciela, który zapalał już kolejną fajkę.
-I dlatego też między tobą, a Des jest ostatnio dziwnie - James szybko łapał.
-Chciałabym to wszystko jakoś naprawić - pożaliłam się, licząc, że blondyn mi jakoś doradzi.
Chłopak nie zdążył nic jednak powiedzieć, bo drzwi od zaplecza otworzyły się z łoskotem i w progu sklepu stanęła Chloe. Szczerze za nią nie przepadałam i ona za mną również. Jej podobał się James. Ten jednak ją odtrącał, bo była zbyt nachalna. Mnie traktował tylko jak przyjaciółkę, ale dziewczyna myślała co innego. Wcale jej się nie dziwiłam, szczególnie wtedy, gdy stanęła w progu zaplecza i zobaczyła naszą dwójkę objętą. Ja chciałam odsunąć się od blondyna, ale ten przycisnął mnie mocniej do siebie. Nie wiedziałam, czemu nie chce dać Chloe choć jednej szansy. Dziewczyna była murzynką oraz posiadaczką wspaniałych, kruczoczarnych włosów. Była ode mnie sporo wyższa. Obstawiałam, że mierzyła mniej więcej metr siedemdziesiąt pięć. Chloe bardzo dbała o swój wygląd, bo codziennie miała starannie ułożone włosy, zadbane paznokcie oraz, przede wszystkim, nieziemską figurę. Lepszą od niej miała chyba tylko ta dziewczyna, która poprosiła mnie o pomoc w sklepie. Nie powiem, żebym sama była gruba i niezadbana, ale i tak miałam kilka kompleksów.
-Jakiś koleś do ciebie, George - poinformowała, odwróciła się na pięcie i wyszła, trzaskając mocno drzwiami.
-Czy ona właśnie powiedziała do mnie po nazwisku? - byłam zszokowana, bo nigdy wcześniej tego nie robiła. Chyba naprawdę się na mnie zdenerwowała o scenę z Jamesem.
Blondyn wzruszył ramionami i wypuścił mnie ze swoich objęć. Ja w tym czasie zastanawiałam się, kto mógł do mnie przyjść. Nikogo się nie spodziewałam. Z góry obstawiłam jednak, że odwiedził mnie Will, bo nikt inny nie mógł to być. James otworzył drzwi i puścił mnie przodem. Zaplecze przemierzyłam szybkim krokiem, zwalniając jednak u samego progu. Zahamowałam tak gwałtowanie, że moje plecy zderzyły się z twardą klatką piersiową Jamesa. Chłopak sapnął głośno, zaskoczony.
-Uhh, co jest? - zapytał, nachylając się, żeby sięgnąć do mojego ucha.
-To ten chłopak, o którym ci wspominałam - pokazałam dyskretnie palcem na Liama, który rozglądał się po sklepie.
-Mam mu przywalić, że przez niego płakałaś? - zaproponował, a ja szybko sięgnęłam do tyłu, żeby sięgnąć po jego dłonie. Musiałam się upewnić, że są tam, gdzie powinny być i, że James nie uderzy szatyna.
-Jest okej - zapewniłam, potrząsając jego dłońmi.
Chwilę później stałam już przy sklepowej ladzie i patrzyłam na Liama. Wyglądał mizerniej niż kiedykolwiek wcześniej w swoim życiu. Pod oczami widoczne były sine cienie, co było dowodem tego, że chłopak ostatnio nie sypiał zbyt wiele. Szatyn zacisnął usta w wąską kreskę. Był poddenerwowany. Co chwile przeczesywał palcami i tak potargane już włosy. Nie zauważyłam na jego policzku żadnego sińca, który mógłby być pamiątką po ciosie Harry'ego, ale dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że nie widziałam szatyna dwa tygodnie, więc wszelkie oznaki "bójki" miały czas na zniknięcie. Mimo wszystko, chłopak i tak wyglądał strasznie. Najbardziej przeraziły mnie jego policzki i nie chodziło bynajmniej o to, że znów były pokryte zarostem. Najgorsze w tym wszystkim było to, że to była część jego wspaniałego ciała, która okropnie się zapadła. W jednej chwili poczułam, że bardzo chcę go objąć, ale wiedziałam, że byłoby to totalnie głupie z mojej strony.
-Hej. Co tutaj robisz? - zapytałam, co też było głupie.
-Przyszedłem zobaczyć, jak pracujesz - powiedział Liam i uśmiechnął się, ale wcale nie był to wesoły uśmiech. Chłopak syknął, a ja wiedziałam dlaczego. Coś go bolało. Musiałam się tylko dowiedzieć co i dlaczego.
-Słuchaj Liam...
-Nic nie mów. Nieważne. Spotkamy się dzisiaj? - tym razem na twarzy szatyna malowała się nadzieja. Nie miałam powodu, żeby mu odmawiać.
-Za dwie godziny kończę pracę, więc możemy się gdzieś spotkać i pogadać - zgodziłam się.
Liam nic nie odpowiedział, tylko wsadził ręce do kieszeni i opuścił sklep.
-Dziwny typek - usłyszałam za sobą głos Jamesa, który po chwili podszedł do jakiejś kobiety z córką. Najwidoczniej czegoś szukały.
*
Dobrze było wyjść z pracy. Zmierzch zapadł już jakiś czas temu, ale ja nie czułam się ani trochę niekomfortowo. Lubiłam wieczorne schadzki po ulicach Nowego Jorku. Wyciągnęłam iPhone'a, żeby wystukać smsa do Demi. Wolałam poinformować, że wrócę później niż tego oczekiwały mojego przyjaciółki, że nie martwiły się o mnie.


Ledwo zdążyłam odłożyć telefon, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie umówiłam się z Liamem w żadnym konkretnym miejscu. Miałam ochotę palnąć się w głowę za tę gafę. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk opon, które zapiszczały na ulicy. Chwilę później czarny Jeep przystanął przy chodniku, tuż koło mnie. Okno ze strony pasażera uchyliło się.
-Wsiadasz? - ulżyło mi, gdy usłyszałam głos Liama, a nie kogoś zupełnie obcego.
Bez wahania przystałam na propozycję szatyna i w pośpiechu okrążyłam auto, żeby wsiąść na siedzenie pasażera. Samochód delikatnie szarpnął, gdy chłopak ruszył. Zastanawiałam się, gdzie jedziemy. Nie odzywałam się całą drogę tylko dlatego, że pierwszy raz, od kiedy znałam Liama, nie miałam pojęcia, co mam mówić w jego towarzystwie. Nie wiem sama na co liczyłam, ale nie wylądowaliśmy w żadnym barze, restauracji, czy nawet Starbucksie. Naszym celem okazał się parking nieopodal mojego własnego mieszkania. Gdzieś głęboko w podświadomości byłam zawiedziona.
-Dlaczego chciałeś się spotkać? - zagaiłam, gdy szatyn wyłączył silnik i dalej milczał.
Liczyłam na jakąś reakcję, ale Liam zacisnął tylko oczy i pięści i uderzył ze złością w kierownicę. Nie poznawałam go. Momentalnie zaczął przypominać samego Pana Złego. Odsunęłam się od niego, wciskając się w drzwi od strony pasażera. W jednej chwili zachciało mi się płakać, ale stłumiłam w sobie to uczucie. Nie chciałam zrobić z siebie beksy.
-A jak myślisz?! Za każdym razem, gdy do ciebie dzwoniłem, słyszałem pierdoloną sekretarkę!
-To nie jest powód, żeby na mnie wrzeszczeć - powiedziałam cicho, ponieważ bałam się, że w innym przypadku mój głos się załamie.
-Potrzebowałem cię! Od prawie dwóch tygodni Niall nie patrzy na mnie, tak jak wcześniej, bo traktuje mnie jak kalekę, a Harry? Tym razem to on dostał w pysk ode mnie - chłopak pokazał mi swoje kostki, które były bardzo poranione.
-Uderzyłeś Harry'ego ? - zapytałam z niekrytym obrzydzeniem. Nie chciałabym, żeby chłopak, za którym szaleję był brutalem pokroju samego Pana Złego.
-Harry'ego, Nialla i parę innych osób - potwierdził, wzruszając ramionami.
-Liam, ja przepraszam... - sama nie wiedziałam, co powiedzieć. Skoro chłopak przeszedł taką metamorfozę to musiało mu być okropnie ciężko.
-Ja po prostu cię potrzebowałem - powiedział po raz kolejny i jego głos się załamał. Oparł głowę o ręce, które to z kolei oparł o kierownicę.
-Myślałam, że mnie nienawidzisz. Nie pomogłam ci wtedy, nie powstrzymałam Harry'ego - nadal nie mogłam przestać się obwiniać.
-Jak mógłbym cię nienawidzić? Dopiero, gdy poznaliśmy waszą trójkę, gdy ja poznałem ciebie, zacząłem żyć. Wcześniej wszystko było takie samo, monotonne - szatyn nadal na mnie nie patrzył, a mi się to nie podobało.
-Powiedz mi, jak mam ci to wynagrodzić. Liam, zrobię wszystko. Jesteś moim kumplem - powiedziałam i wyciągnęłam ręce, żeby dosięgnąć jego własnych. Spojrzałam na zmasakrowane dłonie chłopaka i łzy napłynęły do moich oczu. Co go do tego skłoniło?
-Tak sobie pomyślałem... Niedługo rodzice Nialla organizują bal. Wybrałabyś się ze mną? - musieliśmy dobrnąć do tego momentu rozmowy, żeby szatyn na mnie spojrzał.
Pokiwałam głową i z radością się zgodziłam. Jeśli to był jedyny warunek, żeby zażegnać nasz spór to byłam skłonna się na niego zgodzić. Nigdy nie byłam jeszcze na takim balu, ale podejrzewałam, że dziewczyny mi pomogą i jakoś wspólnymi siłami mnie ubierzemy i wyszykujemy. Liam odpalił samochód, bo postanowił, że mnie podwiezie pod samo mieszkanie. Ja nie miałam nic przeciwko, bo wreszcie cisza między nami znów nam nie ciążyła, a była jedynie przyjemna.

środa, 14 sierpnia 2013

Chapter XI

~Destiny~
09.06.2013 r.

Podążałam niechętnie za Harrym do jego sypialni. Choćbym nie wiem, jaki opór stawiała chłopak nadal ciągnął mnie do siebie, wbijając palce w skórę mojego nadgarstka. Skrzywiłam się, gdy pociągnął trochę mocniej, by wręcz wepchnąć mnie przez otwarte drzwi do środka. Mogłam zacząć krzyczeć o pomoc, ale z tego co zauważyłam nawet jeśli wszyscy wiedzieli, że nienawidzę Harry'ego no i tak nic nie robili sobie z tego, że do wszystkiego mnie zmusza. Czemu Sky ukradli te cholerne klucze ? Sto razy bardziej wolałabym być teraz u siebie w sypialni i leżeć na łóżku tylko w bieliźnie, przy otwartym na oścież oknie, słuchając 'Knocked up', zastanawiając się czy zachowanie Harry'ego to kwestia głupiego zakładu, czy jego ślepoty. 
Rozglądałam się chwilę po 'świątyni' chłopaka, myśląc nad tym ile już naiwnych dziewczyn zdążył tu przyprowadzić, tylko dlatego by zaspokoić swoje potrzeby i kazać im na powrót wyjść. Pokój był raczej przytulny i wcale nie przypominał ponurej nory, jak w moich pierwotnych wyobrażeniach. Na środku stało wielkie, ciemno-brązowe łóżko z dwoma etażerkami po bokach. Ściany miały kolor kawy z mlekiem, a podłoga była może z dwa tony ciemniejsza. Tak naprawdę chciałam tylko wziąć szybki prysznic, wygonić Pana Złego na kanapę i rozłożyć się wśród wyglądającej na miękką, białej pościeli. 
Z zamyśleń wyrwało mnie trzaśnięcie drzwi tuż za moimi plecami. Od tej chwili jestem tylko ja, Harry i jego sypialnia. 
- Idę się umyć - powiedziałam, zauważając po lewej stronie białe drzwi. 
- Idę z tobą - Harry uśmiechnął się łapiąc mnie za dłoń, dużo delikatniej niż kilka minut temu. 
Popatrzyłam na niego, jakby opowiadał straszne głupoty. W sumie to tak było. Nie miałam zamiaru się z nim kąpać i uważałam to za co najmniej nieprzyzwoite. 
- Nie ma mowy. I szczerze mówiąc liczyłam, że będziesz spać na kanapie - spuściłam głowę, nagle strasznie zainteresowana moimi martensami. 
Wiedziałam jaki teraz jest jego wzrok. Pomieszanie frustracji z goryczą i nutą przenikliwości w zielonych oczach. Pokój wypełnił tylko dźwięk jego oddechu. Bardzo szybkiego i głębokiego. Nie trwało długo, aż odwrócił się w stronę komody i wyciągnął z niej błękitną koszulę. Wydawała się być już za mała na niego. 
- Trzymaj - wręczył mi ją, z powrotem zmniejszając dystans między naszymi ciałami. 
Skinęłam głową na znak podziękowania i udałam się pod prysznic. Z rozczarowaniem stwierdziłam, że łazienka Harry'ego nie jest zamykana na zamek. Co oznaczało tyle, że w każdej chwili mógł wejść. Westchnęłam głośno, żyjąc złudzeniami, że chłopak ma w sobie odrobinę przyzwoitości. Co oczywiście było kompletną bzdurą. 
Rozejrzałam się po toalecie, również utrzymanej w bardzo dobrym stanie, w poszukiwaniu pasty do zębów. Nałożyłam trochę na palec i postarałam się umyć jakkolwiek zęby. Potem szybko zdjęłam ubrania i weszłam pod prysznic, który dzięki Bogu miał matowe szyby. Umyłam się jakimś męskim płynem z drogiej firmy, z czego też nie byłam za bardzo zadowolona. Potem ubrałam bieliznę i włożyłam na siebie koszulę, która mi sięgała niemal, że do połowy uda. Pachniała męskimi perfumami. Pachniała Harrym. Mokre włosy rozczesałam i przerzuciłam na jedno ramie. 
Gdy wyszłam z toalety, Harry'ego już nie było. W pokoju zapalona była tylko lampka nocna. Zdziwiłam się, że z jego fobią na punkcie pilnowania mnie, postanowił zostawić mnie samą sobie, ale może to i lepiej. Może uszanował moją prywatność i postanowił spać w salonie. 
Usiadłam na kancie łóżka, z jeansów wyjmując gumę do żucia. Nawet jeśli umyłam zęby miałam dziwne uczucie, że zrobiłam to dosyć niedokładnie.  Po około pięciu minutach usłyszałam ciche kliknięcie zamka w drzwiach. Skrzyżowałam nogi, przyglądając się wchodzącej osobie. 
Nie byłam zaskoczona, gdy w progu ujrzałam Harry'ego w samych bokserkach. O cholera ! Miałam okazje podziwiania jego ciała w całej swojej okazałości. Wszystkie jego tatuaże były doskonale widoczne na opalonej skórze. Musiałam się naprawdę powstrzymać, aby z moich ust nie uszło pełne zachwytu 'Wow'. 
Chłopak miał mokre włosy. Nie trudno było się domyślić, że pewnie poszedł wziąć prysznic do innej łazienki. Nie czuł się wcale skrępowany swoim skąpym strojem. Zamiast tego poszedł do toalety odwiesić ręcznik i wrócił do mnie. 
Odgarnął kołdrę na bok i położył się obok. Nie wydawał się przejmować tym, że siedzę tuż obok niego. 
- Harry, wolę położyć się chyba na podłodze - cicho zaczęłam. 
- Idź spać - warknął nieprzyjemnie. 
Przełknęłam głośno ślinę, za nim zaczęłam jeszcze raz. 
- Ale Harry, ja nie usnę obok prawie nagiego ciebie.
- Idź spać. 
- Ale ... 
Chłopak spojrzał się na mnie złowrogim wzrokiem. Prawie, jak mój nauczyciel rysunku technicznego na niego, kilka dni temu. Szarpnął poduszkę ze swojego miejsca i zszedł na podłogę. Bez kołdry, czy chociażby koca. 
Położyłam się zadowolona pod kołdrą, ale mój stan nie trwał długo. Zaraz zrobiło mi się szkoda Harry'ego. Przecież to ja chciałam leżeć na twardej podłodze, ale Pan Zły mimo wszystko jest zbyt miły dla mnie by dać spać mi gorzej niż on. Jeszcze do tego wszystkiego to łóżko było tak wielkie i puste. 
- Harry - szepnęłam. 
Byłam pewna, że w ciszy, która nas otulała no i tak mnie doskonale usłyszy. 
- Co ? - odburknął. 
Wręcz widziałam oczyma wyobraźni jego naburmuszoną minę, pełną zdenerwowania i rozespaną. 
- Jak chcesz...to w zasadzie...no wiesz. To możesz wrócić - powiedziałam, jąkając się, jak małe dziecko, które coś nabroiło. 
Nie musiałam długo czekać, aż ujrzałam jego burzę wilgotnych loków, a potem całe idealne ciało, gdy z powrotem kładł się obok mnie. Uśmiechnęłam się pod nosem. Gdy poczułam ciepłe ramie zaraz obok mojego, moje problemy z zaśnięciem minęły. 
***
Obudził mnie cichy dźwięk spuszczanej wody za ścianą. Niestety, z moim niespokojnym snem, budził mnie każdy, nawet najcichszy dźwięk. Gdy doprowadziłam swój mózg do stanu, w którym ogarniałam otaczającą mnie rzeczywistość, zaraz zwróciłam uwagę na to, że ręka Harry'ego ciasno obejmuje mnie w talii, a moje plecy stykają się z jego torsem. Westchnęłam głośno, przeklinając w duchu chłopaka. Czemu to akurat mnie spotkał zaszczyt bycia podwładną pana Styles'a, który wszystkich lubił rozstawiać po kątach ? 
Harry lekko się poruszył, tym samym łaskocząc mnie lokami w kark, na którym miał opartą głowę. Myślałam nad wygramoleniem się z jego uścisku, ale to równało się z cudem. Dużą dłoń trzymał pod moim ciałem, tworząc wokół talii pętle. Z drugiej strony nie chciałam go budzić, bo wtedy moje szanse na wyjście stąd byłyby mniejsze. Wreszcie miał mnie u siebie w łóżku. 
Dotknęłam delikatnie jego dużej dłoni, w celu uwolnienia się z jego uścisku. Uśmiechnęłam się entuzjastycznie, bo chłopak ani drgnął. Widocznie w tym stanie, jego uparty charakter i doskonały refleks były uśpione. Zdjęłam z ręki gumkę do włosów i szybko zaplotłam je w niedbałego koczka. W łazience znowu 'umyłam' zęby i przebrałam się w wczorajsze spodnie. W koszuli postanowiłam zostać, bo moja bluzka mimo usilnych starań nadal nadawała się tylko do wyrzucenia. 
Wycofałam się cicho z pokoju, wiedząc, że Harry wciąż słodko spał. Zaczęłam schodzić na dół. Moja wiedza odnośnie położenia kuchni w tym domu była dość mocno ograniczona, ale zapomniałam o tym problemie, gdy nagle po mojej prawej stronie otworzyły się drzwi i z sypialni wyszła Sky. 
- Hej - szepnęła, z pewnością nie chcąc budzić Liam'a.
Ja najchętniej wydarłabym się na całe gardło, aby tylko Harry wstał i był niezadowolony, ale wtedy ja też niebyła bym w najlepszym humorze. 
- Cześć. Jak tam po nocy ? - spytałam, dokładniej ją lustrując. 
Miała na sobie koszulkę chłopaka, wpuszczoną w swoje spodenki z wysokim stanem. Była boso, co aż tak bardzo mnie nie zdziwiło, gdyż jej buty miały naprawdę wysokie obcasy i wyglądałaby co najmniej dziwnie. 
- Całkiem nieźle - uśmiechnęła się, co pozwoliło mi twierdzić, że było lepiej niż nieźle - A teraz zjadłabym coś dobrego. 
- Ja też - przyznałam szczerze, gdyż mój brzuch już z piętnaście minut dopominał się jedzenia. 
Razem odnalazłyśmy kuchnie i przystąpiłyśmy do szperania po ich szafkach i lodówce. Niestety, jedyne na co mogłyśmy liczyć to były kilka jajek, krakersy, piwo, sok pomarańczowy i płatki śniadaniowe. 
- Lubisz płatki śniadaniowe na sucho. Jeszcze jest opcja z piwem - Sky uśmiechnęła się, wyjmując z górnej szafki kartonowe pudełko. 
- Zjem krakersy - stwierdziłam po krótkiej chwili milczenia - Kiedy będziemy mogły wrócić do domu ? 
- Jace zadzwoni, jak tylko zamki będą gotowe - wyjaśniła, napychając sobie buzie nową porcją Cornflakes'ów. 
Zaśmiałam się widząc jej minę, prawie niczym nie różniącą się od mojego chomika, który zdechł w zeszłym roku. Usiadłyśmy na wysokich krzesełkach barowych i jadłyśmy dosyć wybrakowane śniadanie. Panowała niczym niezmącona cisza, przerywana tylko cichym chrupaniem. 
Byłam przekonana, że Demi pewnie śpi sobie u boku Niall'a, gdy nagle usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Obie ze Skylar odwróciłyśmy głowę w stronę drzwi kuchni, w których po kilku sekundach stanęła zaspana Dems. Była ubrana tylko w białą bluzkę na ramiączka, której z pewnością właścicielem był Horan. Koszulka miała dosyć mocno wykrojone pachy, ale widocznie przyjaciółce to nie przeszkadzało, bo nawet nie miała pod nią stanika. Przedreptała cicho do lodówki, wyjęła z niej butelkę soku i napiła się z całego, po czym z powrotem odstawiła na pierwotne miejsce. 
- Wszystko okej ? - spytała ciekawa Sky. 
- Oczywiście, że tak. Ale chyba wracam do cieplutkiego łóżka - powiedziała, rozmarzonym głosem. 
Wraz ze Skylar wymieniłyśmy zszokowane spojrzenia. Nie pamiętam momentu, w którym Demi zaczęła czuć się w tym domu, i z Horan'em, tak swobodnie. 
- Chyba do cieplutkiego Nialler'a - wtrąciłam, gdy dziewczyna opuszczała pomieszczenie. 
Przyjaciółka zachichotała, jednak postanowiła się nie zatrzymywać. 
Z powrotem zapadła cisza, ale tym razem spowodowana była ona raczej naszym zdruzgotaniem. Bo nie potrafiłam tego inaczej nazwać. Raz, gdy widzę Dems jest wstydliwa i tylko zamienia pojedyncze słówka z Niall'em, następnym razem jest niekryjącą swoje uczucia, zakochaną po uszy nastolatką. Czy naprawdę spotkanie tej trójki chłopaków, zmieniło nasze życie aż tak diametralnie ? No bo niby od kiedy Sky chodzi w ciuchach swoich przyjaciół ? Jakoś nie potrafiłam przypomnieć sobie takiej sytuacji. A ja ? Jestem totalną idiotką, w koszuli chłopaka, którego jeśli nadarzyłaby się okazja, zabiłabym. W sumie nie byłam pewna, czy zrobiłabym to. Chociażby z uwagi na to co stało się dzisiejszej nocy w toalecie. 
Z zamyśleń wyrwał mnie wesoły głos Liam'a, który wparował do kuchni. 
- Czemu nie powiedziałyście, że jesteście głodne ? Poszedłbym do sklepu - wytłumaczył, siadając obok mojej przyjaciółki, wpatrzonej w niego, jak w obrazek. 
- Nie chciałam cię budzić - Skylar uśmiechnęła się do niego przyjaźnie. A może nie do końca przyjaźnie ? W każdym razie odpowiedział tym samym gestem. 
- Bez ciebie no i tak nie było już tak fajnie w łóżku - puścił jej oko i wstał, by wyjąć z lodówki sok. 
Miałam ochotę wykrzyczeć im, że widać, że obydwoje się w sobie bujają, ale w nie byłoby to odpowiednie. Powinni sami, powolnie dochodzić do takich głębokich wniosków. 
Więc dalej w ciszy przeżuwałam krakersy z nadzieją, że cały otaczający mnie świat zapomni o mnie, tak jak i ja próbowałam o nim zapomnieć. Nagle Sky poderwała się z krzesła i wybiegła z kuchni, słysząc swój dzwonek. Pewnie Jace chciał nam powiedzieć, że możemy wrócić do domu. 
- Des - zaczął Liam, przyglądając mi się uważnie. Popatrzyłam na niego pytająco - Wiesz, że jesteś pierwszą dziewczyną, którą Harry traktuje tak poważnie ? 
- Mówisz ? - powiedziałam sarkastycznie. 
W sumie nie bardzo wierzyłam, żeby wyznania Liam'a, przy tym ubogim śniadaniu mogły być prawdą. 
- Naprawdę - dotknął dłonią lewej piersi - Każda inna służyła mu tylko, jako lalka do seksu. Ciebie traktuje inaczej - Idiotycznie, pomyślałam - Stara się tylko, że on ... - nachylił się, jedną dłoń opierając na moim udzie - ... jest trochę ... 
Chłopak nie dokończył, bo w progu kuchni stanął Harry. W dalszym ciągu pozostawał w samych bokserkach Calvina Klein'a. Jego mięśnie w świetle dziennym wyglądały jeszcze bardziej idealnie, niż wczoraj. Miał mocno zaciśniętą szczękę, a w jego oczach nie było widać nic innego oprócz nieprzeniknionej złości. 
- Gdzie kurwa z łapami ? 
Liam odsunął się ode mnie, w tym samym momencie, w którym Harry niebezpiecznie się do niego zbliżył. Poderwał go do góry, mało co nie rozszarpując białej koszulki. Jego mięśnie pleców pracowały w zastraszającym tempie. Zresztą nie tylko to było zastraszające. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, by go powstrzymać Pan Zły wymierzył w jego policzek cios, który spowodował, że Liam upadł z hukiem na ziemię. Otrząsnęłam się dopiero po krótkiej chwili, by od razu rzucić się w stronę leżącego chłopaka, ale Harry skutecznie mnie zatrzymał, łapiąc za łokcia i przytrzymał przy swoim torsie. Nie minęło kilka sekund, gdy w kuchni pojawił się Niall, a zaraz obok niego Demi. Biedna Sky nic nie słyszała, rozmawiając przez telefon w pokoju Li. 
Dems kucnęła, tylko po to, by pomóc Liam'owi wstać i usadziła go na krześle. 
- Co ty z nim zrobiłeś ?! - krzyknęłam, zalana łzami, wskazując ręką na pobitego - Ty potworze !
- Cii, cicho - szepnął Harry, przyciągając mnie do swojego ciała i otulając ramionami. 
Co on do cholery wyprawia ? Po takiej akcji on postanawia się ze mną poprzytulać. 
- Jesteś moja - szepnął w moje włosy - I tylko moja. 
Brzmiał, jak psychopata i naprawdę zaczynałam się go bać. Nawet jeśli w pokoju była Demi z Niall'em, którzy przejęci byli doprowadzaniem Liam'a do porządnego stanu. Nie minęło dużo czasu nim w kuchni pojawiła się Skylar, która tylko omiotła nas wzrokiem i rzuciła się w stronę przyjaciela. 
- Zostaw mnie - szepnęłam przez łzy. Nie mogłam z siebie wydać głośniejszego dźwięku - Proszę. Harry. 




poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Chapter X

~Skylar~
09.06.2013 r.

Usiadłam na najwyższym ze schodków w pokaźnym mieszkaniu Nialla, Liama i Harry'ego. Gdy ostatnio widziałam to mieszkanie, był tam tłum ludzi. Tymczasem panowała tam niczym niezmącona cisza. Demi zniknęła za pierwszymi drzwiami tuż przy głównym wejściu, żeby zwymiotować całą zawartość swojego żołądka. Niall pobiegł w tym czasie do kuchni, a Liam zniknął za drzwiami swojej sypialni. Ja postanowiłam, że ściągnę wysokie buty i dam odpocząć moim stopom, zasiadając na jednym z ogromnych schodków. Panowała zupełna cisza. W pewnym momencie usłyszałam z kuchni głos blondyna. Najwidoczniej rozmawiał z kimś przez telefon.
-Musicie przyjechać do nas. Będziecie niedługo? - Niall urwał na chwilę i głośno sapnął. - Czy z Destiny wszystko w porządku? Nie dziw się, że się przejmuję. Jesteście pijani, a ty na dodatek jesteś upierdliwy jak wsza na dupie. Szczerze mówiąc to Des chyba za tobą nie przepada.
Nic więcej nie usłyszałam. Rozmowa momentalnie ustała. Podejrzewałam, że ze strony Harry'ego padło kilka nieprzyjemnych słów i Niall nie chciał drążyć tematu. Oparłam głowę o dłonie i zaczęłam kiwać się w rytm znanej tylko mi muzyki. Jakieś pięć minut później Liam wyszedł z pokoju.
-Przepraszam cię, ale musiałem troszkę ogarnąć sypialnię - uśmiechnął się ze skruchą.
Miałam ochotę pogłaskać go po twarzy, ale uznałam to za niestosowne. Zauważyłam delikatny zarost na jego policzkach. Szybko się domyśliłam, że szatyn nie zdążył się ogolić przed koncertem. Mówiąc szczerze, wyglądał nieziemsko. Biała koszulka delikatnie opinała jego pokaźny tors. Zmusiłam się do spojrzenia Liamowi w oczy.
-A ja przepraszam za problemy.
-Nie wiem, jaki dupek wam ukradł te klucze, ale musicie jak najszybciej zmienić zamki - poradził szatyn, a ja przytaknęłam. To było jasne jak słońce.
-Dam znać mojemu bratu - na ten pomysł wpadłam w jednej chwili. W kolejnej pisałam już smsa do Jace'a.

Ledwie zdążyłam odłożyć telefon, gdy nagle drzwi do domu otworzyły się i z impetem uderzyły o ścianę. Zatkałam sobie uszy, pewna, że usłyszę jakiś pretensjonalny i wysoki ton głosu Harry'ego, ale zamiast tego do moich uszu dotarł stłumiony chichot. Spojrzałam zdziwiona na Liama i zauważyłam, że chłopak też jest zaskoczony sytuacją. Chichoczący Harry to chyba nie był codzienny widok. Po krótkiej chwili Destiny i Pan Zły wkroczyli do salonu, rozglądając się na wszystkie strony.
-Tutaj jesteśmy - Liam pomachał energicznie do Stylesa.
-Co się stało, do cholery? - Destiny pokonała schody w kilku susach i przysiadła na schodku tuż pode mną i szatynem.
-Moja torebka leżała bez opieki i ktoś mi ją ukradł - wyjaśniłam w wielkim skrócie.
-Ktoś wam może wejść do domu - zauważył dość nieinteligentnie Pan Zły, ale moja przyjaciółka bardzo szybko zganiła go swoim spojrzeniem i cichym cmoknięciem. Nie chciała, żebym miała wyrzuty sumienia.
-Napisałam już do Jace'a. Wszystkim zajmie się z samego rana - zaczęłam się bronić.
-Przestań się obwiniać. To nie twoja wina. Mało złodziei w Nowym Jorku? - moja przyjaciółka pogłaskała mnie po głowie i pocałowała w policzek, po czym wstała i podeszła z powrotem do Harry'ego.
-Zostaniecie tutaj na noc - powiedział Niall, który od kilku chwil stał z Demi w progu kuchni.
-To raczej oczywiste - poparł go Liam, który nie przestawał od jakiegoś czasu podrygiwać nogą.
-Długo nad tym myśleliście? - powiedział sarkastycznie Harry, ale wszyscy postanowili to olać.
-To gdzie jakiś pokój gościnny? - zapytała uśmiechnięta Destiny.
-W remoncie po ostatniej imprezie. Ktoś za mocno się pieprzył - odparł Harry, który po chwili rzucił w stronę mojej przyjaciółki tajemniczy uśmiech. Dziewczyna w mgnieniu oka zaczęła przypominać buraka.
-Aha, czyli salon? Okej, mi w sumie odpowiada - pokiwałam głową na znak zgody.
-Nie ma takiej opcji. Śpicie z nami w pokojach - zarządził Harry, a ja i Des spojrzałyśmy na niego zszokowane. Demi nadal stała oparta o framugę i mierzyła salon obojętnym spojrzeniem.
-Dems idzie do mnie - Niall objął moją przyjaciółkę, a ta nawet nie opierała się mu. Po chwili przeszli przez salon i zniknęli za drzwiami do sypialni Horana. W tym czasie Harry złapał Destiny za nadgarstek i zaczął ją ciągnąć w górę po schodach.
-W takim razie ona idzie ze mną.
Po chwili w salonie zostałam sama z Liamem. Zapadła grobowa cisza, a szatyn zmierzył mnie spojrzeniem od stóp do głowy. Uśmiechnął się pokrzepiająco i wstał ze schodów.
-Tylko jedna noc - wyciągnął w moją stronę rękę, którą po raz kolejny tego wieczora z chęcią chwyciłam.
*
-Liam, jest pewien problem - krzyknęłam spod prysznica.
-Co się dzieje? - szatyn momentalnie znalazł się blisko drzwi.
-Nie mam nic, w czym mogłabym spać.
Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Już zaczynałam się martwić, że Payne olał sprawę i poszedł spać, ale po chwili do moich uszu dobiegły dźwięki otwieranych szafek. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam spod prysznica. Uchyliłam drzwi i wparowałam w samym ręczniku do pokoju Liama. Chłopak ponownie zmierzył mnie całą i chrząknął znacząco, gdy cisza między nami zaczynała być upierdliwa. Szatyn rzucił w moim kierunku jakiś czarny t-shirt z nadrukiem, na który nawet nie zwróciłam uwagi.
-Dziękuję - powiedziałam szczerze. Gdyby nie Liam to pewnie musiałabym spać nago.
Chciałam przejść do łazienki, żeby się przebrać, ale chłopak pospiesznie się odwrócił w stronę okna, żeby dać mi choć trochę prywatności. I tak ta cała sytuacja z kradzieżą kluczy i z nocą spędzoną w domu chłopaków była już chora i krępująca dla obydwu stron. No, może z wyjątkiem Pana Złego, bo on przecież nie krępował się zupełnie niczego, co zdążyłam już zauważyć. Odwiązałam ręcznik, który po chwili opadł miękko u moich stóp. Założyłam bieliznę i spojrzałam w okno, żeby upewnić się, że szatyn mnie nie obserwuje, co było zupełnie głupie, bo wiedziałam, że chłopak szanuje moją prywatność. Zachciało mi się śmiać, gdy spostrzegłam, że Liam ma mocno zaciśnięte oczy. Schyliłam się po koszulkę, którą chwilę wcześniej mi wręczył i wygięłam się w łuk, żeby móc ją na siebie włożyć, co zresztą chwilę później zrobiłam. Gdy tylko t-shirt otulił moje uda, Liam natychmiast się odwrócił. Jego spojrzenie znów przemknęło po mojej sylwetce.
-Nieźle. Bardzo ładnie ci w tej koszulce - powiedział, a ja byłam pewna, że moje policzki płoną.
-Dziękuję - szepnęłam siadając na rogu łóżka.
-Wiem, że to strasznie dziwne, ale chyba jesteśmy zmuszeni spać na jednym łóżku. Chyba, że naprawdę chcesz spać sama to mogę zejść do salonu - rzucił Payne z namacalną skruchą w głosie.
-Nie ma sprawy. Możemy spać razem - uśmiechnęłam się w stronę szatyna.
Chłopak odchylił kołdrę i pokazał, żebym weszła pod nią. Pospiesznie wykonałam jego polecenie i już po chwili leżałam z głową wciśniętą między dwie, bardzo miękkie poduszki. Było mi strasznie przyjemnie. Liam poinformował mnie, że idzie się umyć i niedługo wróci, a ja tylko kiwnęłam głową. Mój umysł zaprzątały w tym czasie już inne myśli. Byłam wdzięczna sama sobie, że swój telefon miałam ciągle przy sobie i nikt mi go nie ukradł. Nie przeżyłabym, gdyby ktoś mi ukradł iPhone'a. Myślałam o tym przez kilkanaście minut i starałam się odtworzyć w pamięci cały wieczór, żeby przypomnieć sobie, w którym momencie straciłam z oczu moją torebkę, ale wszystkie moje próby spaliły na panewkach. Leżałam w ciszy około dwudziestu minut, bo jak się okazało - Liam lubił spędzać sporo czasu w łazience. W końcu usłyszałam ciche kliknięcie i postanowiłam udawać, że zasnęłam. Nie miałam ochoty na pogawędkę z szatynem. Szczerze mówiąc, byłam piekielnie zmęczona, a w dodatku sytuacja była krępująca. Mimo woli uchyliłam delikatnie jedno oko, żeby móc obserwować chłopaka i strasznie się zawiodłam. Podświadomie liczyłam, że Liam będzie spał w samych bokserkach, ale nie pomyślałam, że byłoby to bardzo głupie i dziwne. Szatyn opuścił łazienkę w krótkich spodenkach i bluzce z krótkim rękawkiem bez żadnego nadruku. Jego lekko zwilżone włosy opadły na czoło. Dziwnie mi było patrzeć się tak po prostu na Liama. Wiedziałam, że chłopak nie domyślił się jeszcze, że na niego spoglądam, ale zachowywał się tak spokojnie i naturalnie, jakbym była w jego domu stałą bywalczynią. Przeszedł na drugą stronę łóżka i wsunął się po cichu pod kołdrę. Następnie zgasił lampkę nocną i westchnął głośno. Znów na niego zerknęłam, bo wiedziałam, że obserwowanie w ciemności jest bezpieczniejsze niż z zapalonym światłem. Obydwie, umięśnione ręce spoczywały tuż pod głową szatyna. Był przykryty tylko do pasa i spokojnie lustrował cały pokój. W którymś momencie odwrócił się w moją stronę, a ja momentalnie zamknęłam oczy pewna, że zorientował się, że od jakiegoś czasu na niego patrzę. Nic jednak nie powiedział. Nie chcąc już ryzykować przysunęłam się do Liama i z zamkniętymi oczami zaczęłam błądzić po pościeli w poszukiwaniu odrobiny męskiego, ciepłego, spokojnego ciała. W końcu odnalazłam to, czego szukałam i wtuliłam się w bok szatyna. Chłopak nie zmienił pozycji, ale usłyszałam, że wyraźnie przestał na chwilę oddychać. Już się bałam, że być może go przydusiłam, ale po krótkiej chwili z powrotem mogłam usłyszeć miarowy oddech Liama. Spodobał mi się ten dźwięk.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Chapter IX

~Destiny~ 
09.06.2013 r. 

Szczerze się ucieszyłam, gdy do boksu zawitała Skylar ze swoim przyjacielem. Miałam już dość siedzenia w tej napiętej atmosferze. Tym bardziej po tym incydencie, który miał miejsce przed chwilą. Niecałe piętnaście minut temu Harry bezceremonialnie zaciągnął mnie do toalety tylko po to, by łapczywie mnie obmacywać i całować. Czemu byłam oczywiście całkowicie przeciwna. Jednak postawienie się prawie pijanemu Styles'owi okazało się być trudniejsze niż przepychanki z trzeźwym. Trwało to tak długo, aż w końcu chłopak dostał ode mnie w twarz. Musiałam to zrobić, bo czułam się przynajmniej niekomfortowo w tej sytuacji. I wtedy Harry się dopiero zdenerwował. Zdenerwował ? To za mało powiedziane. W napadzie szału walnął pięścią w ścianę tuż obok mojej głowy i wbił palce w moje ramie tak boleśnie, że jestem pewna, że zostanie po tym ślad. Oczywiście krzyknął wtedy kilka naprawdę niecenzuralnych słów. Nie sądziłam, że mógłby mi cokolwiek zrobić, ale jednak się bałam. 
- Stało się coś ? - krzyknęła Sky, przysiadając się obok mnie. 
Wyglądała na bardzo podnieconą mogąc usłyszeć kolejną żenującą historyjkę z mojego życia. Oczywiście w roli głównej Harry Styles i jego niepohamowana złość. 
Przez chwilę przyglądałam się jego mocno zaciśniętej szczęce i zielonym oczom, które łypały na mnie niebezpiecznie. W jednej dłoni trzymał butelkę piwa, której szyjkę co chwilę obejmował swoimi pełnymi wargami. Palcami drugiej zaś błądził po swoim iPhone'ie, ale widziałam, że był kompletnie niezainteresowany jego zawartością. Czułam, jak rozbierał mnie wzrokiem.  
- Niestety - westchnęłam ciężko i zaczęłam sączyć swoje Sours udając, że wcale nie czułam się tak fatalnie, jak było naprawdę. 
- Upierdliwy jest, ale przyznaj, że bicepsy ma boskie - dziewczyna zaśmiała się w głos. 
Uśmiechnęłam się tylko delikatnie, nie chcąc obarczać jej problemami w trakcie imprezy. Tym bardziej, że wiedziałam, że dzisiejszy wieczór upłynie jej pod nazwą 'Sky i Liam', co było absolutnie słodkie, bo szatyn w odróżnieniu od Harry'ego wcale się nie narzucał. 
W czasie, gdy Sky zatraciła się w rozmowie ze swoim ukochanym, a Demi i Niall poszli zatańczyć, chłopak w lokach znacznie się do mnie przysunął. Obejmował mnie silnym ramieniem swoją dużą dłoń trzymając na moim kolanie. Już miałam mu grzecznie powiedzieć, żeby spadał, ale Harry przybliżył swoje idealnie wykrojone usta do mojego ucha. Poczułam jego oddech na mojej szyi, gdy delikatnie przygryzał jej skórę wcześniej znacząc sobie ścieżkę pocałunkami. 
- Chętnie zobaczyłbym cię bez tego - podniósł delikatnie dół mojej koszulki. 
W każdym innym razie uznałabym to za niestosowne, ale chyba powoli zaczynałam się przyzwyczajać do wyuzdanych tekstów Harry'ego. Mimo wszystko strząsnęłam jego rękę tak, że z powrotem leżała na kolanie. 
Chłopak zaczął składać pocałunki wzdłuż linii mojej szczęki i pod uchem. Ledwo łapałam oddech, gdy delikatnie wodził dłonią po moim udzie. Przez tą jedną krótką chwilę zapomniałam, że go nienawidzę. Był naprawdę delikatny. Trwałam w tym stanie jeszcze kilka minut, aż nie spostrzegłam, że Skylar jest tak zajęta rozmową z Liam'em, że nawet nie zwróciła uwagi na zachowanie Harry'ego. I co najważniejsze. Na moje zachowanie.
- Sky, masz ochotę na drinka ? - krzyknęłam, chcąc zwrócić na siebie uwagę przyjaciółki.
Dziewczyna gwałtownie odwróciła się w moją stronę, zarzucając włosy na bok. Wyglądała pięknie w swojej dzisiejszej stylizacji, a wszystko dopełniały ledwo widoczne rumieńce na twarzy.
- Nie dzięki - odpowiedziała wesoła.
Widocznie nie dostrzegła rozpaczy w moich czekoladowych oczach, gdy próbowałam jej przekazać, że tak naprawdę desperacko szukam ucieczki od uścisku Harry'ego.
- Na pewno ? - ponowiłam próbę, tym razem zezując niebezpiecznie na chłopaka, aby zrozumiała o co mi chodzi.
- Na pewno, Des. Myślę, że masz już innego towarzysza - wyszczerzyła się w stronę Styles'a.
Liam także wydawał się być zadowolony i nie zwracał uwagi na to, jak blisko mnie siedzi Harry. Czy oni są w jakiejś zmowie, czy mi się tylko wydaje ?
- Skylar ! - wydarłam się, wyrzucając ręce w górę.
Momentalnie zostałam oblana czymś zimnym. Odwróciłam głowę w stronę rzekomego sprawcy tego czynu, którym okazała się być młoda, speszona kelnerka, której wytrąciłam z rąk tacę z kieliszkami wina. Powiedziałam pełne skruchy przepraszam i wróciłem wzrokiem na Harry'ego, który także został ofiarą tego wydarzenia. Jego biała koszula była raczej do wyrzucenia. Chyba, że postanowi ją szybko zaprać.
Chłopak powolnie zaczął rozpinać guziki, jakby postanowił urządzić tutaj striptiz.
- Och, chodź ! Pomogę ci - powiedziałam, gdy zobaczyłam, jak biedaczek się ode mnie odsunął i nieudolnie próbował pozbyć się plamy za pomocą serwetki.
Pociągnęłam go za rękę do damskiej toalety. W sumie nie wiem co mną kierowało, ale póki była taka szansa, wolałam się nie dowiadywać. Zwłaszcza, że mi też przydałoby się porządne mycie włosów. Ku mojemu zaskoczeniu toaleta była pusta, nie licząc jednej zajętej kabiny. Nie sądziłam, aby tej dziewczynie przeszkadzał chłopak w łazience. Pewnie i tak już była nieźle pijana albo naćpana.
Harry usiadł na blacie między dwoma zlewami, niczym mały chłopczyk. Jego loki opadały na czoło, a oczy szkliły się od alkoholu.
- Zdejmę ją - wyszeptałam, podchodząc do niego i rozpinając koszulę.
- Wiedziałem, że od dawna chciałaś to zrobić - uśmiechnął się do mnie zalotnie, a w jego policzkach wykwitły dwa dołeczki.
Pozostawiłam bez komentarza tą głupią uwagę i dalej go rozpinałam. Starałam się udawać, że jego tors, który co chwilę muskałam palcami wcale nie robi na mnie wrażenia. W rzeczywistości moje policzki zrobiły się całe czerwone, a dłonie same celowo dotykały jego rozgrzanej skóry. Czułam na sobie jego palący wzrok, który śledził dokładnie każdy mój ruch. Modliłam się tylko, aby ręce nie zaczęły mi drżeć ze zdenerwowania. Opanuj się, Des ! Gdy w końcu uporałam się z guzikami, Harry zdjął z siebie koszulę i wręczył mi ją. Teraz dokładnie mogłam się przyjrzeć każdemu kawałkowi jego idealnie umięśnionego ciała. Z trudem oderwałam wzrok i zaczęłam moczyć materiał w zlewie. W tym czasie chłopak zeskoczył z blatu i zaczął niewinnie przechadzać się po toalecie. Nie mogłam się powstrzymać od patrzenia na niego w lustrze. Na jego muskularne plecy, które pracowały za każdym razem, gdy unosił ręce, w zasadzie nie wiadomo po co.
- She'll do any naughty thing I want ... - Harry zaczął śpiewać pod nosem piosenkę grupy rockowej Nickelback.
Zaśmiałam się cicho. W tym stanie chłopak był absolutnie nieszkodliwy. Chodził w tą i z powrotem półnagi, śpiewając znane mu melodie. Był tak bezbronny, że z pewnością mogłabym mu teraz zaufać. Z chęcią nie oddawałabym mu tej koszulki, by jeszcze chwilę podziwiać jego ciało, ale musiałam się zająć także swoją bluzką.
- Trzymaj - odwróciłam się w jego stronę i oparłam o blat - trochę mokra, ale po plamie ani śladu - rzuciłam mu biały materiał, by za chwilę przeciągnąć koszulkę przez głowę i zostać w samym staniku.
Byłam pewna, że Harry nie będzie nic pamiętał z dzisiejszej nocy, więc mogłam się nie krępować.
- Cholera jasna - zaklął szatyn po czym zagwizdał.
Na moją twarz wpłynęły jeszcze większe rumieńce. Przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku minut, gdy powiedział, że chętnie zobaczyłby mnie bez koszulki. Eh, szkoda o tym nawet myśleć.
Wycisnęłam trochę mydła na rękę i zaczęłam namydlać bluzkę, mocząc ją w zlewie. Nie miałam pojęcia w czym wrócę do domu, gdyż ta będzie praktycznie cała mokra. Choć to Nowy Jork. Tu nikt specjalnie się nie przejmie. Chwilę tak stałam odwrócona do chłopaka tyłem, gdy nagle poczułam jego duże dłonie na swoich biodrach.
Zatrzęsłam się pod wpływem jego dotyku. Harry odwrócił mnie przodem do siebie i przycisnął mocniej do blatu tak, że ten praktycznie wbijał mi się w gołe plecy. Oddychałam szybko, z trudem dając płucom odpowiednią ilość tlenu.
- Jesteś zajebiście seksowna - wymruczał do mojego ucha, przygryzając jego płatek.
Dostałam gęsiej skórki, gdy jego palce zaczęły kreślić nieodgadnione wzory na moim brzuchu i biodrach. Nosem wodził po mojej szyi i obojczykach, a jego loki delikatnie łaskotały moją twarz. No dalej, Des ! Wyrwij się ! Z tym, że ja nie potrafiłam. Jak bardzo bym go nienawidziła, nie zmieniało to faktu, że był cholernie uwodzicielski. I dopiero teraz zauważyłam, że wciąż nie włożył na siebie koszuli.
Oparłam dłonie o jego tors, w zamiarze odepchnięcia go. Poczułam, jak mięśnie jego brzucha się naprężają. Nie mogłam go po prostu od siebie oderwać.
- No dalej. Dotykaj mnie - wychrypiał cicho.
Przejechałam palcami na jego umięśnione, rozgrzane plecy, a potem wróciłam na biodra. Delikatnie badałam każdy odcinek jego skóry, gdy Harry podsadził mnie, bym usiadła na blacie, a on sam stanął pomiędzy moimi udami.
- Przestań ! - wyrwało się z moich ust i znalazłam w sobie trochę siły by go odtrącić.
Zeskoczyłam szybko na kafelki i naciągnęłam na siebie całkiem mokrą bluzkę, aż przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Oczy Harry'ego były przenikliwie ciemne, a jego szczęka mocno zaciśnięta.
Był wyraźnie niezadowolony, że przerwałam w takim momencie. Rzuciłam mu ostatnie, oskarżycielskie spojrzenie i wyszłam z toalety, jakby nic się nie stało. Po chwili stałam już koło naszego boksu, który był całkowicie pusty. A może się pomyliłam ? Nie, to był na pewno ten boks. Rozejrzałam jeszcze po prawie opustoszałej sali, ale moich przyjaciół nigdzie nie było. Niemożliwe. Zostawili mnie i to jeszcze w towarzystwie Styles'a.
Zobaczyłam, jak ekipa zwija swój sprzęt, a śniadego wokalisty już nie było na scenie. Barmanka sprzątała blat, kelnerki zbierały szklanki ze stolików. Musiało być coś koło godziny piątej. Zrezygnowana wyszłam przed bar. Na dworze było całkowicie jasno. Usiadłam na pobliskim murku i wyciągnęłam z kieszeni zapalniczkę i papierosa. Nawet nie miałam telefonu, żeby zadzwonić po taksówkę, więc nie widziałam lepszego wyjścia, jak pójście na stacje metra. Szkoda tylko, że najbliższa była oddalona o dwa kilometry. Nie minęło pięć minut, gdy drzwi się otworzyły a w nich stanął już ubrany Harry. Miał dość niewyraźną minę, ale wiedziałam, że powoli zaczyna trzeźwieć. Rozejrzał się dookoła, swój wzrok w końcu zatrzymując na mnie.
- Chodź tu. Zamówiłem taksówkę - rozkazał głosem niecierpiącym sprzeciwu.    
Rozgniotłam niedopalonego papierosa o ziemię i ruszyłam powolnie w jego stronę. Sądziłam, że już nigdy nie będzie patrzył się na mnie tak samo, po tym jak widział mnie bez koszulki. Stanęłam obok Harry'ego, który wyraźnie górował nade mną wzrostem. Zdawał się nie pamiętać tego co przed chwilą się stało i spokojnie, w zamyśleniu palił fajkę, trzymając ją między kciukiem, a palcem wskazującym. 
Nagle usłyszałam dźwięk mojego dzwonka. Chciałam już zacząć szukać komórki, gdy zdałam sobie sprawę, że przecież jej nie wzięłam. Za to chłopak wyciągnął swojego iPhone'a i szybko go odblokował. 
- Słucham ? Tak, zaraz będziemy. Wszystko z nią dobrze. Daj mi spokój. Wal się, Niall ! Mówię, że zaraz będę to będę ! - Harry rozłączył się. 
Bardzo chciałam usłyszeć o czym mówił Horan, ale nadal stałam zbyt daleko od Pana Złego. Jednak wolałam nie zmieniać tego dystansu. W momencie, gdy Styles wypalił papierosa, przed nami stanęła żółta taksówka. Harry przepuścił mnie w drzwiach, a potem zajął miejsce tuż obok mnie. Odsunęłabym się, ale byłam potwornie zmęczona i jedyne o czym marzyłam to miękkie łóżko. 

niedziela, 4 sierpnia 2013

Chapter VIII

~Skylar~
08.06.2013 r.

Patrzyłam jak Destiny z zaciętą miną lustruje sufit w moim pokoju. Nie wierzyłam, żeby była to aż tak interesująca część pomieszczenia, w którym spałam, więc od razu wyczułam, że coś jest nie tak. Wiedziałam, że moja przyjaciółka nie będzie zbytnio zadowolona z towarzystwa chłopaka w lokach, ale żeby skwitować to wszystko krótkim "kurwa" ? Harry musiał zrobić coś strasznego skoro aż tak zalazł jej za skórę.
-Wiem, że niezbyt się cieszysz, ale głupio wyszło. W czasie, kiedy miałam do ciebie pisać, że Liam nam zaproponował wyjście w sześć osób na koncert to ty napisałaś do mnie - wytłumaczyłam się w razie, gdyby okazało się, że Destiny jest wkurzona jednak na mnie, a nie na Harry'ego.
-Rozumiem to, ale ten dupek ma tendencję do narzucania się mi - pożaliła się Destiny.
Sama nie wiedziałam co jej odpowiedzieć. Nie znałam Harry'ego, więc dla mnie jego towarzystwo nie stanowiło jakiegoś wielkiego problemu. Des to była inna sprawa. Z tego, co opowiadała moja przyjaciółka, chłopak w lokach uwielbiał umilać jej czas. To znaczy dla niego to było umilanie, bo dla niej niekoniecznie. Destiny codziennie wracała do domu i narzekała na to, że spotkała zielonookiego. Jak dla mnie ta historia brzmiała zupełnie romantycznie, ale nie miałam czasu ani ochoty rozmyślać nad tym. Za każdym razem, gdy słyszałam o przygodach moich przyjaciółek, aż sama się denerwowałam. Nie miałam zbyt dobrze ułożonej sfery miłosnej w życiu i był to potwierdzony naukowo fakt. Nie tracąc więcej czasu na moje przemyślenia, otworzyłam szeroko wielką mahoniową szafę i zaczęłam przeglądać rzeczy, które w niej miałam. Dużo z nich była dość skąpa i rzadko ją na siebie zakładałam. Jeśli już to na imprezy, albo gdy przebywałam z przyjaciółkami w domu i byłam pewna, że nikt nas nie odwiedzi. W każdy inny dzień ubierałam się dość przyzwoicie jak na osiemnastolatkę. W ciągu dziesięciu minut wybrałam dla siebie odpowiedni zestaw, na który składały się czarne, poszarpane szorty, biała bluzka z krótkim rękawkiem, moje ulubione buty na obcasie oraz mała, poręczna torebka.
-Poczekaj tutaj chwilkę, dobrze? - poprosiłam przyjaciółkę, która z nudów zaczęła już przeglądać zdjęcia na swoim iPhonie. Destiny tylko machnęła na mnie ręką.
Przeszłam szybkim krokiem do łazienki i zaczęłam nakładać na siebie przygotowane wcześniej ciuchy. Następnie oczyściłam twarz tonikiem i nałożyłam delikatny makijaż. Bez makijażu czułam się źle, ale nie chciałam uchodzić za laskę-betoniarkę. Później związałam moje, wyprostowane wcześniej, włosy w kucyka i wypuściłam z niego kilka kosmyków. Całe przygotowanie nie zajęło mi więcej niż piętnaście minut i miałam nadzieję, że moja przyjaciółka mimo wszystko nie zasnęła na łóżku. Wyszłam z łazienki i zauważyłam, że Destiny nie siedzi sama, a w towarzystwie ubranej już Demi. Lovato wyglądała najbardziej wyzywająco z nas wszystkich. Bardzo krótkie szorty z wysokim stanem ledwo zakrywały jej pośladki. Bralet chował co trzeba, ale to w końcu część garderoby podobna w dużym stopniu do zwykłego biustonosza. Na nogach zauważyłam ukochane przez Demi buty Jeffreya Campbella, które dziewczyna kupiła sobie na dziewiętnaste urodziny. Destiny też była już ubrana, ale prezentowała się najnormalniej z nas trzech. Miała na sobie poszarpane jeansy i bluzkę Ramones. Wszystko wykończyła białymi martensami. Gdy tylko wkroczyłam do pokoju, oczy moich przyjaciółek powędrowały w moją stronę. Destiny zagwizdała.
-No nieźle, nieźle. Szykuje się wyryw - skwitowała wszystko.
-Lepiej spójrz na Demi. Niezła zdzira z ciebie - zawołała w kierunku drugiej przyjaciółki, ale ta wymierzyła w moją stronę rzut poduszką, którego cudem uniknęłam. Upadłyśmy razem z Destiny na ziemię i zaczęłyśmy się głośno śmiać.
-Złaź ze mnie - poprosiła Des, która zaczynała się już dusić. Posłusznie z niej zeszłam i pomogłam jej wstać z ziemi.
-Dobra, a teraz złazimy i to w miarę szybko, bo samochód czeka - poinformowała nas Demi, a ja z Des stanęłyśmy jak wryte.
-Kiedy ty zamówiłaś taksówkę? - zapytała zdziwiona Destiny.
-Nie przeginaj z tą taksówką. Zobaczycie zresztą na dole - pospieszyła nas Lovato i jako pierwsza wyszła z pokoju.
Wymieniłyśmy z Des spojrzenia, ale mimo wszystko postanowiłyśmy iść za naszą przyjaciółką. Ostatnia z domu wychodziłam ja i jako jedyna miałam torebkę, więc to mi powierzono opiekę nad kluczami. Nienawidziłam tego robić. Potem zawsze przez cały wieczór bałam się pić, bo przecież nie wiadomo, co się stanie z kluczami. Odczekałyśmy chwilę na windę, a potem w nią wsiadłyśmy. Miałyśmy szczęście, że nikt z nami nie jechał i już po minucie stałyśmy przed wieżowcem. Naszym oczom ukazało się czarne, błyszczące auto nieznanej mi marki. Nie obchodziło mnie to, bo jedyne o czym można było myśleć to niesamowity połysk samochodu. Demi pokazała nam z uśmiechem, żebyśmy wsiadły do środka, ale zawahałyśmy się. Czy na pewno naszej przyjaciółce nie odbiło? Lovato zaśmiała się perliście.
-Nie wygłupiajcie się, tylko cieszcie, że mamy podwózkę za darmo - oznajmiła, na co my przystałyśmy.
*
Ludzie skakali w rytm ostrej muzyki. Śniady chłopak, który zabawiał publiczność krzyczał co chwile jakieś niecenzuralne słowa do mikrofonu. Harry gdzieś odszedł, najprawdopodobniej na kolejnego papierosa, i już jakiś czas nikt go nigdzie nie widział. Zadowolona z wolności Destiny postanowiła zatańczyć pogo wraz z szalejącym tłumem. Niall i Demi byli wciągnięci w jakąś poufałą rozmowę, a ja siedziałam i wlepiałam swoje spojrzenie w ścianę za nimi. Gdy tylko weszliśmy do klubu, okazało się, że Niall zarezerwował wcześniej jeden boks specjalnie dla naszej szóstki. Wyszło na jaw również to, że samochód, podstawiony pod nasz wieżowiec, także należał do Horana. A konkretniej to do jego rodziców. Postanowiłam, że nie będę wnikać, bo szczerze mówiąc niezbyt dbałam o to, jakim sposobem znalazłam się w klubie. Ku mojemu zdziwieniu nie było z nami Liama. Tak więc zapowiadał się kolejny samotny wieczór. Powoli zaczęłam wysuwać się, żeby gdzieś się przejść. Rozmowa Nialla i Demi momentalnie ustała i szatynka spojrzała się na mnie pytająco.
-Idę po jakiegoś drinka - poinformowałam krzykiem.
Nie było innego sposobu, żeby dogadać się w klubie, w którym jedyny słyszalny dźwięk to była perkusja i stłumiony przez nią głos przystojnego wokalisty. Wystawiłam nogi z boksu i wstałam chwiejnym krokiem. Rzuciłam jeszcze torebkę na miejsce, w którym siedziałam chwilę wcześniej i oddaliłam się od przyjaciółki i jej lubego. Już powoli zapominałam, że to mi podobał się Niall i to zaledwie kilka dni temu. Było mi to szczerze mówiąc obojętne z kim blondyn kręcił teraz. Dla mnie był zerem. Przecisnęłam się przez tłum spoconych ludzi i dopadłam drzwi. Natychmiastowo potrzebowałam dużo świeżego powietrza. Z każdą chwilą atmosfera w klubie coraz bardziej mnie przytłaczała, ale tego było już za wiele. Moje najlepsze przyjaciółki bawiły się doskonale beze mnie, a reszta ludzi była upita w trupa, albo spocona. Miałam szczęście, że okolica wokół klubu była dość spokojna. Mogłam spokojnie usiąść na jednym ze słupków i głęboko odetchnąć. Brakowało mi Liama na tej imprezie. Ledwo go znałam, a wiedziałam, że nie będę się bez niego dobrze bawić. Usiadłam na jednym z betonowych słupków i zaciągnęłam głośno powietrza. Było chłodne, przyjemne, wieczorne. Śmierdziało również Nowym Jorkiem, ale dla mnie ten smród był jak chleb powszedni. Zauważyłam, że grupka jakiś podejrzanych typków zaczepia młodą dziewczynę. W każdym innym mieście bym jej pomogła, ale tam taka akcja odpadała. Nie obchodziło mnie to, co za chwilę się z nią stanie i nieistotne było to, czy kolesie się od niej odczepią, czy zaciągną ją w zaułek i zgwałcą. Moje myśli krążyły wokół tego tematu, gdy ktoś niespodziewanie złapał mnie od tyłu za ramiona i przycisnął moją głowę do swojego brzucha.
-Zgadnij, kto to - delikatny szept załaskotał moje ucho.
-Przestraszyłeś mnie! - oskarżyłam śmiejącego się szatyna. Chłopak machnął tylko ręką i stanął na równi ze mną.
-A ty co tak sama tutaj?
-Niall wyrywa Demi, Destiny poszła tańczyć, a Styles gdzieś biega od początku imprezy - poinformowałam szybko i rzuciłam Liamowi spojrzenie zbitego pieska.
-Rozumiem cię, ale chyba nie możesz się poddać tak łatwo - pocieszył mnie i zaoferował swoją dłoń, którą z chęcią chwyciłam.
Otrzepałam jeszcze dla pewności tył spodni i ruszyłam przed przepuszczającym mnie Liamem. Gdy tylko przekroczyliśmy próg klubu, od razu dobiło mnie ciężkie powietrze wokół mnie. Ludzie nadal pląsali w rytm ostrej muzyki. Część tłumu robiła to w swoim stylu, inni tańczyli pogo. Jeszcze inni obściskiwali się w boksach, albo przy ścianach. Zrobiło mi się niedobrze na ten widok. Nie, żebym była święta, ale to było ohydne. Skierowaliśmy się w stronę wynajętego wcześniej boksu i zauważyliśmy, że nie ma w nim ani mojej przyjaciółki ani blondyna. Zdenerwowałam się, bo moja torebka leżała luzem bez niczyjego nadzoru.
-Są dwie opcje. Albo poszli tańczyć, albo się pieprzyć - krzyknął Liam w moją stronę, a ja zachichotałam.
Obydwa scenariusze wydawały się być tak oczywiste, że trudno było wybrać, który jednak jest prawdziwy. Usiadłam na miękkiej kanapie z czarnej skóry, a w tym czasie szatyn poszedł po jakieś drinki dla nas. Nie doskwierała mi długo samotność. Już po dwóch minutach stolika dopadła zmęczona Destiny. Pot przykleił jej do czoła kilka kosmyków włosów, które dziewczyna odgarnęła zgrabnym ruchem, żeby z powrotem prezentować się nieziemsko.
-Proszę, zatańcz ze mną - poprosiła, rzucając mi błagalne spojrzenie.
-Des, to brzmi jakbyś prosiła o seks - zaśmiałam się, odkrzykując.
-Ten dupek znowu zaczyna być upierdliwy. Błagam - miałam wrażenie, że jeszcze chwila i moja przyjaciółka zacznie płakać.
Zauważyłam Liama, zwinnie lawirującego między ludźmi i rzuciłam się w jego kierunku, polecając Destiny, aby nigdzie się nie ruszała.
-Przepraszam, Liam, ale muszę pomóc - nie musiałam mówić nic więcej, żeby szatyn zrozumiał.
-Harry znowu się narzuca? - powiedział wskazując palcem miejsce za moimi plecami.
-Tak bardzo, że aż zostałam poproszona do tańca przez dziewczynę - potwierdziłam ze zgorzkniałą miną.
-To nie potańczysz, bo twojej partnerki już tam nie ma - w pierwszej chwili pomyślałam, że to żart, ale Liam wypowiedział te słowa z grobową powagą.
Odwróciłam się gwałtownie i zauważyłam, że szatyn mówił prawdę. Podbiegłam do stolika, ale faktycznie nie było nawet śladu po Destiny. Byłam na nią wściekła. Gdzie ona się mogła podziewać?
-I tak idę się trochę pokiwać - zadecydowałam szybko. Poszłam do tego klubu, żeby się dobrze bawić, a nie, żeby przesiedzieć pół koncertu w boksie.
Nie musiałam nawet proponować Liamowi, żeby poszedł ze mną, bo zauważyłam, że chłopak i tak za mną podąża. Ciemnowłosy wokalista akurat usiadł na wysokim stołku i chwycił swoją gitarę w zwinne dłonie. Było oczywiste, że za chwilę usłyszymy jeden z jego wolniejszych kawałków. Ustawiłam się nieco z boku, żeby ludzie, którzy ledwo żyli przez pogo, mogli swobodnie dostać się do baru i swoich boksów po kolejne dawki alkoholu. Gdy tłum ustawił się przede mną i zasłonił mi całą scenę byłam zawiedziona. Tak bardzo lubiłam wolne kawałki. Nagle poczułam dłonie Liama na swoich biodrach. Chłopak oparł swój podbródek na mojej głowie i zaczął się delikatnie kołysać ze mną w rytm spokojnej muzyki. Przymknęłam powieki. Byłam zszokowana tą nagłą bliskością z szatynem, ale w ogóle mi ona nie przeszkadzała. Przy nim nie czułam się jak przy kolesiu, który chce mnie tylko obmacać i zniknąć. Z Liamem dobrze mi się rozmawiało. Być może stawał się moim nowym przyjacielem i nie miałam powodu, żeby mu nie ufać. Jego dotyk mnie uspokajał i rozsyłał po ciele miliony małych szpileczek, które sprawiały, że drżałam z przyjemności. Uwielbiałam to uczucie. Mniej więcej po połowie piosenki usłyszałam głos tuż przy swoim uchu.
-Widzisz cokolwiek?
-Nic a nic. Jeżeli chciałabym zobaczyć to musiałabym stanąć na palcach, ale zaraz się zmęczę - odpowiedziałam zupełnie szczerze.
-Jeśli chcesz to stań na moich stopach - zaproponował Liam, a ja przystałam na jego propozycję.
Już po chwili widziałam nieco więcej niż wcześniej. Nie był o jeszcze ten upragniony widok, ale przynajmniej mogłam zaobserwować ledwie zauważalnie ruszającą się czuprynę wokalisty. Nie musiałam długo czekać na to, żeby Liam uniósł mnie delikatnie i oderwał od ziemi. Wtedy już mogłam zauważyć nawet emocje na twarzy ciemnowłosego wykonawcy. Od czasu do czasu po mojej głowie krążyły myśli, czy może nie jestem za ciężka, ale szatyn sprawiał wrażenie w ogóle nie poruszonego moją wagą. Nadal delikatnie się kołysał i nie przeszkadzało mu nawet to, że prawie nic nie widział. Głowę miał przyciśniętą do mojego ramienia, ale wiedziałam, że o ile nie jestem dla niego problemem w sensie ciężaru, to utrudniam mu widoczność. Będę musiała mu szczerze podziękować za to poświęcenie. Gdy piosenka dobiegła końca, skierowaliśmy się z powrotem do naszego boksu, gdzie siedzieli tym razem wszyscy. Niall i Demi mieli dość zmieszane miny, Harry wyglądał na wściekłego, a Destiny na lekko skruszoną. Dosiedliśmy się, bo i mnie i Liama interesowało to, co zaszło między naszymi przyjaciółmi.