środa, 26 lutego 2014

Chapter XXVII

~Destiny~
20.08.2013 r. 

Zaręczeni ? Czy ja się przypadkiem nie przesłyszałam ? Wyprostowałam się nagle, z trudem przełykając resztki krewetki w mojej buzi. Bałam się, że w każdej chwili mogę dostać jakiegoś szoku albo napadu epilepsji. Demi i Niall usiedli z powrotem, jakby zupełnie nic się nie stało. Oboje uśmiechali się do nas i miałam wrażenie, że na siłę chcą pokazać, że podjęli dobrą decyzje. Nie podjęli i nie znam żadnej siły, która byłaby w stanie mnie przekonać, że jest inaczej. Kątem oka zerkałam na Liam'a i Sky, którzy starali się wyglądać na szczęśliwych, ale w twarzy dziewczyny dostrzegłam lekkie zakłopotanie, które potem zamieniło się w ... złość pomieszaną ze zdezorientowaniem. Zerknęłam na Harry'ego, ale nie poświęciłam temu zbyt dużo czasu. Nadal byłam na niego piekielnie zła i gdyby nie zależało mi na szczęściu Demi pewnie skręciłabym awanturę. Pan Zły zerkał na nich spod byka, w jednej ręce trzymając szklankę wody. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, może oprócz zdegustowania. Jednak ono nie było spowodowane ich zaręczynami. Raczej tym, że w ogóle musiał tutaj przyjść. Nie wiedzieć dlaczego zrobiło mi się głupio za niego i dołożyłam wszelkich starań by nie przywalić mu w piszczel. Już dłuższą chwilę panowała nieprzyjemna cisza, aż w końcu Niall postanowił się odezwać : 
- Wiem, że się tego nie spodziewaliście, ale sądzimy, że to najlepsze co możemy zrobić. 
Uśmiechnęłam się do niego pokrzepiająco. Chyba nie takiej reakcji oczekiwał. 
- Stary, to naprawdę...świetna wiadomość. - powiedział Liam. 
Z nas wszystkich wydawał się być najbardziej spokojny. Sprawiał wrażenie, jakby już wcześniej wiedział, że to się stanie. Powróciłam do jedzenie, starając się wyglądać tak, jakby to nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. 
- Mam nadzieje, że nie planowaliście jeszcze ślubu - wykrztusiła Sky - albo dziecka. - dodała już dużo ciszej.
Demi spłonęła rumieńcem i o mało co nie zakrztusiła się drogim winem, które właśnie w ciszy popijała. 
- Właściwie - zaczęła - mamy kilka planów dotyczących ślubu, ale to na razie tajemnica. - wyjaśniła. 
- Nie rozumiem po co nas tu ściągnęliście. - w końcu odezwał się Harry. 
Miałam ochotę go zdzielić w twarz, za to, że nie okazuje żadnych pozytywnych emocji w związku z zaręczynami jednego z najlepszych kumpli. 
- Pomyśleliśmy, że moglibyśmy wyjechać gdzieś całą szóstkę, żeby to uczcić. - Niall wydawał się nie słuchać Harry'ego. 
A przynajmniej nie przejmował się jego nieprzyjemnym komentarzem. Wyjazd był całkiem dobrym pomysłem, ale nie byłam pewna, czy chcę by Pan Zły uprzykrzał mi się cały ten czas. I w ogóle wracając do początku. Co tu w ogóle świętować ? Decyzje dwojga młodych ludzi, którzy postanowili zniszczyć sobie życie małżeństwem ? 
- Świetny pomysł - skłamałam, wycierając dłonie w serwetkę. Harry skarcił mnie wzrokiem, ale całkowicie to zignorowałam. Wiedziałam, jak to jest podejmować decyzje wbrew wszystkim. Dokładnie to samo przeżywałam, gdy wyprowadzałam się od rodziców. Wysłuchałam wtedy chyba miliona negatywnych zdań na ten temat. Ale chyba nie radzę sobie najgorzej skoro rok później wciąż żyje. - Gdzie mielibyśmy jechać ? 
- Albo Malediwy, albo Malibu w Kalifornii. - wyjaśnił blondyn.
Skylar pokiwała głową z uznaniem, a potem uśmiechnęła się do mnie porozumiewawczo. Zawsze marzyłyśmy o wspólnym wyjeździe w jakieś ciepłe miejsce, ale nigdy, mimo usilnych starań, nie znalazłyśmy na to funduszy. To była głównie wina zakupów, na których potrafiłyśmy wydawać połowę albo więcej naszych pensji. Spojrzałam po zebranych. Wydawało mi się, że atmosfera trochę się polepszyła. Nie wliczając oczywiście osobnika po mojej prawej stronie. Harry miał minę, jakby szykował się do wygłoszenia swojej jakże negatywnej opinii. Jednak z jego ust nie padło ani jedno słowo. Popijał tylko co jakiś czas whisky i udawał, że słucha naszych rozmów, więcej uwagi poświęcając komórce. Zastanawiałam się czy nie jest mu gorąco w czarnej koszuli i tego samego koloru marynarce. Ja w sukience na ramiączkach myślałam, że wyparuje. Pewnie wpatrywałabym się w niego dłużej, gdyby nagle czyjś obcas nie wbił mi się boleśnie w palca. Spojrzałam zdenerwowana na Sky.
- A ty co wolisz, Des ? Mam wrażenie, że jesteś nieobecna. - Nim zdążyłam odpowiedzieć wlepione były we mnie wszystkie pary oczu oprócz tej należącej do niego.
Głośno odchrząknęłam, zastanawiając się na czym stanęła ich rozmowa. Zdawało mi się, że to była dyskusja czy wolimy czas spędzić na jachcie, czy w hotelu.
- Zdecydowanie hotel. - wybrnęłam z sytuacji.
Resztę wieczoru starałam się być skupiona na rozmowie o wyjeździe, choć tak naprawdę nie miałam siły o tym myśleć.
*
Obudziłam się chwilę po jedenastej. Spokojnie mogłam to zrzucić na hałas panujący w kuchni, który był doskonale słyszalny mimo zamkniętych drzwi. Zdawało mi się, że słyszę więcej niż dwa czy trzy głosy. W naszym mieszkaniu musiało być więcej ludzi. Dochodził mnie również dźwięk jednego z hitów Arctic Monkeys, puszczanego cicho, ale jednak tak jakby głośnik był tuż za moimi drzwiami. Pokręciłam zdezorientowana głową, chcąc odgonić resztki snu. Wstałam z łóżka i wciągnęłam na siebie parę znoszonych spodni dresowych. Otworzyłam również okno, aby wpuścić trochę świeżego powietrza, którego było mi zdecydowanie brak w tamtej chwili. Uchyliłam drzwi sypialni i ku mojemu zdziwieniu usłyszałam głosy Niall'a, Liam'a i Harry'ego. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek byli u nas wszyscy razem. Przerzuciłam włosy na plecy i przelotnie spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, wiszącym na korytarzu. Nie chciałam, żeby się mnie przestraszyli. Tym bardziej, że z rana, bez makijażu i w starych ciuchach wyglądam, jak bezdomny. Weszłam do kuchni, w której cała piątka jadła śniadanie i głośno się z czegoś śmiała. Cała piątka ! Czyżby Harry'emu wrócił dobry humor ? Demi siedziała Niall'owi na kolanach i wyrywała pojedyncze kulki z kiści czerwonych winogron. Sky i Liam znajdowali się obok siebie i raz za razem brudzili się nawzajem masłem orzechowym, którym starali się posmarować tosty. Wyglądało na to, że gdy mnie nie ma wszyscy bawią się dużo lepiej. W jednej chwili poczułam się wyjątkowo niepotrzebna i już miałam nie ujawniać i wrócić do sypialni, gdy nagle Demi odwróciła głowę w moją stronę :
- Hej, Des. Nareszcie wstałaś. - ucieszyła się - Czekaliśmy na ciebie. - stwierdziła, ruchem ręki pokazując wolne miejsce obok Pana Złego.
- Mamy pewien plan na dzisiaj. - rozpoczął Liam, gdy już zajęłam przeznaczone dla mnie miejsce. - Myśleliśmy nad wspólnym wypadem do domku letniskowego rodziców Niall'a. - powiedział i czekał na moją reakcje.
Miałam rozumieć, że wszyscy tutaj obecni już się zgodzili ? Wzruszyłam ramionami. W sumie nie miałam nic lepszego do roboty. Tym bardziej, że wakacje lada chwila dobiegną końca i wszystko wróci do starego porządku. Jeśli to co działo się wcześniej w ogóle można nazwać porządkiem. Nie wiem czemu, ale w jednej chwili przypomniał mi się ten artykuł, który znalazłam w bibliotece. Jeszcze nie miałam okazji porozmawiać o tym z Harry'm.
- Tak, myślę, że to niezły pomysł. - przyznałam, bez większego entuzjazmu.
- To o której, Niall ? - spytała rozradowana Skylar.
Moi znajomi na powrót zajęli się rozmową, z której całkowicie się wyłączyłam. Mój brzuch zaczął domagać się jedzenia. Nim zdążyłam sięgnąć po cokolwiek smacznego, Harry przywarł ustami do mojego ucha. Przeszedł mnie dreszcz, ale ten należał do tych przyjemnych. Walczyłam z tym, żeby się nie uśmiechnąć, ale przecież byłam na niego zła. Chłopak pocałował mnie tuż za uchem i w miejscu gdzie szyja stykała się ze szczęką. Robił to tak, jakbyśmy byli w kuchni całkowicie sami.
- Chodź do ciebie. - szepnął, a na moim ciele pojawiła się niechciana, gęsia skórka.
Nie miałam nic przeciwko jego prośbie, ale to by było trochę dziwne, gdybyśmy nagle wstali od stołu i we dwoje bez słowa skierowali się do jednej sypialni. I jeszcze ta strzelanina z jego udziałem, która nie dawała mi spokoju.
- Nie możemy. - powiedziałam, ledwie otwierając usta.
Byłam pewna, że no i tak mnie usłyszał. Zarumieniłam się, gdy położył swoją dużą dłoń na moim udzie. Zaśmiał się cicho, dmuchając tym samym na moją szyję. Czy do cholery jasnej nikt nas nie widzi ?
- Chyba powinniśmy się powoli zbierać. - wygłosił ostentacyjnie Harry. Wszyscy się na nas spojrzeli. - Des, pamiętasz tę bluzę co ci kiedyś pożyczyłem. Wezmę ją od ciebie. Przyda się na wyjeździe. - stwierdził, najpoważniejszym w świecie głosem.
Przytaknęłam tylko, wiedząc że nie pożyczał mi nigdy żadnej bluzy. Bynajmniej nie zatrzymałam tak owej na dłużej. Obydwoje wstaliśmy od stołu i skierowaliśmy się w stronę wąskiego korytarza. Czułam, jak cztery pary oczu uważnie nas odprowadzają.
- Nie mogłeś wymyślić czegoś lepszego ? - spytałam, gdy drzwi za nami już się zamknęły.
Wzruszył ramionami, jakby nigdy nic. Pomyślałam, że faktycznie wypadałoby się zacząć szykować, więc odwróciłam się od chłopaka i podeszła do niewielkiej komody z jasnego drewna. Wyjęłam z niej koszulkę w paski i jeansowe szorty. Z półki obok wyciągnęłam dyskretnie komplet bielizny w kolorze pudrowego różu. Miałam zamiar wziąć odprężający prysznic i dopiero później to wszystko na siebie włożyć.
- Możesz mnie nie ignorować ? - Harry spytał, opierając się o drzwi.
- Nie. Mówiłam już, żebyś zaczął być ze mną całkowicie szczery, a dopiero potem zaczniemy rozmawiać. - wytłumaczyłam, jak najbardziej oczywistą rzecz na świecie.
Czułam, jak w dalszym ciągu nie spuszcza ze mnie wzroku, gdy spod łóżka wyciągałam parę białych sneakers'ów od Marc'a Jacobs'a. Prezent od rodziców na urodziny.
- Mimo wszystko przyszłaś tu ze mną.- Harry zaczął bawić się butelką perfum, która stała na komodzie. - Poza tym nie możesz ignorować mnie przez całe życie.
- To akurat wiem. - powiedziałam, podchodząc do niego i wyrywając mu z dłoni buteleczkę. Nie wiadomo czemu mnie to zezłościło. Za to on tylko uśmiechnął nie niewinnie. - Jestem tylko ciekawa kiedy chciałeś powiedzieć mi o tym. - wysapałam, odwracając się do biurka i chwytając z niego wycinek z gazety.
Pan Zły nie był zdziwiony. Odebrał ode mnie świstek i chwilę skanował go uważnie wzrokiem. Czyżby był przygotowany na taką ewentualność ? Patrzyłam na niego wyczekująco, z nadzieją, że zaraz powie mi o co w tym wszystkim chodzi. Jednak on nadal milczał, czytając powoli każdy wers. Odchrząknęłam,by zwrócić jego uwagę.
- No to już wiesz co nieco o mojej przeszłości. - W końcu się odezwał, ale nie tego oczekiwałam.
- To dlatego wtedy tamci ludzie włamali się nam do domu ? - chciałam zabrzmieć groźnie, ale ciekawości wzięła nade mną górę.
Chwilę zastanawiał się nad moimi słowami, jakby przypominał sobie tamten dzień. Jego szczęka była mocno zaciśnięta i wyraźnie zarysowana.
- Tak. To byli ci sami. - potwierdził - Ale przecież od początku wiedziałaś, że nie spotykasz się z pastorem.
Miał racje. Cholera. Winiłam go za to wszystko, ale tak naprawdę to, że się z nim spotykałam było wyłącznie moim wyborem. Nie zakochałam się w kimś uczciwym i grzecznym. Zakochałam się w kryminaliście, tylko za każdym razem próbuje go usprawiedliwiać. A tak naprawdę on tego nie potrzebuje. On po prostu jest taki i się przed tym nie broni. Albo wybiorę życie z takim Harry'm, albo z żadnym. Powstrzymałam łzy cisnące mi się do oczu i pokręciłam przecząco głową. Chciałam wycofać się do łazienki, ale mnie zatrzymał. Przygryzłam wargę i spojrzałam mu prosto w oczy. Były duże i ciemne. Zaklęłam pod nosem, przypominając sobie sytuacje na bankiecie u rodziców Niall'a. Moment, w którym powiedział, że jest dupkiem. Że powinnam po prostu zadzwonić na policje, by przestał mnie nachodzić. A ja zaprzeczyłam. Był dla mnie zbyt ważny, abym dała mu odejść. Teraz wróciło do mnie to o czym mówił.
- Kocham cię. - wyszeptałam tak cicho, że byłam pewna, że tego nie usłyszy.
Myliłam się, bo chwile później przyciągnął mnie do swojego twardego torsu, w który bez dyskusji się wtuliłam. Jego zapach był z niewyjaśnionych powodów kojący dla mnie, a ciepło ciała zdusiło moją chęć płaczu. Pocałował mnie w czubek głowy, co było niezwykle delikatnym gestem, jak na Harry'ego.
- Ja ciebie też.
*
Siedziałam w jednym samochodzie razem ze Sky i Liam'em. Pozostała trójka jechała w samochodzie przed nami. Bawiłam się pierścionkiem Harry'ego, który wciąż widniał na moim kciuku. Za oknem rozciągał się gęsty las i nic poza tym. Podobno dom rodziców Niall'a znajduje się w małej miejscowości Greenfield położonej około trzech godzin drogi od Manhattanu. Ziewnęłam głośno, zatykając sobie usta ręką. Było kilka minut po godzinie pierwszej, a ja wciąż nic nie jadłam. Nie miałam czasu nawet porządnie nałożyć makijażu. W samochodzie roznosił się głos Eminema w piosence Rap God. Prawdopodobnie była to jedna z wielu piosenek znajdująca się na płycie wybranej przez Liam'a. Swoją drogą siedząca z przodu dwójka ciągle o czymś żywo dyskutowała. Zazwyczaj to było opowiadanie sobie jakiś zabawnych historii z pracy, czy z uczelni.
- Może jakiś postój. - zaproponowałam, przeciągając się na tylnym fotelu.
- Świetny pomysł, stacja powinna być dokładnie dwie mile dalej. - oszacowała Sky, patrząc okiem znawcy na rozłożoną na kolanach mapę.- Liam, zadzwoń do nich i powiedz, żeby zjechali na następnej stacji.- poinstruowała, składając dokładnie mapę.
Chłopak przytaknął i szybko wykonał telefon. Pięć minut później stałam w kolejce z puszką zielonej herbaty i paczką chipsów. Nic lepszego nie wpadło mi w ręce na tej stacji. Położyłam na ladzie trzy dolary i wycofałam się do przyjaciół, którzy stali na parkingu. Harry, Niall i Liam studiowali mapę, rozłożoną na masce białego porsche blondyna. Na tej samej masce siedziała Demi i beznamiętnie przeżuwała kawałek jabłka, rozmawiając ze stojącą obok niej Sky. Obie wyglądały na lekko znudzone, jednak dużo bardziej wypoczęte ode mnie. Podeszłam do nich, otwierając paczkę, którą dzierżyłam w dłoniach.
- Wszystko w porządku ? - spytała Demi, patrząc na moją twarz.
Pewnie myślały, że Harry mnie pobił, a potem kazał się zamknąć pod groźbą śmierci.
- W jak najlepszym. Chcę mi się tylko trochę spać. - wytłumaczyłam, otwierając z sykiem puszkę herbaty.
- Dobra, ludzie. Zostało jeszcze jakieś półtorej godziny drogi, więc proponuje wsiadać do aut. Odpoczniecie w domu. - zarządził Niall.
Posłusznie wpakowaliśmy się do samochodów. Nie mogłam się doczekać, aż wreszcie będziemy na miejscu i będę mogła bez przeszkód wtulić się w Harry'ego.



   

wtorek, 25 lutego 2014

Chapter XXVI

~Skylar~
20.08.2013r.
Ostatnimi czasy atmosfera zdecydowanie się zagęściła. Nie miałam pojęcia co się stało pomiędzy Destiny a Harrym, ale to było co najmniej dziwne, że od pięciu dni chłopak nie zagościł w naszym domu ani razu, a moja przyjaciółka wracała do domu o normalnej porze, bo nie była porywana przez Pana Złego. Pewnie bym się przejęła, gdyby nie fakt, że cała ta sytuacja zdawała się cieszyć Destiny. Już parę dni temu wróciłyśmy do swojego mieszkania i wszystko był po staremu, zanim poznałyśmy chłopaków. No, może z wyjątkiem Demi, która w momencie, gdy jadłam owsiankę, patrzyła się na mnie z tajemniczym uśmiechem.
-Dobra, mów to, czego nie możesz już wytrzymać, żeby mi nie powiedzieć - wymamrotałam znad miski, z nadzieją, że przyjaciółka mnie zrozumie.
Dziewczyna przerzuciła z gracją swoje długie włosy na prawe ramię i, nadal się uśmiechając, machnęła ręką, żeby mnie zbyć. Wydurniała się. No to chyba nie ma sensu ciągnąć dziewczyny za język, prawda? Warto by było jeszcze zapytać, dlaczego się tak odwaliła, no ale nie chciała rozmawiać to nie. Wzruszyłam ramionami i powróciłam do znęcania się nad niedokończoną owsianką. Szczerze mówiąc to nie lubiłam owsianki, ale nasza lodówka była tak pusta, że miałam wybór między głodowaniem, a zjedzeniem tego czego nie lubię. Moje myśli krążyły wokół rozpoczynającego się dnia, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że Destiny nie było już w mieszkaniu. Wszystko, co się ostatnio działo było dziwne, ale to, że mojej przyjaciółki o jedenastej rano nie było już w domu nie było nawet dziwne. To było niespotykane.
-Hej, Demi. Wiesz właściwie, gdzie podziała się Des? - zagaiłam. Nie chce gadać o tamtym, to może chociaż o tym porozmawiamy.
-Rano przyszła do mnie i powiedziała, że musi pobuszować w bibliotece znów - głupota, Destiny była może i ambitna, ale cholernie leniwa. W życiu by z własnej woli nie siedziała cały dzień w wakacje w bibliotece.
Chciałam jakoś odpowiedzieć na to, co wygłosiła Demi, ale dziewczyna znów zaczęła się uśmiechać jak małe dziecko, któremu przyniesie się obiecaną watę cukrową. Tak bardzo miałam ochotę ją uderzyć i zmusić do mówienia, ale nawet nie zdążyłam krzyknąć, bo przyjaciółka odezwała się szybciej niż ja.
-Słuchaj, idziemy dzisiaj z Niallem na kolację i tak pomyśleliśmy, że może chcielibyście nam towarzyszyć?
-My. To znaczy kto?
-Ty, Destiny, Harry - tutaj Demi przewróciła oczami. - I oczywiście Liam.
-No właściwie dlaczego by nie? - mruknęłam. Ta kolacja skończy się jakimś fiaskiem, czułam to.
Przyjaciółka nie odpowiedziała, tylko klasnęła w dłonie uradowana i pognała do swojego pokoju, zapewne, żeby zadzwonić do chłopaka i wygłosić wesołą nowinę, że nasza czwórka spieprzy im romantyczne wyjście. Nie żebym miała jakieś specjalne wyrzuty sumienia z tego powodu, ale wiedziałam, że Liam sam by się zdenerwował. Nie czekając aż przyjaciółka wróci, wyszłam z mieszkania. Przede mną rozciągała się wizja bardzo pracowitego dnia. Najpierw musiałam pójść do pracy, później zrobić jakieś kolejne marne zakupy, żebyśmy nie poumierały z głodu. Na samym końcu dnia, zamiast należytego odpoczynku, miałam być świadkiem jednej z wielu kłótni Harry'ego i Destiny, a byłam pewna, że na takową nie będzie trzeba długo czekać.
*
-Poznałaś już tego nowego? - James stawał własnie na drabinie, żeby ułożyć towar, który bez przerwy mu podawałam na górnych półkach.
Pokiwałam przecząco głową, spoglądając w stronę nowo zatrudnionego kolesia. Wydawał się całkiem sympatyczny, ale nie miałam okazji do niego podejść, bo od rana biegałam po sklepie, starając się pomóc lub doradzać klientom. No i, nie okłamujmy się, był piekielnie przystojny. Chłopak mierzył około 185 cm wzrostu. Blond grzywka, która normalnie pewnie była postawiona do góry, tego dnia opadała na lazurowe oczy. Byłam pewna, że były piękne i intensywne, choć nawet nie podchodziłam w pobliże chłopaka. Ale co z tego, skoro stojąc na drugim końcu sklepu, mogłam bez problemu określić ich barwę? Delikatny zarost pokrywał ostre, uwydatnione kości policzkowe oraz kwadratową szczękę. Usta wydawały się być idealne do całowania. Jestem pewna, że podeszłabym do niego, żeby to sprawdzić, gdyby nie ten wewnętrzny głos, który przypominał mi głośnym wołaniem jak bardzo uwielbiałam całować Liama. Cholera jasna, o czym ja w ogóle myślałam? Ledwo się otrząsnęłam po jednym nieudanym związku, a teraz uważałam się za femme fatale?
-Gadałem z nim przez chwilę - James powiedział to takim tonem, jakbym miała mu czego zazdrościć. Wyrwał mnie tym zdaniem z zamyślenia.
-I jak? - zapytałam i nie musiałam udawać zaciekawienia.
Jaki on jest? James, mów mi natychmiast, albo zlecisz z drabiny. Te słowa akurat utknęły mi w gardle. Zakrztusiłam się nimi. Odkaszlnęłam mocno, podając przyjacielowi kolejny karton z koszulkami.
-Strasznie fajny koleś. Będzie przyjemną odskocznią od Chloe - przyznał James, umęczony całą nagonką ze strony czarnoskórej koleżanki po fachu.
-Każdy jest przyjemną odskocznią od tej wrednej suki - mruknęłam, a blondyn wybuchł donośnym śmiechem.
Miałam chwilę czasu, żeby porównać nowego współpracownika do mojego przyjaciela. Boże, oni się prawie niczym nie różnili. No, wzrostem i rysami twarzy, ale obydwaj byli blondynami, obydwaj mieli niebieskie oczy i obydwaj najwidoczniej byli przesympatyczni i nieznośnie seksowni. Czy nasza pracodawczyni miała jakieś upodobanie do akurat tego rodzaju facetów? Pewnie zastanawiałabym się nad tym dalej, gdyby nie to, że James zachwiał się na drabinie i runął w dół. Nic mu się oczywiście nie stało, poza tym, że miał zabawną minę, ale szybko się podniósł z ziemi i otrzepał spodnie.
-Super, ja musiałem się ośmieszyć, a to cholerne żelastwo nawet nie raczyło upaść - blondyn kopnął drabinę, co okazało się okropnym błędem.
Drabina uderzyła w półki przed nami i pozrzucała towar na drugą stronę alejki. Brawo, James, jesteś niezdarą. Pognałam czym prędzej w miejsce, gdzie wylądowały kartony, pozostawiając za sobą oniemiałego chłopaka. Jęknęłam z rozpaczy, gdy zobaczyłam jak wielka wizja sprzątania się przede mną rozciągnęła. Nic, tylko Skylar i jej kartony z River Island. Ukucnęłam przy koszulkach, w celu ułożenia ich. Nie musiałam długo czekać aż usłyszałam za sobą kroki. Nie zwracałam uwagi, kto to, bo byłam pewna, że to James. To on był winowajcą, ale on też zawsze poczuwał się do naprawiania swoich błędów. Do myślenia dał mi dopiero widok męskiej ręki, na której widniała jakaś mała bransoletka. Na litość boską, James nigdy nie nosił bransoletek, nawet zegarków. Podniosłam gwałtownie głowę, żeby zobaczyć uśmiechniętą twarz mojego boskiego nowego współpracownika.
-Co ty tu robisz? - powiedziałam zupełnie bez sensu.
Powinnam była mu podziękować za pomoc, albo coś w tym stylu, ale do cholery jasnej, czy on jeszcze chwilę temu nie stał na kasie? Wyprzedził nawet Jamesa.
-Zdaje się, że trzeba ci pomóc - kąciki jego pełnych ust uniosły się.
-Tak, wielkie dzięki - szepnęłam i zabrałam się do roboty.
Nie zniosłabym dłużej jego widoku. Z bliska wydawał się być jeszcze doskonalszy niż na odległość.
-Jestem Joe Lemoine - chłopak wyciągnął w moją stronę dłoń.
Spojrzałam na niego, jakby był jakimś seryjnym zabójcą.
-Sky - powiedziałam, podając rękę i odwracając głowę w drugą stronę, gdy na moją twarz wpełzł rumieniec spowodowany może ciut zbyt długim przytrzymaniem dłoni. - Dzięki za pomoc, Joe.
-Gdybym wiedział, że pracują tu takie osoby to wcześniej bym szukał tutaj pracy - zamknij się do kurwy nędzy, bo zrobię największy błąd życia i po kilku minutach znajomości cię pocałuję, a potem będę żałować całe wieki.
Chciałam to wykrzyczeć, ale to głupie, prawda? Wzruszyłam tylko ramionami.
*
W drodze do domu starałam się wymyślić jakiś dobry scenariusz na dzisiejszy wieczór. Hej, Liam. Mamy w pracy nowego kolesia. Jest strasznie seksowny i miałam ochotę cię dzisiaj zdradzić. Cześć. Nie, te słowa były bezsensowne bo nic nie zrobiłam, tylko pogadaliśmy chwilę z Joe, co nie zmieniało faktu, że dręczyło mnie jakieś uczucie, że nawet jeśli się nie stało jeszcze nic złego to się stanie. Joe był sympatyczny, zabawny, przystojny i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Może nie wykorzystywał tego w sposób tak oczywisty jak na przykład Harry, ale potrafił oczarować i owijać sobie ludzi wokół palca. Boże, nieszczęsna Chloe biegała wokół niego jak żona na dwudziestoletnim stażu. Otworzyłam drzwi do mieszkania i od razu powędrowałam do kuchni. Rzuciłam wszystkie zakupy na stół i postanowiłam je tak zostawić. Może jakimś cudem się same rozpakują, a mnie przestaną dręczyć te głupie wyrzuty sumienia, które pojawiły się bez okazji, ponieważ miałam czyste konto? A może pomoże prysznic? Warto to wypróbować, bo pozostały tylko dwie godziny do kolacji. Dlaczego, do jasnej cholery, nikogo nie było w domu?
*
Założenie, że kolacja okaże się fiaskiem było tak błędne, że postanowiłam popracować nad moim, fatalnym ostatnio, wyczuciem. Co prawda Harry i Destiny nawet na siebie nie patrzyli, ale siedzieli obok siebie i się nie kłócili, co i tak było całkiem super. Niall raczył nas właśnie jakimiś opowieściami ze swojego dzieciństwa, Liam kończył jeść zamówione jedzenie, Demi zabrała się już za wino i śmiała się głośno z historii blondyna, dzierżąc w dłoniach kieliszek. Ja sięgnęłam po dłoń Liama. Bardzo potrzebowałam jego dotyku. Uczucie bliskości z jego ciepłą skórą natychmiast mnie uspokoiło. Chłopak splótł swoje palce z moimi i uśmiechnął się wesoło ponad stołem. Miałam wrażenie, że zaraz zacznę płakać. Ten wspaniały szatyn, który właśnie przeżuwał ostatki homara był mój i tylko mój. Jak w ogóle mogłam pomyśleć, że jakiś inny koleś jest w stanie mnie zainteresować bardziej niż on? Liam był wspaniały, kochany, pomocny, romantyczny i nie starał się wykorzystywać swojego wyglądu dla własnych potrzeb.
-Dobra, koniec pieprzenia. Po co nas tu ściągnęliście? - Harry nagle przerwał opowieść Nialla i moje wywody.
Był wściekły, czułam to tutaj, po drugiej stronie stołu niemal tak, jakby to był mój własny gniew. Nie wiem, co go denerwowało, ale było to tak silne, że niemal odrzucało mnie z krzesła i wgniatało w ścianę za mną. Jestem pewna, że moja dusza błądziła gdzieś za murami przez Pana Złego. Niall wyprostował się i chwycił Demi za rękę. Matko, może ona jest w ciąży? Jasna cholera.
-Chcieliśmy wam o czymś powiedzieć - zaczął blondyn, a moja dłoń niebezpiecznie mocno ścisnęła dłoń Liama.
Jego zdezorientowany wzrok błądził od Demi do Nialla.
-To może po prostu powiedzcie? - zaproponowała Destiny.
Zrobiła to bardzo cicho, ale i tak każdy ją usłyszał. W restauracji panowała niezmącona cisza.
-Zaręczyliśmy się! - Demi prawie to wykrzyczała, unosząc dłoń z jakimś cholernie drogim pierścionkiem w naszą stronę.
Dobra, to nie była ciąża, ale i tak był to durny pomysł. Demi i Niall znali się zaledwie trzy miesiące. Wiem, że wielka miłość, przeznaczenie i tak dalej, ale na litość boską, oni nawet nie mieli okazji ze sobą pomieszkać dłużej niż tydzień! Kolacja jednak była fiaskiem...

niedziela, 23 lutego 2014

Chapter XXV

~Destiny~
15.08.2013 r. 

Chodziłam między półkami w bibliotece należącej do Columbia University. Właściwie nie miałam zamiaru tutaj wchodzić, ale zjawiłam się w umówionym z Andrew miejscu trochę za wcześnie. To dziwne, że po prawie miesiącu przerwy Drew przypomniał sobie o mnie i zdecydował się zaprosić mnie nad jezioro. Wspominał coś jeszcze o dwójce jego znajomych. Nie miałam nic przeciwko wyjazdowi z innym gronem, niż to moich bliskich przyjaciół. Tym bardziej, że minęło już półtora miesiąca wakacji, a ja nie robiłam jeszcze nic tak naprawdę z nimi związanego. Przerzuciłam ciężkie włosy na jedno ramię i z zaciekawieniem zaczęłam przyglądać się starym kronikom. Sam fakt, że niektóre miały prawie sto lat sprawiał, że były fascynujące. Przejechałam palcami po okładce z cielęcej skóry z wyrytymi w niej złotymi literami. Napis był łaciński, więc mimo usilnych starań nie udało mi się odgadnąć co zawierała ta książka. Odwróciłam się do przeciwnej półki szukając czegoś bardziej zrozumiałego, ale akurat w tym momencie mój wzrok przykuł karton, z którego wystawały wycinki gazet. Ktoś musiał położyć go tutaj przez przypadek, bo w ogóle nie pasował do kronik i dzienników starannie poukładanych na półkach. Mogłam powiedzieć o niedociągnięciu komuś z personelu, ale ciekawość wzięła górę i podeszłam do pudełka. Jeden rzut oka pozwolił mi stwierdzić, że dokładnie znam twarz z wycinka jakiejś czarno-białej gazety. Rozejrzałam się, ale ku mojej uciesze byłam w alejce całkowicie sama. Ujęłam świstek w dwa palce i dokładnie przyjrzałam się zdjęciu. Umęczone oczy Harry'ego zerkały na mnie z fotografii, gdy funkcjonariusz zakuwał go w kajdanki. Moje wnętrzności przewróciły się do góry nogami. Oparłam się o drabinę, postawioną by móc sięgać do górnych półek. Data na artykule mówiła, że był '21.07.2007 r.'. Wielka czcionka na samej górze ziała 'Strzelanina w Chelsea. Harry S. trawi do poprawczaka'. Chwyciłam pudełko i z większym zaangażowaniem zaczęłam przeglądać resztę artykułów. I, gdy już myślałam, że nic dzisiejszego dnia nie przyprawi mnie o nudności, zauważyłam skrawek płonącego budynku i trzy pierwsze litery imienia Harry'ego. Sięgnęłam po niego, ale w tym samym momencie mój telefon rozdarł, do tej pory niczym nie zmąconą, cisze.
- Słucham ? - przyłożyłam go do ucha, w tym samym czasie jakaś starsza pani wyjrzała zza rogu. 
- Jesteśmy pod Columbia University. Kiedy dotrzesz ? - Wesoły głos Andrew sprawił, że przez moment zapomniałam o artykułach. 
- Minuta - szepnęłam, gdyż wcześniej wspomniana staruszka niebezpiecznie szybko zaczęła kierować się w moją stronę. 
Wepchnęłam obydwa świstki do tylnej kieszeni i zaczęłam prawie biec w przeciwną stronę, udając, że wcale mnie tam nie był. Gdy wyszłam na zalany słońcem chodnik, a moja twarz owiał przyjemny, lekki wiatr trochę mi ulżyło. Postarałam się przybrać wesoły wyraz twarzy, ale byłam pewna, że będę musiała poważnie porozmawiać z Harrym. Rozejrzałam się i z uznaniem stwierdziłam, że Drew stoi kilka metrów dalej, opierając się o samochód. Miał na sobie krótkie, jeansowe spodenki i biały t-shirt. Jego włosy były lekko zmierzwione, tak jak je zapamiętałam. Poprawiłam na sobie bluzkę i skierowałam się w stronę samochodu. 
- Hej - przywitałam się, machając mu ręką. 
Zrobił to samo, po czym otworzył mi tylne drzwi samochodu. Chyba zależało mu na czasie. W fotelu obok mnie siedziała niska blondynka, o tak błękitnych oczach, że wydawały się być przezroczyste. Uśmiechnęła się do mnie i powiedziała : 
- Jestem Candace, a to jest Mike. - wskazała na siedzącego na przednim siedzeniu, czarnoskórego chłopaka w niebieskiej koszuli, z krótkim rękawem. 
- Ja jestem Des. - przedstawiłam się, podając im dłonie. 
Wyglądali na całkiem miłych ludzi. Niestety, nie było nam dane dłużej pogadać bo do auta wpakował się Drew, po wcześniejszym sprawdzeniu zawartości bagażnika.
- Gdzie tak właściwie jedziemy ? - spytałam, gdy chłopak przekręcił kluczyk w stacyjce, a terenowy chevrolet cicho ruszył z miejsca.
- Nad Lake Placid. To co prawda kawał drogi od Manhattanu, ale będzie warto. - uśmiechnął się, patrząc się na mnie we wstecznym lusterku.
Pokiwałam ze zrozumieniem głową i wpatrzyłam się w widoki zza oknem. Nie często miałam okazje podziwiania ich z samochodu. Zazwyczaj jeździłam metrem, w którym nie można było liczyć na widoki, chyba, że kogoś kręci ziemia i ciemności. Chodząc pieszo też nie widziało się tych wszystkich wspaniałych wieżowców. Najczęściej tylko plecy ludzi idących przed tobą. Oparłam głowę o szybę, a moje powieki zrobiły się nagle jakby cięższe. Jednak zamknięcie ich powodowało natychmiastowy ból głowy, gdyż widziałam tylko zatroskaną twarz Harry'ego. Nie wierzyłam, że chłopak nie powiedział mi o tym, że spędził jakąś część swojego życia w poprawczaku. Do tego wszystkiego jeszcze pożar, o którym nie miałam na razie ochoty czytać. Z każdym momentem wydawało mi się, że nie chodzą na randki z niegrzecznym chłopcem, tylko z patologicznym mężczyzną. A najgorsze było to, że wcale się go nie bałam. Przygryzłam wargę, zauważając zaniepokojone spojrzenie Drew.
- Jesteś może śpiąca ? - spytał - To wszystko trochę potrwa, więc możesz się przespać. Z tyłu leży moja bluza. Podłóż ją sobie pod głowę, jeśli chcesz. - zaproponował, a ja momentalnie spłonęłam rumieńcem.
Nie byłam przyzwyczajona do tego, że ktoś się tak o mnie troszczy. Nie licząc oczywiście Sky i Demi, ale do ich nadopiekuńczości przyzwyczaiłam się już dawno temu.
- Chyba to dobry pomysł. - przyznałam, a hałas panujący dotychczas w samochodzie znowu powrócił.
Odwróciłam się i z półki za mną ściągnęłam szarą, grubą bluzę. Nieporadnie ją zwinęłam i podłożyłam sobie pod głowę. Pachniała tak, jak pomieszanie powietrza po długim deszczu i wygarbowanej skóry. Tak musiała pachnieć skóra Andrew. Wtuliłam twarz w fałdy bluzy i po niedługim czasie zasnęłam.
*
Obudziło mnie delikatne szarpnięcie, które jak się okazało było sprawką Candace. Chwilę się rozbudzałam, przypominając sobie gdzie ja właściwie jestem, aż wszystkie wydarzenia z dzisiaj z powrotem przemknęły przez moją głowę. Otworzyłam drzwi samochodu, o które opierałam się przez ostatnie trzy godziny. Zeskoczyłam na suchą trawę, którą łamała swoimi tenisówkami. Przede mną rozciągało się wielkie jezioro, w którego tafli odbijał się pobliski las. Widok aż zapierał dech w piersiach. Głośno nabrałam powietrza, napawając się zapachem drzew iglastych. Kilkanaście stóp ode mnie stał Mike i Drew, którzy z zaangażowaniem próbowali rozpalić ognisko, ale póki co nie szło im to za dobrze. Chwilę dalej Candace rozkładała granatowy koc i wyjmowała z torby przeróżne produkty, które najlepiej nadawały by się na biwak. Podeszłam do niej, nie chcąc wyjść na osobę niekulturalną.
- Pomóc ci w czymś ? - spytałam, klękając koło niej.
- Rozpakuj kubeczki, jakbyś mogła. - rzuciła w moją stronę plastikowe opakowanie, zawierające co najmniej tuzin czerwonych kubków.
Zabrałam się za rozrywanie folii, cały czas uważnie śledząc poczynania Andrew. Był naprawdę atrakcyjny. Poruszał zgrabnymi palcami, za każdym razem, gdy próbował wytłumaczyć coś Mike'owi. Przygotowane drewno nadal nie stało w płomieniach.
- Słuchasz mnie ? - Z zamyśleń wyrwał mnie radosny głos dziewczyny. Pokręciłam głową, zgodnie z prawdą i posłałam w jej stronę przepraszający uśmiech. - Cały czas patrzysz się na Drew. Długo się znacie ? - Jej niebieskie oczy wpatrywały się we mnie, jak w obrazek.
- Spotkałam go raz. - wzruszyłam ramionami. Tak naprawdę wcale się nie znaliśmy, a chłopak mógł równie dobrze okazać się porywaczem. - Prawdę mówiąc, mało co ze sobą rozmawialiśmy do tej pory.
- Myślałam, że znacie się dłużej. Wygląda na bardzo przejętego tobą. - stwierdziła, wypakowując z torby cztery puszki coli.
Czy to możliwe, żebym podobała się Andrew ? Nie zastanawiałam się nad tym wcześniej, ale mimo wszystko wątpiłam, że tak mogło być. A znając Harry'ego to Drew też zwątpi jeśli niebezpiecznie się do mnie zbliży. Jednak, fajnie byłoby mieć taki całkiem normalny związek. Z chłopakiem, który cię zawsze wysłucha, pocieszy i rozbawi, kiedy będzie to konieczne. Ja tym czasem utknęłam w jakimś bagnie, z którego nie chciałam i nie potrafiłam wyjść.
- Nie wydaje mi się. - powiedziałam, po chwili niezręcznej ciszy. - Jest bardzo miły, ale chyba jestem zajęta.
- Chyba ? - Popatrzyła na mnie zdziwiona.
Nie tylko dla mnie jednej to było nienormalne. Odetchnęłam z ulgą, gdy przybiegł do nas półnagi Mike, namawiając do kąpieli. Nie musiałam udzielać odpowiedzi. Candace od razu chętnie się zgodziła i zrzuciła z siebie koronkową bluzkę i białą spódniczkę. Została w samej bieliźnie, ale nie wydawała się być skrępowana. Pobiegła w stronę wody, krzycząc przy tym coś czego nie zrozumiałam i co mnie za bardzo nie interesowało.
- A ty nie idziesz ? - Mike wrócił wzrokiem do mnie. Już miałam mówić, że nie wzięłam ze sobą kostiumu, ale mi przerwał. - Nie mów tylko nic o kostiumie. Myślę, że bez niego wytrzymasz - Zaśmiał się cicho i oddalił w stronę Candace i Andrew.
Chwilę myślałam, czy rozbieranie się przed dopiero co poznanymi ludźmi jest odpowiedzialne. W sumie nie było, ale jechanie z nimi przez cztery godziny w nieznany las też nie. Przerzuciłam koszulkę przez głowę i zdjęłam szorty. Zostałam w komplecie błękitnej bielizny. Stawiałam nieśmiałe kroki w stronę ledwo trzymającego się molo. Słońce już powoli chyliło się ku horyzontowi, pozostawiając niebo w różnych odcieniach różu i czerwieni. Widok był naprawdę przepiękny, ale niestety nie miałam czasu by zacząć robić zdjęcia. Trójka moich nowych znajomych już chlapała się w jeziorze, co chwilę posyłając w swoją stronę coraz to nowe obelgi. Stanęłam na brzegu molo.
- Wchodź, Des ! - krzyknął Drew, bijąc rękami niewzruszoną tafle wody.
Skrzywiłam się na samą myśl, jak zimno musi być w Lake Placid, po czym nabrałam głośno powietrza i wskoczyłam do wręcz lodowatej cieczy. Wynurzyłam się po chwili, machając niespokojnie rękami. Co to słońce robiło cały dzień i czemu woda nie jest gorąca ? Andrew znalazł się koło mnie w przeciągu kilku sekund. Podpłynął tak blisko, że co chwilę zahaczyłam swoimi nogami o jego. Pozostała dwójka bawiła się z dala od nas. Zdążyłam zauważyć, że albo byli parą, albo w najbliższym czasie nią zostaną.
- Zimno mi. - mruknęłam i zwiększyłam prędkość poruszania nogami pod wodą.
Nie sądziłam, aby to mogło pomóc, ale przynajmniej myślałam o czymś innym, niż o półnagim Drew i o tym, jak blisko mnie się znajduje.
- Możesz się przytulić. - Zaśmiał się, na co tylko przewróciłam oczami.
Niestety, ale to nie ostudziło jego zapału. Złapał mnie w swoje objęcia i przycisnął mocno do swojego torsu. Pierwszy raz dzisiejszego dnia podziękowałam, że woda jest zimna i, że mogę powód moich rumieńców na coś zrzucić. Skóra Andrew była delikatna i mogłam powiedzieć, że wręcz ciepła. Jego palce błądziły po moich plecach, przez co aż mnie przeszedł dreszcz. Chłopak zaśmiał się, ale mimo to nie wypuścił mnie z objęć. Spędziliśmy w wodzie prawie dwie godziny, chlapiąc się, przytulając, podrzucając i naprawdę świetnie się bawiąc. Zapadł już zmierzch, gdy Mike zarządził, że powinniśmy coś zjeść. Candace przytaknęła, opowiadając o tym, jak bardzo głodna jest. To było nieprawdopodobne, że dziewczyna miała tak świetną figurę. Ja i Andrew przytaknęliśmy, w sumie bez większego zainteresowania. Byliśmy zbyt zajęci rozmową.
*
Po tym, jak chłopaki jakimś cudem rozpalili ognisko, usiedliśmy dookoła niego. Lekko drżałam w swoich przemokniętych ubraniach, ale na szczęście Drew pożyczył mi bluzę, na której kilka godzin wcześniej spałam. W normalnych warunkach pewnie bym mu odmówiła, ale było mi zbyt zimno, abym mogła dyskutować. Ogień dawał przyjemne ciepło i oświetlał twarze zebranych. Mike i Andrew zaczęli dyskutować o filmie akcji, który właśnie wszedł do kin. Candace wtulała się w Mike'a i smażyła kilka pianek, co chwilę bez namysłu obracając patyk. Czułam się, jak na prawdziwych wakacjach, aż z mojego plecaka nie zaczęła wydobywać się tak dobrze znana mi melodia. Wyciągnęłam komórkę z przedniej kieszonki, odeszłam kawałek od zbiorowiska i przyłożyłam aparat do ucha.
- Gdzie ty jesteś ? - Harry warknął wściekle. Przełknęłam głośno ślinę. - Byłam dzisiaj u was w domu, ale Skylar powiedziała, że pojechałaś nad jakieś zasrane jezioro i nadal cię nie ma w domu. Wiesz, która jest godzina ?
- Nie jesteś moim ojcem, Styles. - rzuciłam ochrypłym głosem.
Nienawidziłam, gdy zaczynał się zachowywać tak, jakby miał prawo decydowania co, gdzie i kiedy robię.
- Uspokój się, Des. Dobrze wiesz, że dzwonię, bo się martwię. - Ton jego głosu nagle złagodniał.
- Jasne. Zawsze tak mówisz, a tak naprawdę chodzi ci tylko o kontrole nade mną. Jestem tutaj bezpieczna z Andrew, więc możesz się nie martwić. - wyrzuciłam.
W mojej głowie zaczęły pojawiać się obrazy z tych gazet. Nagłówek mówiący o strzelaninie. To wszystko tylko podsycało mój gniew.
- Z tym dupkiem, z którym byłaś w Central Parku ?
Na chwilę zamilkłam, przypominając sobie to spotkanie. Przecież widziałam Harry'ego dopiero po spotkaniu z Drew. I z tego co wiem, wcale mu o nim nie opowiadałam. Zacisnęłam dłoń w pięść, która zatrzęsła się z poirytowania.
- Śledziłeś mnie ? Czy ty do cholery oszalałeś ? Nie chcę z tobą w ogóle rozmawiać. Napisz, jak już będziesz pewny, że mówisz mi wszystko !- wysapałam ze złością.




wtorek, 18 lutego 2014

Chapter XXIV

~Skylar~
13.08.2013r.
Zbliżała się godzina piętnasta, gdy wszyscy stanęliśmy w salonie, patrząc się na siebie nawzajem tak, jakbyśmy szykowali się nie wiadomo do jakiej wyprawy. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, ale kwaśny wyraz twarzy Harry'ego kazał mi się po prostu przymknąć. Nie wierzyłam, że nasze pierwsze wspólne, wesołe po południe właśnie się rozpoczęło, a nikt nie powiedział jeszcze ani słowa. Pan Zły wpatrywał się w ścianę z zaciętą miną. Destiny starała się na niego nie patrzeć, ale co jakiś czas jej oczy odruchowo wędrowały w stronę chłopaka i wtedy można było zobaczyć błądzący na jej ustach uśmiech... wygranej? Czyżby moja przyjaciółka dopiekła w czymś Harry'emu? Demi stała uwieszona u boku śmiejącego się Nialla. Nie mam pojęcia, czy dziewczyna szeptała blondynowi coś na ucho, czy po prostu była tak głupkowata, że chłopak zaczął się śmiać. Milczenie przerwał dopiero Liam, który podszedł do mnie i chwycił moją dłoń. Jego palce kurczowo złapały moje, a ja postanowiłam się nie sprzeciwiać. Raz na jakiś czas dobrze było poczuć się normalnie, poczuć się kochanym. Szatyn uśmiechnął się do wszystkich dobrodusznie. Boże, czasami myślałam, że mój chłopak jest aniołem... albo księdzem. Wyglądał jak jeden z tych dobrych panów, którzy spoglądali na wszystkich z tak ogromną miłością, że aż czasem mdliło. No, pomijając te kilka momentów, w których stracił kontrolę, jak na przykład wtedy w jego samochodzie, gdy nie mógł mnie jak człowiek zaprosić na bal rodziców Nialla, tylko na mnie nawrzeszczał.
-To jak, zbieramy się? - niski głos Liama wyrwał mnie z wszelkich zamyśleń i dopiero wtedy się zorientowałam, że jako jedyna nie mam jeszcze butów na nogach.
Wyrwałam rękę z uścisku szatyna i, w czasie gdy reszta opuszczała mieszkanie chłopaków, ja wiązałam moje czarne Jordany. Wybiegłam chwilę przed tym jak Harry zamknął mieszkanie. Zauważyłam, że Destiny nie czeka na chłopaka, wpatrując się w niego jak w obrazek. Dziewczyna szła po schodach obok, nadal uwieszonej u boku Nialla, Demi i obydwie śmiały się głośno. No super, dziewczyny sobie żartują, a ja zostałam sam na sam z Harry'm. Pewnie pobiegłabym za resztą, gdybym nie była tak strachliwa i nie postanowiła poczekać na Pana Złego.
-Sky, możemy pogadać? - w połowie schodów dobiegł mnie cichy, ale twardy głos Harry'ego.
Te słowa okazały się dla mnie jak wstrząs. Cholera, on znał inne słowa poza przekleństwami? Poprosił mnie o rozmowę. Czy możemy pogadać? Jasne, że możemy, tylko nie każ mi się odzywać, bo nie chcę dostać bo twarzy. Skinęłam głową w stronę chłopaka, dając mu znać, że go słucham.
-Przez te parę dni coś się zmieniło? - kolejne pytanie, a ja nawet nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Co masz na myśli? - przytrzymałam się poręczy, gdy o mały włos nie spadłam ze schodów.
Wyszliśmy już na chodnik, a reszta szła przed nami. Zabiję tego, kto wymyślił pieszy spacer zamiast kolejnej podróży samochodem. Co prawda do Central Parku mieliśmy bardzo mały kawałek, ale wiedziałam, że ten czas będzie mi się dłużył przez rozmowę z Panem Złym.
-Destiny jest jakaś inna - wiedziałam, że nie chciał, żebym usłyszała drżenie w jego głosie, więc postanowiłam je zignorować.
-Według mnie jest wszystko w porządku. Czekała na ciebie - przyznałam i się zdziwiłam, że użyłam aż takiej dużej ilości słów.
-Jak widzisz: chyba nie do końca - jego ręka powędrowała przed niego, a palec wskazujący pokazał oskarżycielsko Destiny.
-Wiesz Harry... - zatrzymałam się tylko po to, żeby stanąć do niego przodem i spojrzeć mu w oczy. - Dziwisz się, że coś jest nie tak z nią, ale tak naprawdę coś nie tak jest z tobą. Destiny przez te kilka dni i nocy tyle płakała, że nawet nie jesteś sobie w stanie tego wyobrazić - Pan Zły zacisnął zęby i uciekł gdzieś w bok przed moim wzrokiem. - Teraz, kiedy ona odzyskała normalność nie pozwalasz jej spędzać czasu z przyjaciółką? - skierowałam mój palec w klatkę piersiową Harry'ego i poczułam pulsujący ból, gdy kość zderzyła się z twardą rzeczywistością. Pan Zły mimo wszystko nie ruszył się nawet o krok. - Jesteś hipokrytą, Harry.
-Nie to miałem na myśli - powiedział twardo i znów zacisnął szczęki. Teraz jednak spojrzał mi w oczy. Nie nienawidził mnie, bo nie chciał ranić Destiny i Liama, ale gdyby to był jego wybór, wydłubałby mi pewnie oczy.
-No jasne. Uważałeś, że po kilku dniach, gdy nawet słowem się do niej nie odezwałeś ona padnie ci do nóg i zrobi ci laskę? Cóż, musiałeś się bardzo rozczarować. Dorośnij, Panie Zły - mruknęłam zdegustowana jego głupkowatym zachowaniem.
Przyspieszyłam kroku, żeby dogonić pozostałych i zostawiłam za sobą zszokowanego Harry'ego. Coś w moich słowach kazało mu się zamknąć i spodobało mi się to. To zawsze Harry miał kontrolę nad wszystkimi, to jego wszyscy się bali. Nie uważam, że Pan Zły zaczął się mnie bać, ale przynajmniej pokazałam mu, że jeżeli mnie do tego zmusi, to zrobię coś bardzo złego. Jeżeli tylko skrzywdzi Destiny.
*
-Ej, to zagranie było nieczyste! - wydarła się Demi, gdy Liam podsadził mnie do kosza, żebym mogła wrzucić piłkę.
-Czyste, nieczyste, ale bez tego Sky jest cienka w kosza - odkrzyknął Liam, a ja sprzedałam mu kuksańca w bok.
Nie pamiętam kiedy ostatnio bawiliśmy się tak dobrze. Każdy z chłopaków grał bardzo dobrze, ale myślę, że najlepiej Niall. Nawet Pan Zły się śmiał. Nie wiem, czy starał się zachować pozory, czy naprawdę on też czuł się szczęśliwy, ale sposób w jaki obejmował Destiny, która co chwilę starała się mu umknąć był wspaniały, delikatny.
-Nie myśl tyle, kochanie - gorący szept, otulił moje ucho. Korzystając z chwili przerwy, oparłam głowę na ramieniu Liama i wystawiłam ją do słońca. Zbliżała się godzina osiemnasta, ale słońce i tak grzało. Niall i Demi zarządzili chwilę przerwy i usiedli w jedynym zacienionym miejscu boiska, żeby się napić czegoś chłodnego. Harry i Destiny w jednym momencie obściskiwali się w jednym końcu boiska, a już po chwili ich tam nie było i postanowiłam nie wnikać, gdzie sobie poszli. Złapałam Liama za rękę i powędrowaliśmy w stronę Demi i Nialla.
-To jak, kończymy ten mecz? - blondyn poderwał się z ziemi, gotowy do rozegrania kolejnej partii.
-Chętnie, ale mamy niepełne składy - Liam natomiast usiadł na ziemi i usadowił mnie sobie na kolanach.
Demi podała nam po puszce piwa.
-Nie chcą siedzieć z nami, to wychlejemy piwo w czwórkę - mruknęła, wznosząc toast.
-Mmm... mam pomysł, idźmy później na jakiegoś fast-fooda - rzucił Niall, który już leżał na ziemi obok mnie i Liama.
-Cholera, tak! Całe wieki nie jadłem nic śmieciowego - miałam wrażenie, że Liam ślini mi plecy.
-Poczekajmy tylko na tamtych, bo będą mieli pretensje - powiedziałam, gdy Liam położył się na plecach.
Odwróciłam się do niego przodem, tak, żeby widzieć wszystkich i w taki sposób, że siedziałam na nim okrakiem. Nie dbałam o to, jak to wyglądało, ani jakie uczucia to we mnie wzbudziło. Postanowiłam stłamsić je gdzieś głęboko w sobie i pozostawić moje seksualne uniesienia na później. Najlepiej na w ogóle inny dzień albo inne życie.
*
-Uważacie, że mogą mieć tu dobrego kebaba? Mam ochotę na kebaba - Destiny przechyliła się przez moje ramię, czytając nazwę jakiegoś tureckiego baru.
Cholera, Turkowie byli wszędzie! Nie, chwila. To, że byłyśmy wstawione przez kilka piw było o wiele gorszą wizją. Boże, co się dzieje z naszą imprezową kondycją? Przez tę niesamowitą trójkę: słodziutkiego blondynka, bad boya w lokach i kujona Liama spadłyśmy zdecydowanie na psy. Trzeba to poprawić, ale to kiedy indziej, bo w tamtym momencie tak bardzo zaburczało mi w brzuchu, że rozejrzałam się rozkojarzona, nie będąc pewna, czy to mój żołądek, czy jakiś motor, pędzący w oddali. W moich domniemaniach utwierdził mnie głośny śmiech Liama, który objął mnie po chwili czule, ale mocno. Koleś, uważaj, bo zwymiotuję ci pod nogi. Chciałam to powiedzieć, ale zabrakło mi słów, poza tym - dusiłam się.
-Wejdźmy tutaj, mam dość szukana nie wiadomo jakich knajp - miałam wrażenie, że Demi za kilka chwil zacznie płakać i pewnie by się tak stało, gdybyśmy nie ruszyli do przodu.
Bar okazał się całkiem przyjemnym miejscem. Pełno było tam młodzieży. No, może z wyjątkiem kilku biznesmenów, którzy po całym dniu ciężkiej roboty wybrali się na tłuste jedzenie. Usiedliśmy wszyscy przy jednym stoliku. Ja koło Nialla i Demi, a Liam po chwili zrezygnował z siedzenia obok mnie, ponieważ było ciasno i przesiadł się obok Destiny i Harry'ego. Nad naszymi głowami wisiał telewizor, w którym puszczane były teledyski obecnie najpopularniejszych wykonawców.
-Hej, Demi, a pamiętasz ten moment, w którym usnęłaś na klatce schodowej, bo byłaś tak narąbana? - Destiny zaczęła się głośno śmiać, gdy wszystkim przypomniałam ten incydent.
-Cholera, dziewczyny - usłyszałam cichy syk Destiny, gdy dostała pod stolikiem kopniaka od Demi.
-Nie ma się czego wstydzić, każdy ma chwile słabości - odparowała jej Destiny.
Byłam pewna, że za chwilę wybuchnie mała wojna między kobietami, ale dziewczyny spojrzały się na siebie i znów zaczęły się głośno śmiać. Tak, ten dzień był zdecydowanie udany.
-Dobra, przejdźmy do spraw poważniejszych - zaczęłam składając dłonie na stole. -Musimy się wynieść z waszego mieszkania - po całej grupie przebiegł szmer. Nawet Des zesztywniała choć to ona była tą, która rano wyskoczyła z takim samym tekstem.
Nikt nawet mi nie odpowiedział, każdego pochłonęła rozmowa o czymś innym. Harry i Niall zaczęli gorączkowo rozmawiać o ostatnim meczu NBA pomiędzy Chicago Bulls, a Brooklyn Nets. Destiny i Demi śmiały się z puszczanego obecnie w telewizji teledysku, a tymczasem Liam pochylił się w moją stronę.
-Nie chcę, żebyście się wyprowadzały - mruknął ledwie dosłyszalnie, splótł nasze dłonie na stole i położył brodę na naszych zwiniętych pięściach, wlepiając we mnie ten swój błagalny wzrok.
-Nie mamy wyboru, Liam - wzruszyłam ramionami. Cholera, ja naprawdę chciałam u nich zostać.
-Nic nie rozumiesz - burknął i spuścił wzrok. -Z wami jest całkiem inaczej. Weselej.
-Z nami jest zawsze lepiej niż samemu - puściłam jego dłoń, żeby dotknąć jego policzka, jego usta drgnęły.
Mogłabym wpatrywać się w niego godzinami. Był piękny, a gdy jego szczęka drgnęła, wiedziałam, że jest też zdenerwowany. Pewnie pocałowałabym go ponad stołem, albo próbowała go jakoś uspokoić, ale nie zdążyłam nawet pomyśleć, co zrobię jako pierwsze, bo Demi wstała nagle od stołu i postawiła nogę na ławeczce. Wszyscy poza mną i Liamem śmiali się do rozpuku. Chciałam zwrócić uwagę mojej przyjaciółce, ale potem sobie przypomniałam, że przecież to zabawa miała być naszym priorytetem. Zerknęłam na ekran telewizora, żeby zorientować się do czego tańczy dziewczyna. Drake kiwał się w rytm doskonale znanego bitu.
-Kurwa, kocham ten kawałek! - wykrzyknęła Demi tak głośno, że te osoby, które wcześniej się na nią nie gapiły to zaczęły.
Nikt jednak nie zwrócił jej uwagi. Nawet koleś za barem przewiesił sobie biały ręcznik przez ramię, założył na siebie ręce i zaczął się przyglądać dziewczynie i śmiać się. Demi obróciła się wokół własnej osi, a ja spojrzałam z uśmiechem na Nialla. Wszystko to działo się w jakimś zwolnionym tempie i do tej pory pamiętam każde uczucie, przebiegające przez twarz blondyna. Na początku czysta radość, potem tak cholernie ogromna miłość, że omal nie wgniotła mnie w ławkę i pewnie by wgniotła, gdyby nie dłonie Liama kurczowo ściskające moje. Potem w oczach blondyna dostrzegłam takie uwielbienie do mojej przyjaciółki, że nawet przez chwilę nie przeszło mi przez myśl, że jakiś czas temu uważałam, że to ja jestem mu pisana. Jakoś tego dnia nie miałam zbyt wiele czasu dla siebie i Liama, ale zauważyłam tak wiele rzeczy, na które byłam ślepa każdego innego dnia.
*
-Jak się dzisiaj bawiłaś? - Liam przecierał sobie włosy ręcznikiem ubrany tylko w bokserki.
Przygryzłam wargę. Znowu pojawiło się gdzieś w głębi mnie to cholernie pożądanie, które wwiercało mi się w brzuch jak młot pneumatyczny. Miałam ochotę podejść do chłopaka, objąć go, pocałować i zrobić to, czego nie robiłam z każdą nowo poznaną osobą. Po chwili zachciało mi się śmiać, gdy przypomniałam sobie moje poranne porównanie szatyna do księdza, bo przez myśl przebiegło mi, że chciałabym z nim po prostu zgrzeszyć. Jezu, nigdy nie byłam religijna, a tego dnia jakoś wszystko wiązało się z wiarą. Może powrót Harry'ego zaszufladkowałam razem z cudami?
-Było świetnie, tylko strasznie się zmęczyłam - nie kłamałam, marzyłam o długim śnie.
Patrzyłam na poruszające się mięśnie pleców Liama, gdy chłopak odwrócił się, żeby położyć na krześle mokry ręcznik. Podszedł do łóżka i położył się obok mnie. Zanim się przykrył, rzuciłam krótkie spojrzenie w stronę jego bokserek. Czarny materiał zdawał się mnie wołać, ale postanowiłam to zignorować. To my byliśmy tym rozważnym związkiem i nie miałam zamiaru od razu dać się zatracić. Szatyn wyciągnął ręce w moją stronę i przyciągnął mnie do siebie. Ułożyłam się wygodniej.
-Naprawdę nie chcę, żebyście się wyprowadzały. Przyzwyczaiłem się do tego, że budzę się obok ciebie - Liam szeptał. Uwielbiałam, gdy mówił szeptem. Uniosłam głowę w jego stronę.
-Musimy, mamy swoje życia, swoje mieszkanie - odparłam, a gdy zobaczyłam jego minę szybko się zreflektowałam. - Przepraszam, Liam.
-Nie ma sprawy, taka jest prawda - powiedział, całując moje czoło. Napięta atmosfera szybko odpłynęła. - Dobranoc, Sky.
-Dobranoc, kocham cię - wymruczałam w klatkę piersiową szatyna, czułam, że za chwilę odpłynę.
-Ja ciebie kocham mocniej, uwierz - chciałam zaprzeczyć, ale zabrakło mi sił.
W jednym momencie byłam wśród żywych, a za chwilę oddałam się przyjemnie przyciągającej ciemności.

sobota, 1 lutego 2014

Chapter XXIII

~Destiny~
13.08.2013 r.

Kończyłam właśnie ścielić łóżko, starając się wymyślić gdzie w tym momencie może być Harry. Miałam kilka wersji, ale żadna nie wydawała się być na tyle prawdopodobna, bym pragnęła to sprawdzić. Wyprostowałam się, gdy pościel była już idealnie ułożona. Lubiłam, gdy w moim otoczeniu było dosyć czysto. A już na pewno wiedziałam, że Pan Zły to lubił. Zaśmiałam się pod nosem. Z dnia na dzień wydawało mi się, że to przezwisko nie pasuje do niego. Choć w momencie, gdy go poznałam było jak najbardziej trafne. Czyżby Harry się zmieniał ? Nie, to bzdura. To raczej nasze nastawienie do niego jest inne. Po chwili namysłu postanowiłam przebrać się w coś innego niż piżama w wesołe misie. Włożyłam na siebie czysty, czarny stanik i bokserki, a na to zarzuciłam białą koszulę Harry'ego, która sięgała mi do połowy uda. Lubiłam chodzić w jego rzeczach, a póki go nie było miałam nadzieje, że się nie obrazi. Tylko to tak bardzo boli, że go nie ma. Podskoczyłam w miejscu, gdy znienacka usłyszałam pukanie do drzwi. Mógł to być albo Liam, albo Niall. Dziewczyny zazwyczaj wchodziły bez pozwolenia. 
- Proszę - powiedziałam ledwo słyszalnie. 
W tym domu no i tak wszyscy wszystko słyszą, jakby nie było ścian. Otworzyłam szeroko buzie, gdy zza drzwi wychyliła się tak dobrze znana mi postać. Czułam, jak moje serce przyspiesza. To nie było możliwe. 
- Harry !- rzuciłam się na chłopaka, gdy zamknął za sobą drzwi i stanął przodem do mnie. 
Objęłam nogami jego pas, a rękami oplotłam szyje. Oddychałam głęboko rozkoszując się jego zapachem. Wydawało mi się, że odkąd go ostatni raz widziałam minął przynajmniej miesiąc. Na pewno nie jeden dzień. Wpiłam się mocno w jego usta w momencie, gdy chciał coś powiedzieć. Mimo wszystko odwzajemnił pocałunek, jakby zapominając o tym co miał przekazać. Usta Harry'ego były zimne i spierzchnięte, ale w tamtym momencie nie wyobrażałam sobie nic przyjemniejszego. Dłońmi mocno ściskał moje uda co w żadnym stopniu mi nie przeszkadzało. Znów czułam jego twardy tors przy swojej klatce piersiowej. Słyszałam jak oddycha, a potem jak się śmieje, gdy z jeszcze większym zaangażowaniem całowałam go, aż musiałam zaczerpnąć powietrza. Chłopak oparł swoje czoło o moje. Cały czas byłam w jego objęciach. 
- Mam rozumieć, że tęskniłaś - uśmiechnął się, a w jego policzkach wykwitły dołeczki. 
- Już nigdy nie odchodź. Nigdy, rozumiesz ? - popatrzyłam na niego całkiem poważnie. 
Drugi raz moje biedne serce mogłoby tego nie znieść. Kurde, czyli to tak wygląda prawdziwa miłość, na widok której zawsze mnie skręcało. 
- Chciałem cię tylko chronić - wyznał, przygryzając dolną wargę. 
Wyglądał całkowicie bezbronnie, a mi na krótką chwilę przed tym, gdy chciałam coś powiedzieć zaschło w gardle. Był tak przepiękny i kochany, że nie chciałam go już przenigdy stracić. 
- Wystarczy, że jesteś przy mnie - uśmiechnęłam się, a zaraz potem pocałowałam go przelotnie w policzek. 
- Chyba tobie. Muszę wiedzieć, że jesteś bezpieczna. Nie przeżyłbym, gdyby ktoś cię skrzywdził. A już szczególnie ten pierdolony idiota - Pokiwałam głową na znak, że mu wierzę i się z nim zgadzam, choć nie do końca tak było - A tak w ogóle widzę, że przyzwyczaiłaś się do moich ubrań - Szczypnął mnie delikatnie w udo. 
Moja twarz momentalnie zalała się rumieńcem. Nie byłam na to przygotowana, a w tej pozycji, w której się obecnie znajdowałam bardzo trudno byłoby mi się bronić. 
- Wyglądasz w nich całkowicie seksownie - uśmiechnął się, ostatni raz mnie pocałował  i wypuścił z objęć. 
Siedziałam na skórzanym krześle w kuchni z jedną nogą pod tyłkiem. Demi siedziała na blacie, wesoło machając nogami i z zaangażowaniem jadła zupę warzywną. Sky zaś siedziała przed laptopem i bez większego zainteresowania przeglądała strony internetowe. Czuć było, że atmosfera w domu stała się jakby lżejsza, co bezdyskusyjnie było spowodowane powrotem Harry'ego. Nie wiem, jak było z moimi przyjaciółkami, ale ulga jaką ja odczułam nie mogła się równać z niczym.
- Dems ?- zaczęłam, a dziewczyna momentalnie się na mnie spojrzała - Jak tam z Niall'em ? - spytałam, starając się nie zaśmiać.
Zauważyłam, że Skylar walczy z tą samą potrzebą. Rzuciła mi jedno z tych naszych porozumiewawczych spojrzeń, co znaczyło tyle, że wiedziała do czego dążę.
- Ale w jakim sensie ? - Demi posłała mi pytające spojrzenie.
- No wiesz. Słyszałyśmy trochę za dużo dzisiaj w nocy - Sky uśmiechnęła się pod nosem, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa.
Przyjaciółka od razu spąsowiała i jeszcze zacieklej zaczęła spożywać swoją zupę, której już właściwie nie było. Pewnie szukała teraz dobrego wytłumaczenia.
- No wiecie ... - wydukała, brodząc łyżką w misce.
- Oj no mów ! Pieprzycie się czy nie ? - Tak bezpośrednie pytanie mogło wyjść tylko z ust Sky.
Demi odstawiła z łoskotem naczynie do zlewu i spojrzała na nas groźnie. Mimo wszystko ta sytuacja była komiczna.
- Wolę stwierdzenie 'uprawiać miłość' - wyznała, patrząc wymownie na Skylar.
- Zabezpieczaj się przy tym 'uprawianiu miłości' - zrobiłam cudzysłów w powietrzu i zachichotałam.
Demi fuknęła jakąś złośliwą uwagę i wyszła z kuchni, jeszcze bardziej czerwona niż wcześniej. Kto by pomyślał, że nagle zrobiła się taka wrażliwa. Nigdy nie podejrzewałam, że to ona będzie pierwszą z naszej trójki, która straci dziewictwo, mówiąc ładnie. Choć w sumie nie wiedziałam, jak było w przypadku Sky i Liam'a, a brunetka jakoś nie była skora do wyjaśnień.
- A ty ? - spytałam, wstając od stołu i biorąc z szafki paczkę suszonych daktyli.
- Nie. I jeszcze przez dłuższy czas bym się tego nie spodziewała - powiedziała całkowicie spokojnie, jakby rozmawiała na taki temat, jak pogoda - A Harry cię już przeleciał ?
Nie wiem czemu, ale taka uwaga mnie rozdrażniła. Nie żebym uważała Harry'ego za osobę świętą, ale był niektóre rzeczy, które szanował. A może nie ?
- To nie jest jakiś namiętny ruchacz - warknęłam, napychając sobie buzię daktylami. Nie chciałam być nie miła dla Skylar. Chociaż przez jeden chrzaniony tydzień wakacji chciałabym, żeby wszystko było całkowicie normalnie. Ale to równałoby się chyba z wyprowadzką od chłopaków. A właśnie - Kiedy mamy zamiar wrócić do domu ?
- Bo ja wiem - dziewczyna wzruszyła ramionami - Tu jest całkiem przyjemnie.
- No tak, ale nie możemy siedzieć im cały czas na głowie - stwierdziłam, zgodnie z prawdą.
- Chyba, że zmusimy Niall'a do oświadczenia się Demi. Wtedy będziemy mieszkać prawie, jak rodzina.
Obie wybuchłyśmy gromkim śmiechem. Rozumiałam, że wyżej wymieniona dwójka była zakochana, ale oświadczyny to trochę za dużo na mój gust.
*
Weszłam do łazienki Harry'ego, która ku mojemu zdziwieniu była pusta. Byłam zaskoczona, bo w pokoju także go nie było. Czyżby wyszedł gdzieś z domu bez powiadomienia ? Znowu. Nie, pewnie jest gdzieś z chłopakami. Stanęłam przed lustrem i przerzuciłam włosy na jedno ramię. Po omacku znalazłam szczoteczkę i wycisnęłam na nią trochę miętowej pasty. W ślimaczym tempie myłam zęby, a moja buzia wypełniała się pianą. W końcu postanowiłam wypluć resztki i opłukać twarz wodą. Następnie nałożyłam podkład i róż na policzki, użyłam złotego cienia, kredki i tuszu do rzęs. Nie wiedziałam czy dzisiaj będziemy gdzieś wychodzić, ale zważając na to, że był piątek odpowiedź mogła być tylko twierdząca. Związałam włosy w wysokiego kucyka, zostawiając luźna pasma po bokach. Właśnie, gdy kończyłam układać moją niezwykle ambitną fryzurę do toalety wparował Harry. Miał na sobie czarne, wąskie spodnie i biały t-shirt, który niezwykle dobrze uwydatniał jego mięśnie i pozwalał tatuażom zobaczyć światło dzienne. Wyglądał atrakcyjniej niż zazwyczaj. W ogóle nie sądziłam, że to jeszcze możliwe. W jednej chwili przypomniało mi się, że jeszcze nie tak dawno nienawidziłam go, a nawet bałam się. Czułam się niekomfortowo, gdy przebywał w moim otoczeniu. I nagle to wszystko znikło, jak bańka mydlana. Niezupełnie wiedziałam kogo to była zasługa. Może każde z nas coś od siebie dorzuciło. Ale przecież Harry Styles nigdy nic nie daje od siebie.
- O czym myślisz ? - usłyszałam jego głęboki, ochrypły głos.
W jednej chwili odwróciłam głowę w jego stronę i zdałam sobie sprawę, że przez cały ten czas stałam przed lustrem. Oczy chłopaka błądziły po moim ciele z ukrytym gdzieś głęboko pożądaniem. Starał się nad tym panować. Byłam tego pewna. Przygryzł delikatnie swoją wargę, czekając na odpowiedź.
- Ja...- odchrząknęłam zdenerwowana - O niczym szczególnym - Zaczęłam udawać, że poprawiam swoje włosy, z którymi i tak nie dało się zrobić nic więcej w tamtym momencie.
- Kłamiesz - stwierdził z mocą. Chyba uważał, że wie o mnie więcej niż ja sama, a ponad to, że zna się tak dobrze na mimice ludzi niczym mentalista - Daj już spokój tym włosom - Harry w dwóch krokach pokonał odległość między nami i teraz stał odciągając moje ręce od twarzy.
Na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Czyli doskonale wiedział, że układam te włosy specjalnie. Chłopak stanął za mną, ręce układając na moich biodrach. Momentalnie zesztywniałam pod wpływem jego dotyku. Starałam się nie drżeć, gdy ciepłymi dłońmi sunął to w górę, to w dół moich bioder, co chwilę podwijając coraz większy fragment jego koszuli, którą miałam na sobie.
- Do czego zmierzasz ? - spytałam, chwytając jego dłonie i patrząc na odbicie w lustrze.
Harry zaśmiał się gardłowo na moją reakcje, a ja poczułam wibracje pochodzące od jego torsu, o który aktualnie się opierałam. Gdy dłuższą chwilę nie odpowiadał, odwróciłam się przodem do niego i położyłam obie dłonie w miejscu, w którym miał wytatuowanego motyla.
- Do tego - wyszeptał i wpił się w moje wargi.
Zajęło mi kilka sekund za nim wyszłam z oszołomienia i mogłam oddać pocałunek. Czułam, jak cała się trzęsę, a to, że właśnie sadzał mnie na blacie koło zlewu wcale nie ułatwiało sprawy. Harry zaczął podszczypywać i całować moją szyję i ramie, które zostało odsłonięte przez wpół rozpiętą koszulę. Odchyliłam głowę chcąc dać mu większy dostęp. Dłonie miałam złączone na jego karku. Momentalnie pochyliłam się i przegryzłam płatek jego ucha. Usłyszałam gardłowe jęknięcie, na dźwięk którego czułam jak stado motyli bombarduje mój biedny brzuch. To nie było zauroczenie. To nie była miłość. To była choroba, na którą nikt nie znał lekarstwa. To jakbyśmy byli sobie przeznaczeni, ale jednocześnie zatruwali siebie nawzajem. Dokądkolwiek zmierzałam wiedziałam, że powinnam zawrócić. Oddychałam ciężko, gdy chłopak ponownie zaczął mnie całować. Jego język wręcz pchał się do mojej buzi. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam Harry'ego. Przejechałam dłońmi po jego umięśnionych plecach, które intensywnie pracowały, gdy po raz kolejny wbijał się w moje wargi. Swoją dużą dłoń trzymał pod koszulą, drugą opierał się o blat.
- Ej, chcecie ... - osoba, która właśnie weszła do łazienki gwałtownie przerwała swoją wypowiedź. Pewnie była zaskoczona. Nie ona jedna. A właściwie on, co zdążyłam zauważyć, gdy Harry się ode mnie oderwał, a moim oczom ukazał się Liam - Zły moment - skwitował krótko i zaczął powoli się wycofywać.
- Bardzo zły, stary - warknął Harry, odsuwając się ode mnie na stosowną odległość.
- Liam, o co chodzi ? - spytałam, zeskakując z blatu i zapinając koszulę.
W tym momencie wszyscy mogli zobaczyć, trochę więcej niż zazwyczaj pokazywałam.
- Znaczy, Sky kazała się spytać czy chcecie iść z nami pograć w kosza - powiedział zakłopotany - Jak nie, to zostawimy was samych - stwierdził drapiąc się po karku.
- Świetny pomysł, za piętnaście minut na dole ? - popatrzyłem na niego z podekscytowaniem.
Dosłownie uwielbiałam grać w koszykówkę. Jeszcze bardziej lubiłam ją oglądać, ale w tak ciepły dzień jak dzisiaj aż szkoda było siedzieć w zamkniętej hali. Liam pokiwał z uznaniem głową i opuścił sypialnię Harry'ego na dobre. Dopiero wtedy brunet wyszedł z toalety. Wyglądał lekko mówiąc na zdenerwowanego, ale postanowiłam to całkowicie zignorować. Choć raz chciałam, żebyśmy zrobili to na co ja mam ochotę. Chłopak nie pytał czemu się zgodziłam tylko wziął jakieś ubrania z szafki i zamknął się w łazience. Schyliłam się, żeby z torby, której jeszcze nie zdążyłam rozpakować wyjąć krótka, morelową bluzkę, czarne spodenki, a spod komody wyciągnęłam parę białych nike'ów air force'ów. Szybko wskoczyłam w wybrane ubrania, koszulę upuszczając na wykładzinę. Zeszłam na dół nie czekając na Harry'ego, bo z jakiś niewyjaśnionych powodów byłam na niego zła. Czy tylko mi się zdaje, że mam wahania nastroju ? W salonie siedziała Demi i Sky, które zaciekle o czymś dyskutowały, ale momentalnie ucichły, gdy mnie zobaczyły. Coś jest ze mną nie tak ? A może Liam już zdążył sprzedać im najnowsze ploteczki ?
- Chcesz nam o czymś powiedzieć ? - spytała Sky, a ja dostrzegłam cień uśmiechu błądzący na jej twarzy.
Momentalnie spąsowiałam, ale na całe szczęście nie było mi dane odpowiedzieć. W momencie, w którym otwierałam buzie ze schodów skoczył Niall. Blondyn zarzucił rękę na szyje Demi i pocałował ją w skroń. Musiałam mocno powstrzymywać się, żeby nie zacząć nawijać jaką oni to są słodką parą. Chwilę później z góry zeszli również Liam i Harry.