piątek, 3 stycznia 2014

Chapter XIX

~Destiny~
26/27.07.2013 r. 

Palce Harry'ego niemal wbijały mi się w skórę. Ledwo dotrzymywałam mu kroku, gdy rozwścieczony ciągnął mnie w nieznaną stronę. W tamtym momencie byłam na tyle trzeźwa, żeby stwierdzić, że chłopak jest tak zły, że albo mnie zabije, albo będzie torturował. Od razu pożałowałam, że sytuacja sprzed kilku minut miała w ogóle miejsce. Choć nie robiłyśmy tego pierwszy raz, pierwszy raz zobaczył to Harry. Brunet nie spojrzał na mnie, aż nie doszliśmy, do jak się okazało, sypialni. Była zaskakująco mała, jak na tak pokaźnych rozmiarów apartament. Do tego urządzona w trochę ciemniejszych kolorach, niż reszta pomieszczeń. Chłopak wręcz wepchnął mnie do środka, po czym zamknął za nami drzwi. Pierwszy raz na poważnie się go przestraszyłam. Miał mocno zaciśniętą szczękę i maksymalnie powiększone źrenice. Spuściłam wzrok, nagle bardzo zainteresowana swoimi stopami. Nie chciałam się dłużej na niego patrzeć. Mogłabym tego nie znieść. 
- Dlaczego to zrobiłaś ? - spytał, o dziwo nie krzycząc. Jednak jego głos był ochrypły i głęboki. Wzruszyłam ramionami, bo tak naprawdę żadne dobre wytłumaczenie nie przychodziło mi do głowy - Czy ty mi możesz kurwa odpowiedzieć ?! - Tym razem podniósł głos. 
Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, a w sypialni zrobiło się jakby zimniej. Wciąż nie podnosiłam głowy, więc nie mogłam ocenić jaka odległość nas dzieli. Bałam się. A najgorsze było to, że nie wiedziałam, jak to się skończy. Byłam jednak pewna, że Harry czeka na konkretną odpowiedź, która nie istnieje. 
- Co cię to właściwie obchodzi ? - wyszeptałam, niemal niesłyszalnie. 
Dyskusja z Harrym nie należała do moich ulubionych czynności, ale nie mogłam dłużej znieść tej ciszy. Tej złości, która wisiała ciężko w powietrzu. 
- Co mnie to obchodzi ? - powtórzył - A nie pomyślałaś, że jesteś dla mnie ważna ?! - krzyknął.
Poczułam, jak kąciki oczu zaczynają mnie piec. Byłam pewna, że zaraz się rozpłaczę. Nie wierząc własnym uszom, odważyłam się podnieść wzrok. Chłopak stał w odległości pół metra ode mnie. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w zawrotnym tempie. Głośno nabierał powietrza. Gdy spojrzałam w jego zielone tęczówki, łzy zaczęły mimowolnie spływać po moich policzkach. Jedyne czego teraz chciałam to podejść i go przytulić, ale nie odważyłabym się. 
- Chciałaś wiedzieć to wiesz - powiedział trochę głośniej i otworzył drzwi pokoju - Nie jestem zabawką, kurwa - trzasnął drzwiami tak głośno, że zatrzęsły się z całą framugą. 
Obsunęłam się po ścianie i schowałam twarz w dłoniach. Byłam beznadziejna. Harry myślał, że nie traktuje go poważnie. Że nie jest dla mnie najważniejszy. A ja nawet go nie zatrzymałam. Potok łez wypływał z moich oczu, mocząc spodnie i rozpuszczając makijaż. Czułam się sama w moim nieszczęściu, ale najgorsze było to, że Harry czuł się przeze mnie źle. Pociągnęłam głośno nosem i wygrzebałam z kieszeni telefon. Jedyne co teraz chciałam to zadzwonić do Demi i poprosić by zabrała mnie do domu. Dla mnie impreza się już skończyła. 
*
Siedziałam na tylnym siedzeniu samochodu Niall'a z nogami wciąż przyciągniętymi do klatki piersiowej. Twarz miałam mokrą od łez, a ręce drżały mi tak bardzo, jakby w aucie była minusowa temperatura. Na przednim fotelu siedział Niall, a zaraz obok niego Demi. Uparli się, że obydwoje zawiozą mnie do domu. Byłam im niezmiernie wdzięczna, ale brakowało mi sił by to wyrazić. Gdy przyjaciółka wyprowadzała mnie z pokoju, nigdzie po drodze nie widziałam Harry'ego. Podejrzewam, że wyszedł na dobre z imprezy i albo jest w domu, albo poszedł do jakiegoś klubu. Bo jest smutny. I to smutny przeze mnie. Oparłam głowę o szybę z nadzieją, że ból głowy, który nagle się pojawił ustąpi. Czułam się potwornie i jedyne o czym marzyłam to zasnąć i przestać myśleć o czymkolwiek. A może ja zbyt dramatyzuje ? W końcu znam Harry'ego niespełna od dwóch miesięcy. Momentami byliśmy blisko, ale raczej tylko fizycznie. Skąd u niego, a przede wszystkim u mnie przekonanie, że łączy nas coś więcej ? Że nie powinnam całować się z przyjaciółką na jego oczach ?
- Jesteśmy w domu, Des - szepnęła Demi, odwracając się do mnie przez ramie.
Po czym wyszła z samochodu i skierowała się do moich drzwi. Nie oczekiwałam, żeby mnie odprowadzała, ale było to bardzo miłe z jej strony.
- Dzięki za wszystko - z cisnęłam mocniej jej dłoń w geście podziękowania.
- Na pewnie nie chcesz, żebym została ? - spytała. Pokręciłam głową - W takim razie postaramy się wrócić wcześnie - powiedziała i zaraz potem opuściła nasze mieszkanie.
Zostałam tylko ja i cisza.Wytarłam mokre policzki i postanowiłam sobie zachowywać się, jak Destiny sprzed czerwca, a nie marna wersja siebie, którą się stałam. Zdjęłam buty i zapaliłam światło w środku. Nalałam sobie szklankę zimnej wody i wypiłam ją jednym haustem. Postanowiłam wziąć szybki prysznic. Stojąc w strugach wody, myślałam tylko o tym, żeby zmyć z siebie uporczywie powracający do mnie zapach Harry'ego. Choć tak naprawdę to co próbowałam sobie wmówić, a to o czym naprawdę myślałam było, jak niebo i ziemia. Zakręciłam kurek i wyszłam na zimne płytki. Szybko wytarłam się ręcznikiem, gdyż na moim ciele pojawiła się już gęsia skórka. Włożyłam za dużą bluzkę po moim bracie i krótkie spodenki. Mokre włosy związałam w koka, więc rano mogłam liczyć na fale. Nie myśląc nawet o tym czy jestem zamknięta, od razu ruszyłam do łóżka. Na pewno wszystko to kwestia zmęczenia. Potrzebowałam snu.
*
Obudził mnie głośny dzwonek mojego telefonu. Odruchowo zaczęłam szukać go pod poduszkę, jednak go tam nie było. Z poirytowaniem, że ktoś przerywa mój sen, otworzyłam oczy i wyciągnęłam rękę w stronę szafki nocnej, na której się znajdował. Odebrałam nie patrząc na wyświetlacz.
- Des, jest sprawa - usłyszałam przejęty głos Liam'a.
Powiedzenie, że byłam zdziwiona byłoby dużym niedopowiedzeniem. Chyba pierwszy raz odkąd się znamy Liam po coś do mnie dzwonił. Musiało się coś stać.
- Mów - poleciłam, już na wszelki wypadek wstając z łóżka.
Rzuciłam przelotne spojrzenie na zegar ścienny, który wskazywał kwadrans po dwunastej. Dobrze chociaż, że chłopak postanowił dać mi pospać.
- Demi i Sky tyle wczoraj wypiły, że dzisiaj nie puszczę ich nawet metrem. A my ich nie odwieziemy, gdyż sami nie jesteśmy w najlepszym stanie. Rozumiesz, policja i te sprawy - wytłumaczył spokojnym, jak przystało na Liam'a głosem.
Nie musiał kończyć, żebym wiedziała o co tak właściwie mnie prosi. Zabawne tylko było to, że Demi zarzekała się wczoraj, że wrócą wcześnie. Tym czasem nie wróciły wcale.
- Zaraz po nie przyjadę - poinformowałam i rozłączyłam się.
Szybszym niż zazwyczaj krokiem udałam się do łazienki, gdzie załatwiłam wszystkie sprawy związane z poranną toaletą. Rozpuściłam włosy i ubrałam się. Postanowiłam zjeść śniadanie zanim po nie pojadę. Mój brzuch nieznośnie domagał się jedzenie. Przygotowałam sobie miskę owsianki i niewiele myśląc pochłonęłam ją całą. Piętnaście minut później siedziałam już w samochodzie Willa, pędząc na Upper West Side. Z radia leciał jeden z hitów Pink Floyd. Wsłuchiwałam się w rytmicznie grające pianino, które zawsze mnie uspokajało. I nie chodziło o to, że jakoś szczególnie się stresowałam. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że pewnie Harry będzie u nich w domu, a ja jakoś nie bardzo miałam ochotę na spotkanie z nim. Choć wiem, że w końcu nadejdzie ten moment, w którym będziemy musieli sobie wszystko wytłumaczyć, nie chcę, żeby nadszedł on tak szybko. Zapewne złość chłopaka jeszcze nie minęła. Jeśli w ogóle kiedykolwiek minie. Puściłam kierunkowskaz, skręcając w 58 ulicę. Chwile później stałam pod wieżowcem chłopaków zastanawiając się gdzie powinnam postawić samochód. Ostatecznie wcisnęłam go w wolne miejsce po drugiej stronie ulicy, z nadzieją, że nie dostanę mandatu. Nienawidziłam upierdliwej policji na Manhattanie. Pognałam w stronę mieszkania chłopców, po drodze trącając jakąś starszą panią. Na szczęście nie była z rodzaju tych co potem wygrażają na ciebie palcem i rzucają w twoją stronę obelgi. Po przejściu kilku schodków zapukałam w szklane drzwi z przyciemnianymi szybami. Nie musiałam długo czekać, aż otworzył mi Niall, stojący w samych spodniach.
- Cześć - pocałowałam go w policzek.
- Hej - blondyn przepuścił mnie w drzwiach.
Szybko weszłam do środka, gdyż od paru sekund mierzył nas wzrok gderliwej sąsiadki. Jeszcze pomyśli, że puszczam się z całą trójką. Gdy sobie o tym pomyślałam, miałam ochotę krzyknąć, że żaden się mną nie interesuje, ale nie byłoby to chyba właściwe.
- To gdzie one są ? - spytałam, rozglądając się, po jak zawsze robiącym wrażenie, apartamencie.
- W kuchni. Siedzą z Liam'em i Harry'm.
Na dźwięk drugiego imienia moją twarz wykrzywił grymas. Nie uszło to uwadze Niall'a, ale chyba nie miał zamiaru się wtrącać. Ruszył przed siebie do rozsuwanych drzwi. Ruszyłam za nim, żyjąc w przekonaniu, że nie mogę się cały czas wszystkiego obawiać. Gdy weszłam do kuchni ujrzałam Skylar i Demi przy kuchennym stole, jedzące mętnie wyglądające kanapki. Liam robił kawę, zerkając co jakiś czas na Sky i posyłając w jej stronę ukradkowe uśmiechy, zaś Harry stał do mnie tyłem, praktycznie schowany w lodówce. Nie miał na sobie koszulki, co było chyba naturalne u nich w domu. Przez chwilę nie mogłam oderwać wzroku od jego umięśnionej i opalonej sylwetki, aż w końcu chłopak postanowił się odwrócić. Nasze spojrzenia się spotkały, a ja liczyłam na to, że zobaczy w moim nieme przeprosiny. Jednak nawet jeśli coś takiego miało miejsce, nie dał tego po sobie poznać. Odwrócił się w stronę Liam'a i wziął swój kubek z kawą. Mój oddech stał się szybszy, gdy Styles zaczął iść w moją stronę. Skanowałam go uważnie wzrokiem, jakbym już nigdy więcej miała tego nie zobaczyć. Łapczywie pochłaniałam każdy fragment jego skóry, a dłonie wręcz same unosiły się, by móc go dotknąć. Harry musnął delikatnie moją dłoń, gdy mijał mnie przy wyjściu z kuchni. Poczułam dreszcz na całym ciele, ale starałam się udawać, że nic się nie dzieje.
- Fajnie, że przyjechałaś - rzuciła Dems, wstając od stołu i wsadzając talerz do zlewu.
- Miałam wyjście ? - spytałam retorycznie, jednak na mojej twarzy zamajaczył cień uśmiechu. Przyjaciółki wyglądały na tak bardzo zmarnowane - Za ile będziecie gotowe ?
Oparłam się o futrynę, patrząc jak Skylar z bólem na twarzy wstaje od stołu.
- Daj nam dwadzieścia minut - stwierdziła, wychodząc z Demi za rękę.
'Lesbian party' część kolejna. Westchnęłam głośno, zupełnie ignorując to, że chłopaki wciąż są w kuchni. W jednej chwili postanowiłam pójść do Harry'ego. Może te dwadzieścia minut to okazja, by nasz stosunki wróciły do tych nieco cieplejszych. Wycofałam się z pomieszczenia, w którym stałam i udałam się na drugie piętro, do sypialni Pana Złego. Stanęłam przed jej drzwiami, z ręką na wysokości głowy. Co tak w zasadzie powinnam mu powiedzieć ? Co on chciałby usłyszeć ? Jako iż na żadne z tych pytań nie znałam odpowiedzi, a improwizowanie wydawało się być słabym pomysłem, opuściłam z powrotem rękę. Nie powinniśmy się nigdy spotkać, pomyślałam. Od początku starałam się go unikać, gdyż zdawało mi się, że do siebie nie pasujemy. Że go nienawidzę. Potem, gdy się do niego zdążyłam przyzwyczaić, nie wiem co tak naprawdę do niego czuję. Życie ssie. Kiedy już miałam wracać na dół, drzwi nagle się otworzyły. Na chwilę wstrzymałam oddech, gdy chłopak stanął przede mną w samych bokserkach.
- Chcesz może wejść ? - spytał, a na jego ustach dostrzegłam nikły uśmiech.
Przytaknęłam i weszłam za nim do sypialni. Było w niej cieplej, niż w reszcie domu. To może dlatego Harry chodził roznegliżowany. Choć wątpiłam, żeby to był prawdziwy powód. Popatrzyłam, jak mięśnie na plecach chłopaka pracują za każdym razem, gdy wykonuje chociaż najmniejszy ruch. Jednak wkładanie dresowych spodni nie było wcale takim małym ruchem. W końcu Styles stanął przede mną, sprawiając, że słowa, które chciałam mu wcześniej powiedzieć, nagle straciły sens.
- Ufasz mi ? - zielone tęczówki patrzyły się na mnie z nadzieją.
- Oczywiście. Nikomu tak nie ufam, jak tobie - wykrztusiłam, ale już czułam, że zaczynam płakać.
Czemu nie potrafię nad tym panować ? Harry momentalnie znalazł się obok. Trzymał mnie w swoich silnych ramionach, tak, że moja klatka piersiowa stykała się z jego torsem. Czułam, jak oddycha równomiernie, jakby to przeze mnie stał się wreszcie bezpieczny. A było całkowicie na odwrót. Opuszkami palców dotykałam jego ciepłą skórę tuż przy pasku od bokserek.
- Bądź moją północą. Bądź moja - wyszeptał w moje włosy, a przez moje ciało przeszedł kolejny dreszcz.
- Jestem - odpowiedziałam, niechętnie się od niego odsuwając, by móc popatrzeć w jego idealne oczy.
Były przepełnione miłością. Tak mi się przynajmniej wydawało.
- Trzymaj - Harry zdjął z palca pierścionek z napisem 'Peace' i wcisnął mi go na kciuka - Teraz jesteś moja. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz