niedziela, 5 stycznia 2014

Chapter XXI

~Destiny~
12.08.2013 r. 

Nie spałam już od trzech godzin. A może to była cała noc ? Cały czas ściskałam kurczowo w ręce telefon z nadzieją, że Harry zadzwoni albo chociaż napiszę. Nie chciałam nawet myśleć o tym co mu mogli zrobić ci bandyci i co jest 'ważną rzeczą', którą chcieli mu zabrać. Przekręciłam się na plecy i wlepiłam wzrok w sufit. Rana przy łuku brwiowym wciąż bolała, ale była ona spowodowana tylko i wyłącznie przeze mnie. Gdy Harry kazał mi się ukryć w bezpiecznym miejscu od razu pomyślałam o schodkach przeciwpożarowych. I kiedy na nie wychodziłam z roztargnienia uderzyłam się w na wpół otwarte okno. Choć ucieczka wydawała się być najlepszym rozwiązaniem, przysięgam, że sto razy bardziej chciałabym być teraz obok chłopaka. Albo przynajmniej wiedzieć, że nic mu nie grozi. Tym czasem nie wiedziałam nic. Jedyne co mi pozostawało to leżeć w jego ciemnej sypialni i wtulać się w jego poduszki. Pachniały połączeniem grejpfruta i mięty, dokładnie tak jak on. Nabrałam głośno powietrza i kolejny raz spojrzałam na wyświetlacz. Była prawie trzecia po południu. Zero nieodebranych połączeń. Pojedyncza łza spłynęła po moich policzku. To takie głupie, że osoba, którą znam zaledwie od trzech miesięcy stała się dla mnie tak ważna. W każdej chwili byłam gotowa wstać i biec mu na ratunek. Ale nie wiedziałam nawet gdzie. Usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi, a światło z korytarza rozlało się po całej sypialni. W posturze osoby, która weszła rozpoznałam Sky. Dziewczyna zapaliła lampę nocną i usiadła na łóżku, przyglądając mi się opiekuńczo. W ręku dzierżyła kubek z parującą cieczą. To było wspaniałomyślne z jej strony, że się mną opiekowała, ale naprawdę nie miałam ochoty na żadne rozmowy. Pragnęłam być sama w swoim nieszczęściu.
- Powiesz mi w końcu co się stało ? - Skylar pochyliła się nade mną, powoli wypowiadając każde słowo.
Pokręciłam głową. Nie byłam pewna dlaczego unikam wyjaśnień, ale chyba nie czułam się na siłach, żeby o tym opowiadać. Za bardzo mnie to bolało. I nie chodziło tutaj o moje obrażenia, ewentualną kradzież czy konieczność wymieniania zamków drugi raz. Chodziło o niego. Przyjaciółka głośno westchnęła za nim ponownie zabrała się za wyciąganie ze mnie informacji.
- Ilu ich było ? - spytała, patrząc się na mnie uważnie. Wystawiłam do niej trzy palce. Pokiwała w zamyśleniu głową. Dlaczego tak trudno było mi wydobyć jakiekolwiek słowa ? - Bili cię ? A może dręczyli ? - Ponownie pokręciłam głową - Co chcieli ? Harry ich znał ?
- Nie wiem - stwierdziłam z mocą. Nie sądziłam, że stać mnie na taki ton - Ciągle mówili, że potrzebują czegoś ważnego i Harry kazał mi się schować. Nie widziałam, jak go pobili - powiedziałam, chowając twarz w dłoniach.
Mina Sky w zasadzie nie wyrażała żadnych większych emocji. Patrzyła na mnie zastanawiając się nad każdym słowem, które wypowiedziałam. Wręcz chciałam nią potrząsnąć, by w końcu pomyślała nad tym co jest ważne, ale dziewczyna przemówiła :
- Trzeba z tym iść na policje. Same nic nie wymyślimy, a ty możesz być w niebezpieczeństwie - oznajmiła, stawiając kubek na szafce nocnej i wstając z łóżka - Nie martw się. Harry wróci. Kocha cię - uśmiechnęła się do mnie pokrzepiająco.
I to właśnie może nas zabić. Przełknęłam gule, która formowała się w moim gardle na samą myśl o wszelkich konsekwencjach. Postanowiłam zejść na dół i posiedzieć ze znajomymi. Po prostu zająć moją głowę czymś innym. Z trudem dźwignęłam się z łóżka i podeszłam do komody. Wyjęłam z niej czarny sweter, który oczywiście był własnością chłopaka i założyłam go przez głowę. Włosy związałam luźno na karku i wyszłam na korytarz. Ruszyłam do szklanych schodów i zeszłam na najniższe piętro, wprost do salonu. Siedziała w nim cała czwórka. Niall jedną ręką pisał coś na telefonie, drugą zaś obejmował Demi, która oparła się o jego ramię. Sky leżała na kanapie, głowę trzymając na kolanach Liam'a. Tępo wpatrywała się w wyświetlany film. Usiadłam na jedynym wolnym fotelu, nogi przyciągając do klatki piersiowej. Wszyscy podnieśli na mnie wzrok. Czy ja wyglądałam jak osoba niepełnosprawna ?
- Trzymasz się jakoś ? - spytała Dems.
- Harry się odzywał ? - Zupełnie zignorowałam jej pytanie.
Skoro przyszłam do nich oglądać telewizję to chyba oznacza, że się trzymam. Widocznie tylko dla mnie to było takie oczywiste. Poza tym ja siedziałam w ciepłym domu, a Pan Zły nie.
- Nie - uciął Niall, nie podnosząc wzroku znad urządzenia.
- Może trzeba zgłosić zaginięcie na policje ? - ponownie odezwała się Lovato.
- Czy tylko mi, do jasnej cholery, zdaje się, że Harry może mieć przez to jeszcze większe kłopoty ? - popatrzyłam na nich wszystkich.
Demi natychmiast spuściła głowę i zaczęła bawić się palcami swojego chłopaka. Sky patrzyła się na mnie przepraszającym wzrokiem, choć tak naprawdę nie zrobiła nic za co mogłabym ją winić. Liam zajął się głaskaniem mojej przyjaciółki po głowie. Pewnie rozczuliłabym się nad tym obrazkiem, gdyby nie fakt, że byłam przejęta innymi rzeczami. Zacisnęłam mocno powieki, chcąc się uspokoić. Wiedziałam, że oni chcą mi tylko pomóc. Naskakiwanie na nich nie miało większego sensu.
- W sumie masz sporo racji. Wszyscy wiemy, że on ma lekkie problemy z agresją. I prawem - zaczął delikatnie Li.
Nie wiem co było w tym chłopaku, ale zawsze, gdy coś mówił, jego głos sprawiał, że chciałam mu uwierzyć. Był spokojny, a jego argumenty zazwyczaj biły na głowę argumenty innych.
- Był karany ? - Otworzyłam usta ze zdziwienia.
Wiedziałam, że Harry nie był za bardzo poukładany, ale o siedzeniu w więzieniu nikt nic nie wspominał. Przygryzłam wargę, czekając na odpowiedź Liam'a. Byłam przygotowana prawie na wszystko.
- Pięć lat temu zakład poprawczy, rok temu dwa lata w zawieszeniu. Plus bójki, napaście ... - chłopak przerwał, uważnie mnie obserwując. Czułam, jak z moim twarzy odchodzi kolor - Na pewno chcesz słuchać dalej ?
Pokręciłam głową. Informacje, które mi dostarczył starczyły, bym zrozumiała, że za żadne skarby nie można pójść na policje. I jeszcze, że umawiam się z kryminalistą, ale to już pomińmy. Zdawało mi się, że w salonie zrobiło się nagle duszno, a mi samej jest niedobrze. Przyłożyłam zimną dłoń do czoła, chcąc skupić się na myśleniu. Może Harry uciekł z miasta ? Raczej mało prawdopodobne. Nie miał ze sobą żadnych rzeczy. Nawet nie zdążył się przebrać, tylko wybiegł z mieszkania umazany krwią. A co jeśli już nie żyje ? Wbiłam paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni. Nie wolno mi nawet tak myśleć. Mógł stać się ich zakładnikiem ? Wątpię. Oni wcale nie chcieli go zabijać lub przetrzymywać. Chcieli, żeby oddał im coś ważnego. Co to mogło być ? Pieniądze, skradzione rzeczy, samochód, mieszkanie ? Czułam, jak moje wnętrzności się skręcają. Tak naprawdę nic nie wiedziałam. Zadrżałam, gdy telefon w kieszeni moich szortów zawibrował. Trzęsącymi rękami wyciągnęłam go i odblokowałam. Proszę, żeby to był Harry.


Komórka wręcz wypadła mi z rąk, gdy odczytałam wiadomość. Skąd ktoś miał mój numer i najważniejsze co ta dziwna wiadomość ma oznaczać. 
- Co jest ? - Skylar podniosła głowę z kolan chłopaka, gdy po moich policzkach zaczęły spływać łzy. 
- Dostałam esemesa. Jesteś moim przeznaczeniem - wydukałam, wciąż wpatrując się w urządzenie. 
- Od kogo ? - spytała szczerze wystraszona. 
Teraz już wszyscy całą swoją uwagę poświęcili naszej rozmowie. Wzruszyłam ramionami. Czułam, że wypowiadanie słów znowu zaczyna sprawiać mi problem. Odłożyłam telefon na ławę i zdjęłam z kciuka obrączkę. Zaczęłam niespokojnie obracać ją między palcami. Dotyk zimnego srebra był dla mnie relaksujący. Liam sięgnął po mój telefon i kilka chwil przyglądał się wyświetlaczowi. Obstawiałam, że czytał tą wiadomość raz jeszcze, a potem kolejny. 
- Myślisz, że chodzi tylko o przeznaczenie ? - spytał. Wpatrywałam się w niego tępo. O co innego mogło chodzić ? - No bo widzisz to 'Destiny' jest napisane z dużej litery. Twoje imię. Destiny. Więc równie dobrze, ktoś mógł mieć namyśli ciebie. 
- Jesteś moją Destiny ? - popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. 
Brzmiało to co najmniej głupio. Ale tak naprawdę, żadne z tych zdań nie miało większego sensu. 
- Des, mówiłaś, że oni chcieli czegoś ważnego dla Harry'ego. Nie jestem Sherlockiem, ale oni chyba chcą jego dziewczyny - powiedziała Sky, a z każdym jej słowem moje oczy niebezpiecznie się powiększały. 
Zaśmiałam się nerwowo. To musiał być jakiś absurd. Po co ktoś miałby wysyłać mi wiadomość o jakiejś zagadkowej treści ? Bawią się w zgadywanki ? Poza tym nie ma pewności, że ta wiadomość została wysłana przez te same osoby, które włamały się do naszego mieszkania. Mimo wszystkich myśli, którymi próbowałam przekonać samą siebie, że to bzdury, byłam poważnie wystraszona. I chyba zbierało mi się na wymioty. 
- Może sobie na razie odpuśćmy i poczekajmy na kolejne wiadomości - zaproponował Niall.
Wszyscy zgodnie uznali, że to najlepsze rozwiązanie, a przynajmniej najprostsze. Teraz mój strach przerodził się w niedowierzanie i niewyobrażalną tęsknotę. Czy to możliwe, żebym była dla Harry'ego najważniejszą osobą ? Czymś czego nigdy nie pozwoli zabrać ? Miałam do niego tyle pytań, a jednocześnie chciałam go po prostu przytulić i zatrzymać w swoich ramionach na zawsze. Jakby wszystko w co wierzę od tego zależało. 

~Harry~

Wyszedłem ze stacji metra ze spuszczoną głową. Tamci idioci uciekli na dobre. Byłem zmęczony, na twarzy miałam kilka zadrapań, a na całym ciele siniaki. Moja koszulka poplamiona byłą krwią. Nie mogłem się pokazać Des w takim stanie. Akceptowała mnie. Uważała, że za bardzo ją kocham, bym mógł zrobić jej krzywdę. I miała racje. Wystraszyłaby się mnie, gdyby zobaczyła, że jestem zwyczajnym kryminalistą. Dupkiem niepotrafiącym wyrażać swoich uczuć. Pewnie dawno już zrezygnowała ze mnie. Doszła do wniosku, że potrzebuje kogoś lepszego. Bo przecież potrzebowała. Nie mogłem tylko żyć z myślą, że przeze mnie może jej się coś stać. Była zbyt drobna, żeby poradzić sobie z kimkolwiek. Skręciłem w kolejną ciemną uliczkę i przyspieszyłem kroku. Czułem, że ktoś mnie obserwuje. Może zwyczajnie popadałem w paranoje. Po niecałym kwadransie stałem pod drzwiami mojego starego kumpla, który dawno temu zaszył się na Bronksie. Był nim Zayn, niektórym bardziej znany jako Bradford Bad Boy. Zapukałem w kawałek blachy, który miał symbolizować drzwi. Kilka razy obejrzałem się za siebie, żeby zobaczyć czy na pewno nikt za mną nie stoi. 
- Cześć, stary - Zayn stanął przede mną w samych bokserkach. 
- Potrzebuje noclegu - powiedziałem, z nadzieją, że on i jego dziewczyna nie będą mieli nic przeciwko. 
- Wchodź - zachęcił mnie ruchem głowy i wszedł wgłąb mieszkania. 
Podążałem za nim przez ciemny korytarz. Całe jego prowizoryczne mieszkanie wyglądało, jakby nie wiedzieli, że już wynaleziono żarówkę. Ze ścian odpryskiwała obrzydliwa zielona farba i tylko jedna ściana w całości pokryta była grafity. W salonie na brązowej kanapie siedziała Perrie - dziewczyna Zayn'a. Miała na sobie tylko jego bluzkę, co kazało mi myśleć, że zanim tu przyszedłem robili więcej, niż chciałbym wiedzieć. 
- Pezz, Harry przyszedł. Nocuje dzisiaj u nas - oznajmił Mulat, wkładając na siebie czarne spodnie, które wziął z podłogi. Machnąłem do blondynki ręką. Musiałem przyznać, że była niezłą laską. Kręcone włosy miała rozpuszczone. Gołe nogi wyglądały całkiem apetycznie. Stop. Myśl o Des - Jak chcesz wziąć prysznic to pierwsze drzwi w korytarzyku. Ostrzegam, że nie ma tam światła. 
Było mi w zasadzie obojętne czy wezmę prysznic po ciemku czy jednak nie. No i tak wolałbym nie patrzeć na siebie w lustrze. Zamknąłem się w niewielkim pomieszczeniu i odnalazłem kabinę prysznicową. Odkręciłem kurek i czekałem chwilę na ciepłą wodę. Niestety, ale nie mogłem liczyć na tak wiele. Wziąłem chyba najgorszy prysznic w moim życiu, wciąż zadręczając się myślami o Destiny. Nie chciałem jej stracić tak szybko, jaką ją zyskałem. Ale ze mnie ckliwy dupek. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz