~Skylar~
Szatyn zdecydowanie górował nade mną wzrostem, ale w sumie nie byłam w stanie się na tym skupić w tamtym momencie. Jednym szybkim ruchem chłopak posadził mnie na blacie w naszej kuchni i pewnie bym spadła, ponieważ blat ten był wąski i w dodatku zapchany różnymi szpargałami, ale biodra szatyna skutecznie przytrzymywały moje. Od jakiegoś czasu Liam był stałym bywalcem w naszym mieszkaniu i ani mi się śniło zmieniać ten stan rzeczy. Mało kto w ogóle pamiętał, że byliśmy razem dopiero od dwunastu dni. Przyciągnęłam do siebie chłopaka z jękiem, gdy ten delikatnie próbował się ode mnie odsunął. Kto wie do czego by doszło w naszej kuchni, gdyby nie mój brat, który bez ostrzeżenia wparował do pomieszczenia. Oderwaliśmy się z Liamem od siebie, a chłopak stanął do mnie plecami. Objęłam jego ramiona i zmierzyłam Willa spojrzeniem, które, mam nadzieję, było mordercze. Brunet wachlował się teatralnie jakąś kopertą i patrzył na mnie tak, jakbym zrobiła mu jakąś krzywdę.
-Ty im kazałaś to napisać? - wystawił w moją stronę pomięty list.
Mimo woli wyobraziłam sobie mojego brata, jak poruszony mnie list, myśląc o czymś, co zaprząta mu ten głupkowaty łeb.
-Nie mam pojęcia o co ci chodzi - wymamrotałam przez włosy, które opadły mi na twarz i wyciągnęłam rękę po kartkę.
26.07.2013r.
-Ty im kazałaś to napisać? - wystawił w moją stronę pomięty list.
Mimo woli wyobraziłam sobie mojego brata, jak poruszony mnie list, myśląc o czymś, co zaprząta mu ten głupkowaty łeb.
-Nie mam pojęcia o co ci chodzi - wymamrotałam przez włosy, które opadły mi na twarz i wyciągnęłam rękę po kartkę.
" William, czas przestać się wygłupiać. Popełniliśmy parę błędów,
ale Ty także popełniłeś jeden, karygodny. Uważamy, że powinieneś
wrócić do domu, a wszystko uda nam się sprostować.
Twoja decyzja o wyprowadzce do siostry była dziecinna,
ponieważ uciekłeś od kary, ale z tym już koniec! Albo wrócisz
dobrowolnie, albo zabierzemy Cię stamtąd siłą. Uważamy,
że jesteś zbyt młody na współżycie, ale to w tym momencie
nieistotne. Poniesiesz konsekwencje, gdy wrócisz do domu.
Czekamy na Ciebie i powtarzamy: nie karz na na siebie
czekać. Masz 24h na powrót do domu, albo będziemy rozmawiać
całkiem inaczej.
Ukochani rodzice"
ale Ty także popełniłeś jeden, karygodny. Uważamy, że powinieneś
wrócić do domu, a wszystko uda nam się sprostować.
Twoja decyzja o wyprowadzce do siostry była dziecinna,
ponieważ uciekłeś od kary, ale z tym już koniec! Albo wrócisz
dobrowolnie, albo zabierzemy Cię stamtąd siłą. Uważamy,
że jesteś zbyt młody na współżycie, ale to w tym momencie
nieistotne. Poniesiesz konsekwencje, gdy wrócisz do domu.
Czekamy na Ciebie i powtarzamy: nie karz na na siebie
czekać. Masz 24h na powrót do domu, albo będziemy rozmawiać
całkiem inaczej.
Ukochani rodzice"
-Pojeby - syknęłam, nie mogąc na sobą zapanować.
-Stary, czy oni przypadkiem ci nie grożą? - zapytał zszokowany Liam, który, jak dopiero teraz spostrzegłam, cały czas się wykręcał, żeby dojrzeć co jest zapisane na kartce papieru.
-Czyli to nie ty? - Will spojrzał na mnie z nadzieją.
-Oczywiście, że to nie ja. Skąd w ogóle przyszło ci to do głowy? Pewnie Lilou albo Vivian nastroiły mamę bojowo.
-Nie musieli przynajmniej wciskać tego żenującego tekstu o seksie - zauważyłam, że na policzkach mojego brata wykwitły małe rumieńce.
-Totalnie nie w porządku z ich strony - rzucił Liam, dzierżąc tym razem kartkę.
Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, zeskoczyłam z blatu i powędrowałam do salonu, gdyż byłam prawie pewna, że tam zostawiłam swój telefon. Faktycznie, mały przedmiot leżał na siedzisku wygodnej kanapy. Byłam wkurzona na pierworodną i miałam zamiar jej wszystko wygarnąć. Czym prędzej wykręciłam do niej numer. Odebrała po kilku sygnałach.
-Halo?
-Wsadź sobie gdzieś to swoje "halo", mamo - warknęłam, nie zważając na konsekwencje.
-Ciebie też miło słyszeć, Skylar - jej ton był wyprany z emocji.
-Mamo, czy ty w ogóle pomyślałaś zanim podrzuciłaś Willowi ten list?! - musiałam, po prostu musiałam się na nią wydrzeć.
-Nie mów do mnie tym tonem! Oczywiście, że pomyślałam! - matka nie pozostawała mi dłużna i częstowała mnie identycznym tonem. No, przynajmniej wreszcie były między nami jakieś emocje i uczucia.
-Przestań mi rozkazywać. Jesteś nieznośna! Ten tekst o seksie też mogłaś sobie darować. Wiesz, jak bardzo go zażenowałaś? Mamo, może jestem tylko rok od niego starsza, ale chłopaki odbierają to trochę inaczej. Takie teksty zachowaj dla jednej ze swoich wspaniałych córek! - z każdym zdaniem mój głos coraz bardziej przypominał syk.
-Rozmawiamy o Willu, a nie o Lilou czy Vivian - przypomniała mi matka.
-Owszem, ale to o dziewczynach wspominają ludzie "te dziwki" . Tak tylko przypominam, że one swój pierwszy raz miały w wieku czternastu lat. Mamo, czternastu, do jasnej cholery! - wydarłam się, bo byłam naprawdę wściekła na moją pierworodną.
-Przestań przeklinać - znowu mnie upominała.
-Wiesz co? Wypchaj się, Will wróci do domu, ale wiedz, że jeżeli się dowiem, że coś jest nie tak to wezmę go z powrotem do siebie. Albo wiesz co? Gadałam z Jace'em. Będzie się starał o opiekę nad nim - teraz naprawdę syczałam.
Nie czekałam na odpowiedź matki, bo najwidoczniej ją zatkało. Rozłączyłam się i rzuciłam telefon z powrotem na jasną kanapę. Nawet nie zauważyłam kiedy w progu pojawił się mój brat i chłopak, którzy patrzyli się na mnie z niemałym szokiem, malującym się na twarzy. Pewnie zastanawiali się, dlaczego tak właściwie wpadłam w taką furię. Cóż, o dziesiątej rano, dwie godziny przed rozpoczęciem pracy byłam dość wybuchowa.
-Dałaś czadu, Sky - wyszeptał zszokowany Will. - Chyba lepiej i tak pójdę się spakować. Jak wrócisz z pracy to już mnie nie będzie. Daj znać Des, żeby wracała - uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco.
Podeszłam do niego i oplotłam go rękami w pasie. Kochałam go. Był moim najlepszym przyjacielem, a ostatnio mieszkaliśmy razem, a ta stara wiedźma chciała to wszystko zepsuć. Gdy chłopak zaczął chichotać, zamknęłam go w mocniejszym uścisku.
-Już, spokojnie - brunet odsunął się ode mnie i spojrzał najpierw na mnie, później na Liama. - Teraz zajmijcie się sobą - wystawił do mnie język.
-Podwieziesz mnie do pracy? - zwróciłam się do Liama, gdy tylko mój brat opuścił salon.
-Pewnie - odparł, podnosząc moją głowę do góry.
Uwielbiałam momenty, w których szatyn patrzył mi głęboko w oczy i dawał mi samym spojrzeniem znać, że wszystko będzie dobrze, że tak naprawdę przy nim już jest wszystko w porządku. Położyłam rękę na jego policzku i zaczęłam badać palcami jego kości policzkowe, na których punkcie miałam świra. Leciutki zarost przyjemnie drapał wnętrze mojej dłoni. Cieszyłam się z naszej relacji. Związek Destiny i Harry'ego był bardzo wybuchowy, pełen kłótni, wzlotów i upadków. Zażyłość Nialla i Demi była zbyt idealna, ja bym się dusiła w takim związku. Liam tymczasem dawał mi wsparcie wtedy, kiedy go potrzebowałam, a w innych chwilach mnie obmacywał i całował. Podobało mi się to, że tak jest. Szatyn, zupełnie jakby czytał mi w myślach, przycisnął ponownie swoje usta do moich i zaczął mnie gładzić delikatnie po plecach. Pewnie spędzilibyśmy na tej czynności cały dzień, ale nie było sensu się oszukiwać. Przede mną rozciągała się perspektywa pięciogodzinnej harówki za marne pieniądze, a wieczorem wszystko miałam mieć wynagrodzone w imprezie. Jasne, pewnie się upiję tak, że nie będę w stanie normalnie funkcjonować.
*
James spoglądał na mnie i śmiał się, gdy widział jak męczę się z rozkładaniem towaru na wyższych półkach. Zaproponował, że może mnie zastąpi w tej niezwykle trudnej czynności, ale ja byłam zbyt uparta by ulec. Poza tym byłam święcie przekonana, że zdołam jednak ułożyć te przeklęte koszulki, jednak prawda okazała się brutalna. Byłam zbyt niska.
-Jestem pieprzonym hobbitem - rzuciłam koszulki na ladę i oparłam się o nią.
Mogę się założyć, że w moich oczach można było dojrzeć świeczki, które niekoniecznie wiązały się z tym, że nie mogłam sobie poradzić z poleconą mi pracą. Wydarzenia całego ranka po prostu zaczynały się już kumulować, jednak postanowiłam, że będę twarda. Kim jest moja matka, żeby doprowadzać mnie do płaczu? Prychnęłam wręcz na myśl o mojej pierworodnej.
-Chodź, zrobimy to wspólnymi siłami - zaproponował James, a ja, ciekawa co ma na myśli, poszłam za nim.
W międzyczasie chłopak poprosił Chloe, aby zastąpiła nas przy sklepowej radzie. Dziewczyna zrobiła to z uśmiechem, ale nie zapomniała oczywiście posłać w moją stronę zimnego spojrzenia. Czy ona naprawdę myślała, że ja, mając chłopaka, przystawiałabym się do Jamesa, który tak swoją drogą był moim bardzo dobrym kumplem? Czy ona w ogóle wiedziała, że ja mam kogoś, czy żyła jak w tej Afryce, gdzie nic nie wiadomo? Postanowiłam nie zaprzątać sobie głowy zasraną murzynką. Być może stawałam się rasistką, ale miałam to gdzieś. Ta dziewczyna zaczynała mnie naprawdę denerwować. Jestem prawie pewna, że odwróciłabym się i pokazała jej środkowego palca, ale do mojej głowy wdarł się spokojny, głęboki głos Jamesa.
-Kurwa, Skylar, w ogóle mnie nie słuchasz - rzucił, udając obrażonego.
-Przepraszam, po prostu kolejny raz w życiu doszłam do wniosku, że Chloe działa mi na zęby - przyznałam się bez bicia.
-Stary, czy oni przypadkiem ci nie grożą? - zapytał zszokowany Liam, który, jak dopiero teraz spostrzegłam, cały czas się wykręcał, żeby dojrzeć co jest zapisane na kartce papieru.
-Czyli to nie ty? - Will spojrzał na mnie z nadzieją.
-Oczywiście, że to nie ja. Skąd w ogóle przyszło ci to do głowy? Pewnie Lilou albo Vivian nastroiły mamę bojowo.
-Nie musieli przynajmniej wciskać tego żenującego tekstu o seksie - zauważyłam, że na policzkach mojego brata wykwitły małe rumieńce.
-Totalnie nie w porządku z ich strony - rzucił Liam, dzierżąc tym razem kartkę.
Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, zeskoczyłam z blatu i powędrowałam do salonu, gdyż byłam prawie pewna, że tam zostawiłam swój telefon. Faktycznie, mały przedmiot leżał na siedzisku wygodnej kanapy. Byłam wkurzona na pierworodną i miałam zamiar jej wszystko wygarnąć. Czym prędzej wykręciłam do niej numer. Odebrała po kilku sygnałach.
-Halo?
-Wsadź sobie gdzieś to swoje "halo", mamo - warknęłam, nie zważając na konsekwencje.
-Ciebie też miło słyszeć, Skylar - jej ton był wyprany z emocji.
-Mamo, czy ty w ogóle pomyślałaś zanim podrzuciłaś Willowi ten list?! - musiałam, po prostu musiałam się na nią wydrzeć.
-Nie mów do mnie tym tonem! Oczywiście, że pomyślałam! - matka nie pozostawała mi dłużna i częstowała mnie identycznym tonem. No, przynajmniej wreszcie były między nami jakieś emocje i uczucia.
-Przestań mi rozkazywać. Jesteś nieznośna! Ten tekst o seksie też mogłaś sobie darować. Wiesz, jak bardzo go zażenowałaś? Mamo, może jestem tylko rok od niego starsza, ale chłopaki odbierają to trochę inaczej. Takie teksty zachowaj dla jednej ze swoich wspaniałych córek! - z każdym zdaniem mój głos coraz bardziej przypominał syk.
-Rozmawiamy o Willu, a nie o Lilou czy Vivian - przypomniała mi matka.
-Owszem, ale to o dziewczynach wspominają ludzie "te dziwki" . Tak tylko przypominam, że one swój pierwszy raz miały w wieku czternastu lat. Mamo, czternastu, do jasnej cholery! - wydarłam się, bo byłam naprawdę wściekła na moją pierworodną.
-Przestań przeklinać - znowu mnie upominała.
-Wiesz co? Wypchaj się, Will wróci do domu, ale wiedz, że jeżeli się dowiem, że coś jest nie tak to wezmę go z powrotem do siebie. Albo wiesz co? Gadałam z Jace'em. Będzie się starał o opiekę nad nim - teraz naprawdę syczałam.
Nie czekałam na odpowiedź matki, bo najwidoczniej ją zatkało. Rozłączyłam się i rzuciłam telefon z powrotem na jasną kanapę. Nawet nie zauważyłam kiedy w progu pojawił się mój brat i chłopak, którzy patrzyli się na mnie z niemałym szokiem, malującym się na twarzy. Pewnie zastanawiali się, dlaczego tak właściwie wpadłam w taką furię. Cóż, o dziesiątej rano, dwie godziny przed rozpoczęciem pracy byłam dość wybuchowa.
-Dałaś czadu, Sky - wyszeptał zszokowany Will. - Chyba lepiej i tak pójdę się spakować. Jak wrócisz z pracy to już mnie nie będzie. Daj znać Des, żeby wracała - uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco.
Podeszłam do niego i oplotłam go rękami w pasie. Kochałam go. Był moim najlepszym przyjacielem, a ostatnio mieszkaliśmy razem, a ta stara wiedźma chciała to wszystko zepsuć. Gdy chłopak zaczął chichotać, zamknęłam go w mocniejszym uścisku.
-Już, spokojnie - brunet odsunął się ode mnie i spojrzał najpierw na mnie, później na Liama. - Teraz zajmijcie się sobą - wystawił do mnie język.
-Podwieziesz mnie do pracy? - zwróciłam się do Liama, gdy tylko mój brat opuścił salon.
-Pewnie - odparł, podnosząc moją głowę do góry.
Uwielbiałam momenty, w których szatyn patrzył mi głęboko w oczy i dawał mi samym spojrzeniem znać, że wszystko będzie dobrze, że tak naprawdę przy nim już jest wszystko w porządku. Położyłam rękę na jego policzku i zaczęłam badać palcami jego kości policzkowe, na których punkcie miałam świra. Leciutki zarost przyjemnie drapał wnętrze mojej dłoni. Cieszyłam się z naszej relacji. Związek Destiny i Harry'ego był bardzo wybuchowy, pełen kłótni, wzlotów i upadków. Zażyłość Nialla i Demi była zbyt idealna, ja bym się dusiła w takim związku. Liam tymczasem dawał mi wsparcie wtedy, kiedy go potrzebowałam, a w innych chwilach mnie obmacywał i całował. Podobało mi się to, że tak jest. Szatyn, zupełnie jakby czytał mi w myślach, przycisnął ponownie swoje usta do moich i zaczął mnie gładzić delikatnie po plecach. Pewnie spędzilibyśmy na tej czynności cały dzień, ale nie było sensu się oszukiwać. Przede mną rozciągała się perspektywa pięciogodzinnej harówki za marne pieniądze, a wieczorem wszystko miałam mieć wynagrodzone w imprezie. Jasne, pewnie się upiję tak, że nie będę w stanie normalnie funkcjonować.
*
James spoglądał na mnie i śmiał się, gdy widział jak męczę się z rozkładaniem towaru na wyższych półkach. Zaproponował, że może mnie zastąpi w tej niezwykle trudnej czynności, ale ja byłam zbyt uparta by ulec. Poza tym byłam święcie przekonana, że zdołam jednak ułożyć te przeklęte koszulki, jednak prawda okazała się brutalna. Byłam zbyt niska.
-Jestem pieprzonym hobbitem - rzuciłam koszulki na ladę i oparłam się o nią.
Mogę się założyć, że w moich oczach można było dojrzeć świeczki, które niekoniecznie wiązały się z tym, że nie mogłam sobie poradzić z poleconą mi pracą. Wydarzenia całego ranka po prostu zaczynały się już kumulować, jednak postanowiłam, że będę twarda. Kim jest moja matka, żeby doprowadzać mnie do płaczu? Prychnęłam wręcz na myśl o mojej pierworodnej.
-Chodź, zrobimy to wspólnymi siłami - zaproponował James, a ja, ciekawa co ma na myśli, poszłam za nim.
W międzyczasie chłopak poprosił Chloe, aby zastąpiła nas przy sklepowej radzie. Dziewczyna zrobiła to z uśmiechem, ale nie zapomniała oczywiście posłać w moją stronę zimnego spojrzenia. Czy ona naprawdę myślała, że ja, mając chłopaka, przystawiałabym się do Jamesa, który tak swoją drogą był moim bardzo dobrym kumplem? Czy ona w ogóle wiedziała, że ja mam kogoś, czy żyła jak w tej Afryce, gdzie nic nie wiadomo? Postanowiłam nie zaprzątać sobie głowy zasraną murzynką. Być może stawałam się rasistką, ale miałam to gdzieś. Ta dziewczyna zaczynała mnie naprawdę denerwować. Jestem prawie pewna, że odwróciłabym się i pokazała jej środkowego palca, ale do mojej głowy wdarł się spokojny, głęboki głos Jamesa.
-Kurwa, Skylar, w ogóle mnie nie słuchasz - rzucił, udając obrażonego.
-Przepraszam, po prostu kolejny raz w życiu doszłam do wniosku, że Chloe działa mi na zęby - przyznałam się bez bicia.
-Nie tylko tobie - chłopak uśmiechnął się pokrzepiająco. Tak, znalazłam w tych słowach jakieś pocieszenie, że mój kumpel nie wpakuje się w bagno.
James przykucnął i nakazał mi usiąść mu na ramionach. Po co było brać drabinę skoro mogliśmy zacząć się wygłupiać? To nam szło najlepiej. Podejrzewam, że dostaniemy od szefa upomnienie, jeżeli nas zobaczy, albo jeżeli KTOŚ podkabluje, bo przecież po co się zachowywać jak dorosły człowiek? Chłopak był naprawdę silny i zwinny i szybko lawirował od blatu do półek, a w międzyczasie jeszcze udało mu się kucnąć bo towar, który leżał na ziemi cały czas trzymając mnie na ramionach. W sumie to byłam pod wrażeniem, ale postanowiłam zachwycić się tym później w przyjemnym smsie niż teraz, gdy śledził nas wzrok ciemnoskórej Chloe. Nawet nie zorientowałam się jak długo dziewczyna chrząkała nam za plecami. Odwróciliśmy się w jej stronę i pewnie bym powiedziała jej kilka niemiłych snów, gdyby nie to, że za nią stał Liam. James szybko mnie z siebie ściągnął i chciał odejść, ale przytrzymałam delikatnie jego, opinającą tors, koszulkę. Zostań chociaż na początek, błagałam w myślach. To musiało tak głupio wyglądać, gdy Liam wszedł do sklepu a ja siedziałam okrakiem praktycznie na głowie atrakcyjnego kolesia.
-Liam! Co ty tu robisz? - zaczęłam może zbyt radośnie.
-Przyjechałem cię odebrać, zapomniałaś? - na jego twarzy i tak wykwitł uśmiech. - Już siedemnasta - pokazał na zegar, który wisiał nad ladą, zza której wystawała ciekawska głowa naszej innej koleżanki z pracy, Samanthy.
-No tak, zupełnie straciłam poczucie czasu - udałam, że otrzepuję spodnie, gdy zauważyłam ponaglające spojrzenie Liama. - James, to Liam, mój chłopak. Liam, to jest James. Kolega - przedstawiłam ich sobie. Chłopcy podali sobie ręce i wymienili krótkie uprzejmości, na których niezbyt mi się chciało skupiać. Ja w międzyczasie poszłam po moją torebkę na zaplecze i już po pięciu minutach stałam koło szatyna i żegnałam się z ekipą. W drodze do zaparkowanego auta, chłopak chwycił moją dłoń. Chwilunia, czy mi się tylko zdawało, czy on faktycznie nie był na mnie zły? Podjęłam temat w samochodzie.
-Nie jesteś na mnie zły?
-O co? Istnieją tylko dwie osoby, na które siadasz okrakiem. Pierwszą jestem ja, a drugą przed chwilą poznałem i wiesz co? Całkiem równy koleś - przy mniej więcej trzecim zdaniu myślałam, że wsadziłam moją twarz w ognisko, albo do pieca.
-Z tym siadaniem okrakiem to głupio zabrzmiało - mruknęłam, spuszczając głowę.
-Usiądziesz na nim tak jak na mnie dopiero jak umrę - poczułam, że szatyn przybliża się do mnie. - Albo nie, mam pomysł. Nie zrobisz tego nigdy - drugą część wypowiedzi chłopak wyszeptał, po czym złożył za moim uchem kilka pocałunków, kończąc swoją czynność, przygryzieniem płatka mojego ucha. Potem bez słowa po prostu ruszył przed siebie.
*
Impreza trwała w najlepsze. Okazało się, że Niall ma całkiem rozrywkowych znajomych, a nie tak snobistycznych jak wyobrażałam to sobie wspólnie z Destiny. Ba, rozrywkowych to mało powiedziane. Alkohol lał się, podejrzewam, litrami. Pety po papierosach były w praktycznie każdym zakamarku pokaźnego apartamentu, który należał do jakiejś koleżanki Nialla, chyba modelki. A narkotyki? Narkotyki w tym świecie były chlebem powszednim. Śmiałam się głośno, gdy trzymając się z Des za ręce wciągałyśmy chyba już trzecią kreskę jakiegoś narkotyku. Liam i Niall nie byli aż tak rozrywkowi i postanowili zabawić rozmową grupkę jakiś kolesi. Harry mierzył nas na początku z naprzeciwka wzrokiem, ale na ostatnią kolejkę i on się przyłączył. Narkotyk nie zrobił na nim żadnego wrażenia, więc chłopak wstał i powędrował w stronę Demi, która tym razem postanowiła pozostać całkiem trzeźwa, bo źle się czuła. No, prawie całkiem trzeźwa. Widziałam jak sączyła drinki jeden po drugim.
-Ej! Sky i Des, mogę się założyć, że nie pocałujecie się z języczkiem! - jakaś dziewczyna, imieniem chyba Zoey wykrzyczała to na przekór muzyce. W jej tonie można było wyczuć nieme wyzwanie.
Destiny spojrzała na nią skołowana.
-Pierdol się, laska! - wywrzeszczała i przetoczyła się bliżej mnie, po czym przycisnęła swoje usta do moich.
Pewnie by mi to przeszkadzało, ale w tamtym momencie odwzajemniłam pocałunek. Przerwałyśmy sobie dopiero wtedy, gdy usłyszałyśmy stanowcze "DOŚĆ". Podniosłyśmy obydwie wzrok tylko po to, żeby ujrzeć rozwścieczone, zielone spojrzenie. Chłopak chwycił Destiny za łokieć i wyciągnął ją w głąb mieszkania. Impreza dopiero się rozkręca, pomyślałam idąc w stronę Liama i kołysząc biodrami.
James przykucnął i nakazał mi usiąść mu na ramionach. Po co było brać drabinę skoro mogliśmy zacząć się wygłupiać? To nam szło najlepiej. Podejrzewam, że dostaniemy od szefa upomnienie, jeżeli nas zobaczy, albo jeżeli KTOŚ podkabluje, bo przecież po co się zachowywać jak dorosły człowiek? Chłopak był naprawdę silny i zwinny i szybko lawirował od blatu do półek, a w międzyczasie jeszcze udało mu się kucnąć bo towar, który leżał na ziemi cały czas trzymając mnie na ramionach. W sumie to byłam pod wrażeniem, ale postanowiłam zachwycić się tym później w przyjemnym smsie niż teraz, gdy śledził nas wzrok ciemnoskórej Chloe. Nawet nie zorientowałam się jak długo dziewczyna chrząkała nam za plecami. Odwróciliśmy się w jej stronę i pewnie bym powiedziała jej kilka niemiłych snów, gdyby nie to, że za nią stał Liam. James szybko mnie z siebie ściągnął i chciał odejść, ale przytrzymałam delikatnie jego, opinającą tors, koszulkę. Zostań chociaż na początek, błagałam w myślach. To musiało tak głupio wyglądać, gdy Liam wszedł do sklepu a ja siedziałam okrakiem praktycznie na głowie atrakcyjnego kolesia.
-Liam! Co ty tu robisz? - zaczęłam może zbyt radośnie.
-Przyjechałem cię odebrać, zapomniałaś? - na jego twarzy i tak wykwitł uśmiech. - Już siedemnasta - pokazał na zegar, który wisiał nad ladą, zza której wystawała ciekawska głowa naszej innej koleżanki z pracy, Samanthy.
-No tak, zupełnie straciłam poczucie czasu - udałam, że otrzepuję spodnie, gdy zauważyłam ponaglające spojrzenie Liama. - James, to Liam, mój chłopak. Liam, to jest James. Kolega - przedstawiłam ich sobie. Chłopcy podali sobie ręce i wymienili krótkie uprzejmości, na których niezbyt mi się chciało skupiać. Ja w międzyczasie poszłam po moją torebkę na zaplecze i już po pięciu minutach stałam koło szatyna i żegnałam się z ekipą. W drodze do zaparkowanego auta, chłopak chwycił moją dłoń. Chwilunia, czy mi się tylko zdawało, czy on faktycznie nie był na mnie zły? Podjęłam temat w samochodzie.
-Nie jesteś na mnie zły?
-O co? Istnieją tylko dwie osoby, na które siadasz okrakiem. Pierwszą jestem ja, a drugą przed chwilą poznałem i wiesz co? Całkiem równy koleś - przy mniej więcej trzecim zdaniu myślałam, że wsadziłam moją twarz w ognisko, albo do pieca.
-Z tym siadaniem okrakiem to głupio zabrzmiało - mruknęłam, spuszczając głowę.
-Usiądziesz na nim tak jak na mnie dopiero jak umrę - poczułam, że szatyn przybliża się do mnie. - Albo nie, mam pomysł. Nie zrobisz tego nigdy - drugą część wypowiedzi chłopak wyszeptał, po czym złożył za moim uchem kilka pocałunków, kończąc swoją czynność, przygryzieniem płatka mojego ucha. Potem bez słowa po prostu ruszył przed siebie.
*
Impreza trwała w najlepsze. Okazało się, że Niall ma całkiem rozrywkowych znajomych, a nie tak snobistycznych jak wyobrażałam to sobie wspólnie z Destiny. Ba, rozrywkowych to mało powiedziane. Alkohol lał się, podejrzewam, litrami. Pety po papierosach były w praktycznie każdym zakamarku pokaźnego apartamentu, który należał do jakiejś koleżanki Nialla, chyba modelki. A narkotyki? Narkotyki w tym świecie były chlebem powszednim. Śmiałam się głośno, gdy trzymając się z Des za ręce wciągałyśmy chyba już trzecią kreskę jakiegoś narkotyku. Liam i Niall nie byli aż tak rozrywkowi i postanowili zabawić rozmową grupkę jakiś kolesi. Harry mierzył nas na początku z naprzeciwka wzrokiem, ale na ostatnią kolejkę i on się przyłączył. Narkotyk nie zrobił na nim żadnego wrażenia, więc chłopak wstał i powędrował w stronę Demi, która tym razem postanowiła pozostać całkiem trzeźwa, bo źle się czuła. No, prawie całkiem trzeźwa. Widziałam jak sączyła drinki jeden po drugim.
-Ej! Sky i Des, mogę się założyć, że nie pocałujecie się z języczkiem! - jakaś dziewczyna, imieniem chyba Zoey wykrzyczała to na przekór muzyce. W jej tonie można było wyczuć nieme wyzwanie.
Destiny spojrzała na nią skołowana.
-Pierdol się, laska! - wywrzeszczała i przetoczyła się bliżej mnie, po czym przycisnęła swoje usta do moich.
Pewnie by mi to przeszkadzało, ale w tamtym momencie odwzajemniłam pocałunek. Przerwałyśmy sobie dopiero wtedy, gdy usłyszałyśmy stanowcze "DOŚĆ". Podniosłyśmy obydwie wzrok tylko po to, żeby ujrzeć rozwścieczone, zielone spojrzenie. Chłopak chwycił Destiny za łokieć i wyciągnął ją w głąb mieszkania. Impreza dopiero się rozkręca, pomyślałam idąc w stronę Liama i kołysząc biodrami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz