piątek, 3 stycznia 2014

Chapter XX

~Skylar~
11.08.2013r.
Nasze życie przeskoczyło ostatnio na spokojny tor. Każda z nas była w szczęśliwym, udanym związku. No, może z wyjątkiem Des. W takim przekonaniu żyłam od ostatniej większej imprezy. Siedziałam w kuchni, jedząc sucharki i czytając najświeższe wydanie New York Timesa, gdy do pomieszczenia weszła zaspana Destiny. Jej oczy były podkrążone, a sam sposób chodzenia dziewczyny alarmował o tym, że stało się coś złego.
-Wszystko w porządku? - zagaiłam, ganiąc się w myślach za to, że nie wpadłam na coś mądrzejszego.
-Tak, przecież gdyby coś się działo to bym ci powiedziała - ledwie dostrzegalny uśmiech, wpływający na twarz mojej przyjaciółki był najlepszym dowodem na to, że jednak nic się nie działo.
Chciałam coś jeszcze dopowiedzieć, ale zupełnie mi z głowy wypadło co, gdy ujrzałam na kciuku Destiny jakiś mały pierścionek, którego, mogłabym przysiąc, wcześniej tam nie było. Wstałam, żeby wyrzucić papierek po sucharkach do kosza i nalałam sobie szklankę mleka. Moja przyjaciółka opierała się o kuchenny blat, beznamiętnie mieszając jogurt z jakimś musli. Miałam doskonałą okazję, żeby bliżej się przyjrzeć przedmiotowi, w którego posiadanie weszła brunetka. Mała obrączka z wygrawerowanym 'Peace'. Gdzieś już to widziałam, ale nie miałam pojęcia gdzie.
-Super pierścionek! Skąd go masz? - sięgnęłam po rękę przyjaciółki, aby dokonać oględzin jej kciuka.
Dziewczyna w mgnieniu oka przybrała kolor purpury. Harry.
-O cholera - szepnęłam, bo na inny ton nie było mnie stać.
-No właśnie, sama nie wiem w co się pakuję - moja przyjaciółka jęknęła.
-Ja tego tym bardziej nie wiem. No ale skoro padło na niego to musi mieć jakieś zalety, nie? - próbowałam ją jakoś pocieszyć. Może nawet rozbawić?
-Jego mięśnie to chyba jego największa zaleta - Destiny się w końcu zaśmiała, a niezdrowy kolor opuścił jej twarz.
Więcej nie zdążyłyśmy pogadać, bo tymczasem Demi postanowiła powrócić do żywych. Wyglądała prześlicznie. W bluzce z nadrukowaną twarzą Króla Popu, obciśniętych dżinsach, stylowym płaszczyku i butach na wysokim obcasie prezentowała się naprawdę zniewalająco. Tylko dlaczego była już ubrana?
-A ty co tak oficjalnie do nas? - Destiny podniosła głowę znad upierdliwego musli.
-Idziemy z Niallem na lunch, później na jakieś zakupy chyba - powiedziała Dems, pocałowała obydwie w policzek, upiła łyk mojego mleka, które stało samotnie na blacie i praktycznie wybiegła z kuchni po otrzymaniu tajemniczego smsa.
-Cześć Dems! - krzyknęłam za nią z nadzieją, że usłyszy.
-Pa, bardzo was kocham - odpowiedziała, powracając do kuchni i zaglądając przez framugę.
Po tym usłyszałyśmy tylko trzask drzwi.
*
Od rana miałam nadzieję, że przestanie kropić ten cholerny deszcz. Moje wewnętrzne modlitwy nie poszły jednak na marne bo koło godziny szesnastej przestało na dobre padać, a nad Nowym Jorkiem pojawiło się słońce, które przyjemnie grzało. Chciałam, żeby przestało padać, ktoś zapyta? No tak, Liam zaprosił mnie na jakąś randkę i prosił, żebym się cieplej ubrała. Mogłam tylko snuć domysły na temat tego, gdzie pójdziemy, ale byłam w stu procentach pewna, że spędzimy cały wieczór na otwartej przestrzeni. Inaczej chłopak nie prosiłby mnie, żebym pamiętała o ciepłej odzieży. Cały dzień czułam przyjemne mrowienie u dołu brzucha. Destiny coś wspomniała, że to są motyle w brzuchu i zaczęła się ze mnie naśmiewać, ale dostała wtedy w twarz poduszką i przestała się ze mnie nabijać. Długo stałam nad szafą, myśląc w co mogłabym się ubrać, ale w końcu, około pół godziny przed przyjazdem Liama stwierdziłam z płaczem, że nie mam zupełnie nic. Wtedy Des, która wcześniej tylko obserwowała mnie z mojego parapetu, poradziła, żebym ubrała się przede wszystkim wygodnie, bo czas na robienie szału jeszcze będę mieć. Posłuchałam rady przyjaciółki i koniec końców ubrałam się w jasny sweter, spodnie boyfriendy, buty creepersy i do tego dorzuciłam tylko czarne beanie. Na początku miałam iść w rozpuszczonych włosach, ale później się okazało, że uczesana w luźnego warkocza, nie będę wyglądać debilnie do tejże czapki. Byłam przekonana, że Liam przyjechał sam, dopóki, na dwie minuty przed tym jak dostałam od niego smsa, że już jest, do naszych drzwi nie zapukał Harry. Okazało się, że Harry i Destiny planują sobie równie miły wieczór jak ja i szatyn. W myślach już zacierałam ręce, zaśmiewając się z Des, gdy przypomniało mi się jak bardzo rano była czerwona, gdy tylko wspomniałam o Panu Złym. Mimo wszystko postanowiłam, że wypomnę jej wszystko później, gdy moja głowa nie będzie tylko wirowała na myśl o tym, że zaraz zobaczę się z Liamem. Pożegnałam się z żegnającymi mnie w przedpokoju Harry'm i Destiny i już po kilku minutach siedziałam na siedzeniu pasażera w samochodzie szatyna, który obejmował mnie czule. Podłokietnik wbijał mi się boleśnie w brzuch, ale nie miałam głowy do tego, żeby zmieniać swoje położenie. Pocałowałam chłopaka w policzek.
-Cześć, mała - mruknął mi do ucha tak, że aż przeszedł mnie dreszcz.
Nie byłam w stanie nic odpowiedzieć. Były momenty, kiedy potrafiłam go traktować jak najlepszego kumpla, ale bywały też takie jak tamten, kiedy po prostu siedziałam w murowana, patrzyłam się na niego i nie rozumiałam dlaczego akurat ja mam to szczęście. Rzuciłam chłopakowi uśmiech i kiwnęłam głową. Nie czekał nawet na odpowiedź, bo chyba wiedział jak na mnie działa. Znów bez słowa, tak jak zawsze, ruszył przed siebie, nie puszczając jednak mojej ręki. Drogi w Nowym Jorku były tak zapchane, że w którymś momencie chłopak, znudzony najwidoczniej ciągłym obracaniem moich palców, postanowił przenieść swoją dłoń na moje kolano. Ja zamiast strącić rękę kolesia, z którym byłam dopiero od miesiąca to jak cholerna entuzjastka odebrałam ten gest. Przymknęłam powieki i odwróciłam głowę w stronę kierowcy.
-Co u Willa? - Liam był chyba zaniepokojony, że zanim dojedziemy na miejsce to usnę.
-Chyba wszystko w porządku. Przynajmniej mi się nie skarżył na rodziców - odpowiedziała, uchylając powieki.
-Straszny kwas wyszedł z waszymi starszymi - szatyn powiedział coś, co było oczywiste.
-Mogli sobie chociaż darować ten durny list i przyjść jak cywilizowani ludzie odebrać swojego syna - obruszyłam się.
-Will bardzo cię kocha, wiesz? - ni stąd ni zowąd Liam wysunął mi przed nos takie wyznanie.
To było oczywiste, wiedziałam to od zawsze, ale usłyszeć to od osoby trzeciej? Liam to zauważył, czy mój brat po prostu mu to powiedział? Raczej wierzyłam w pierwszą wersję, ponieważ znałam Willa i wiedziałam, że nie jest to zbyt wylewna osoba.
-Przynajmniej on - zaśmiałam się, na początku myślałam, że tylko w duchu, ale potem się okazało, że nie tylko.
-Nieprawda - szatyn skorzystał z okazji, że zapaliło się czerwone światło i przechylił się nad podłokietnikiem, żeby mnie pocałować.
Dobra, teraz na sto procent byłam pewna, że to w dole brzucha to były motyle. Miałam wrażenie, że zaraz zacznę się śmiać, tak bardzo wręcz łaskotał mnie brzuch. Czy on przed chwilą powiedział, że mnie kocha? A może powiedział tak, bo zrobiło mu się mnie szkoda? Tyle pytań, a tak mało czasu na zdobywanie odpowiedzi.
*
-Spójrz tam. Widzisz? - Liam wyciągnął rękę przed siebie.
Takiego miejsca na randkę się nie spodziewałam. Naszym miejscem docelowym okazał się po prostu wieżowiec chłopaków, z tymże nie znajdowaliśmy się w środku, a na dachu budynku. Leżeliśmy na dwóch kocach i w ogóle nie przeszkadzało nam to, że pod nami znajduje się zimny beton. Z początku trzymaliśmy się tylko za ręce, ale teraz, gdy zbliżała się już północ, leżałam wtulona w Liama, z głową ułożoną na wyciągniętym, umięśnionym ramieniu chłopaka, który właśnie wskazywał mi jakiś gwiazdozbiór.
-Widzę, ale za cholerę nie wiem co to - mruknęłam i poczułam jak szatynem wstrząsa dreszcz spowodowany tym, że się zaśmiał.
-To jest Wielki Wóz - wytłumaczył.
Skąd on to w ogóle wiedział?
-Aha, no tak. Faktycznie nam o tym kiedyś w szkole opowiadali - potwierdziłam i poczułam jak na moją twarz wpływa rumieniec.
Po tym wieczorze wiedziałam, że jestem zdecydowanie za mało inteligentna dla tego wspaniałego, przystojnego, doskonale zbudowanego, miłego i niesamowicie mądrego gościa. Pomyślałam o tym dokładnie w momencie, gdy głowa szatyna odwróciła się w moją stronę. Liam zmarszczył zabawnie czoło.
-O czym myślisz? - zapytał.
Skąd on brał tego wieczora te pytania?
-O nas - przyznałam.
Poza tamtymi sprawami, myślałam też o tym, czy on rzeczywiście mnie kocha.
-O nas - powtórzył. - To znaczy?
Poczułam jak na moją twarz ponownie wpływa rumieniec. Nie wiedziałam, czy ja chcę o tym mówić, ani czy Liam chciałby to usłyszeć. Pewnie się ośmieszę.
-Zastanawiałam się o tym, co powiedziałeś w samochodzie - zaczęłam dość niepewnie, przyciszając z każdym słowem głos.
-Wybacz, ale dziś mój mózg nie pracuje na najwyższych obrotach - cholera, to jeśli to nie były najwyższe obroty to ja dziękuję!
-Gdy powiedziałam, że tylko Will mnie kocha - na więcej mnie nie było stać.
W głębi ducha liczyłam, że Liam będzie na tyle błyskotliwy, że sam się domyśli o co mi chodzi. W moim sercu pojawiły się jednocześnie ulga i niezdecydowanie, gdy zauważyłam w oczach szatyna rozpoznanie sprawy.
-Skylar Avery George - zaczął, wstając z miejsca. - Myślałem, że moje uczucia do ciebie są oczywiste, ale jeżeli potrzebujesz zapewnienia to go dostaniesz - również wstałam z betonu. - Nie ma innej osoby, która jest dla mnie tak ważna jak ty. O nikogo innego nie chciałbym dbać teraz, jutro i w każdy kolejny dzień mojego totalnie nudnego życia - Liam przerwał na chwilę, zaniepokojony tym, że w moich oczach pojawiły się łzy. Ujął moją twarz w swoje ciepłe dłonie. - Kocham cię jak wariat, Sky.
Nie wytrzymałam już dłużej. Ponad dwa lata nie mogłam pozbierać się po moim ostatnim związku i jeżeli to by się kiedykolwiek skończyło to moje serce pękłoby na miliony kawałeczków, ale kto o to dbał? Byłam szczęśliwa wtedy, tam, z nim. Nic innego się nie liczyło. Nie obchodziły mnie moje problemy rodzinne, ani te na płaszczyźnie Skylar-znajomi. Wszystko mogło pójść się chrzanić. Objęłam Liama w pasie, bo obawiałam się, że nie dam rady podnieść rąk na wysokość jego ramion. Chłopak wtulił swoją twarz w moje włosy i zaczął głęboko oddychać tak, jakby chciał zapamiętać na zawsze ich zapach. Niechętnie się od niego odsunęłam na odległość kilkunastu centymetrów. Nasze czoła się zetknęły.
-Ja też cię kocham, Liam - szepnęłam chwilę przed tym jak nasze usta się zetknęły.
*
-Zostaniesz u mnie na noc? - poprosiłam, chwytając dłoń Liama tak, jakby to od niej zależało moje życie.
-Skoro tego chcesz to nie ma sprawy - odparł, uwalniając się z mojego uścisku i wysiadając z samochodu.
Poszłam w jego ślady. Weszliśmy do budynku objęci w pasie. Szybkim krokiem zmierzyliśmy do windy, nie chcąc tracić cennego czasu na przebywanie wśród zwykłych, szarych ludzi. Nasza historia była barwna, inna niż wszystkie inne. Od jakiegoś czasu drażniło mnie uczucie, że coś jest nie tak, ale poniesiona chwilową euforią, pozwoliłam odpłynąć utrapieniom. Wchodząc na nasze piętro zauważyłam, że drzwi od domu są uchylone. Coś było bardzo nie tak. Chciałam wbiec do domu, ale Liam, najwyżej zaalarmowany tym samym faktem, co ja, nie pozwolił mi iść pierwszej i sam ruszył przodem. Cały czas, trzymałam go za dłoń. Nie chciałam, żeby coś nas rozdzieliło.
-O do chuja - usłyszałam jęk szatyna chwilę przed tym, jak pobiegł do salonu, w którym leżał nieprzytomny Harry.
Nasze całe mieszkanie zastaliśmy w opłakanym stanie. Porozrzucane poduszki, ubrania, pościel, wszystkie szafki otwarte. Poszłam w ślad za szatynem i to co ujrzałam nigdy później nie było moim ulubionym wspomnieniem. Harry, ubrany w biały, opięty podkoszulek, leżał cały umazany krwią na podłodze w salonie. Czy była to jego krew? No, to było na pewno trudno stwierdzić. Chłopak miał kilka rozcięć tu i ówdzie, ale nic nie wskazywało na to, żeby to on tak poważnie się wykrwawił. Żołądek niemal podszedł mi do gardła, gdy pomyślałam o czymś bardzo istotnym.
-Destiny - wyszeptałam ze łzami w oczach, wycofując się z salonu i niemal upadając, gdy potknęłam się o jedną z rzeczy.
Liam wstał od nieprzytomnego Harry'ego i w dwóch susach pokonał dzielącą nas odległość.
-Kochanie, nie panikuj. Idź ją znajdź. Wszystko będzie w porządku - pocałował mnie i wrócił, aby zająć się Panem Złym.
Wybiegłam czym prędzej z pomieszczenia w poszukiwaniu mojej najlepszej przyjaciółki. Myśl, że coś mogło się jej stać była nie do przyjęcia. Kuchnia, łazienki, sypialnia Dems, moja, na końcu sypialnia samej Des. Nigdzie jej nie było. Zaczynałam poważnie panikować, gdy przypomniałam sobie o jednym, ważnym miejscu. Czym prędzej przebiegłam do mojego pokoju, otworzyłam okno i wydostałam się na schody ewakuacyjne. Rozejrzałam się wokół. Nigdzie jej nie było. Byłam bliska płaczu, gdy usłyszałam pociąganie nosem, dochodzące z góry. Pognałam schodami w górę i tam ją znalazłam. Cała zapłakana, potargana, z paroma zarysowaniami na twarzy i porwanymi ubraniami.
-Destiny! - wykrzyknęłam z ulgą.
Była w złym stanie. Może nie tak złym, ale na pewno lepszym niż Harry. W dodatku nic się jej nie stało. Było prawie idealnie, gdyby nie to, że obydwie ryczałyśmy w najlepsze, półleżąc na schodach ewakuacyjnych. Obejmowałyśmy się kurczowo tak, jakbyśmy nie chciały, żeby którakolwiek gdzieś sobie poszła. Pogłaskałam ją po głowie.
-Powiesz mi, skarbie, co się stało? - zachęciłam, starając się wyglądać jak pani psycholog z filmów, ale sama z trudem powstrzymywałam łzy.
Zamiast odpowiedzi otrzymałam ciche chlipnięcie.
-Jak nie chcesz to nie mów, ale musimy zejść na dół - chwyciłam jej dłoń.
-Niee - jęk wydobył się z ust dziewczyny ochrypły, zniekształcony.
-Tam jest już bezpiecznie. Liam zajął się Harry'm. Wszystko będzie w porządku - powtórzyłam słowa Liama, starając się zabrzmieć tak jak chłopak.
Dziewczyna w końcu podniosła się i chwyciła moją dłoń. Ani mi się śniło ją puszczać, nie w takim momencie. Zeszłyśmy powolnie po schodach, a później przeszłyśmy oknem, przez parapet do mojego pokoju. Usłyszałam cichy głos Liama, dochodzący z innego pomieszczenia. Przyspieszyłyśmy kroku, żeby zobaczyć, co robi chłopak. Zastałyśmy go siedzącego nad Harry'm, który już jednak był zupełnie przytomny. Gdy ujrzał, w jak opłakanym stanie znajduje się Destiny, poderwał się z podłogi. Przed wybiegnięciem z domu, zawarczał tylko:
-Zabiję skurwysyna - i tyle go widzieliśmy.
Moja przyjaciółka wybuchła donośnym płaczem, ale nie była w stanie nawet go zawołać z powrotem. Liam podszedł do nas i pomógł mi posadzić Destiny na kanapie. Dziewczyna cała drżała.
-Zabieram was dzisiaj do siebie. Dam tylko znać Demi, żeby tu nie wracała.
*
-Na pewno niczego ci już nie potrzeba? - Demi zapytała po raz ostatni, głaszcząc usypiającą Destiny po głowie. Wyglądały jak matka i córka.
Destiny pokręciła głową i odwróciła się do nas plecami. Wiedziałam, że jest nam wdzięczna, ale była w zbyt dużym szoku, żeby cokolwiek nam powiedzieć. Ułożyliśmy ją w łóżku Harry'ego, bo w żadnym innym nie chciała leżeć i pozostawiliśmy samej sobie niedługo po drugiej w nocy.
-Wiesz co się stało? - szepnęła przejęta Demi, gdy tylko zamknęłyśmy za sobą drzwi do sypialni Pana Złego.
-Od kiedy ją znalazłam na schodach ewakuacyjnych wyjęczała tylko "Niee". Poza tym nic się nie odzywa - wyznałam.
-Dajmy jej trochę czasu, jest w szoku - dobiegł nas głos Nialla, który stał po drugiej stronie korytarza.
-Masz rację - przytaknęła Demi i powędrowała w otwarte ramiona blondyna.
-Dobranoc - pożegnałam się z nimi, a oni mi odpowiedzieli.
Gdy weszłam do pokoju, Liam nadal nie spał.
-Czekałem na ciebie. Wszystko z nią w porządku? - zaczął rozmowę, gdy ja się przebierałam w przygotowane przez chłopaka specjalnie dla mnie ubrania.
Podejrzewałam, że chwilowo zamieszkamy z chłopakami, ale zabraliśmy ze sobą tylko kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Po resztę wrócimy, rankiem.
-Myślę, że czułaby się lepiej, gdyby Harry przy niej był - podzieliłam się swoją opinią, gdy układałam się na otwartym ramieniu szatyna.
Pachniał miętą i czymś jeszcze, ale trudno mi określić czym. Czy był to zapach strachu, adrenaliny, czy po prostu, najzwyczajniej w świecie mężczyzny? Jego silne ramię było dla mnie zapewnieniem, że wszystko będzie dobrze. Unosząca się i opadająca w miarowym tempie klatka piersiowa stanowiła dla mnie dowód, że można to jeszcze ustabilizować.
-On nadal nie odbiera - wyznał Liam, wskazując na telefon, który wyjątkowo trzymał w dłoni, zamiast położyć na szafce nocnej.
-Boję się o niego - przyznałam, bo nie było sensu ukrywać, że tak czy inaczej Harry stał się również częścią mojego życia. Każdej z nas.
-Ja też, nawet nie wiesz jak - szatyn przygryzł wargę, po czym ucałował mnie w czoło na dobranoc.
Musieliśmy czekać na wieści od Harry'ego oraz pojechać na policję, gdy tylko Destiny zacznie mówić. Musieliśmy czekać na to, co przyniesie przyszłość, a mogła przynieść przecież wszystko. Zarówno każde szczęście jak i każde możliwe gówno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz