sobota, 11 stycznia 2014

Chapter XXII

~Skylar~
13.08.2013r.
Obudziłam się koło godziny szóstej i tak od tamtej pory nie mogłam już zmrużyć oka. Po piętnastu minutach bezsenności postanowiłam wpatrywać się w smacznie śpiącego Liama. Chłopak wyglądał tak spokojnie podczas snu, że z wyrazu jego twarzy nie można było wyczytać, czy coś złego się ostatnio działo. Jego naga klatka piersiowa unosiła się i opadała w spokojnym, równomiernym tempie. Oczy nie były zaciśnięte, usta lekko uchylone, twarz jak u małego dziecka. Patrzenie na niego sprawiało mi ogromną przyjemność i gdzieś tam w głębi ducha zaczęłam wierzyć, że będzie lepiej mimo tego, że Harry nadal nie dawał znaku życia. Wszyscy wiedzieliśmy, że Pan Zły jest najbardziej samodzielny z nas wszystkich i najlepiej potrafiłby poradzić sobie w ciężkiej sytuacji, ale tym razem było inaczej. Każdy z nas chciał byś przy Stylesie, żeby jakoś mu pomóc, doradzić, a pewnie tą, która chciała tego najbardziej była Destiny. Dziewczyna długo wzbraniała się przed uczuciem do Pana Złego, ale w zaistniałej sytuacji Des była w ciągłym dołku i na okrągło trzymała telefon w dłoniach, co chwilę sprawdzający, czy aby tylko nie dostała odpowiedzi od chłopaka. Było mi jej szkoda, bo wiedziałam jak bardzo wszystko przeżywa wewnątrz siebie. Zbliżała się godzina ósma, gdy postanowiłam, że zejdę na dół i rozejrzę się po domu. Nie bez powodu coś nie pozwoliło mi spać. Wstałam z łóżka i cicho opuściłam pokój Liama. Już wychodząc z pomieszczenia wiedziałam, byłam pewna, że coś jest nie tak jak powinno być. Zeszłam cicho po schodach, tak w razie jakiegoś wypadku. Salon był w idealnym stanie, więc postanowiłam rozejrzeć się po kuchni, ale tam również niczego nie dostrzegłam. Może zaczyna mnie mylić intuicja? Mimo wszystko wróciłam się na górę, żeby zajrzeć do Destiny, bo to przecież jej chciał wróg Harry'ego. Koleś nie chciał naszych rzeczy prywatnych, nas, czy czegokolwiek innego, chciał naszą przyjaciółkę i dziewczynę. Zapukałam cicho do drzwi i gdy nie dostałam odpowiedzi, zaczęłam panikować. Postanowiłam więc wparować bez ostrzeżenie. Okazało się, że Destiny jest cała i zdrowa tyle, że za ścianą, w łazience, skąd dobiegał moich uszu cichy szmer wody. Zaniepokoiła mnie jednak porozrzucana odzież mojej przyjaciółki i jakaś tajemnicza paczka na łóżku. Pomyślałam jednak, że poczekam aż dziewczyna wyjdzie z łazienki i zapytam ją o to. Usiadłam na łóżku Harry'ego i zaczęłam lustrować swoje nagie stopy. Nie czekałam długo, najwyżej dziesięć minut. Przyjaciółka otworzyła drzwi owinięta ręcznikiem. Miała podkrążone oczy, ale przynajmniej nie były już napuchnięte, co znaczyło mniej więcej tyle, że Destiny przestała się użalać, a zaczęła myśleć.
-Postanowiłaś mnie odwiedzić? - zapytała beznamiętnie.
-Nie mogłam spać i chciałam zobaczyć jak się czujesz, ale zauważyłam to - wzięłam tajemniczą paczkę w dłonie i podałam ją zszokowanej przyjaciółce.
-Gdy wychodziłam się myć, to gówno tu nie leżało - przyznała rozpakowując złoty papier.
W momencie, gdy Destiny odrzuciła na bok złoty papier i otworzyła znajdujące się pod nim płaskie pudełko, naszym oczom ukazała się dość skąpa, czerwona bielizna. Do niej przyczepiony agrafką był mały liścik, na którym widniało drobne, pochyłe, ale czytelne pismo.

"Załóż to dla mnie dzisiaj wieczorem. Idź do Central Parku o 20:00 i nie zabieraj nikogo ze sobą"

Kartka niemal wypadła jej z dłoni, więc postanowiłam, że sama ją stamtąd zabiorę i zapoznam się z jej treścią. Byłam w szoku, ale nie chciałam milczeć. Istniało tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi.
-Jak sobie pomyślę, że ktoś był tutaj, gdy ja za ścianą się myłam to aż chce mi się rzygać.
-Jakiś obleśny idiota - mruknęłam, ale gdzieś w głębi ducha wiedziałam, że jest z nami źle.
-Nie pójdę tam. Harry jest bezpieczny, więc po prostu nie pójdę - uparła się Destiny.
-Nie masz pewności, że Harry jest bezpieczny - szepnęłam, bo przecież nie wiedzieliśmy, gdzie znajduje się Pan Zły.
-Czułabym, gdyby coś było nie tak - jej głos zaczął się załamywać, więc tylko odchrząknęła i rzuciła paczkę na łóżko.
-Pójdę zrobić śniadanie.
-Dziękuję - usłyszałam, zamykając drzwi.
*
Ja, Destiny i Niall siedzieliśmy przy kuchennym stole, jedząc tosty, a Liam znowu zaparzał sobie kawę i jadł bagietkę, gdy do pomieszczenia weszła zaspana Demi. Nikt nie był w nastroju do rzucania żartów, ale po mojej głowie gdzieś krążyły złośliwe uwagi na temat pracowitej nocy w wykonaniu Dems i blondyna. Nie wiem czy oni byli głupi, czy co, ale chyba uważali, że nie słychać tych jęków i głębokich oddechów zza ściany. Łazienka Liama była jednak na tyle wadliwa, że w momencie, gdy zakręcało się wodę pod prysznicem, albo robiło się cokolwiek innego, byleby niehałaśliwego, słychać było wszystko. No, przynajmniej wszyscy mogliśmy być pewni tego, że tamtej dwójce się powodzi. Ja i Liam jeszcze nie czuliśmy potrzeby uprawiania seksu, a Destiny chwilowo nie miała z kim tego robić, a co działo się wcześniej między nią a Panem Złym to wiedzieli tylko oni. Nikt nie chciał wnikać w relacje między tą dwójką, bo był to związek co najmniej dziwny i wybuchowy.
-Ktoś dzisiaj był tutaj rano - zaczęłam, spoglądając na Nialla, który niemal zakrztusił się herbatą.
-A kto? Ktoś przyszedł nas odwiedzić? - zapytała dość niemądrze Dems.
-Tego kogoś nikt tutaj nawet nie wpuszczał - dopowiedziałam, gdy wszystkie pary oczu, poza tą należącą do Destiny, spoczęły na mojej osobie.
-Aha, no tak - spokojny głos Nialla zaczął mnie przerażać. - I to takie normalne, że ktoś obcy wchodzi sobie do naszego domu, podczas gdy my sobie smacznie śpimy?!
-Hej, stary, wyluzuj - ręka Liama znikąd pojawiła się na ramieniu blondyna, który zaczął wyrastać ponad mną.
-Nie wyluzuję! Kiedy ona miała zamiar nam o tym powiedzieć?! - na ogół spokojny Niall nagle zaczął używać o wiele wyższego tonu niż zwykle.
-Uspokójcie się! Wszyscy jesteśmy wkurzeni i skołowani. Nikt z nas nie wie, gdzie jest Harry ani jak możemy pomóc Destiny w tej sytuacji, ale jestem pewna, że kłótnie nic nie pomogą! - Demi też zaczynała być nerwowa i sama nie wiedziałam, czy oceniać to na plus czy na ujemną wartość.
-Dems ma rację, tak nic nie zdziałamy - potwierdziła Destiny głosem wypranym z emocji.
-Dobra, więc w takim razie powiedzcie nam skąd wiecie, że ktoś tu był - Liam postanowił pójść w ślady Destiny i uspokajał sytuację.
-Gdy rano się obudziłam, poczułam, że coś jest nie tak, więc postanowiłam zejść na dół i się rozejrzeć. Ani salon ani kuchnia nie wzbudzały żadnych zastrzeżeń, więc zdecydowałam sprawdzić górę. Zaczęłam, co było odruchem, od pokoju Destiny. Na początku myślałam, że coś jej się stało, bo jej nie zobaczyłam, ale później usłyszałam płynącą wodę, więc wiedziałam, że jest bezpieczna. Zauważyłam na jej łóżku jakąś złotą paczkę, ale postanowiłam, że poczekam z jej otworzeniem na Destiny - wyjaśniłam dość obszernie.
-I co w niej było? - dopytywał się Niall.
Destiny rzuciła mi krótkie spojrzenie zanim odpowiedziała.
-Skąpa bielizna i liścik, który mówił, że mam być o 20:00 w Central Parku. Sama - odpowiedź była cicha i szybka.
-Nigdzie nie pójdziesz, prawda? - powiedziała Demi, jakby obudzona z jakiegoś snu.
-Jasne, że nie, bo wiem, że z Harry'm jest wszystko ok - odparła Des.
W kuchni zapadła niezręczna cisza. Nikt z nas tak naprawdę nie wiedział, czy Pan Zły jest bezpieczny.
*
Siedziałam na tarasie chłopaków owinięta w koc. Była prawie czternasta godzina i był sierpień, ale tego dnia pogoda zdawała się płakać za normalnością tak bardzo jak ja wewnątrz. Deszcz owszem, padał, ale taras chłopaków miał posiadał dach, więc nic na mnie nie padało. Taka pogoda pozwalała mi się skupić, skłaniała do refleksji. To na jednym z tych leżaków odbyłam swoją pierwszą rozmowę z Liamem. To tutaj wszystko się zaczęło. A jak skończyło? No to już chyba było jasne. Od jakiegoś miesiąca stanowiliśmy całkiem udaną i zgodną parę. Nie mówię, że w ogóle się nie kłóciliśmy, ale nawet jeśli to były to kłótnie o błahostki. Takie, o których w ogóle nie warto wspominać. Nawet nie usłyszałam, gdy na taras wyszedł również Niall, aby mi towarzyszyć.
-Sky, moglibyśmy porozmawiać? - zaczął blondyn, a ja tylko skinęłam głową. - Chciałem cię przeprosić.
-Nie masz za co przepraszać, Niall. Mogłam wcześniej powiedzieć. Każdemu by puściły nerwy - rzuciłam w stronę chłopaka dobroduszny uśmiech.
-Nie chodzi mi tylko o dzisiejszą sytuację, chociaż o nią szczególnie - zaczęłam się poważnie zastanawiać, o co może mu chodzić.
-Co masz na myśli, mówiąc, że nie tylko o to ci chodzi?
-Chodzi mi o całokształt. Nasza znajomość nie potoczyła się zbyt dobrze - uśmiech blondyna rozjaśnił na chwilę ten przygnębiający dzień.
-Wszystko jest w porządku - przyznałam.
-Nie, nic nie jest w porządku. Mam straszne wyrzuty sumienia po tym, jak wtedy potraktowałem cię na tej pierwszej imprezie - wszystko już było jasne.
-Dawno już o tym zapomniałam - nie kłamałam, bo kłamanie nie miało najmniejszego sensu.
-Ty tak, ale ja nie. Zachowałem się jak skończony dupek - chłopak nie krył skruchy.
-Nie będę udawać, że było inaczej, ale już jest wszystko w porządku - zapewniłam Nialla.
-Między nami jest ok? - zapytał, wyciągając w moją stronę zaciśniętą pięść.
-Jak najbardziej - przybiłam żółwika.
Blondyn przechylił się w moją stronę i objął mnie, a ja zaśmiałam się cicho. Na początku to on mi się podobał najbardziej, ale czy fakt, że on nie był mną zauroczony tak jak ja nim, musiał przekreślać naszą przyjaźń? Oczywiście, że nie. Teraz obydwoje byliśmy w szczęśliwych związkach. Z chwilowej radości i przyjemności z wzajemnej obecności wyrwał nas dzwonek do drzwi. Myśleliśmy, że ktoś go również słyszy i otworzy, ale byliśmy w błędzie. Dzwonek stawał się coraz bardziej nachalny, gdy Niall postanowił wstać i skierować się w stronę drzwi frontowych. Z westchnieniem podniosłam się z leżaka i, nadal owinięta w koc, powędrowałam za chłopakiem. To, co zobaczyliśmy za wielkim kawałem drewna było jedną z tych rzeczy, których człowiek nigdy nie spodziewa się w takich sytuacjach. Za drzwiami stał pokiereszowany, jednak już całkiem opatrzony i odświeżony Harry. Opierał się o futrynę i mimo, że starał się wyglądać beztrosko, ale jego twarz była umęczona. Tego nie dało się ukryć. Nawet ja, która nie znałam Harry'ego tak dobrze jak Liam, Niall, czy Destiny, widziałam, że Pan Zły próbuje się ukryć udręczenie. Niall nawet nie czekał na żadne słowa z jego strony tylko od razu rzucił mu się na szyję. Gdy poklepał go po plecach i się odsunął, ja natychmiast zajęłam jego miejsce.
-Harry, nawet nie wiesz jak dobrze cię widzieć - prawie wypłakałam mu do ucha.
Skoro ja tak przeżywałam to co będzie czuć Destiny, gdy go zobaczy?
-Was też dobrze widzieć - dobra, tego akurat się nie spodziewałam.
Nic więcej nie usłyszeliśmy od Pana Złego, bo jego wzrok od razu pytał o Destiny. Niall pokazał mu palcem kierunek, w którym znajdował się jego pokój, a Harry bez słowa tam powędrował.

niedziela, 5 stycznia 2014

Chapter XXI

~Destiny~
12.08.2013 r. 

Nie spałam już od trzech godzin. A może to była cała noc ? Cały czas ściskałam kurczowo w ręce telefon z nadzieją, że Harry zadzwoni albo chociaż napiszę. Nie chciałam nawet myśleć o tym co mu mogli zrobić ci bandyci i co jest 'ważną rzeczą', którą chcieli mu zabrać. Przekręciłam się na plecy i wlepiłam wzrok w sufit. Rana przy łuku brwiowym wciąż bolała, ale była ona spowodowana tylko i wyłącznie przeze mnie. Gdy Harry kazał mi się ukryć w bezpiecznym miejscu od razu pomyślałam o schodkach przeciwpożarowych. I kiedy na nie wychodziłam z roztargnienia uderzyłam się w na wpół otwarte okno. Choć ucieczka wydawała się być najlepszym rozwiązaniem, przysięgam, że sto razy bardziej chciałabym być teraz obok chłopaka. Albo przynajmniej wiedzieć, że nic mu nie grozi. Tym czasem nie wiedziałam nic. Jedyne co mi pozostawało to leżeć w jego ciemnej sypialni i wtulać się w jego poduszki. Pachniały połączeniem grejpfruta i mięty, dokładnie tak jak on. Nabrałam głośno powietrza i kolejny raz spojrzałam na wyświetlacz. Była prawie trzecia po południu. Zero nieodebranych połączeń. Pojedyncza łza spłynęła po moich policzku. To takie głupie, że osoba, którą znam zaledwie od trzech miesięcy stała się dla mnie tak ważna. W każdej chwili byłam gotowa wstać i biec mu na ratunek. Ale nie wiedziałam nawet gdzie. Usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi, a światło z korytarza rozlało się po całej sypialni. W posturze osoby, która weszła rozpoznałam Sky. Dziewczyna zapaliła lampę nocną i usiadła na łóżku, przyglądając mi się opiekuńczo. W ręku dzierżyła kubek z parującą cieczą. To było wspaniałomyślne z jej strony, że się mną opiekowała, ale naprawdę nie miałam ochoty na żadne rozmowy. Pragnęłam być sama w swoim nieszczęściu.
- Powiesz mi w końcu co się stało ? - Skylar pochyliła się nade mną, powoli wypowiadając każde słowo.
Pokręciłam głową. Nie byłam pewna dlaczego unikam wyjaśnień, ale chyba nie czułam się na siłach, żeby o tym opowiadać. Za bardzo mnie to bolało. I nie chodziło tutaj o moje obrażenia, ewentualną kradzież czy konieczność wymieniania zamków drugi raz. Chodziło o niego. Przyjaciółka głośno westchnęła za nim ponownie zabrała się za wyciąganie ze mnie informacji.
- Ilu ich było ? - spytała, patrząc się na mnie uważnie. Wystawiłam do niej trzy palce. Pokiwała w zamyśleniu głową. Dlaczego tak trudno było mi wydobyć jakiekolwiek słowa ? - Bili cię ? A może dręczyli ? - Ponownie pokręciłam głową - Co chcieli ? Harry ich znał ?
- Nie wiem - stwierdziłam z mocą. Nie sądziłam, że stać mnie na taki ton - Ciągle mówili, że potrzebują czegoś ważnego i Harry kazał mi się schować. Nie widziałam, jak go pobili - powiedziałam, chowając twarz w dłoniach.
Mina Sky w zasadzie nie wyrażała żadnych większych emocji. Patrzyła na mnie zastanawiając się nad każdym słowem, które wypowiedziałam. Wręcz chciałam nią potrząsnąć, by w końcu pomyślała nad tym co jest ważne, ale dziewczyna przemówiła :
- Trzeba z tym iść na policje. Same nic nie wymyślimy, a ty możesz być w niebezpieczeństwie - oznajmiła, stawiając kubek na szafce nocnej i wstając z łóżka - Nie martw się. Harry wróci. Kocha cię - uśmiechnęła się do mnie pokrzepiająco.
I to właśnie może nas zabić. Przełknęłam gule, która formowała się w moim gardle na samą myśl o wszelkich konsekwencjach. Postanowiłam zejść na dół i posiedzieć ze znajomymi. Po prostu zająć moją głowę czymś innym. Z trudem dźwignęłam się z łóżka i podeszłam do komody. Wyjęłam z niej czarny sweter, który oczywiście był własnością chłopaka i założyłam go przez głowę. Włosy związałam luźno na karku i wyszłam na korytarz. Ruszyłam do szklanych schodów i zeszłam na najniższe piętro, wprost do salonu. Siedziała w nim cała czwórka. Niall jedną ręką pisał coś na telefonie, drugą zaś obejmował Demi, która oparła się o jego ramię. Sky leżała na kanapie, głowę trzymając na kolanach Liam'a. Tępo wpatrywała się w wyświetlany film. Usiadłam na jedynym wolnym fotelu, nogi przyciągając do klatki piersiowej. Wszyscy podnieśli na mnie wzrok. Czy ja wyglądałam jak osoba niepełnosprawna ?
- Trzymasz się jakoś ? - spytała Dems.
- Harry się odzywał ? - Zupełnie zignorowałam jej pytanie.
Skoro przyszłam do nich oglądać telewizję to chyba oznacza, że się trzymam. Widocznie tylko dla mnie to było takie oczywiste. Poza tym ja siedziałam w ciepłym domu, a Pan Zły nie.
- Nie - uciął Niall, nie podnosząc wzroku znad urządzenia.
- Może trzeba zgłosić zaginięcie na policje ? - ponownie odezwała się Lovato.
- Czy tylko mi, do jasnej cholery, zdaje się, że Harry może mieć przez to jeszcze większe kłopoty ? - popatrzyłam na nich wszystkich.
Demi natychmiast spuściła głowę i zaczęła bawić się palcami swojego chłopaka. Sky patrzyła się na mnie przepraszającym wzrokiem, choć tak naprawdę nie zrobiła nic za co mogłabym ją winić. Liam zajął się głaskaniem mojej przyjaciółki po głowie. Pewnie rozczuliłabym się nad tym obrazkiem, gdyby nie fakt, że byłam przejęta innymi rzeczami. Zacisnęłam mocno powieki, chcąc się uspokoić. Wiedziałam, że oni chcą mi tylko pomóc. Naskakiwanie na nich nie miało większego sensu.
- W sumie masz sporo racji. Wszyscy wiemy, że on ma lekkie problemy z agresją. I prawem - zaczął delikatnie Li.
Nie wiem co było w tym chłopaku, ale zawsze, gdy coś mówił, jego głos sprawiał, że chciałam mu uwierzyć. Był spokojny, a jego argumenty zazwyczaj biły na głowę argumenty innych.
- Był karany ? - Otworzyłam usta ze zdziwienia.
Wiedziałam, że Harry nie był za bardzo poukładany, ale o siedzeniu w więzieniu nikt nic nie wspominał. Przygryzłam wargę, czekając na odpowiedź Liam'a. Byłam przygotowana prawie na wszystko.
- Pięć lat temu zakład poprawczy, rok temu dwa lata w zawieszeniu. Plus bójki, napaście ... - chłopak przerwał, uważnie mnie obserwując. Czułam, jak z moim twarzy odchodzi kolor - Na pewno chcesz słuchać dalej ?
Pokręciłam głową. Informacje, które mi dostarczył starczyły, bym zrozumiała, że za żadne skarby nie można pójść na policje. I jeszcze, że umawiam się z kryminalistą, ale to już pomińmy. Zdawało mi się, że w salonie zrobiło się nagle duszno, a mi samej jest niedobrze. Przyłożyłam zimną dłoń do czoła, chcąc skupić się na myśleniu. Może Harry uciekł z miasta ? Raczej mało prawdopodobne. Nie miał ze sobą żadnych rzeczy. Nawet nie zdążył się przebrać, tylko wybiegł z mieszkania umazany krwią. A co jeśli już nie żyje ? Wbiłam paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni. Nie wolno mi nawet tak myśleć. Mógł stać się ich zakładnikiem ? Wątpię. Oni wcale nie chcieli go zabijać lub przetrzymywać. Chcieli, żeby oddał im coś ważnego. Co to mogło być ? Pieniądze, skradzione rzeczy, samochód, mieszkanie ? Czułam, jak moje wnętrzności się skręcają. Tak naprawdę nic nie wiedziałam. Zadrżałam, gdy telefon w kieszeni moich szortów zawibrował. Trzęsącymi rękami wyciągnęłam go i odblokowałam. Proszę, żeby to był Harry.


Komórka wręcz wypadła mi z rąk, gdy odczytałam wiadomość. Skąd ktoś miał mój numer i najważniejsze co ta dziwna wiadomość ma oznaczać. 
- Co jest ? - Skylar podniosła głowę z kolan chłopaka, gdy po moich policzkach zaczęły spływać łzy. 
- Dostałam esemesa. Jesteś moim przeznaczeniem - wydukałam, wciąż wpatrując się w urządzenie. 
- Od kogo ? - spytała szczerze wystraszona. 
Teraz już wszyscy całą swoją uwagę poświęcili naszej rozmowie. Wzruszyłam ramionami. Czułam, że wypowiadanie słów znowu zaczyna sprawiać mi problem. Odłożyłam telefon na ławę i zdjęłam z kciuka obrączkę. Zaczęłam niespokojnie obracać ją między palcami. Dotyk zimnego srebra był dla mnie relaksujący. Liam sięgnął po mój telefon i kilka chwil przyglądał się wyświetlaczowi. Obstawiałam, że czytał tą wiadomość raz jeszcze, a potem kolejny. 
- Myślisz, że chodzi tylko o przeznaczenie ? - spytał. Wpatrywałam się w niego tępo. O co innego mogło chodzić ? - No bo widzisz to 'Destiny' jest napisane z dużej litery. Twoje imię. Destiny. Więc równie dobrze, ktoś mógł mieć namyśli ciebie. 
- Jesteś moją Destiny ? - popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. 
Brzmiało to co najmniej głupio. Ale tak naprawdę, żadne z tych zdań nie miało większego sensu. 
- Des, mówiłaś, że oni chcieli czegoś ważnego dla Harry'ego. Nie jestem Sherlockiem, ale oni chyba chcą jego dziewczyny - powiedziała Sky, a z każdym jej słowem moje oczy niebezpiecznie się powiększały. 
Zaśmiałam się nerwowo. To musiał być jakiś absurd. Po co ktoś miałby wysyłać mi wiadomość o jakiejś zagadkowej treści ? Bawią się w zgadywanki ? Poza tym nie ma pewności, że ta wiadomość została wysłana przez te same osoby, które włamały się do naszego mieszkania. Mimo wszystkich myśli, którymi próbowałam przekonać samą siebie, że to bzdury, byłam poważnie wystraszona. I chyba zbierało mi się na wymioty. 
- Może sobie na razie odpuśćmy i poczekajmy na kolejne wiadomości - zaproponował Niall.
Wszyscy zgodnie uznali, że to najlepsze rozwiązanie, a przynajmniej najprostsze. Teraz mój strach przerodził się w niedowierzanie i niewyobrażalną tęsknotę. Czy to możliwe, żebym była dla Harry'ego najważniejszą osobą ? Czymś czego nigdy nie pozwoli zabrać ? Miałam do niego tyle pytań, a jednocześnie chciałam go po prostu przytulić i zatrzymać w swoich ramionach na zawsze. Jakby wszystko w co wierzę od tego zależało. 

~Harry~

Wyszedłem ze stacji metra ze spuszczoną głową. Tamci idioci uciekli na dobre. Byłem zmęczony, na twarzy miałam kilka zadrapań, a na całym ciele siniaki. Moja koszulka poplamiona byłą krwią. Nie mogłem się pokazać Des w takim stanie. Akceptowała mnie. Uważała, że za bardzo ją kocham, bym mógł zrobić jej krzywdę. I miała racje. Wystraszyłaby się mnie, gdyby zobaczyła, że jestem zwyczajnym kryminalistą. Dupkiem niepotrafiącym wyrażać swoich uczuć. Pewnie dawno już zrezygnowała ze mnie. Doszła do wniosku, że potrzebuje kogoś lepszego. Bo przecież potrzebowała. Nie mogłem tylko żyć z myślą, że przeze mnie może jej się coś stać. Była zbyt drobna, żeby poradzić sobie z kimkolwiek. Skręciłem w kolejną ciemną uliczkę i przyspieszyłem kroku. Czułem, że ktoś mnie obserwuje. Może zwyczajnie popadałem w paranoje. Po niecałym kwadransie stałem pod drzwiami mojego starego kumpla, który dawno temu zaszył się na Bronksie. Był nim Zayn, niektórym bardziej znany jako Bradford Bad Boy. Zapukałem w kawałek blachy, który miał symbolizować drzwi. Kilka razy obejrzałem się za siebie, żeby zobaczyć czy na pewno nikt za mną nie stoi. 
- Cześć, stary - Zayn stanął przede mną w samych bokserkach. 
- Potrzebuje noclegu - powiedziałem, z nadzieją, że on i jego dziewczyna nie będą mieli nic przeciwko. 
- Wchodź - zachęcił mnie ruchem głowy i wszedł wgłąb mieszkania. 
Podążałem za nim przez ciemny korytarz. Całe jego prowizoryczne mieszkanie wyglądało, jakby nie wiedzieli, że już wynaleziono żarówkę. Ze ścian odpryskiwała obrzydliwa zielona farba i tylko jedna ściana w całości pokryta była grafity. W salonie na brązowej kanapie siedziała Perrie - dziewczyna Zayn'a. Miała na sobie tylko jego bluzkę, co kazało mi myśleć, że zanim tu przyszedłem robili więcej, niż chciałbym wiedzieć. 
- Pezz, Harry przyszedł. Nocuje dzisiaj u nas - oznajmił Mulat, wkładając na siebie czarne spodnie, które wziął z podłogi. Machnąłem do blondynki ręką. Musiałem przyznać, że była niezłą laską. Kręcone włosy miała rozpuszczone. Gołe nogi wyglądały całkiem apetycznie. Stop. Myśl o Des - Jak chcesz wziąć prysznic to pierwsze drzwi w korytarzyku. Ostrzegam, że nie ma tam światła. 
Było mi w zasadzie obojętne czy wezmę prysznic po ciemku czy jednak nie. No i tak wolałbym nie patrzeć na siebie w lustrze. Zamknąłem się w niewielkim pomieszczeniu i odnalazłem kabinę prysznicową. Odkręciłem kurek i czekałem chwilę na ciepłą wodę. Niestety, ale nie mogłem liczyć na tak wiele. Wziąłem chyba najgorszy prysznic w moim życiu, wciąż zadręczając się myślami o Destiny. Nie chciałem jej stracić tak szybko, jaką ją zyskałem. Ale ze mnie ckliwy dupek. 


piątek, 3 stycznia 2014

Chapter XX

~Skylar~
11.08.2013r.
Nasze życie przeskoczyło ostatnio na spokojny tor. Każda z nas była w szczęśliwym, udanym związku. No, może z wyjątkiem Des. W takim przekonaniu żyłam od ostatniej większej imprezy. Siedziałam w kuchni, jedząc sucharki i czytając najświeższe wydanie New York Timesa, gdy do pomieszczenia weszła zaspana Destiny. Jej oczy były podkrążone, a sam sposób chodzenia dziewczyny alarmował o tym, że stało się coś złego.
-Wszystko w porządku? - zagaiłam, ganiąc się w myślach za to, że nie wpadłam na coś mądrzejszego.
-Tak, przecież gdyby coś się działo to bym ci powiedziała - ledwie dostrzegalny uśmiech, wpływający na twarz mojej przyjaciółki był najlepszym dowodem na to, że jednak nic się nie działo.
Chciałam coś jeszcze dopowiedzieć, ale zupełnie mi z głowy wypadło co, gdy ujrzałam na kciuku Destiny jakiś mały pierścionek, którego, mogłabym przysiąc, wcześniej tam nie było. Wstałam, żeby wyrzucić papierek po sucharkach do kosza i nalałam sobie szklankę mleka. Moja przyjaciółka opierała się o kuchenny blat, beznamiętnie mieszając jogurt z jakimś musli. Miałam doskonałą okazję, żeby bliżej się przyjrzeć przedmiotowi, w którego posiadanie weszła brunetka. Mała obrączka z wygrawerowanym 'Peace'. Gdzieś już to widziałam, ale nie miałam pojęcia gdzie.
-Super pierścionek! Skąd go masz? - sięgnęłam po rękę przyjaciółki, aby dokonać oględzin jej kciuka.
Dziewczyna w mgnieniu oka przybrała kolor purpury. Harry.
-O cholera - szepnęłam, bo na inny ton nie było mnie stać.
-No właśnie, sama nie wiem w co się pakuję - moja przyjaciółka jęknęła.
-Ja tego tym bardziej nie wiem. No ale skoro padło na niego to musi mieć jakieś zalety, nie? - próbowałam ją jakoś pocieszyć. Może nawet rozbawić?
-Jego mięśnie to chyba jego największa zaleta - Destiny się w końcu zaśmiała, a niezdrowy kolor opuścił jej twarz.
Więcej nie zdążyłyśmy pogadać, bo tymczasem Demi postanowiła powrócić do żywych. Wyglądała prześlicznie. W bluzce z nadrukowaną twarzą Króla Popu, obciśniętych dżinsach, stylowym płaszczyku i butach na wysokim obcasie prezentowała się naprawdę zniewalająco. Tylko dlaczego była już ubrana?
-A ty co tak oficjalnie do nas? - Destiny podniosła głowę znad upierdliwego musli.
-Idziemy z Niallem na lunch, później na jakieś zakupy chyba - powiedziała Dems, pocałowała obydwie w policzek, upiła łyk mojego mleka, które stało samotnie na blacie i praktycznie wybiegła z kuchni po otrzymaniu tajemniczego smsa.
-Cześć Dems! - krzyknęłam za nią z nadzieją, że usłyszy.
-Pa, bardzo was kocham - odpowiedziała, powracając do kuchni i zaglądając przez framugę.
Po tym usłyszałyśmy tylko trzask drzwi.
*
Od rana miałam nadzieję, że przestanie kropić ten cholerny deszcz. Moje wewnętrzne modlitwy nie poszły jednak na marne bo koło godziny szesnastej przestało na dobre padać, a nad Nowym Jorkiem pojawiło się słońce, które przyjemnie grzało. Chciałam, żeby przestało padać, ktoś zapyta? No tak, Liam zaprosił mnie na jakąś randkę i prosił, żebym się cieplej ubrała. Mogłam tylko snuć domysły na temat tego, gdzie pójdziemy, ale byłam w stu procentach pewna, że spędzimy cały wieczór na otwartej przestrzeni. Inaczej chłopak nie prosiłby mnie, żebym pamiętała o ciepłej odzieży. Cały dzień czułam przyjemne mrowienie u dołu brzucha. Destiny coś wspomniała, że to są motyle w brzuchu i zaczęła się ze mnie naśmiewać, ale dostała wtedy w twarz poduszką i przestała się ze mnie nabijać. Długo stałam nad szafą, myśląc w co mogłabym się ubrać, ale w końcu, około pół godziny przed przyjazdem Liama stwierdziłam z płaczem, że nie mam zupełnie nic. Wtedy Des, która wcześniej tylko obserwowała mnie z mojego parapetu, poradziła, żebym ubrała się przede wszystkim wygodnie, bo czas na robienie szału jeszcze będę mieć. Posłuchałam rady przyjaciółki i koniec końców ubrałam się w jasny sweter, spodnie boyfriendy, buty creepersy i do tego dorzuciłam tylko czarne beanie. Na początku miałam iść w rozpuszczonych włosach, ale później się okazało, że uczesana w luźnego warkocza, nie będę wyglądać debilnie do tejże czapki. Byłam przekonana, że Liam przyjechał sam, dopóki, na dwie minuty przed tym jak dostałam od niego smsa, że już jest, do naszych drzwi nie zapukał Harry. Okazało się, że Harry i Destiny planują sobie równie miły wieczór jak ja i szatyn. W myślach już zacierałam ręce, zaśmiewając się z Des, gdy przypomniało mi się jak bardzo rano była czerwona, gdy tylko wspomniałam o Panu Złym. Mimo wszystko postanowiłam, że wypomnę jej wszystko później, gdy moja głowa nie będzie tylko wirowała na myśl o tym, że zaraz zobaczę się z Liamem. Pożegnałam się z żegnającymi mnie w przedpokoju Harry'm i Destiny i już po kilku minutach siedziałam na siedzeniu pasażera w samochodzie szatyna, który obejmował mnie czule. Podłokietnik wbijał mi się boleśnie w brzuch, ale nie miałam głowy do tego, żeby zmieniać swoje położenie. Pocałowałam chłopaka w policzek.
-Cześć, mała - mruknął mi do ucha tak, że aż przeszedł mnie dreszcz.
Nie byłam w stanie nic odpowiedzieć. Były momenty, kiedy potrafiłam go traktować jak najlepszego kumpla, ale bywały też takie jak tamten, kiedy po prostu siedziałam w murowana, patrzyłam się na niego i nie rozumiałam dlaczego akurat ja mam to szczęście. Rzuciłam chłopakowi uśmiech i kiwnęłam głową. Nie czekał nawet na odpowiedź, bo chyba wiedział jak na mnie działa. Znów bez słowa, tak jak zawsze, ruszył przed siebie, nie puszczając jednak mojej ręki. Drogi w Nowym Jorku były tak zapchane, że w którymś momencie chłopak, znudzony najwidoczniej ciągłym obracaniem moich palców, postanowił przenieść swoją dłoń na moje kolano. Ja zamiast strącić rękę kolesia, z którym byłam dopiero od miesiąca to jak cholerna entuzjastka odebrałam ten gest. Przymknęłam powieki i odwróciłam głowę w stronę kierowcy.
-Co u Willa? - Liam był chyba zaniepokojony, że zanim dojedziemy na miejsce to usnę.
-Chyba wszystko w porządku. Przynajmniej mi się nie skarżył na rodziców - odpowiedziała, uchylając powieki.
-Straszny kwas wyszedł z waszymi starszymi - szatyn powiedział coś, co było oczywiste.
-Mogli sobie chociaż darować ten durny list i przyjść jak cywilizowani ludzie odebrać swojego syna - obruszyłam się.
-Will bardzo cię kocha, wiesz? - ni stąd ni zowąd Liam wysunął mi przed nos takie wyznanie.
To było oczywiste, wiedziałam to od zawsze, ale usłyszeć to od osoby trzeciej? Liam to zauważył, czy mój brat po prostu mu to powiedział? Raczej wierzyłam w pierwszą wersję, ponieważ znałam Willa i wiedziałam, że nie jest to zbyt wylewna osoba.
-Przynajmniej on - zaśmiałam się, na początku myślałam, że tylko w duchu, ale potem się okazało, że nie tylko.
-Nieprawda - szatyn skorzystał z okazji, że zapaliło się czerwone światło i przechylił się nad podłokietnikiem, żeby mnie pocałować.
Dobra, teraz na sto procent byłam pewna, że to w dole brzucha to były motyle. Miałam wrażenie, że zaraz zacznę się śmiać, tak bardzo wręcz łaskotał mnie brzuch. Czy on przed chwilą powiedział, że mnie kocha? A może powiedział tak, bo zrobiło mu się mnie szkoda? Tyle pytań, a tak mało czasu na zdobywanie odpowiedzi.
*
-Spójrz tam. Widzisz? - Liam wyciągnął rękę przed siebie.
Takiego miejsca na randkę się nie spodziewałam. Naszym miejscem docelowym okazał się po prostu wieżowiec chłopaków, z tymże nie znajdowaliśmy się w środku, a na dachu budynku. Leżeliśmy na dwóch kocach i w ogóle nie przeszkadzało nam to, że pod nami znajduje się zimny beton. Z początku trzymaliśmy się tylko za ręce, ale teraz, gdy zbliżała się już północ, leżałam wtulona w Liama, z głową ułożoną na wyciągniętym, umięśnionym ramieniu chłopaka, który właśnie wskazywał mi jakiś gwiazdozbiór.
-Widzę, ale za cholerę nie wiem co to - mruknęłam i poczułam jak szatynem wstrząsa dreszcz spowodowany tym, że się zaśmiał.
-To jest Wielki Wóz - wytłumaczył.
Skąd on to w ogóle wiedział?
-Aha, no tak. Faktycznie nam o tym kiedyś w szkole opowiadali - potwierdziłam i poczułam jak na moją twarz wpływa rumieniec.
Po tym wieczorze wiedziałam, że jestem zdecydowanie za mało inteligentna dla tego wspaniałego, przystojnego, doskonale zbudowanego, miłego i niesamowicie mądrego gościa. Pomyślałam o tym dokładnie w momencie, gdy głowa szatyna odwróciła się w moją stronę. Liam zmarszczył zabawnie czoło.
-O czym myślisz? - zapytał.
Skąd on brał tego wieczora te pytania?
-O nas - przyznałam.
Poza tamtymi sprawami, myślałam też o tym, czy on rzeczywiście mnie kocha.
-O nas - powtórzył. - To znaczy?
Poczułam jak na moją twarz ponownie wpływa rumieniec. Nie wiedziałam, czy ja chcę o tym mówić, ani czy Liam chciałby to usłyszeć. Pewnie się ośmieszę.
-Zastanawiałam się o tym, co powiedziałeś w samochodzie - zaczęłam dość niepewnie, przyciszając z każdym słowem głos.
-Wybacz, ale dziś mój mózg nie pracuje na najwyższych obrotach - cholera, to jeśli to nie były najwyższe obroty to ja dziękuję!
-Gdy powiedziałam, że tylko Will mnie kocha - na więcej mnie nie było stać.
W głębi ducha liczyłam, że Liam będzie na tyle błyskotliwy, że sam się domyśli o co mi chodzi. W moim sercu pojawiły się jednocześnie ulga i niezdecydowanie, gdy zauważyłam w oczach szatyna rozpoznanie sprawy.
-Skylar Avery George - zaczął, wstając z miejsca. - Myślałem, że moje uczucia do ciebie są oczywiste, ale jeżeli potrzebujesz zapewnienia to go dostaniesz - również wstałam z betonu. - Nie ma innej osoby, która jest dla mnie tak ważna jak ty. O nikogo innego nie chciałbym dbać teraz, jutro i w każdy kolejny dzień mojego totalnie nudnego życia - Liam przerwał na chwilę, zaniepokojony tym, że w moich oczach pojawiły się łzy. Ujął moją twarz w swoje ciepłe dłonie. - Kocham cię jak wariat, Sky.
Nie wytrzymałam już dłużej. Ponad dwa lata nie mogłam pozbierać się po moim ostatnim związku i jeżeli to by się kiedykolwiek skończyło to moje serce pękłoby na miliony kawałeczków, ale kto o to dbał? Byłam szczęśliwa wtedy, tam, z nim. Nic innego się nie liczyło. Nie obchodziły mnie moje problemy rodzinne, ani te na płaszczyźnie Skylar-znajomi. Wszystko mogło pójść się chrzanić. Objęłam Liama w pasie, bo obawiałam się, że nie dam rady podnieść rąk na wysokość jego ramion. Chłopak wtulił swoją twarz w moje włosy i zaczął głęboko oddychać tak, jakby chciał zapamiętać na zawsze ich zapach. Niechętnie się od niego odsunęłam na odległość kilkunastu centymetrów. Nasze czoła się zetknęły.
-Ja też cię kocham, Liam - szepnęłam chwilę przed tym jak nasze usta się zetknęły.
*
-Zostaniesz u mnie na noc? - poprosiłam, chwytając dłoń Liama tak, jakby to od niej zależało moje życie.
-Skoro tego chcesz to nie ma sprawy - odparł, uwalniając się z mojego uścisku i wysiadając z samochodu.
Poszłam w jego ślady. Weszliśmy do budynku objęci w pasie. Szybkim krokiem zmierzyliśmy do windy, nie chcąc tracić cennego czasu na przebywanie wśród zwykłych, szarych ludzi. Nasza historia była barwna, inna niż wszystkie inne. Od jakiegoś czasu drażniło mnie uczucie, że coś jest nie tak, ale poniesiona chwilową euforią, pozwoliłam odpłynąć utrapieniom. Wchodząc na nasze piętro zauważyłam, że drzwi od domu są uchylone. Coś było bardzo nie tak. Chciałam wbiec do domu, ale Liam, najwyżej zaalarmowany tym samym faktem, co ja, nie pozwolił mi iść pierwszej i sam ruszył przodem. Cały czas, trzymałam go za dłoń. Nie chciałam, żeby coś nas rozdzieliło.
-O do chuja - usłyszałam jęk szatyna chwilę przed tym, jak pobiegł do salonu, w którym leżał nieprzytomny Harry.
Nasze całe mieszkanie zastaliśmy w opłakanym stanie. Porozrzucane poduszki, ubrania, pościel, wszystkie szafki otwarte. Poszłam w ślad za szatynem i to co ujrzałam nigdy później nie było moim ulubionym wspomnieniem. Harry, ubrany w biały, opięty podkoszulek, leżał cały umazany krwią na podłodze w salonie. Czy była to jego krew? No, to było na pewno trudno stwierdzić. Chłopak miał kilka rozcięć tu i ówdzie, ale nic nie wskazywało na to, żeby to on tak poważnie się wykrwawił. Żołądek niemal podszedł mi do gardła, gdy pomyślałam o czymś bardzo istotnym.
-Destiny - wyszeptałam ze łzami w oczach, wycofując się z salonu i niemal upadając, gdy potknęłam się o jedną z rzeczy.
Liam wstał od nieprzytomnego Harry'ego i w dwóch susach pokonał dzielącą nas odległość.
-Kochanie, nie panikuj. Idź ją znajdź. Wszystko będzie w porządku - pocałował mnie i wrócił, aby zająć się Panem Złym.
Wybiegłam czym prędzej z pomieszczenia w poszukiwaniu mojej najlepszej przyjaciółki. Myśl, że coś mogło się jej stać była nie do przyjęcia. Kuchnia, łazienki, sypialnia Dems, moja, na końcu sypialnia samej Des. Nigdzie jej nie było. Zaczynałam poważnie panikować, gdy przypomniałam sobie o jednym, ważnym miejscu. Czym prędzej przebiegłam do mojego pokoju, otworzyłam okno i wydostałam się na schody ewakuacyjne. Rozejrzałam się wokół. Nigdzie jej nie było. Byłam bliska płaczu, gdy usłyszałam pociąganie nosem, dochodzące z góry. Pognałam schodami w górę i tam ją znalazłam. Cała zapłakana, potargana, z paroma zarysowaniami na twarzy i porwanymi ubraniami.
-Destiny! - wykrzyknęłam z ulgą.
Była w złym stanie. Może nie tak złym, ale na pewno lepszym niż Harry. W dodatku nic się jej nie stało. Było prawie idealnie, gdyby nie to, że obydwie ryczałyśmy w najlepsze, półleżąc na schodach ewakuacyjnych. Obejmowałyśmy się kurczowo tak, jakbyśmy nie chciały, żeby którakolwiek gdzieś sobie poszła. Pogłaskałam ją po głowie.
-Powiesz mi, skarbie, co się stało? - zachęciłam, starając się wyglądać jak pani psycholog z filmów, ale sama z trudem powstrzymywałam łzy.
Zamiast odpowiedzi otrzymałam ciche chlipnięcie.
-Jak nie chcesz to nie mów, ale musimy zejść na dół - chwyciłam jej dłoń.
-Niee - jęk wydobył się z ust dziewczyny ochrypły, zniekształcony.
-Tam jest już bezpiecznie. Liam zajął się Harry'm. Wszystko będzie w porządku - powtórzyłam słowa Liama, starając się zabrzmieć tak jak chłopak.
Dziewczyna w końcu podniosła się i chwyciła moją dłoń. Ani mi się śniło ją puszczać, nie w takim momencie. Zeszłyśmy powolnie po schodach, a później przeszłyśmy oknem, przez parapet do mojego pokoju. Usłyszałam cichy głos Liama, dochodzący z innego pomieszczenia. Przyspieszyłyśmy kroku, żeby zobaczyć, co robi chłopak. Zastałyśmy go siedzącego nad Harry'm, który już jednak był zupełnie przytomny. Gdy ujrzał, w jak opłakanym stanie znajduje się Destiny, poderwał się z podłogi. Przed wybiegnięciem z domu, zawarczał tylko:
-Zabiję skurwysyna - i tyle go widzieliśmy.
Moja przyjaciółka wybuchła donośnym płaczem, ale nie była w stanie nawet go zawołać z powrotem. Liam podszedł do nas i pomógł mi posadzić Destiny na kanapie. Dziewczyna cała drżała.
-Zabieram was dzisiaj do siebie. Dam tylko znać Demi, żeby tu nie wracała.
*
-Na pewno niczego ci już nie potrzeba? - Demi zapytała po raz ostatni, głaszcząc usypiającą Destiny po głowie. Wyglądały jak matka i córka.
Destiny pokręciła głową i odwróciła się do nas plecami. Wiedziałam, że jest nam wdzięczna, ale była w zbyt dużym szoku, żeby cokolwiek nam powiedzieć. Ułożyliśmy ją w łóżku Harry'ego, bo w żadnym innym nie chciała leżeć i pozostawiliśmy samej sobie niedługo po drugiej w nocy.
-Wiesz co się stało? - szepnęła przejęta Demi, gdy tylko zamknęłyśmy za sobą drzwi do sypialni Pana Złego.
-Od kiedy ją znalazłam na schodach ewakuacyjnych wyjęczała tylko "Niee". Poza tym nic się nie odzywa - wyznałam.
-Dajmy jej trochę czasu, jest w szoku - dobiegł nas głos Nialla, który stał po drugiej stronie korytarza.
-Masz rację - przytaknęła Demi i powędrowała w otwarte ramiona blondyna.
-Dobranoc - pożegnałam się z nimi, a oni mi odpowiedzieli.
Gdy weszłam do pokoju, Liam nadal nie spał.
-Czekałem na ciebie. Wszystko z nią w porządku? - zaczął rozmowę, gdy ja się przebierałam w przygotowane przez chłopaka specjalnie dla mnie ubrania.
Podejrzewałam, że chwilowo zamieszkamy z chłopakami, ale zabraliśmy ze sobą tylko kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Po resztę wrócimy, rankiem.
-Myślę, że czułaby się lepiej, gdyby Harry przy niej był - podzieliłam się swoją opinią, gdy układałam się na otwartym ramieniu szatyna.
Pachniał miętą i czymś jeszcze, ale trudno mi określić czym. Czy był to zapach strachu, adrenaliny, czy po prostu, najzwyczajniej w świecie mężczyzny? Jego silne ramię było dla mnie zapewnieniem, że wszystko będzie dobrze. Unosząca się i opadająca w miarowym tempie klatka piersiowa stanowiła dla mnie dowód, że można to jeszcze ustabilizować.
-On nadal nie odbiera - wyznał Liam, wskazując na telefon, który wyjątkowo trzymał w dłoni, zamiast położyć na szafce nocnej.
-Boję się o niego - przyznałam, bo nie było sensu ukrywać, że tak czy inaczej Harry stał się również częścią mojego życia. Każdej z nas.
-Ja też, nawet nie wiesz jak - szatyn przygryzł wargę, po czym ucałował mnie w czoło na dobranoc.
Musieliśmy czekać na wieści od Harry'ego oraz pojechać na policję, gdy tylko Destiny zacznie mówić. Musieliśmy czekać na to, co przyniesie przyszłość, a mogła przynieść przecież wszystko. Zarówno każde szczęście jak i każde możliwe gówno.

Chapter XIX

~Destiny~
26/27.07.2013 r. 

Palce Harry'ego niemal wbijały mi się w skórę. Ledwo dotrzymywałam mu kroku, gdy rozwścieczony ciągnął mnie w nieznaną stronę. W tamtym momencie byłam na tyle trzeźwa, żeby stwierdzić, że chłopak jest tak zły, że albo mnie zabije, albo będzie torturował. Od razu pożałowałam, że sytuacja sprzed kilku minut miała w ogóle miejsce. Choć nie robiłyśmy tego pierwszy raz, pierwszy raz zobaczył to Harry. Brunet nie spojrzał na mnie, aż nie doszliśmy, do jak się okazało, sypialni. Była zaskakująco mała, jak na tak pokaźnych rozmiarów apartament. Do tego urządzona w trochę ciemniejszych kolorach, niż reszta pomieszczeń. Chłopak wręcz wepchnął mnie do środka, po czym zamknął za nami drzwi. Pierwszy raz na poważnie się go przestraszyłam. Miał mocno zaciśniętą szczękę i maksymalnie powiększone źrenice. Spuściłam wzrok, nagle bardzo zainteresowana swoimi stopami. Nie chciałam się dłużej na niego patrzeć. Mogłabym tego nie znieść. 
- Dlaczego to zrobiłaś ? - spytał, o dziwo nie krzycząc. Jednak jego głos był ochrypły i głęboki. Wzruszyłam ramionami, bo tak naprawdę żadne dobre wytłumaczenie nie przychodziło mi do głowy - Czy ty mi możesz kurwa odpowiedzieć ?! - Tym razem podniósł głos. 
Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, a w sypialni zrobiło się jakby zimniej. Wciąż nie podnosiłam głowy, więc nie mogłam ocenić jaka odległość nas dzieli. Bałam się. A najgorsze było to, że nie wiedziałam, jak to się skończy. Byłam jednak pewna, że Harry czeka na konkretną odpowiedź, która nie istnieje. 
- Co cię to właściwie obchodzi ? - wyszeptałam, niemal niesłyszalnie. 
Dyskusja z Harrym nie należała do moich ulubionych czynności, ale nie mogłam dłużej znieść tej ciszy. Tej złości, która wisiała ciężko w powietrzu. 
- Co mnie to obchodzi ? - powtórzył - A nie pomyślałaś, że jesteś dla mnie ważna ?! - krzyknął.
Poczułam, jak kąciki oczu zaczynają mnie piec. Byłam pewna, że zaraz się rozpłaczę. Nie wierząc własnym uszom, odważyłam się podnieść wzrok. Chłopak stał w odległości pół metra ode mnie. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w zawrotnym tempie. Głośno nabierał powietrza. Gdy spojrzałam w jego zielone tęczówki, łzy zaczęły mimowolnie spływać po moich policzkach. Jedyne czego teraz chciałam to podejść i go przytulić, ale nie odważyłabym się. 
- Chciałaś wiedzieć to wiesz - powiedział trochę głośniej i otworzył drzwi pokoju - Nie jestem zabawką, kurwa - trzasnął drzwiami tak głośno, że zatrzęsły się z całą framugą. 
Obsunęłam się po ścianie i schowałam twarz w dłoniach. Byłam beznadziejna. Harry myślał, że nie traktuje go poważnie. Że nie jest dla mnie najważniejszy. A ja nawet go nie zatrzymałam. Potok łez wypływał z moich oczu, mocząc spodnie i rozpuszczając makijaż. Czułam się sama w moim nieszczęściu, ale najgorsze było to, że Harry czuł się przeze mnie źle. Pociągnęłam głośno nosem i wygrzebałam z kieszeni telefon. Jedyne co teraz chciałam to zadzwonić do Demi i poprosić by zabrała mnie do domu. Dla mnie impreza się już skończyła. 
*
Siedziałam na tylnym siedzeniu samochodu Niall'a z nogami wciąż przyciągniętymi do klatki piersiowej. Twarz miałam mokrą od łez, a ręce drżały mi tak bardzo, jakby w aucie była minusowa temperatura. Na przednim fotelu siedział Niall, a zaraz obok niego Demi. Uparli się, że obydwoje zawiozą mnie do domu. Byłam im niezmiernie wdzięczna, ale brakowało mi sił by to wyrazić. Gdy przyjaciółka wyprowadzała mnie z pokoju, nigdzie po drodze nie widziałam Harry'ego. Podejrzewam, że wyszedł na dobre z imprezy i albo jest w domu, albo poszedł do jakiegoś klubu. Bo jest smutny. I to smutny przeze mnie. Oparłam głowę o szybę z nadzieją, że ból głowy, który nagle się pojawił ustąpi. Czułam się potwornie i jedyne o czym marzyłam to zasnąć i przestać myśleć o czymkolwiek. A może ja zbyt dramatyzuje ? W końcu znam Harry'ego niespełna od dwóch miesięcy. Momentami byliśmy blisko, ale raczej tylko fizycznie. Skąd u niego, a przede wszystkim u mnie przekonanie, że łączy nas coś więcej ? Że nie powinnam całować się z przyjaciółką na jego oczach ?
- Jesteśmy w domu, Des - szepnęła Demi, odwracając się do mnie przez ramie.
Po czym wyszła z samochodu i skierowała się do moich drzwi. Nie oczekiwałam, żeby mnie odprowadzała, ale było to bardzo miłe z jej strony.
- Dzięki za wszystko - z cisnęłam mocniej jej dłoń w geście podziękowania.
- Na pewnie nie chcesz, żebym została ? - spytała. Pokręciłam głową - W takim razie postaramy się wrócić wcześnie - powiedziała i zaraz potem opuściła nasze mieszkanie.
Zostałam tylko ja i cisza.Wytarłam mokre policzki i postanowiłam sobie zachowywać się, jak Destiny sprzed czerwca, a nie marna wersja siebie, którą się stałam. Zdjęłam buty i zapaliłam światło w środku. Nalałam sobie szklankę zimnej wody i wypiłam ją jednym haustem. Postanowiłam wziąć szybki prysznic. Stojąc w strugach wody, myślałam tylko o tym, żeby zmyć z siebie uporczywie powracający do mnie zapach Harry'ego. Choć tak naprawdę to co próbowałam sobie wmówić, a to o czym naprawdę myślałam było, jak niebo i ziemia. Zakręciłam kurek i wyszłam na zimne płytki. Szybko wytarłam się ręcznikiem, gdyż na moim ciele pojawiła się już gęsia skórka. Włożyłam za dużą bluzkę po moim bracie i krótkie spodenki. Mokre włosy związałam w koka, więc rano mogłam liczyć na fale. Nie myśląc nawet o tym czy jestem zamknięta, od razu ruszyłam do łóżka. Na pewno wszystko to kwestia zmęczenia. Potrzebowałam snu.
*
Obudził mnie głośny dzwonek mojego telefonu. Odruchowo zaczęłam szukać go pod poduszkę, jednak go tam nie było. Z poirytowaniem, że ktoś przerywa mój sen, otworzyłam oczy i wyciągnęłam rękę w stronę szafki nocnej, na której się znajdował. Odebrałam nie patrząc na wyświetlacz.
- Des, jest sprawa - usłyszałam przejęty głos Liam'a.
Powiedzenie, że byłam zdziwiona byłoby dużym niedopowiedzeniem. Chyba pierwszy raz odkąd się znamy Liam po coś do mnie dzwonił. Musiało się coś stać.
- Mów - poleciłam, już na wszelki wypadek wstając z łóżka.
Rzuciłam przelotne spojrzenie na zegar ścienny, który wskazywał kwadrans po dwunastej. Dobrze chociaż, że chłopak postanowił dać mi pospać.
- Demi i Sky tyle wczoraj wypiły, że dzisiaj nie puszczę ich nawet metrem. A my ich nie odwieziemy, gdyż sami nie jesteśmy w najlepszym stanie. Rozumiesz, policja i te sprawy - wytłumaczył spokojnym, jak przystało na Liam'a głosem.
Nie musiał kończyć, żebym wiedziała o co tak właściwie mnie prosi. Zabawne tylko było to, że Demi zarzekała się wczoraj, że wrócą wcześnie. Tym czasem nie wróciły wcale.
- Zaraz po nie przyjadę - poinformowałam i rozłączyłam się.
Szybszym niż zazwyczaj krokiem udałam się do łazienki, gdzie załatwiłam wszystkie sprawy związane z poranną toaletą. Rozpuściłam włosy i ubrałam się. Postanowiłam zjeść śniadanie zanim po nie pojadę. Mój brzuch nieznośnie domagał się jedzenie. Przygotowałam sobie miskę owsianki i niewiele myśląc pochłonęłam ją całą. Piętnaście minut później siedziałam już w samochodzie Willa, pędząc na Upper West Side. Z radia leciał jeden z hitów Pink Floyd. Wsłuchiwałam się w rytmicznie grające pianino, które zawsze mnie uspokajało. I nie chodziło o to, że jakoś szczególnie się stresowałam. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że pewnie Harry będzie u nich w domu, a ja jakoś nie bardzo miałam ochotę na spotkanie z nim. Choć wiem, że w końcu nadejdzie ten moment, w którym będziemy musieli sobie wszystko wytłumaczyć, nie chcę, żeby nadszedł on tak szybko. Zapewne złość chłopaka jeszcze nie minęła. Jeśli w ogóle kiedykolwiek minie. Puściłam kierunkowskaz, skręcając w 58 ulicę. Chwile później stałam pod wieżowcem chłopaków zastanawiając się gdzie powinnam postawić samochód. Ostatecznie wcisnęłam go w wolne miejsce po drugiej stronie ulicy, z nadzieją, że nie dostanę mandatu. Nienawidziłam upierdliwej policji na Manhattanie. Pognałam w stronę mieszkania chłopców, po drodze trącając jakąś starszą panią. Na szczęście nie była z rodzaju tych co potem wygrażają na ciebie palcem i rzucają w twoją stronę obelgi. Po przejściu kilku schodków zapukałam w szklane drzwi z przyciemnianymi szybami. Nie musiałam długo czekać, aż otworzył mi Niall, stojący w samych spodniach.
- Cześć - pocałowałam go w policzek.
- Hej - blondyn przepuścił mnie w drzwiach.
Szybko weszłam do środka, gdyż od paru sekund mierzył nas wzrok gderliwej sąsiadki. Jeszcze pomyśli, że puszczam się z całą trójką. Gdy sobie o tym pomyślałam, miałam ochotę krzyknąć, że żaden się mną nie interesuje, ale nie byłoby to chyba właściwe.
- To gdzie one są ? - spytałam, rozglądając się, po jak zawsze robiącym wrażenie, apartamencie.
- W kuchni. Siedzą z Liam'em i Harry'm.
Na dźwięk drugiego imienia moją twarz wykrzywił grymas. Nie uszło to uwadze Niall'a, ale chyba nie miał zamiaru się wtrącać. Ruszył przed siebie do rozsuwanych drzwi. Ruszyłam za nim, żyjąc w przekonaniu, że nie mogę się cały czas wszystkiego obawiać. Gdy weszłam do kuchni ujrzałam Skylar i Demi przy kuchennym stole, jedzące mętnie wyglądające kanapki. Liam robił kawę, zerkając co jakiś czas na Sky i posyłając w jej stronę ukradkowe uśmiechy, zaś Harry stał do mnie tyłem, praktycznie schowany w lodówce. Nie miał na sobie koszulki, co było chyba naturalne u nich w domu. Przez chwilę nie mogłam oderwać wzroku od jego umięśnionej i opalonej sylwetki, aż w końcu chłopak postanowił się odwrócić. Nasze spojrzenia się spotkały, a ja liczyłam na to, że zobaczy w moim nieme przeprosiny. Jednak nawet jeśli coś takiego miało miejsce, nie dał tego po sobie poznać. Odwrócił się w stronę Liam'a i wziął swój kubek z kawą. Mój oddech stał się szybszy, gdy Styles zaczął iść w moją stronę. Skanowałam go uważnie wzrokiem, jakbym już nigdy więcej miała tego nie zobaczyć. Łapczywie pochłaniałam każdy fragment jego skóry, a dłonie wręcz same unosiły się, by móc go dotknąć. Harry musnął delikatnie moją dłoń, gdy mijał mnie przy wyjściu z kuchni. Poczułam dreszcz na całym ciele, ale starałam się udawać, że nic się nie dzieje.
- Fajnie, że przyjechałaś - rzuciła Dems, wstając od stołu i wsadzając talerz do zlewu.
- Miałam wyjście ? - spytałam retorycznie, jednak na mojej twarzy zamajaczył cień uśmiechu. Przyjaciółki wyglądały na tak bardzo zmarnowane - Za ile będziecie gotowe ?
Oparłam się o futrynę, patrząc jak Skylar z bólem na twarzy wstaje od stołu.
- Daj nam dwadzieścia minut - stwierdziła, wychodząc z Demi za rękę.
'Lesbian party' część kolejna. Westchnęłam głośno, zupełnie ignorując to, że chłopaki wciąż są w kuchni. W jednej chwili postanowiłam pójść do Harry'ego. Może te dwadzieścia minut to okazja, by nasz stosunki wróciły do tych nieco cieplejszych. Wycofałam się z pomieszczenia, w którym stałam i udałam się na drugie piętro, do sypialni Pana Złego. Stanęłam przed jej drzwiami, z ręką na wysokości głowy. Co tak w zasadzie powinnam mu powiedzieć ? Co on chciałby usłyszeć ? Jako iż na żadne z tych pytań nie znałam odpowiedzi, a improwizowanie wydawało się być słabym pomysłem, opuściłam z powrotem rękę. Nie powinniśmy się nigdy spotkać, pomyślałam. Od początku starałam się go unikać, gdyż zdawało mi się, że do siebie nie pasujemy. Że go nienawidzę. Potem, gdy się do niego zdążyłam przyzwyczaić, nie wiem co tak naprawdę do niego czuję. Życie ssie. Kiedy już miałam wracać na dół, drzwi nagle się otworzyły. Na chwilę wstrzymałam oddech, gdy chłopak stanął przede mną w samych bokserkach.
- Chcesz może wejść ? - spytał, a na jego ustach dostrzegłam nikły uśmiech.
Przytaknęłam i weszłam za nim do sypialni. Było w niej cieplej, niż w reszcie domu. To może dlatego Harry chodził roznegliżowany. Choć wątpiłam, żeby to był prawdziwy powód. Popatrzyłam, jak mięśnie na plecach chłopaka pracują za każdym razem, gdy wykonuje chociaż najmniejszy ruch. Jednak wkładanie dresowych spodni nie było wcale takim małym ruchem. W końcu Styles stanął przede mną, sprawiając, że słowa, które chciałam mu wcześniej powiedzieć, nagle straciły sens.
- Ufasz mi ? - zielone tęczówki patrzyły się na mnie z nadzieją.
- Oczywiście. Nikomu tak nie ufam, jak tobie - wykrztusiłam, ale już czułam, że zaczynam płakać.
Czemu nie potrafię nad tym panować ? Harry momentalnie znalazł się obok. Trzymał mnie w swoich silnych ramionach, tak, że moja klatka piersiowa stykała się z jego torsem. Czułam, jak oddycha równomiernie, jakby to przeze mnie stał się wreszcie bezpieczny. A było całkowicie na odwrót. Opuszkami palców dotykałam jego ciepłą skórę tuż przy pasku od bokserek.
- Bądź moją północą. Bądź moja - wyszeptał w moje włosy, a przez moje ciało przeszedł kolejny dreszcz.
- Jestem - odpowiedziałam, niechętnie się od niego odsuwając, by móc popatrzeć w jego idealne oczy.
Były przepełnione miłością. Tak mi się przynajmniej wydawało.
- Trzymaj - Harry zdjął z palca pierścionek z napisem 'Peace' i wcisnął mi go na kciuka - Teraz jesteś moja.