niedziela, 1 grudnia 2013

Chapter XVI


            ~Skylar~
            14.07.2013r.
Po bankiecie wszystko zmieniło się diametralnie. Destiny regularnie spotykała się z Harrym. Parę razy miałam okazję przyłapać ich na obściskiwaniu się. Na początku byłam za każdym razem zszokowana, ale później zaczęłam się troszkę przyzwyczajać. Widok Harry'ego zasysającego usta półnagiej Des był więc normalką. Demi i Niall przestali już w ogóle się ukrywać ze swoimi uczuciami, ale oni darowali wszystkim tych widoków, których nie wstydziła się wcześniej wymieniona dwójka. Wieczorami znikali, wychodząc na długie spacery, albo jedli gdzieś kolacje. Uważałam ich za naprawdę wspaniałą parę i już ledwo pamiętałam, że na samym początku to ja byłam zauroczona Horanem. Will ciągle u nas pomieszkiwał i nie potrafiłam już sobie wyobrazić wieczorów bez mojego brata. Nie chciałam być upierdliwą siostrą więc postanowiłam nie wtrącać się w jego życie. Ustaliliśmy pewne zasady, a Will się ich trzymał, bo bardzo chciał zostać ze mną, zamiast wracać do rodziców. Generalnie mu się nie dziwiłam. Rozumiałam, że rodzice byli wkurzeni, że przespał się z jakąś dziewczyną, ale skoro nie było żadnych konsekwencji to w czym był problem? Siedziałam na parapecie, w zamyśleniu popijając kakao, gdy mój telefon odezwał się, a do moich uszu dotarło denerwujące piszczenie małego aparatu.

result-thumb


Mimowolnie uśmiechnęłam się szeroko do rozświetlonego ekranu. W tym samym czasie mój brat wszedł do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Przelotnie przesunęłam wzrokiem po siedemnastoletnim chłopaku. W pasie owinięty był ręcznikiem tak, że cała jego klatka piersiowa była odsłonięta. Jak na tak młodą osobę był całkiem nieźle zbudowany, ale i tak uważałam, że powinien przytyć kilka kilogramów. Był zbyt szczupły. Nawet podczas lustrowania mojego młodszego brata, nie przestawałam się uśmiechać. Chłopak parsknął, gdy zobaczył moją minę. No tak, dla kogoś, kto patrzył na to z boku mogło to wyglądać tak, jakbym była naćpana albo chora psychicznie. 
-Niech zgadnę. Boski Liam się odezwał?
-Zamknij się, Will - puchowa poduszka poleciała w stronę ciemnowłosego chłopaka.
Mój brat złapał ją bez najmniejszego problemu. Młody, inteligentny, przystojny, zabawny, zręczny, posiadający poczucie humoru. Miałam naprawdę idealnego brata.
-Leć, ja zaopiekuję się Des - Will zmarszczył twarz, próbując puścić do mnie perskie oko. 
-Dostałbyś od Harry'ego w pysk - stwierdziłam retorycznie.
-Z nimi nigdy nic nie wiadomo - to też było dość oczywiste. - Ale mówię zupełnie serio, leć z Liamem, koleś jest genialny.
No tak, co innego mógł powiedzieć mój brat? W ostatnim czasie chyba z dziesięć razy wychodził gdzieś z Liamem. Raz na minigolfa, raz na piwo, a pozostałe razy nawet nie wiem na co. Trochę przerażało mnie to, że Will zaczyna się przyjaźnić z chłopakiem, z którym ja powoli nawiązywałam jakiś fajny kontakt. Nie czekając na to, aż ciemnowłosy potwierdzi ponownie swoje słowa, wstałam i skierowałam się do łazienki.
*
-I jak ci się podoba? - głos Liama dobiegał zza moich pleców.
-No... jest trochę inaczej niż to sobie wyobrażałam - ba, było całkiem inaczej.
-Kiedyś wspominałaś, że zawsze twoim marzeniem była randka w stylu lat osiemdziesiątych.
-Nawet nie miałam pojęcia, że takie miejsca istnieją w Nowym Jorku - zaśmiałam się nerwowo. A więc po raz pierwszy byłam z Liamem na oficjalnej randce. Moje serce momentalnie przyspieszyło.
Znajdowaliśmy się przed ceglanym budynkiem. Żadnych okien, żadnych dziur, tylko masywne, stalowe drzwi opatrzone neonowym, dość staromodnym szyldem, który głosił w jakim miejscu się znajdowaliśmy. Weszliśmy do zadymionego pomieszczenia, którego ściany obite były drewnianymi panelami, a tu i ówdzie wystawały gdzieś kawałki wcześniejszej tapety. Na lewo od wejścia stała staromodna, obita czerwonym materiałem kanapa, na której jakiś koleś obmacywał jednocześnie trzy laski. Po drugiej stronie można było ujrzeć kilka innych boksów z kanapami i stolikami. Dwa stoły bilardowe znajdowały się nieopodal wysokiego, drewnianego baru usytuowanego na wprost wejścia. Za kontuarem stała ciemnowłosa, bardzo wysoka dziewczyna, której piersi niemal rozsadzały czarną koszulkę z nadrukiem ogłaszający jej uwielbienie do zespołu KISS. Kilka par kołysało się w rytm starej muzyki, puszczanej, o dziwo, nie ze sprzętu typu wieża, a z szafy grającej. Trzydziestoparoletni biznesmen popalał papierosa, flirtując z kelnerką. Liam poprowadził mnie w stronę jednego z boksów, które nie były jeszcze zajęte.
-Chcesz coś do picia? - zapytał skrępowany ciszą.
-Chętnie - odparłam ledwie słyszalnie. Zaczynałam mieć wątpliwości, czy "prawdziwa" randka była dobrym pomysłem, ale postanowiłam poczekać na rozwój wydarzeń.
Nie musiałam długo czekać na powrót mojego towarzysza. Kelnerka wydawała się być bardzo wdzięczna Liamowi, że pomógł jej się wyswobodzić z nieprzyjemnego towarzystwa pijanego biznesmena. Dziewczyna obsłużyła jednak Payne'a w mgnieniu oka i już po chwili chłopak stał tuż obok mnie, podsuwając mi pod nos drinka. Przed wyjściem nie miałam zbytniej ochoty na alkohol, ale postanowiłam utopić moje wątpliwości w szklance, którą dzierżyłam w dłoniach.
-Wiem, że to drink, ale wypijmy za Harry'ego i Des - wzniosłam szklankę do góry i stuknęłam nią o naczynie szatyna.
-Dlaczego akurat za nich? - ledwo chłopak zadał to pytanie, a ja już haustem wypiłam mojego drinka.
-No wiesz, żeby jej nie pobił ani nic - wzruszyłam ramionami. Kochałam moją przyjaciółkę, ale ona doskonale zdawała sobie sprawę z tego, w jakie bagno się pakuje.
-Harry nie uderzyłby kobiety - Payne nagle spochmurniał.
-Spoko, wyluzuj i pograjmy lepiej w bilarda - randka zaczynała się robić odrobinę ciekawsza.
Wstałam, niepewna, czy wiem co robię. Wypiłam tylko jednego drinka, ale był cholernie mocny, bo powoli zaczynało mi się kołować w głowie. Mimo wszystko postanowiłam stawić opór przeciwnością losu i szybko pokonałam odległość dzielącą nasz boks od stołu bilardowego. Liam stanął tuż obok mnie. On natomiast wyglądał na w ogóle niewzruszonego dawką alkoholu.
-Trzymaj kij - ręka chłopaka momentalnie znalazła się obok mojej twarzy. Wybuchłam niekontrolowanym śmiechem.
-To zabrzmiało tak jakbyś powiedział: nie pieprz, tylko klękaj i do kija - targały mną ataki śmiechu.
Liam cmoknął zdegustowany. No tak, on nie był TYM typem chłopaka. Odepchnęłam swój dobry humor na bok.
-Dziewczyny mają pierwszeństwo - chłopak przepuścił mnie przed sobą, ale nagle przypomniałam sobie o jednej, istotnej sprawie.
-Liam, ja w życiu nie grałam w bilard - przyznałam się, nagle się rumieniąc.
-Chodź, George, ja nauczę cię, jak to się robi - wyciągnięte w moją stronę ręce chłopaka wydawały się być takim doskonałym miejscem.
Podeszłam niezgrabnie do chłopaka, a ten złapał mnie za biodra i przekręcił tak, że plecami dotykałam jego unoszącej się klatki piersiowej. Był sporo wyższy ode mnie, ale to wcale mu nie przeszkadzało. Złapał obydwie moje ręce i pokazał, jak trzymać kij. Byłam mu bardzo wdzięczna, bo ledwo trzymałam się na nogach. Kto by pomyślał, że jeden drink uderzy do głowy niepokonanej Skylar George? Liam krok po kroku mnie instruował, a w momencie, gdy zaczęłam sobie radzić coraz lepiej, postanowiliśmy rozegrać pierwszą partię.
*
Drzwi zatrzasnęły się za nami z hukiem i nieprzyjemnym, metalicznym dźwiękiem. Nie patrząc na to, czy coś jest na chodniku, postanowiłam ściągnąć wysokie buty, które już od jakiegoś czasu bardzo dokuczały moim stopom.
-Ograłam cię siedem razy! Jesteś cienki - powiedziałam, przybliżając się do śmiejącego się chłopaka.
-Dałem ci wygrać - był bardzo wesoły.
-Już się nie tłumacz, żółtodziób dał ci popalić, Payne - wymierzyłam, zgrabnego tym razem, kuksańca w bok.
Od jakiegoś czasu poruszałam się już normalnie, wszystko również kojarzyłam, więc alkohol tylko na chwilę pozwolił, żeby w mojej głowie zapanował zamęt. Mieliśmy szczęście, że knajpa, do której zabrał mnie szatyn znajdowała się nieopodal mojego domu, bo mogliśmy wrócić spacerkiem na pieszo. Całą randkę uważałam za bardzo udaną. Na początku atmosfera może i była napięta, ale później to wszystko gdzieś zeszło na drugi plan. Obydwoje postanowiliśmy na swoje naturalne ja i to okazało się doskonałym wyjściem. Szliśmy przez ulicę, trzymając się za dłonie. W poprzednie dni by mi to przeszkadzało, ale nie wtedy. Pierwszy wieczór od dawna spędziłam tylko z Liamem i było świetnie. Chłopak rysował po wnętrzu mojej dłoni jakieś nieznane mi wzory, ale to też mi wcale nie przeszkadzało. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Opowiadałam mu o tym, że mój brat go bardzo polubił i to nie fair, bo niedługo odbierze mi najlepszego kumpla. Później próbowałam się dowiedzieć, gdzie we dwóch się ostatnio ciągle wybierają, ale moje starania i tak spełzły na niczym. Poddałam się po kilku kwestiach. Zimna kropla kapnęła mi na policzek.
-Liam, obawiam się, że zaczyna padać - ledwo to powiedziałam, a runął na nas deszcz.
Nie spodziewałabym się tego, bo wieczór był dosyć ciepły, przyjemny. A może uważałam tak bo byłam zadowolona?
-Choć, schowamy się gdzieś - zaproponował, ale go powstrzymałam.
-Wolałabym chyba jednak iść prosto do domu. To już na kolejnej przecznicy!
-Dobra - Liam pociągnął moją dłoń i znacznie przyspieszyliśmy.
Po bardzo krótkim czasie zauważyłam, że moja sukienka oblepia moje ciało. Byłam wdzięczna Des, która odradziła mi zakładanie jasnej kreacji. Pod wpływem wody, Liam wszystko by zobaczył, a powiedzmy, że nie był to na tamtą chwilę szczyt moich marzeń. Nie w ten sposób. Co w ogóle nie tyczyło się Payne'a. Ciemne jeansy opięły szczupłe, ale umięśnione nogi chłopaka, a jasna koszulka wyglądała tak, jakby wcale jej tam nie było. Prawie biegliśmy i już po pięciu minutach znajdowaliśmy się pod moim apartamentowcem.
-No to do zobaczenia - odwróciłam się z uśmiechem.
Chciałam pożegnać się tym miłym gestem i odejść, ale szatyn mi na to nie pozwolił. Złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął delikatnie, ale znacząco do siebie. Podeszłam do niego, bo pamiętałam jeszcze jego wybuch złości z przed prawie miesiąca. Na ogół był sympatyczny, ale wolałam go nie złościć. Liam położył jedną rękę na moim biodrze, przycisnął mnie do siebie, a drugą dłoń splótł z moją. Chciałam ogarnąć z bliska całą jego twarz, ale nie dostałam tej szansy. Usta chłopaka momentalnie znalazły się na moich. Oddałam pocałunek ze zdwojoną mocą. Wydawało mi się, że jest go za mało. Pocałunek nie wystarczał, ale z drugiej strony nie chciałam robić nie wiadomo czego. Rozpaczliwie błądził ustami po mojej twarzy, żeby po chwili znów wrócić do całowania mnie w usta. A deszcz? Kto by pamiętał o deszczu. W tamtej chwili to Liam, jego bliskość, jego ciało, tak blisko mojego, było istotne. Niechętnie odsunęłam go od siebie po kilku dobrych minutach.
-Dobranoc - szepnął mi do ucha, pocałował w policzek i odszedł nie czekając na moją odpowiedź.
Westchnęłam. Chyba się zakochałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz