~Destiny~
18.07.2013 r.
Poczułam spływające strumienie gorącej wody na moich plecach i ramionach, a zaraz potem na całym ciele. Zamknęłam oczy rozkoszując się przyjemny ciepłem. Po chwili stania w kompletnym bezruchu, umyłam się lawendowym płynem i nałożyłam na głowę odżywki. Gdy już dokładnie się spłukałam, wyszłam spod prysznica i obwinęłam się białym, puchowym ręcznikiem, zawiązując go sobie pod pachą. Głęboko oddychałam chcąc zaczerpnąć wystarczającą ilość powietrza w zaparowanej łazience. Przetarłam jedną dłonią lustro i popatrzyłam na swoje odbicie. Nadal nie rozumiałam co Harry we mnie widział., ale z upływem tych dwóch tygodni umocnił mnie w przekonaniu, że jestem dla niego naprawdę ważna. Choć może nie zawsze umiał to odpowiednio pokazać. W zasadzie nigdy nie robił tego tak, jak powinien. Mimo wszystko chyba go ... kochałam ? Dziwnie, wiem. Ale nad emocjami nie da się tak po prostu panować. Zastanawia mnie tylko kim my jesteśmy dla siebie. Oficjalnie, na pewno nie parą. Przyjaźń to też za mocne słowo, jak na zaistniałą sytuacje. Do końca nie jesteśmy też kochankami. Nawet jeszcze tego nie robiliśmy, choć śpię u niego od trzech dni. Pomyślałam, że skoro Will mieszka u nas w domu, zwolnię mu mój pokój. Przynajmniej, aż mi się nie znudzi mieszkanie w apartamencie chłopaków i przebywanie z Harrym przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Na razie robiliśmy zupełnie normalne rzeczy, jak oglądanie badziewnych filmów, jedzenie wspólnych posiłków czy wychodzenie razem do klubów.
- Des, telefon ci dzwoni - usłyszałam stłumiony głos Harry'ego zza drzwi.
Odebrałam od niego komórkę, gdy zaraz po wypowiedzeniu tych słów wszedł do środka. Kiedy on się nauczy jakiś zasad prywatności ? Spojrzałam przelotnie na ekran iPhone'a i odebrałam.
- Do cholery jasnej, gdzie ty się podziewasz Destiny ?! - moich uszu dobiegł głos zrozpaczonej Sky.
- Przecież wiesz, gdzie jestem. Pisałam esemesa - wytłumaczyłam.
Zrobiłam zszokowaną minę, gdy Harry bez żadnego skrępowania odwrócił się do mnie tyłem, zdjął majtki i wszedł pod prysznic. Odwróciłam się szybko plecami do niego. I bynajmniej nie dlatego, że to był zły widok. Chciałam zachować pozory normalności.
- Esemesa ?! Ty tak naprawdę ? Nie ma cię w domu od trzech dni. Co wy tam robicie ? - słowa wypadały z jej ust z prędkością karabinu maszynowego.
Westchnęłam głośno. Może to faktycznie nie było okej, że zostawiłam Skyler samą w mieszkaniu. Nie licząc oczywiście Willa. W sumie też do końca nie wiem czemu ostatnie trzy dni życia spędziłam tutaj.
- Nie złość się. Będę w domu najpóźniej dzisiaj wieczorem - Usłyszałam głośne chrząknięcie, wydobywające się z kabiny prysznicowej - Albo jutro - poprawiłam się.
Nie wiem czy chłopak był by zły, ale to nie miało większego znaczenia. Nie chciałam go jeszcze zostawiać.
- Trzymam cię za słowo, bo drugi wieczór z rzędu palimy z Willem jointy i gramy w karty - pożaliła się, a w tle usłyszałam cichy chichot.
- Może tu wpadnij. Liam pewnie już napalony - Tym razem usłyszałam śmiech Harry'ego, który właśnie obwinął sobie ręcznik wokół bioder.
Na moje policzki wpłynęły dwa pokaźnych rozmiarów rumieńce. Krople wody, spływające po nagim torsie Harry'ego sprawiły, że zaschło mi w ustach, a ręce zaczęły drżeć. Chłopak uśmiechnął się pod nosem na moją reakcje, co wcale nie poprawiło mojego stanu.
- Słyszysz mnie ? - Sky spytała zirytowana. Zupełnie nie słyszałam co do mnie mówiła. Pan Zły sprawiał, że odpływałam - Mówiłam, że przyjdę. Nie przeszkadzam, pa.
Przyjaciółka rozłączyła się, nie dając mi możliwości pożegnania. Wyszłam z toalety z zamiarem znalezienia w torbie jakiś ubrań na zmianę.
- Co dzisiaj robimy ? - spytałam chłopaka, który półnagi wszedł do sypialni.
Lepiej niech się ubierze, jeśli nie chcę przyprawić mnie o zawał serca. Harry chwilę myślał, rękami przesuwając kolejne wieszaki w swojej szafie koloru kakao. Ja w tym czasie włożyłam majtki pod ręcznikiem co oczywiście nie uszło jego uwadze, ale udawał, że nic nie widział. Potem odwróciłam się do niego plecami i założyłam czerwony bralet. W bieliźnie stanęłam przed lustrem i zaczęłam czesać włosy. Sama zastanawiałam się od kiedy jego towarzystwo mnie nie krępuje, ale widocznie nie potrzeba mi dużo czasu, aby się do kogoś przyzwyczaić. Szczególnie do kogoś tak przystojnego. Kątem oka spojrzałam, jak Harry wkłada czarne spodnie, przy czym mięśnie jego pleców intensywnie pracowały. Za nim zdążyłam wzrokiem wrócić do mojego odbicia, Pan Zły stał już za mną, obie ręce trzymając na moich biodrach. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, która z pewnością nie była spowodowana zimnem. Poczułam mocną woń jego żelu pod prysznic i perfum. Ten zapach będzie mi się chyba do końca życia kojarzył tylko z nim. Harry oplótł mnie ciasno rękami, sprawiając, że moje plecy dotknęły jego twardego torsu.
- Lou organizuje grilla - dopiero teraz odpowiedział na moje pytanie, o którym już zupełnie zapomniałam.
Pokiwałam tylko głową na znak, że się zgadzam. W sumie co lepszego miałam do roboty ? Chłopak obrócił mnie przodem do siebie. Popatrzyłam na niego pytająco.
- Jesteś dobrą dupą - skomentował, zmysłowo przygryzając wargę.
Pokazałam mu środkowego palca i wyminęłam go chcąc dokończyć się ubierać. Nie żeby jego słowa mi nie schlebiały, ale lepiej, żeby o tym nie wiedział. Zacznie pozwalać sobie na więcej. Harry zaśmiał się gardłowo i wyszedł z pokoju nie wkładając koszulki. Mieszkałam tu tylko trzy dni, a już wiedziałam, że chłopaki lubią sobie pochodzić po domu półnadzy.
Włożyłam na siebie czarną sukienkę na grubych ramiączkach i bransoletkę, którą wygrzebałam z torby. Potem wysuszyłam włosy i związałam je w wysokiego kucyka. Były dzisiaj bardziej kręcone niż zazwyczaj. Na koniec umyłam zęby i umalowałam się. W międzyczasie sprawdziłam na iPhone'ie która godzina. Był kwadrans po pierwszej. Mimo to wciąż nie chciało mi się jeść. Choć ostatnie co miałam w ustach to obrzydliwe piwo kupione przez Harry'ego. Skrzywiłam się na samą myśl o wyjątkowo gorzkim napoju.
Bez większego zastanowienia wyjęłam z torby paczkę papierosów i odpaliłam jednego, a zaraz potem uchyliłam okno. Pan Zły nie lubił, gdy mu się dymiło w pokoju. Pewnie dlatego na każdą imprezę go zamykał. To dosyć zabawne. Nie miał nic przeciwko biciu kogoś, spaniu z każdą napotkaną laską bądź upijaniu się do nieprzytomności, ale już syf w sypialni był wielkim problemem. Zaciągnęłam się mocno, dając moim płucom kolejną dawkę niszczącej nikotyny.
W sumie, jakbym się nad tym zastanowić wszystko co robiłam od jakiś dwóch lat prowadziło do powolnej śmierci. Zaczynając od alkoholu, poprzez papierosy, aż do narkotyków. I to tylko dlatego, żeby choć na kilka chwil zapomnieć o otaczającej mnie rzeczywistości. Żeby dobrze się bawić. Strzepałam popiół z papierosa i otworzyłam okno na rozcież.
W Nowym Jorku było wyjątkowo słonecznie i ciepło. Gdyby nie lekkie podmuchy wiatru pewnie byłoby gorąco. Widziałam setki ludzi, którzy jak mrówki prześcigali się w kolejkach i na chodnikach. Manhattan, jak zwykle tętnił życiem. Dopaliłam fajkę i wyrzuciłam ją na ulicę. Postanowiłam zobaczyć co chłopaki robią na dole.
Wyszłam z pokoju i już rutynowo ruszyłam do szklanych, nowoczesnych schodów. O ile wcześniej poruszanie się po ich apartamencie było dla mnie problemem, o tyle teraz robiłam to z całkowitą łatwością. Gdy otworzyłam przesuwane drzwi do pomieszczenia, które mnie interesowało moim oczom ukazał się Liam, który wraz ze Sky zaśmiewał się jedząc wspólny obiad. Nie było tam Harry'ego, ale to mnie nie zdziwiło. To mieszkanie było tak duże, że równie dobrze mógł być, w którejś z siedmiu łazienek.
- Hej - przywitałam się, siadając obok przyjaciółki.
- No cześć. Dawno cię nie widziałam - spojrzała na mnie znad pudełka z chińszczyzną.
- Zabawne. I tak mnie kochasz. Skąd macie jedzenie ? - spytałam, bo na widok jedzącej dwójki mój brzuch zaczął domagać się jedzenia.
- Will mnie podwiózł, więc kupiliśmy po drodze - wyjaśniła szybko, napychając buzię kolejną porcją sałatki - Dla ciebie też jest - wskazała siatkę na blacie.
Popatrzyłam na nią z wdzięcznością, i jak wygłodniała rzuciłam się w stronę reklamówki.
*
Drzwi windy, w której staliśmy w czwórkę otworzyły się przed nami. Ukazał nam się dwupiętrowy apartament, z wielkimi oknami po północnej i wschodniej stronie. Po lewo zaś znajdowały się ogromne schody z białego marmuru z barierką o tym samym kolorze. Weszliśmy do środka. Oczywiście na przodzie szła rozochocona Sky, która chciała się dzisiaj tylko zabawić. Nie obchodziło ją to, że wcale nie zna pana Tomlinsona. Zresztą ja też nie. Podłoga we wnętrzu była biała i błyszcząca, na środku pomieszczenia stała szklana ława i komplet kanap z czarnej skóry z poduszkami w panterkowy wzór. Wielkie drzwi balkonowe były otwarte, a na zewnątrz bawili się ludzie. Mogłabym przysiąc, że jego balkon był taki, jak całe nasze mieszkanie, a nawet większy. Cały przyozdobiony był zieloną roślinnością i nowocześnie zakrytymi stołami ze szkła, które aż uginały się od wymyślnych przystawek i drogich trunków. Nawet dostrzegłam barek, obowiązkowo z barmanem.
Nie staliśmy tak długo, gdy podbiegła do nas brunetka o niezwykle pięknych nogach, ubrana w białą sukienkę z baskinką i beżowe Louboutin'y.
- Cześć Harry ! - rzuciła się na chłopaka, całując go w policzek.
Zmierzyłam ją groźnym spojrzeniem. Niby nie miałam powodów, żeby być zazdrosna, ale patrząc na jej sylwetkę i wzrost poczułam się wyjątkowo brzydka i niekształtna. Wywnioskowałam również, że Harry albo żył, albo wciąż żyje w bliskich relacjach z nią.
- Eleanor - przedstawiła się dziewczyna, gdy już oderwała się od Pana Złego. Najpierw podała rękę Sky, a potem mi. - Jestem narzeczoną Lou'iego - wyznała po chwili. - Rozgośćcie się.
Patrząc, jak Harry odprowadza Eleanor - a raczej jej tyłek - wzrokiem, pociągnęłam Skylar za rękę. W tym momencie zależało mi tylko na dobrej zabawie. Przyjaciółka nie sprzeciwiała się i chwilę później obie prosiłyśmy barmana o kolejkę czystej. To nie wystarczyło. Dziewczyna wyjęła ze swojej torby woreczek z biały proszkiem. To musiała być heroina, którą Sky zazwyczaj miała przy sobie. Chwiejnym krokiem dotarłyśmy do najbliższej łazienki. Miałam lekkie zawroty głowy, ale nie takie, by nie pamiętać łapczywego wzroku Styles'a. Brunetka wysypała mi trochę narkotyku na palec wskazujący, a ja od razu wciągnęłam moją dawkę. Na efekty nie musiałam długo czekać. Czułam, jak wszystko staje się trochę piękniejszy niż było w rzeczywistości. Jak barwy stają się wyraźniejsze. Jak wszystko co odczuwam sprawia mi przyjemność. Powtórzyłyśmy to jeszcze ze Skylar dwa razy, po czym obydwie położyłyśmy się na kafelkach podłogowych. Nie wiem ile czasu tam się znajdowałyśmy. Może pięć minut, może czterdzieści. Pobudziłam się dopiero, gdy usłyszałam pierwsze takty znanej mi piosenki <TU>.
- George, chodź zatańczyć ! - dźwignęłam się na nogi i podałam rękę przyjaciółce.
- Chcę spać, idiotko - zaśmiała się, patrząc na mnie szklistymi oczami.
- Nie ! Tańczyć ! Będziemy tańczyć - rozkazałam, tupiąc nogą.
Sky zaśmiała się jeszcze głośniej, wprawiając mnie w podobny stan. Mimo wszystko podniosła się z podłogi i ruszyła ze mną na balkon. Kilkoro ludzi bujało się w rytm muzyki. Reszta jadła grillowane hamburgery bądź rozmawiała przy drinkach. Nie wiem czy był tam Harry i Liam. Szczerze mówiąc nie chciałam ich widzieć w tamtym momencie. Niech idą do Eleanor. Zaczęłyśmy z brunetką tańczyć do lecącej melodii. Kręciłyśmy się wkoło, klaskałyśmy, przytulałyśmy. Byłyśmy w jakimś lepszym miejscu choć nie jestem w stanie zdefiniować w jakim.
Gdy skończyła się piosenka ruszyłyśmy chwiejnym krokiem do barku i zamówiłyśmy po szklance whisky.
- Za wolność - dziewczyna uniosła szklaneczkę do góry.
- Za seks - uniosłam moją na ten sam poziom, po czym jednym haustem wypiłam.
Obie zachichotałyśmy. Poprosiłam jeszcze raz to samo i wymawiając równie ambitną kwestię, znowu wypiłam ją za jednym przechyleniem.
- Niedobrze mi, Des - Sky zrobiła się dziwnie blada i miałam wrażenie, że zaraz zwymiotuje.
- Łazienka - poinstruowałam, nie tracąc dobrego humoru.
Doskonale wiedziałam, że nie ma w tym nic zabawnego, ale nie potrafiłam inaczej. Zaciągnęłam ją do toalety, tym razem w trochę innym celu. Dziewczyna nim zdążyłam dobiec do muszli klozetowej, zwymiotowała na polerowaną podłogę. Szybko podprowadziłam ją do właściwego miejsca. Kolejna fala przeszła przez jej ciało, a ja ledwo zdążyłam złapać jej włosy. Zaraz po tej akcji dziewczyna zaśmiała się dźwięcznie.
- Opłacało się - stwierdziła, podnosząc na mnie na chwilę wzrok.
Zaraz potem wróciła do wcześniej przerwanej czynności. Też zaczynało mi się robić niedobrze, ale raczej nie miałam odruchów wymiotnych. Raczej przydałaby mi się szklanka zimnej wody albo najlepiej lodowaty prysznic. Nie siedziałyśmy tam długo, gdy do pomieszczenia wpadł Liam i Harry. Obaj wyglądali trochę lepiej od nas. Brązowooki trzymał w ręku butelkę ginu i popijał co chwilę.
- Wszystko w porządku ? - spytał przejęty Li.
Pan Zły oparł się w tym czasie o futrynę i przechwycił od przyjaciela butelkę. Pociągnął z niej sporego łyka. Gdy Liam podbiegł, by trzymać włosy Sky, ja wyprostowałam się i stanęłam na przeciwko Harry'ego. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że przez ten cały czas nie spuszczałam z niego wzroku. Jego nonszalancka postawa i mięśnie opięte przez białą koszulę, sprawiły, że chciałam się do niego przytulić, ale to nie byłoby chyba właściwe. No i jeszcze ta cała El. Mimo wszystko patrzenie na niego sprawiało mi nieodpartą przyjemność.
- Chcę cię - wyszeptał chłopak, tak cicho, że praktycznie czytałam z ruchu jego warg.
Przygryzłam wargę i uchyliłam drzwi łazienki. To będzie długa noc.
- Des, telefon ci dzwoni - usłyszałam stłumiony głos Harry'ego zza drzwi.
Odebrałam od niego komórkę, gdy zaraz po wypowiedzeniu tych słów wszedł do środka. Kiedy on się nauczy jakiś zasad prywatności ? Spojrzałam przelotnie na ekran iPhone'a i odebrałam.
- Do cholery jasnej, gdzie ty się podziewasz Destiny ?! - moich uszu dobiegł głos zrozpaczonej Sky.
- Przecież wiesz, gdzie jestem. Pisałam esemesa - wytłumaczyłam.
Zrobiłam zszokowaną minę, gdy Harry bez żadnego skrępowania odwrócił się do mnie tyłem, zdjął majtki i wszedł pod prysznic. Odwróciłam się szybko plecami do niego. I bynajmniej nie dlatego, że to był zły widok. Chciałam zachować pozory normalności.
- Esemesa ?! Ty tak naprawdę ? Nie ma cię w domu od trzech dni. Co wy tam robicie ? - słowa wypadały z jej ust z prędkością karabinu maszynowego.
Westchnęłam głośno. Może to faktycznie nie było okej, że zostawiłam Skyler samą w mieszkaniu. Nie licząc oczywiście Willa. W sumie też do końca nie wiem czemu ostatnie trzy dni życia spędziłam tutaj.
- Nie złość się. Będę w domu najpóźniej dzisiaj wieczorem - Usłyszałam głośne chrząknięcie, wydobywające się z kabiny prysznicowej - Albo jutro - poprawiłam się.
Nie wiem czy chłopak był by zły, ale to nie miało większego znaczenia. Nie chciałam go jeszcze zostawiać.
- Trzymam cię za słowo, bo drugi wieczór z rzędu palimy z Willem jointy i gramy w karty - pożaliła się, a w tle usłyszałam cichy chichot.
- Może tu wpadnij. Liam pewnie już napalony - Tym razem usłyszałam śmiech Harry'ego, który właśnie obwinął sobie ręcznik wokół bioder.
Na moje policzki wpłynęły dwa pokaźnych rozmiarów rumieńce. Krople wody, spływające po nagim torsie Harry'ego sprawiły, że zaschło mi w ustach, a ręce zaczęły drżeć. Chłopak uśmiechnął się pod nosem na moją reakcje, co wcale nie poprawiło mojego stanu.
- Słyszysz mnie ? - Sky spytała zirytowana. Zupełnie nie słyszałam co do mnie mówiła. Pan Zły sprawiał, że odpływałam - Mówiłam, że przyjdę. Nie przeszkadzam, pa.
Przyjaciółka rozłączyła się, nie dając mi możliwości pożegnania. Wyszłam z toalety z zamiarem znalezienia w torbie jakiś ubrań na zmianę.
- Co dzisiaj robimy ? - spytałam chłopaka, który półnagi wszedł do sypialni.
Lepiej niech się ubierze, jeśli nie chcę przyprawić mnie o zawał serca. Harry chwilę myślał, rękami przesuwając kolejne wieszaki w swojej szafie koloru kakao. Ja w tym czasie włożyłam majtki pod ręcznikiem co oczywiście nie uszło jego uwadze, ale udawał, że nic nie widział. Potem odwróciłam się do niego plecami i założyłam czerwony bralet. W bieliźnie stanęłam przed lustrem i zaczęłam czesać włosy. Sama zastanawiałam się od kiedy jego towarzystwo mnie nie krępuje, ale widocznie nie potrzeba mi dużo czasu, aby się do kogoś przyzwyczaić. Szczególnie do kogoś tak przystojnego. Kątem oka spojrzałam, jak Harry wkłada czarne spodnie, przy czym mięśnie jego pleców intensywnie pracowały. Za nim zdążyłam wzrokiem wrócić do mojego odbicia, Pan Zły stał już za mną, obie ręce trzymając na moich biodrach. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, która z pewnością nie była spowodowana zimnem. Poczułam mocną woń jego żelu pod prysznic i perfum. Ten zapach będzie mi się chyba do końca życia kojarzył tylko z nim. Harry oplótł mnie ciasno rękami, sprawiając, że moje plecy dotknęły jego twardego torsu.
- Lou organizuje grilla - dopiero teraz odpowiedział na moje pytanie, o którym już zupełnie zapomniałam.
Pokiwałam tylko głową na znak, że się zgadzam. W sumie co lepszego miałam do roboty ? Chłopak obrócił mnie przodem do siebie. Popatrzyłam na niego pytająco.
- Jesteś dobrą dupą - skomentował, zmysłowo przygryzając wargę.
Pokazałam mu środkowego palca i wyminęłam go chcąc dokończyć się ubierać. Nie żeby jego słowa mi nie schlebiały, ale lepiej, żeby o tym nie wiedział. Zacznie pozwalać sobie na więcej. Harry zaśmiał się gardłowo i wyszedł z pokoju nie wkładając koszulki. Mieszkałam tu tylko trzy dni, a już wiedziałam, że chłopaki lubią sobie pochodzić po domu półnadzy.
Włożyłam na siebie czarną sukienkę na grubych ramiączkach i bransoletkę, którą wygrzebałam z torby. Potem wysuszyłam włosy i związałam je w wysokiego kucyka. Były dzisiaj bardziej kręcone niż zazwyczaj. Na koniec umyłam zęby i umalowałam się. W międzyczasie sprawdziłam na iPhone'ie która godzina. Był kwadrans po pierwszej. Mimo to wciąż nie chciało mi się jeść. Choć ostatnie co miałam w ustach to obrzydliwe piwo kupione przez Harry'ego. Skrzywiłam się na samą myśl o wyjątkowo gorzkim napoju.
Bez większego zastanowienia wyjęłam z torby paczkę papierosów i odpaliłam jednego, a zaraz potem uchyliłam okno. Pan Zły nie lubił, gdy mu się dymiło w pokoju. Pewnie dlatego na każdą imprezę go zamykał. To dosyć zabawne. Nie miał nic przeciwko biciu kogoś, spaniu z każdą napotkaną laską bądź upijaniu się do nieprzytomności, ale już syf w sypialni był wielkim problemem. Zaciągnęłam się mocno, dając moim płucom kolejną dawkę niszczącej nikotyny.
W sumie, jakbym się nad tym zastanowić wszystko co robiłam od jakiś dwóch lat prowadziło do powolnej śmierci. Zaczynając od alkoholu, poprzez papierosy, aż do narkotyków. I to tylko dlatego, żeby choć na kilka chwil zapomnieć o otaczającej mnie rzeczywistości. Żeby dobrze się bawić. Strzepałam popiół z papierosa i otworzyłam okno na rozcież.
W Nowym Jorku było wyjątkowo słonecznie i ciepło. Gdyby nie lekkie podmuchy wiatru pewnie byłoby gorąco. Widziałam setki ludzi, którzy jak mrówki prześcigali się w kolejkach i na chodnikach. Manhattan, jak zwykle tętnił życiem. Dopaliłam fajkę i wyrzuciłam ją na ulicę. Postanowiłam zobaczyć co chłopaki robią na dole.
Wyszłam z pokoju i już rutynowo ruszyłam do szklanych, nowoczesnych schodów. O ile wcześniej poruszanie się po ich apartamencie było dla mnie problemem, o tyle teraz robiłam to z całkowitą łatwością. Gdy otworzyłam przesuwane drzwi do pomieszczenia, które mnie interesowało moim oczom ukazał się Liam, który wraz ze Sky zaśmiewał się jedząc wspólny obiad. Nie było tam Harry'ego, ale to mnie nie zdziwiło. To mieszkanie było tak duże, że równie dobrze mógł być, w którejś z siedmiu łazienek.
- Hej - przywitałam się, siadając obok przyjaciółki.
- No cześć. Dawno cię nie widziałam - spojrzała na mnie znad pudełka z chińszczyzną.
- Zabawne. I tak mnie kochasz. Skąd macie jedzenie ? - spytałam, bo na widok jedzącej dwójki mój brzuch zaczął domagać się jedzenia.
- Will mnie podwiózł, więc kupiliśmy po drodze - wyjaśniła szybko, napychając buzię kolejną porcją sałatki - Dla ciebie też jest - wskazała siatkę na blacie.
Popatrzyłam na nią z wdzięcznością, i jak wygłodniała rzuciłam się w stronę reklamówki.
*
Drzwi windy, w której staliśmy w czwórkę otworzyły się przed nami. Ukazał nam się dwupiętrowy apartament, z wielkimi oknami po północnej i wschodniej stronie. Po lewo zaś znajdowały się ogromne schody z białego marmuru z barierką o tym samym kolorze. Weszliśmy do środka. Oczywiście na przodzie szła rozochocona Sky, która chciała się dzisiaj tylko zabawić. Nie obchodziło ją to, że wcale nie zna pana Tomlinsona. Zresztą ja też nie. Podłoga we wnętrzu była biała i błyszcząca, na środku pomieszczenia stała szklana ława i komplet kanap z czarnej skóry z poduszkami w panterkowy wzór. Wielkie drzwi balkonowe były otwarte, a na zewnątrz bawili się ludzie. Mogłabym przysiąc, że jego balkon był taki, jak całe nasze mieszkanie, a nawet większy. Cały przyozdobiony był zieloną roślinnością i nowocześnie zakrytymi stołami ze szkła, które aż uginały się od wymyślnych przystawek i drogich trunków. Nawet dostrzegłam barek, obowiązkowo z barmanem.
Nie staliśmy tak długo, gdy podbiegła do nas brunetka o niezwykle pięknych nogach, ubrana w białą sukienkę z baskinką i beżowe Louboutin'y.
- Cześć Harry ! - rzuciła się na chłopaka, całując go w policzek.
Zmierzyłam ją groźnym spojrzeniem. Niby nie miałam powodów, żeby być zazdrosna, ale patrząc na jej sylwetkę i wzrost poczułam się wyjątkowo brzydka i niekształtna. Wywnioskowałam również, że Harry albo żył, albo wciąż żyje w bliskich relacjach z nią.
- Eleanor - przedstawiła się dziewczyna, gdy już oderwała się od Pana Złego. Najpierw podała rękę Sky, a potem mi. - Jestem narzeczoną Lou'iego - wyznała po chwili. - Rozgośćcie się.
Patrząc, jak Harry odprowadza Eleanor - a raczej jej tyłek - wzrokiem, pociągnęłam Skylar za rękę. W tym momencie zależało mi tylko na dobrej zabawie. Przyjaciółka nie sprzeciwiała się i chwilę później obie prosiłyśmy barmana o kolejkę czystej. To nie wystarczyło. Dziewczyna wyjęła ze swojej torby woreczek z biały proszkiem. To musiała być heroina, którą Sky zazwyczaj miała przy sobie. Chwiejnym krokiem dotarłyśmy do najbliższej łazienki. Miałam lekkie zawroty głowy, ale nie takie, by nie pamiętać łapczywego wzroku Styles'a. Brunetka wysypała mi trochę narkotyku na palec wskazujący, a ja od razu wciągnęłam moją dawkę. Na efekty nie musiałam długo czekać. Czułam, jak wszystko staje się trochę piękniejszy niż było w rzeczywistości. Jak barwy stają się wyraźniejsze. Jak wszystko co odczuwam sprawia mi przyjemność. Powtórzyłyśmy to jeszcze ze Skylar dwa razy, po czym obydwie położyłyśmy się na kafelkach podłogowych. Nie wiem ile czasu tam się znajdowałyśmy. Może pięć minut, może czterdzieści. Pobudziłam się dopiero, gdy usłyszałam pierwsze takty znanej mi piosenki <TU>.
- George, chodź zatańczyć ! - dźwignęłam się na nogi i podałam rękę przyjaciółce.
- Chcę spać, idiotko - zaśmiała się, patrząc na mnie szklistymi oczami.
- Nie ! Tańczyć ! Będziemy tańczyć - rozkazałam, tupiąc nogą.
Sky zaśmiała się jeszcze głośniej, wprawiając mnie w podobny stan. Mimo wszystko podniosła się z podłogi i ruszyła ze mną na balkon. Kilkoro ludzi bujało się w rytm muzyki. Reszta jadła grillowane hamburgery bądź rozmawiała przy drinkach. Nie wiem czy był tam Harry i Liam. Szczerze mówiąc nie chciałam ich widzieć w tamtym momencie. Niech idą do Eleanor. Zaczęłyśmy z brunetką tańczyć do lecącej melodii. Kręciłyśmy się wkoło, klaskałyśmy, przytulałyśmy. Byłyśmy w jakimś lepszym miejscu choć nie jestem w stanie zdefiniować w jakim.
Gdy skończyła się piosenka ruszyłyśmy chwiejnym krokiem do barku i zamówiłyśmy po szklance whisky.
- Za wolność - dziewczyna uniosła szklaneczkę do góry.
- Za seks - uniosłam moją na ten sam poziom, po czym jednym haustem wypiłam.
Obie zachichotałyśmy. Poprosiłam jeszcze raz to samo i wymawiając równie ambitną kwestię, znowu wypiłam ją za jednym przechyleniem.
- Niedobrze mi, Des - Sky zrobiła się dziwnie blada i miałam wrażenie, że zaraz zwymiotuje.
- Łazienka - poinstruowałam, nie tracąc dobrego humoru.
Doskonale wiedziałam, że nie ma w tym nic zabawnego, ale nie potrafiłam inaczej. Zaciągnęłam ją do toalety, tym razem w trochę innym celu. Dziewczyna nim zdążyłam dobiec do muszli klozetowej, zwymiotowała na polerowaną podłogę. Szybko podprowadziłam ją do właściwego miejsca. Kolejna fala przeszła przez jej ciało, a ja ledwo zdążyłam złapać jej włosy. Zaraz po tej akcji dziewczyna zaśmiała się dźwięcznie.
- Opłacało się - stwierdziła, podnosząc na mnie na chwilę wzrok.
Zaraz potem wróciła do wcześniej przerwanej czynności. Też zaczynało mi się robić niedobrze, ale raczej nie miałam odruchów wymiotnych. Raczej przydałaby mi się szklanka zimnej wody albo najlepiej lodowaty prysznic. Nie siedziałyśmy tam długo, gdy do pomieszczenia wpadł Liam i Harry. Obaj wyglądali trochę lepiej od nas. Brązowooki trzymał w ręku butelkę ginu i popijał co chwilę.
- Wszystko w porządku ? - spytał przejęty Li.
Pan Zły oparł się w tym czasie o futrynę i przechwycił od przyjaciela butelkę. Pociągnął z niej sporego łyka. Gdy Liam podbiegł, by trzymać włosy Sky, ja wyprostowałam się i stanęłam na przeciwko Harry'ego. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że przez ten cały czas nie spuszczałam z niego wzroku. Jego nonszalancka postawa i mięśnie opięte przez białą koszulę, sprawiły, że chciałam się do niego przytulić, ale to nie byłoby chyba właściwe. No i jeszcze ta cała El. Mimo wszystko patrzenie na niego sprawiało mi nieodpartą przyjemność.
- Chcę cię - wyszeptał chłopak, tak cicho, że praktycznie czytałam z ruchu jego warg.
Przygryzłam wargę i uchyliłam drzwi łazienki. To będzie długa noc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz