~Sky~
06.06.2013 r.
06.06.2013 r.
Destiny wypadła z pokoju jak poparzona, nie informując mnie nawet o tym, w jakie miejsce się oddala. Pewnie nagle sobie przypomniała, że nie piła alkoholu całe 2-3 minuty. Zaśmiałam się cicho. Prowadziłyśmy naprawdę okropny styl życia. Ostatnim czasem nie było ani dnia, żebyśmy się nie napiły chociaż małego piwka. Było to strasznie zabawne, bo miałam zaledwie 18 lat, a moi rodzice nic nie wiedzieli o tym, że pieniądze, które mi dają każdego tygodnia wędrują, nie na opłaty i utrzymanie, tylko na alkohol i ciuchy. Telefon w mojej dłoni zabrzęczał nieznośnie. Odblokowałam pospiesznie klawiaturę i odczytałam wiadomość.

Wstałam z łóżka i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je z łoskotem, bo byłam pewna, że na korytarzu nikogo nie będzie. Moje rozczarowanie nie miało granic, gdy zauważyłam parę, która bezwstydnie obmacywała się przy ścianie, nieopodal łazienki. Byłam pewna, że tej samej nocy będą uprawiać seks. To było oczywiste jak dwa razy dwa. Nie spoglądałam na nich długo. Szybkim i już stabilnym krokiem zeszłam po schodach. Następnie zaczęłam się przeciskać przez tłum ludzi. Było to naprawdę nie lada wyzwanie, ponieważ każda z tych osób była potwornie spocona i przy bliższym kontakcie przyklejała się do mnie. Pewnie w każdym innym momencie uznałabym to za obrzydliwe, ale w tamtej sytuacji było mi to obojętne. Byłam na imprezie i do tego cholernie dobrze się bawiłam. Nie doszłam do połowy, gdy ktoś złapał mnie mocno za ramiona. Byłam pewna, że to Niall, więc na mojej twarzy cały czas gościł uśmiech. Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast blondyna ujrzałam wysokiego szatyna w lokach, który mierzył mnie odważnie spojrzeniem.
-Przyszłaś tutaj z Destiny - powiedział chłopak. Zrobił to cicho, ale jego głos był tak głęboki, że przebijał się przez hałas.
-Oznajmiasz mi to, czy mnie pytasz? - odkrzyknęłam w odpowiedzi. Chciałam, żeby szatyn się uśmiechnął, ale zamiast tego posłał mi gardzące spojrzenie.
-Gdzie ona jest? - tym razem wiedziałam, że to pytanie. Wzruszyłam ramionami.
-Nie widziałam jej od pięciu minut - odparłam.
-Nieważne, i tak jesteś pijana - chłopak machnął na mnie ręką i się oddalił. Poczułam się urażona. Może i byłam pijana, ale na pewno nie głupia. Jego idiotyczne teksty były na poziomie pięcioletnich dzieci. Nagle przypomniałam sobie, że Niall potrzebował towarzystwa. Niall potrzebował towarzystwa, a ja chciałam zaspokoić jego potrzebę. Podobał mi się coraz bardziej. Mógłby mnie prosić o cokolwiek, a ja spełniłabym każde jego życzenie. Znów zaczęłam przepychać się przez tłum dobrze bawiących się ludzi aż w końcu znalazłam się przy drzwiach do kuchni. Pociągnęłam je w swoją stronę i wsunęłam się do pomieszczenia. Panował tam półmrok, ale i tak wyraźnie go widziałam. Stał z telefonem w dłoni, a obok niego znajdowały się dwa kieliszki i butelka szampana.
-Minuta spóźnienia - powiedział blondyn, machając telefonem. Podeszłam bliżej niego i ściągnęłam z nóg buty. Zimna posadzka stanowiła ukojenie dla moich zmęczonych wysokim obcasem stóp.
-Ważne, że w ogóle przyszłam, prawda?
-Jasne, że tak - przytaknął Niall i zbliżył się do mnie na kilka kroków. Odchylił moją głowę w bok, żeby spojrzeć na ślad, który mi zostawił. Zmarszczył brwi z niesmakiem.
-Będę miała po tobie świetną pamiątkę - powiedziałam łapiąc go za dłoń, która wędrowała po mojej szyi.
-Proszę cię, zachowałem się jak debil - mruknął i drugą wolną rękę położył na moim biodrze. Momentalnie na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. Nie była to oznaka chłodu, czy lęku. Blondyn sprawiał swoim dotykiem, że zapominałam o świecie. Podobało mi się to. W każdym innym momencie, stwierdziłabym, że znamy się za krótko, ale czy to naprawdę było wtedy istotne? Imprezy miały swoje zasady i nie miałam powodu, żeby się ich nie trzymać. Przymknęłam powieki, gdy Niall przyłożył swoje ciepłe wargi do mojej szyi. Oczekiwałam kolejnej malinki, ale dostałam coś o wiele lepszego. Niebieskooki zaczął znaczyć na mojej szyi ślad pocałunków. Robił to tak delikatnie i idealnie, że przez moje ciało przebiegały kolejne, delikatne i przyjemne dreszcze. Gdy otworzyłam jego oczy, nasze twarze znajdowały się o kilka milimetrów od siebie. Czułam gorący oddech chłopaka na swojej twarzy. Niall całym ciałem napierał na mnie, a ja byłam wdzięczna, że za mną znajduje się blat, ponieważ w każdym momencie mogłam paść z wrażenia. Blondyn dotknął po chwili swoimi drżącymi wargami moich. Wsunął delikatnie język w moje usta. Rozkoszowałam się pięknem tej idealnej chwili, gdy nagle blondyn odsunął się ode mnie. Spojrzałam na niego, czerwieniejąc. Musiałam zrobić coś nie tak, musiałam.
-Nie mogę. Mam kogoś - wypalił Niall, a ja poczułam, że w moich żyłach zaczyna płonąć czysty gniew. Miał dziewczynę i miał czelność obmacywać mnie? Blondyn nie musiał długo czekać na to aż wymierzę mu policzek. Moja ręka wylądowała na jego twarzy z głośnym plaśnięciem. Schyliłam się, aby podnieć buty i wyszłam pospiesznie z kuchni. Wzrokiem ogarnęłam całe mieszkanie, żeby znaleźć wyjście na balkon, bądź taras. Musiałam sobie wszystko przemyśleć. Na początku myślałam, że będę płakać, ale nie robiłam tego. W moich żyłach płonął gniew. Miałam ochotę kupić pistolet i załatwić wszystko jak trzeba. W końcu, wzrokiem, odnalazłam szklane drzwi. Dostanie się do nich nie wymagało ode mnie dotykania tych wszystkich, spoconych ludzi. Po drodze, zabrałam piwo z ręki kolesiowi, który siedział, półżywy już, pod ścianą. Nawet nie protestował. Zamiast tego, odwrócił się na bok i zwymiotował. Ominęłam go czym prędzej i prawie przeskoczyłam próg, żeby znaleźć się na przestronnym tarasie. Przypomniałam sobie, że po drodze widziałam kolesia w lokach, obściskującego się z Des. Szczerze mówiąc trochę mnie to zdziwiło, ale nie chciałam zachowywać się jak stara baba, więc pozwoliłam się bawić im dalej. Wieczorny wiatr smagał nieprzyjemnie moją skórę. Wieczór było jakoś wyjątkowo chłodny. Zimne szpile powietrza wbijały mi się wręcz boleśnie w delikatną skórę. Żeby wygonić z głowy obraz mojego upokorzenia sprzed paru minut, zaczęłam rozmyślać o Destiny. Wiedziałam, że sama z siebie nie pozwoliłaby się tak po prostu obściskiwać obcemu kolesiowi, a tym bardziej sama by się do niego nie przylepiła. Mimo wszystko postanowiłam całe zajście zgonić na zbyt wysoki poziom alkoholu we krwi mojej przyjaciółki. Nie wiem, ile czasu zajęły mi moje rozmyślania, gdy czyjaś dłoń dotknęła moich pleców. Odwróciłam się leniwie do obcego, który mnie zaczepił. Nade mną stał Liam z flaszką wódki w dłoniach.
-Nieudany wieczór? - zagadał, a ja uśmiechnęłam się ponuro.
-Delikatnie mówiąc - przytaknęłam, nadal się uśmiechając, ale bynajmniej nie z radości.
-Mogę więc dotrzymać ci towarzystwa?
-Lepiej siedzieć z kimś niż samemu - zauważyłam bystrze. Liam usiadł na leżaku obok mnie i podał mi butelkę z przezroczystą cieczą w środku. Spojrzał na mnie znacząco. Przystałam na niemą propozycję szatyna i już po chwili sączyłam powoli wódkę. Nie zauważyłam wcześniej nawet kiedy skończyło mi się piwo, które zabrałam ledwo przytomnemu kolesiowi przy drzwiach balkonowych. Nie dbałam o to, ważne, że kolejna porcja alkoholu paliła delikatnie przełyk, drażniła go pieszczotliwymi palcami ognia. Oblizałam usta ze smakiem i oddałam szklaną butelkę mojemu towarzyszowi. Nie rozmawialiśmy już więcej, bo słowa nie były potrzebne. Czuliśmy się dobrze otuleni ciszą. W pewnym momencie przestało mi przeszkadzać nawet to, że na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Liam miał na sobie koszulę w kratę. Rękawy miał podwinięte to połowy przedramienia. Zauważyłam, że on też miał gęsią skórkę. Obydwoje jednak nie myśleliśmy o chłodzie, ponieważ od wewnątrz byliśmy mylnie rozgrzani drażniącą substancją. Od czasu do czasu mierzyłam szatyna spojrzeniem, zezując na niego. Jego profil rysował się zupełnie ciekawie. Miałam ochotę chwycić za ołówek i narysować mojego towarzysza w nocnej poświacie światła mimo, że nigdy nie lubiłam ani tym bardziej nie umiałam rysować. Nie mam pojęcia jak długo tak siedzieliśmy, gdy na tarasie pojawiła się prawie zupełnie trzeźwa Destiny, której na ramieniu wisiała ledwo żywa Dems.
-Myślałam, że w życiu cię nie znajdę. Czerwony alarm, Dems zaraz zejdzie - powiadomiła mnie Des, a ja szybko wstałam z leżaka, dziękując na prędce Liamowi za to, że przez ostatni czas dotrzymywał mi towarzystwa. Podeszłam do moich przyjaciółek, żeby odciążyć częściowo Destiny. Przepchnęłyśmy się wspólnie przez tłum totalnie pijanych i spoconych już ludzi i zdyszane dopadłyśmy w końcu wejścia.
-Zamówiłam taksówkę jakiś czas temu - poinformowała mnie Destiny, sapiąc ciężko ze zmęczenia. Pożegnałyśmy się jeszcze z ochroniarzem i zaczęłyśmy powolną wędrówkę po schodach. Demi była uwieszona na nas i naprawdę nie ważyła mało, zważywszy na to, że obydwie z Destiny prezentowałyśmy się dużo drobniej niż nasza przyjaciółka. Po, zdaje się, całej wieczności dotarłyśmy nareszcie do taksówki. Koleś za kierownicą był rozgadanym Koreańczykiem, który zabawnie przeinaczał język angielski. Mimo to, gdy weszłyśmy do samochodu, powitały nas niezbyt miłe słowa.
-Następnym razem taksówkarz wam odjedzie i będziecie musiały zapieprzać na pieszo, panienki. Nawet tutaj w nocy nie jest do końca bezpiecznie - warknął i znacząco zerknął na nas w lusterku. Wycofałabym się z auta, gdyby nie to, że Demi już nie była praktycznie przytomna. Nie wiedziałam czy się opiła, czy ćpała coś, ale nie było z nią za dobrze. Posadziłyśmy ją z Des na środku, a same usiadłyśmy po bokach. Głowa Dems bezwiednie opadła na moje ramię. Destiny cały czas trzymała naszą przyjaciółkę za dłoń. Droga do domu zajęła nam prawie godzinę i wydałyśmy chyba pół mojej pensji, żeby opłacić taksówkę, ale mieszkanie otwierałyśmy jeszcze przed szóstą rano. Dowlokłyśmy się z Demi do jej pokoju i ułożyłyśmy ją na łóżku, rozbierając ją do bielizny i przykrywając kołdrę. Wiedziałyśmy, że dziewczyna będzie się okropnie czuła kolejnego dnia. Mimo wszystko zrobiło mi się jej szkoda. Na korytarzu Des przytuliła mnie mocno.
-Dziękuję za pomoc, nie wiem co bym zrobiła bez ciebie. Demi dopadła mnie na parkiecie, ale już wtedy ledwo się trzymała.
-Przecież nie musisz mi kilka razy powtarzać, żebym pomogła którejś z was - potwierdziłam to, co było oczywiste. Po krótkim pożegnaniu rozeszłyśmy się do swoich sypialni. Ja sama runęłam na łóżku, nie myjąc się ani nie przebierając. Miałam ochotę przespać resztę życia.
-Przyszłaś tutaj z Destiny - powiedział chłopak. Zrobił to cicho, ale jego głos był tak głęboki, że przebijał się przez hałas.
-Oznajmiasz mi to, czy mnie pytasz? - odkrzyknęłam w odpowiedzi. Chciałam, żeby szatyn się uśmiechnął, ale zamiast tego posłał mi gardzące spojrzenie.
-Gdzie ona jest? - tym razem wiedziałam, że to pytanie. Wzruszyłam ramionami.
-Nie widziałam jej od pięciu minut - odparłam.
-Nieważne, i tak jesteś pijana - chłopak machnął na mnie ręką i się oddalił. Poczułam się urażona. Może i byłam pijana, ale na pewno nie głupia. Jego idiotyczne teksty były na poziomie pięcioletnich dzieci. Nagle przypomniałam sobie, że Niall potrzebował towarzystwa. Niall potrzebował towarzystwa, a ja chciałam zaspokoić jego potrzebę. Podobał mi się coraz bardziej. Mógłby mnie prosić o cokolwiek, a ja spełniłabym każde jego życzenie. Znów zaczęłam przepychać się przez tłum dobrze bawiących się ludzi aż w końcu znalazłam się przy drzwiach do kuchni. Pociągnęłam je w swoją stronę i wsunęłam się do pomieszczenia. Panował tam półmrok, ale i tak wyraźnie go widziałam. Stał z telefonem w dłoni, a obok niego znajdowały się dwa kieliszki i butelka szampana.
-Minuta spóźnienia - powiedział blondyn, machając telefonem. Podeszłam bliżej niego i ściągnęłam z nóg buty. Zimna posadzka stanowiła ukojenie dla moich zmęczonych wysokim obcasem stóp.
-Ważne, że w ogóle przyszłam, prawda?
-Jasne, że tak - przytaknął Niall i zbliżył się do mnie na kilka kroków. Odchylił moją głowę w bok, żeby spojrzeć na ślad, który mi zostawił. Zmarszczył brwi z niesmakiem.
-Będę miała po tobie świetną pamiątkę - powiedziałam łapiąc go za dłoń, która wędrowała po mojej szyi.
-Proszę cię, zachowałem się jak debil - mruknął i drugą wolną rękę położył na moim biodrze. Momentalnie na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. Nie była to oznaka chłodu, czy lęku. Blondyn sprawiał swoim dotykiem, że zapominałam o świecie. Podobało mi się to. W każdym innym momencie, stwierdziłabym, że znamy się za krótko, ale czy to naprawdę było wtedy istotne? Imprezy miały swoje zasady i nie miałam powodu, żeby się ich nie trzymać. Przymknęłam powieki, gdy Niall przyłożył swoje ciepłe wargi do mojej szyi. Oczekiwałam kolejnej malinki, ale dostałam coś o wiele lepszego. Niebieskooki zaczął znaczyć na mojej szyi ślad pocałunków. Robił to tak delikatnie i idealnie, że przez moje ciało przebiegały kolejne, delikatne i przyjemne dreszcze. Gdy otworzyłam jego oczy, nasze twarze znajdowały się o kilka milimetrów od siebie. Czułam gorący oddech chłopaka na swojej twarzy. Niall całym ciałem napierał na mnie, a ja byłam wdzięczna, że za mną znajduje się blat, ponieważ w każdym momencie mogłam paść z wrażenia. Blondyn dotknął po chwili swoimi drżącymi wargami moich. Wsunął delikatnie język w moje usta. Rozkoszowałam się pięknem tej idealnej chwili, gdy nagle blondyn odsunął się ode mnie. Spojrzałam na niego, czerwieniejąc. Musiałam zrobić coś nie tak, musiałam.
-Nie mogę. Mam kogoś - wypalił Niall, a ja poczułam, że w moich żyłach zaczyna płonąć czysty gniew. Miał dziewczynę i miał czelność obmacywać mnie? Blondyn nie musiał długo czekać na to aż wymierzę mu policzek. Moja ręka wylądowała na jego twarzy z głośnym plaśnięciem. Schyliłam się, aby podnieć buty i wyszłam pospiesznie z kuchni. Wzrokiem ogarnęłam całe mieszkanie, żeby znaleźć wyjście na balkon, bądź taras. Musiałam sobie wszystko przemyśleć. Na początku myślałam, że będę płakać, ale nie robiłam tego. W moich żyłach płonął gniew. Miałam ochotę kupić pistolet i załatwić wszystko jak trzeba. W końcu, wzrokiem, odnalazłam szklane drzwi. Dostanie się do nich nie wymagało ode mnie dotykania tych wszystkich, spoconych ludzi. Po drodze, zabrałam piwo z ręki kolesiowi, który siedział, półżywy już, pod ścianą. Nawet nie protestował. Zamiast tego, odwrócił się na bok i zwymiotował. Ominęłam go czym prędzej i prawie przeskoczyłam próg, żeby znaleźć się na przestronnym tarasie. Przypomniałam sobie, że po drodze widziałam kolesia w lokach, obściskującego się z Des. Szczerze mówiąc trochę mnie to zdziwiło, ale nie chciałam zachowywać się jak stara baba, więc pozwoliłam się bawić im dalej. Wieczorny wiatr smagał nieprzyjemnie moją skórę. Wieczór było jakoś wyjątkowo chłodny. Zimne szpile powietrza wbijały mi się wręcz boleśnie w delikatną skórę. Żeby wygonić z głowy obraz mojego upokorzenia sprzed paru minut, zaczęłam rozmyślać o Destiny. Wiedziałam, że sama z siebie nie pozwoliłaby się tak po prostu obściskiwać obcemu kolesiowi, a tym bardziej sama by się do niego nie przylepiła. Mimo wszystko postanowiłam całe zajście zgonić na zbyt wysoki poziom alkoholu we krwi mojej przyjaciółki. Nie wiem, ile czasu zajęły mi moje rozmyślania, gdy czyjaś dłoń dotknęła moich pleców. Odwróciłam się leniwie do obcego, który mnie zaczepił. Nade mną stał Liam z flaszką wódki w dłoniach.
-Nieudany wieczór? - zagadał, a ja uśmiechnęłam się ponuro.
-Delikatnie mówiąc - przytaknęłam, nadal się uśmiechając, ale bynajmniej nie z radości.
-Mogę więc dotrzymać ci towarzystwa?
-Lepiej siedzieć z kimś niż samemu - zauważyłam bystrze. Liam usiadł na leżaku obok mnie i podał mi butelkę z przezroczystą cieczą w środku. Spojrzał na mnie znacząco. Przystałam na niemą propozycję szatyna i już po chwili sączyłam powoli wódkę. Nie zauważyłam wcześniej nawet kiedy skończyło mi się piwo, które zabrałam ledwo przytomnemu kolesiowi przy drzwiach balkonowych. Nie dbałam o to, ważne, że kolejna porcja alkoholu paliła delikatnie przełyk, drażniła go pieszczotliwymi palcami ognia. Oblizałam usta ze smakiem i oddałam szklaną butelkę mojemu towarzyszowi. Nie rozmawialiśmy już więcej, bo słowa nie były potrzebne. Czuliśmy się dobrze otuleni ciszą. W pewnym momencie przestało mi przeszkadzać nawet to, że na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Liam miał na sobie koszulę w kratę. Rękawy miał podwinięte to połowy przedramienia. Zauważyłam, że on też miał gęsią skórkę. Obydwoje jednak nie myśleliśmy o chłodzie, ponieważ od wewnątrz byliśmy mylnie rozgrzani drażniącą substancją. Od czasu do czasu mierzyłam szatyna spojrzeniem, zezując na niego. Jego profil rysował się zupełnie ciekawie. Miałam ochotę chwycić za ołówek i narysować mojego towarzysza w nocnej poświacie światła mimo, że nigdy nie lubiłam ani tym bardziej nie umiałam rysować. Nie mam pojęcia jak długo tak siedzieliśmy, gdy na tarasie pojawiła się prawie zupełnie trzeźwa Destiny, której na ramieniu wisiała ledwo żywa Dems.
-Myślałam, że w życiu cię nie znajdę. Czerwony alarm, Dems zaraz zejdzie - powiadomiła mnie Des, a ja szybko wstałam z leżaka, dziękując na prędce Liamowi za to, że przez ostatni czas dotrzymywał mi towarzystwa. Podeszłam do moich przyjaciółek, żeby odciążyć częściowo Destiny. Przepchnęłyśmy się wspólnie przez tłum totalnie pijanych i spoconych już ludzi i zdyszane dopadłyśmy w końcu wejścia.
-Zamówiłam taksówkę jakiś czas temu - poinformowała mnie Destiny, sapiąc ciężko ze zmęczenia. Pożegnałyśmy się jeszcze z ochroniarzem i zaczęłyśmy powolną wędrówkę po schodach. Demi była uwieszona na nas i naprawdę nie ważyła mało, zważywszy na to, że obydwie z Destiny prezentowałyśmy się dużo drobniej niż nasza przyjaciółka. Po, zdaje się, całej wieczności dotarłyśmy nareszcie do taksówki. Koleś za kierownicą był rozgadanym Koreańczykiem, który zabawnie przeinaczał język angielski. Mimo to, gdy weszłyśmy do samochodu, powitały nas niezbyt miłe słowa.
-Następnym razem taksówkarz wam odjedzie i będziecie musiały zapieprzać na pieszo, panienki. Nawet tutaj w nocy nie jest do końca bezpiecznie - warknął i znacząco zerknął na nas w lusterku. Wycofałabym się z auta, gdyby nie to, że Demi już nie była praktycznie przytomna. Nie wiedziałam czy się opiła, czy ćpała coś, ale nie było z nią za dobrze. Posadziłyśmy ją z Des na środku, a same usiadłyśmy po bokach. Głowa Dems bezwiednie opadła na moje ramię. Destiny cały czas trzymała naszą przyjaciółkę za dłoń. Droga do domu zajęła nam prawie godzinę i wydałyśmy chyba pół mojej pensji, żeby opłacić taksówkę, ale mieszkanie otwierałyśmy jeszcze przed szóstą rano. Dowlokłyśmy się z Demi do jej pokoju i ułożyłyśmy ją na łóżku, rozbierając ją do bielizny i przykrywając kołdrę. Wiedziałyśmy, że dziewczyna będzie się okropnie czuła kolejnego dnia. Mimo wszystko zrobiło mi się jej szkoda. Na korytarzu Des przytuliła mnie mocno.
-Dziękuję za pomoc, nie wiem co bym zrobiła bez ciebie. Demi dopadła mnie na parkiecie, ale już wtedy ledwo się trzymała.
-Przecież nie musisz mi kilka razy powtarzać, żebym pomogła którejś z was - potwierdziłam to, co było oczywiste. Po krótkim pożegnaniu rozeszłyśmy się do swoich sypialni. Ja sama runęłam na łóżku, nie myjąc się ani nie przebierając. Miałam ochotę przespać resztę życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz