sobota, 22 czerwca 2013

Chapter III

~Destiny~
05 - 06.06.2013 r. 

- Cholera ! - usłyszałam warknięcie Demi, które poinformowało mnie o tym, że przyjaciółka nie jest zbytnio zadowolona z faktu, że zabrakło światła w naszym mieszkaniu. 
Razem ze Sky zaczęłyśmy chichotać. Tequila w naszych żyłach była tego przyczyną. Mimo wszystko podniosłam się z łóżka i po omacku doszłam do komody, na której leżał mój iPhone. Znalazłam aplikacje uruchamiającą latarkę i pozostawiając Skylar w sypialni, ruszyłam do salonu w poszukiwaniu drugiej przyjaciółki, która może miała trochę lepszy pomysł na przywrócenie światła, niż ja. Właściwie ja nie miałam żadnego konkretnego pomysłu. Wiedziałam, że korki, które najprawdopodobniej wywaliło, znajdują się na dole, koło mieszkania państwa Williams. Niestety, nie miałam pojęcia, jak nie naprawić i szczerze liczyłam, że ktoś z naszych sąsiadów się tym zainteresuje. Nagle usłyszałam dźwięk mojego dzwonka i aż podskoczyłam w miejscu. To nie był najlepszy czas na rozmowy. Szybko przejechałam palcem po wyświetlaczu.
- Mama ? - odebrałam szczerze zaskoczona.
Nie odzywała się do mnie dobre trzy tygodnie, a gdy postanawia zadzwonić wybiera właśnie taki moment ?
- Też się ciesze, że cię słyszę - powiedziała dosyć ironicznie, jak na nią.
Jednak westchnęłam głośno. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać. Na pewno nie teraz. Z drugiej strony nie miło by było się rozłączyć. Mogłaby się nawet obrazić, jak to często bywało.
- Przepraszam - wydusiłam po krótkiej chwili, którą spędziłam na szukaniu normalnej latarki, w szafce nad lodówką. Niestety, byłam za niska by móc normalnie do niej sięgnąć, więc zajęło mi to kilka chwil. W tym czasie Dems gdzieś zniknęła. Spodziewałam się znaleźć ją u mnie w sypialni wraz ze Sky - Co tam u ciebie mamo ?
- Max jest chory. Znowu. A ciocia Juls bierze ślub za trzy tygodnie. Powiedziała, że jak chcesz to możesz przyjść. Do tego wszystkiego tata zrobił sobie coś w palca, gdy próbował złożyć nasze nowe łóżko. Mówiłam ci już, że odnowiliśmy sypialnie ? - mama mówiła, jak najęta, momentalnie przeskakując z tematu na temat. Nie miałam nawet szans, by wyrazić swój komentarz - Ooo, a wujek Sam został ojcem. Rose już urodziła córeczkę. Myślisz, że Harper to dobre imię ? - kontynuowała swój monolog.
Przytakiwałam tylko, idąc w dół po schodach, by dość do korków. Zauważyłam, że sąsiedzi nie przejęli się bardzo zmianą oświetlenia, gdyż nikt nie kwapił się, by coś z tym zrobić. Zrezygnowana wróciłam do mieszkania, gdy po otworzeniu skrzynki z bezpiecznikami, stwierdziłam, że nie wiem o co chodzi.
- Mamo, ja muszę kończyć - rozłączyłam się, a telefon wepchnęłam do tylnej kieszeni jeansów. Natychmiast po tym, jak schowałam latarkę, w apartamencie znów zrobiło się jasno. Wyrzuciłam ręce w górę. Mogłam czekać w domu razem z przyjaciółkami. Powolnie ruszyłam do łazienki. W tamtym momencie miałam ochotę tylko zwymiotować resztki alkoholu znajdującego się w moim organizmie, wziąć szybki prysznic i pójść spać. Zatrzasnęłam za sobą drzwi toalety. Miałam wrażenie, że zrobiłam to trochę głośniej, niż powinnam. Poczęłam w ślimaczym tempie myć zęby i w tym samym czasie rozbierać się, aż stałam całkiem naga. Odkręciłam kurek i weszłam pod prysznic. Fala gorąca oblała moje plecy, potem włosy, a następnie całe ciało. Z zamkniętymi oczami znalazłam gąbkę i płyn o zapachu awokado z morelą. Gdy już skończyłam, umyłam włosy i obwinęłam się ręcznikiem. Ta krótka kąpiel sprawiła, że zachciało mi się spać, a tequila najprawdopodobniej całkowicie wyparowała z mojego organizmu. Starłam resztki makijażu z twarzy i opuściłam zaparowaną łazienkę. Nie musiałam długo czekać, aż Sky dopadła do mnie.
- Myślałam, że zginęłaś na schodach - wyznała szczerze wystraszona. Jej też przydałaby się kąpiel - Ale na szczęście postanowiłaś się tylko utopić pod prysznicem - powiedziała, wycofując się do swojej sypialni.
Machnęłam na nią ręką. Nie było sensu przejmować się wyznaniami pijanej Skylar.
*** 
Obudził mnie głośny dźwięk budzika. Szybko go odnalazłam i wyłączyłam. Zawsze nastawiałam sobie owe urządzenie wcześniej, niż powinnam wstać, gdyż lubiłam sobie jeszcze poleżeć w łóżku przez kilka chwil. Odrzuciłam na bok kołdrę, gdyż słońce nieznośnie przedostawało się do mojej sypialni przez nieszczelne rolety i w pokoju zrobiło się potwornie gorąco. Prawie, jakbym mieszkała w Los Angeles, ale niestety do tego było jeszcze daleko. Moich pieniędzy ledwo starczało na podstawowe potrzeby, a co dopiero na wielkie przeprowadzki. Szczęście, że rodzice postanowili płacić za mieszkanie, bo inaczej wątpię, że jadłabym cokolwiek. Skrzywiłam się na myśl o codziennej głodówce. Wtedy przynajmniej moja dieta wreszcie zaczęłaby istnieć. Popatrzyłam na zegar na ścianie, który wskazywał już piętnaście po dziewiątej. Szybko wstałam z łóżka i już rutynowo pośpieszyłam do łazienki. Odbyłam poranną toaletę i ubrałam się. Dopiero teraz poczułam, że mój brzuch domaga się śniadania. W kuchni niestety nie zastałam nikogo. Zaczęłam rozmyślać nad porwaniem, póki nie zobaczyłam jaskrawej kartki przywieszonej do lodówki.


Uśmiechnęłam się sama do siebie. Miałam ochotę pójść na imprezę, zapomnieć o otaczającej mnie rzeczywistości i przypieczętować to wszystko kilko drinkami. Mój wzrok chwilę jeszcze zawieszony był na karteczce, aż nie przypomniałam sobie po co tak naprawdę tu przyszłam. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej kilka jajek i dwa plasterki bekonu. Z bocznej przegródki chwyciłam sok pomarańczowy. Sok wlałam do szklanki, a resztę usmażyłam na jednej patelni. Po zjedzonym posiłku, wsadziłam naczynia do zlewu i wyszłam z domu, upewniając się uprzednio czy jest dobrze zamknięty. Popędziłam na najbliższą stacje metra. Słońce przygrzewało mocniej, niż w środku, więc nałożyłam na nos okulary. Czułam się wolna. Mimo, że musiałam się uczyć, zachowywać odpowiedzialnie, wreszcie czułam, że żyje. Powietrze, którym oddychałam teraz było całkowicie moje. No może nie całkowicie, ale na pewno miałam go bardziej na własność niż w domu, w którym musiałam wszystkim dzielić się ze starszym rodzeństwem i pomagać rodzicom. Oczywiście tęsknie czasami za nimi, ale myślę, że dojrzałam. Potrafię sama o siebie zadbać i czuje się z tym cholernie dobrze. Moje przemyślenia przerwał klakson samochodu, który właśnie zamierzał przejechać przez pasy, na których aktualnie się znajdowałam. Powiedziałam niemo przepraszam i już całkowicie trzeźwo ruszyłam przed siebie. 
***
Wpadłam do domu, już w progu zdejmując z nóg trampki. Wiedziałam, że nie mam za dużo czasu na przygotowania, gdyż dochodziła już piąta, a jak mnie poinformowała Sky, zabawa miała się zacząć tuż przed siódmą. Rzuciłam buty gdzieś w kąt i poszłam na górę, skąd słyszałam już śmiechy dziewczyn. 
- Cześć - wparowałam do pokoju Demi. Dwie pary ciekawskich oczu przenikliwe się na mnie spojrzały. 
- Masz zamiar iść tak ubrana ? - spytała Skylar, robiąc przy tym minę wyszukanej projektantki, której ładnie mówiąc nie odpowiada mój strój. 
- Nie, myślałam nad bardziej imprezową bluzką - zaczęłam dziwnie gestykulować, jak dokładnie sobie to wyobrażałam - Ale w sumie nie mam dobrego pomysłu - poddałam się. 
- Na szczęście masz nas - Dems podała mi dwie torby z River Island i Topshop'u. 
Uśmiechnęłam się, wyjmując ich zawartość. Naprawdę nie spodziewałam się, że przyjaciółki pomyślą również o moim stroju. 
- Włosy proponuje rozpuścić dla lepszego efektu - stwierdziła dziewczyna, rozwiązując mojego kucyka. 
Poczułam, jak włosy opadają spokojnie na moje ramiona. Od razu poczułam się lepiej. Nie lubiłam chodzić w związanych. Robiłam to jedynie dlatego, że utrudniały mi one pisanie na wykładach. 
- Dziewczyny. Patrzcie i uczcie się - z łazienki wyszła już w pełni ubrana Demi, która krokiem modelki poczęła podążać przez swój pokój. 
Wraz ze Sky zachichotałyśmy. Strojenie się wspólnie przed imprezami było już naszym rytuałem. Od czasów liceum ubierałyśmy się razem u którejś w domu, potem urządzając mini pokaz mody. Zawsze sprawiało nam to dużo radości. Chyba niektóre rzeczy się nie zmieniają, bo teraz także bawiłyśmy się świetnie. Gdy tylko wszystkie ubrałyśmy się, zaczęłyśmy robić zdjęcia. Oczywiście, żadne z nich nie nadawało się do pokazania ludziom. Mimo to Skylar stwierdziła, że wstawi je na Twitter'a. 

***
Taksówka podwiozła nas pod sam budynek, w którym mieszkali chłopcy. Czułam się dziwnie nieswojo. Może przyczyną tego, było to, że nie wiedziałam nawet, jak oni mają na imię i jak przez mgłę pamiętałam ich wygląd. A do tego wszystkiego podobno było ich więcej niż dwoje. Ze stoickim spokojem podążałam za podekscytowanymi dziewczynami. Chciałam, aby ten niezręczny pierwszy moment już minął. Gdy dotarłyśmy do drzwi wejściowych, najbardziej zdziwił mnie fakt, że stał przy nich ochroniarz i sprawdzał czy wchodzące osoby są na liście gości. Już z zewnątrz słychać było głośną muzykę i bawiących się ludzi. Nie wiedziałam, że są aż tak bogaci by urządzać domówki na całe Upper West Side. Zresztą sam ich dom sprawiał, że poczułam się jeszcze biedniejsza, niż byłam normalnie. Gdy już ciemnoskóry ochroniarz sprawdził i odhaczył nasze imiona, mogłyśmy wejść.
- Ale zajebiście ! - krzyknęła Skylar, podnosząc głowę do góry i rozglądając się po obecnych ludziach.
Nikogo nie znałam przez co ta zabawa wydawała mi się być jeszcze bardziej żenująca niż była w rzeczywistości. Ludzi z każdą chwilą przybywało i jakoś nikt specjalnie nie przejmował się nami stojącymi w przejściu. Wszyscy się przepychali, tańczyli, upadali. Całe pomieszczenie było zadymione, a zapach alkoholu wypełniał całe moje nozdrza. Do tego wszystkiego dochodziła bardzo głośna muzyka, która sprawiała, że czułam się, jakby miliony noży wbijały się w głowę. Nie zauważyłam nawet, gdy u mojego boku znalazł się Liam. Był cały czerwony, a jego koszula nie pełniła już pierwotnej funkcji, będąc całkiem rozpiętą.
- Proponuje przenieść się do kuchni ! Będzie ciszej ! - wydarł się ponad muzykę.
Postanowiłam zostawić przyjaciółki, których no i tak już nie widziałam, gdyż Liam ciągnął mnie w stronę dużych drzwi. Nie stawiałam oporu. Lawirowałam sprawnie między rozgrzanymi ciałami. Czułam, że ja także powinnam się czegoś napić.I to czegoś mocniejszego. Gdy dotarliśmy do kuchni, z ulgą stwierdziłam, że jest praktycznie pusta, nie licząc jakieś pary, którzy postanowili urządzić sobie 'lizaną tequile'. Postarałam się nie zwracać na nich uwagi. Usiadłam na blacie, a Li przyniósł butelkę wódki i dwa plastikowe kubki. Nalał prawie do pełna i dał mi jeden z nich.
- Jak to wszystko wypije to już nie wstanę z tego blatu - zaśmiałam się, chwytając czerwony kubeczek.
- Pomogę ci - stwierdził, zachęcając mnie do picia.
- Szukam cię kurwa po całym domu, a ty postanowiłeś zabawić się z dziewczyną na blacie ! - nie zdążyłam się napić, gdy do kuchni wpadł postawny chłopak w lokach.
- Właśnie, Destiny. Zapomniałem przedstawić cię mojemu koledze. Des to Harry - brunet zacisnął nerwowo pięści z chęcią uderzenia niejakiego Harry'ego.
Zmierzyłam go dokładnie wzrokiem. Mierzył ponad sześć stóp, miał duże zielone oczy i brązowe włosy. Był dobrze zbudowany, a czarna koszulka opinająca jego ramiona wyglądała całkiem seksownie. Ale mimo wszystko był dupkiem, gdyż przeszkodził mi w tak ważnym momencie.
- Masz ochotę zatańczyć, Des ? - chłopak nagle złagodniał.
Jego szczęka się rozluźniła, a źrenice się powiększyły. Oparł się o blat obok mnie. Wzięłam dużego łyka wódki, która rozlała się po całym moim gardle. Już wiedziałam, że to nie było dobre posunięcie.
- Oczywiście - zeskoczyłam na kafelki i ruszyłam za Harry'm, wręczając mój kubek Liam'owi, który osłupiały stał w kuchni i przyglądał się uważnie moim poczynaniom.
Curly objął mnie w talii, praktycznie nie dając mi żadnej przestrzeni do ruchu. Moje ręce spoczęły na jego szyi, gdy właśnie zaczęła lecieć nowa piosenka. Widocznie nie przeszkadzało mu, że wszyscy inni skakali, a nasz taniec był, jak dla mnie zbyt intymny. Szczególnie, gdy pod wpływem alkoholu, który dzierżyłam w ręce, stanęłam do niego tyłem i ocierałam się o jego tors i krocze. Chwilka. Co alkohol robił w mojej ręce ? Ktoś musiał mi go wpakować, jak przechodziłam między ludźmi. Zaśmiałam się tylko i nadal tańczyłam. Nagle ktoś mocno mnie szarpnął i ciągnął po schodach do - jak się okazało - sypialni.
- Jak się bawisz ?! - krzyknęła pijana Sky, rozkładając się na łóżku.
- Nie wiem ! - zaśmiałam się głośno - Ale chyba cholernie dobrze - uniosłam butelkę i wypiłam jej zawartość. Przestałam się nawet krzywić. Chyba nie czułam smaku - Co to jest ? - spytałam podchodząc bliżej dziewczyny.
Zerknęłam na jej szyje, na której widniała pokaźnych rozmiarów malinka.
- Niall się postarał, co nie ? - uśmiechnęła się szeroko i podeszła do lustra, chcąc się przyjrzeć - Ładnie, ładnie - mruknęła pod nosem.
Gdy już miałam wychodzić z sypialni w poszukiwaniu kolejnej butelki do opróżnienia, mój telefon zaczął wibrować. Chwyciłam go i z trudem przeczytałam esemesa. Szybko jednak odpisałam.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz