poniedziałek, 17 czerwca 2013

Chapter II

~Skylar~
05.06.2013r.
Blondyn zmierzył nas spojrzeniem. Wzrok bruneta zatrzymał się na mojej przyjaciółce. Chciałam ją delikatnie trącić, ale nie wymierzyłam z siłą i moja przyjaciółka upadła na krzesło. Zamiast być na mnie zła to dostała kolejnego napadu śmiechu. Mi też się to udzieliło. Obydwie chichotałyśmy jak szalone. Demi spojrzała na nas z dezaprobatą.
-Znowu piłyście? - zapytała, czerwieniejąc ze złości. Z nas trzech to właśnie Demi była najbardziej ułożona.
-Co w tym złego, lalka ? - odparłam i kolejna fala rozbawienia przepłynęła przez moje ciało. Blondyn i brunet cały czas patrzyli się na nas. Pierwszy zakrywał usta, żeby się nie roześmiać, a drugi marszczył czoło. Pewnie był takim samym sztywniakiem jak Demi.
-Potem o tym pogadamy - zagroziła nasza przyjaciółka, wymachując nam przed nosami swoim palcem. Wiedziałam jak będzie wyglądać nasza rozmowa. Kilkunastominutowy wykład o tym, że mamy mało pieniędzy i nie powinnyśmy tego roztrwaniać. A już na pewno nie w takim celu.
-Daj spokój, Dems. Piwo jest zbyt dobre, żeby z niego rezygnować - wygłosiła Destiny, a ja klasnęłam w dłonie, ukazując mój szacunek do jej słów.
-Strasznie was przepraszam za nie - Demi odwróciła się w stronę naszych gości, jednak mimo wszystko wskazała na nas oskarżycielsko palcem. Wstydziła się za nas. W innej sytuacji zmieniłabym moje zachowanie, ale wtedy nie miałam no to ochoty. Podeszłam do bruneta i zmierzyłam go z bardzo bliska spojrzeniem. Dzieliło nas kilka centymetrów, ale chłopak nie ruszał się ani na krok. Mimo wszystko bardzo się spiął. Znowu miałam ochotę się roześmiać, ale stłumiłam to w sobie. W tym czasie Destiny przepraszała Demi, śpiewając jakąś piosenkę, której ja nawet nie znałam. Blondyn stał pomiędzy nami i nic nie mówił. Na kilka sekund zawiesiłam na nim spojrzenie i zauważyłam, że przez cały czas uważnie obserwuje Demi. Chciałam go kopnąć w piszczel, ale doszłam do wniosku, że chłopaka by to bolało. Z powrotem odwróciłam głowę w stronę bruneta i moje serce fiknęło koziołka. Chłopak uśmiechał się szeroko, zachęcając do rozmowy. Bardzo chciałam mu coś powiedzieć, ale zapomniałam co.
-Jesteś mroczny - wymamrotałam zamiast tego, co miałam na końcu języka.
-Jestem Liam - odparł, nadal się uśmiechając.
-Aha, aha, a ja Barack Obama - brak taktu nie odstępował mnie na krok. W drugim końcu kuchni Destiny zaśmiała się głośno, gdy usłyszała moje wyznanie. Odsunęłam się niezgrabnie od Liama i spojrzałam przenikliwie na blondyna. Podobał mi się.
-Niall - chłopak wyciągnął w moją stronę rękę, którą chętnie chwyciłam.
-Dla ciebie Sky - szepnęłam i posłałam mu całusa. Chłopak zaśmiał się wesoło. Demi podeszła do mnie i wyprowadziła mnie z kuchni. Na korytarzu już stała Destiny i, opierając się rękami o ścianę, czekała na mnie. Demi nie powiedziała nic, tylko wróciła do kuchni, sugerując tym samym, że mamy się stamtąd oddalić. Powędrowałyśmy z Destiny pod rękę w stronę naszych sypialni. W pokoju ściągnęłam z siebie wszystkie ciuchy i rzuciłam się na miękkie łóżko. Nie chciało mi się myć ani ubierać. Postanowiłam, że umyję się rano, a spać będę w samej bieliźnie.
*
Nie wiem, na jak długo odpłynęłam, ale był jeszcze wieczór, gdy kliknięcie zamka w moim pokoju mnie obudziło. Byłam już zupełnie trzeźwa i miałam wytężone wszystkie zmysły. Zerwałam się do pozycji siedzącej. To Demi postanowiła mnie obudzić. Oparłam się, uspokojona już, o zagłówek łóżka i otuliłam się szczelniej kołdrą.
-Często tu przychodzisz popatrzeć na mnie, gdy śpię? Podnieca cię to? - zapytałam żartobliwie, a Dems parsknęła śmiechem.
-Niall i Liam zaprosili nas na imprezę.
-No to idźcie - machnęłam ręką. Już ledwo pamiętałam jak wyglądali nasi goście.
-Ciebie też. Impreza jest jutro i chciałabym tylko cię poprosić, żebyś się nie nawaliła przypadkiem - w oczach mojej przyjaciółki znalazłam tyle dobroci i błagalnego rodzaju prośby, że nieświadomie uległam.
-Ten blondasek zrobił na tobie dobre wrażenie - zauważyłam dość nieinteligentnie. To było oczywiste.
-Może trochę - Demi przytaknęła i oblała się rumieńcem. Wyglądała jak burak.
-A Destiny wpadła w oko Liamowi. Ja jak zwykle jako jedyna się nikomu nie podobam - westchnęłam, chowając głowę pod poduszką.
-Proszę cię. To właśnie za tobą zawsze chodzi najwięcej chłopaków. Umiesz sobie ich owijać wokół palca, jesteś śliczna, miła, pomocna, kochana, inteligentna...
-Ok,ok. Załapałam - machnęłam ręką w stronę przyjaciółki. Nagle poczułam, że bardzo chcę zostać sama. Nie musiałam długo czekać, bo znałyśmy się na wylot. Dziewczyna wyczuła, że coś jest nie tak i wycofała się z mojego pokoju, klikając cicho drzwiami. Sięgnęłam na podłogę po torebkę, z której wyciągnęłam mojego iphone'a. Pospiesznie przejrzałam galerię i znalazłam interesujące mnie zdjęcie. Co z tego, że biegało za mną tyle kolesi, kiedy ja potrafiłam myśleć tylko o jednym? Na dodatku takim, który mnie kopnął w tyłek, bo nie chciałam być jego zabawką i puścić się z nim przy byle okazji. Serce zakuło mnie boleśnie, ale tym razem z moich oczu nie pociekły żadne łzy. Od jakiegoś czasu czułam się coraz bardziej szczęśliwa. Odnajdowałam powoli wewnętrzny spokój i coraz śmielej mogłam powiedzieć, że radzę sobie z tym co mnie otacza. Niespodziewanie poczułam ochotę na napicie się drinka, może kilku. Wstałam z łóżka i powędrowałam do drzwi, które cicho otworzyłam. Bez namysłu skierowałam się do kuchni, starając się w nic nie uderzyć. Zajrzałam do szafki nieopodal zlewu i po chwili wyciągnęłam z niej butelkę tequili. Nie wiedziałam, dokąd się kieruję, dopóki nie znalazłam się przy drzwiach do pokoju Destiny. Bez pukania wparowałam do środka. Moja przyjaciółka nie spała. Czytała jakąś gazetę ze słuchawkami na uszach i piła colę z puszki. Miałyśmy tego w mieszkaniu pełno. Gdy otwierało się lodówkę to jedyna rzecz, której nigdy tam nie brakowało to była właśnie cola w puszcze. Od razu usiadłam na brzegu jej łóżka. Dziewczyna ściągnęła z uszu słuchawki i spojrzała na mnie pytająco, z lekkim wręcz wyrzutem malującym się na twarzy.
-Co jest? - zapytała, gdy zobaczyła, że moja mina nie wyraża bynajmniej szczęścia.
-Przyszłam się napić - wzniosłam w górę szklaną butelkę z alkoholem. Następnie przyłożyłam ją sobie do ust i upiłam spory łyk. Nie musiałam proponować tego mojej przyjaciółce, bo dziewczyna sama wręcz wyszarpała mi z ręki butelkę. Wdrapałam się głębiej na łóżko i usiadłam koło Destiny.
-Wątpię, że przyszłaś tutaj tylko po to, żeby się napić.
-Znowu doszłam do wniosku, że tęsknię za Jadonem - powiedziałam wzruszając ramionami. Mała ilość alkoholu wyłączała mi już funkcję współczucia innym, czy nawet samej sobie. Oparłam głowę o ramię przyjaciółki, a ta wyciągnęła rękę, żeby mnie objąć. Pogłaskała mnie po ramieniu. Nie siedziałyśmy w ciszy długo, gdy pochłonęła nas niekończąca się ciemność...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz