~Destiny~
05.06.2013 r.
Kliknięcie zamka w drzwiach poinformowało mnie o tym, że Demi już opuściła nasze wspólne mieszkanie i udała się na uczelnie. Uśmiechnęłam się z satysfakcją, gdyż moje dzisiejsze zajęcie zostały odwołane i mogłam cały dzień spędzić przed telewizorem bądź w centrum miasta. Na pewno nie w dusznym gmachu szkoły, wypełnionym po brzegi bogato ubranymi dziewczynami i umięśnionymi football'owcami. Tego widoku miałam dosyć na kolejne kilka lat.
Po niemałych trudach, w końcu wygramoliłam się z łóżka. Moje ciemne włosy opadały kaskadami na plecy, a okrągłe policzki nabrały różowego koloru. Wyglądałam dużo lepiej, niż kilka miesięcy temu, gdy postanowiłam przejść na wegetarianizm. Widocznie warzywka mi służyły.
Z podłogi chwyciłam bluzę i przecisnęłam ją przez głowę, uznając, że moja piżama jest zbyt skąpa, by tak po prostu w niej paradować. W międzyczasie oczywiście wpadłam na szafkę i potknęłam się o stertę ubrań przygotowanych do prania, leżących na korytarzu, tuż obok drzwi pralni. Zaklęłam cicho pod nosem, gdy po raz ostatni potknęłam się o dywan w przedpokoju. Niezdara.
Dotarłam do kuchni, właśnie wtedy, gdy Sky smarowała gofry dżemem i czekoladą. Oblizałam usta na samą myśl o smakowicie wyglądającym śniadaniu. Miałam nadzieje, że dziewczyna pomyślała też o mnie. Ruszyłam do blatu kuchennego. W powietrzu czuć było intensywny zapach kawy i powoli już słabnącą woń jabłkowego płynu do mycia naczyń. Widocznie Demi zadbała przed wyjściem o to, aby zlew pozostał w stanie nienaruszonym.
- Zrobiłam ci gofra - Skylar uśmiechnęła się, wystawiając do mnie talerz z przekąską.
Jej włosy były w totalnym nieładzie, a oczy pozostawały pozbawione makijażu. Tylko niewielu osobom z jej otoczenia udawało się zobaczyć dziewczynę bez nawet minimalnej warstwy make-up'u. Uważała, że wygląda lepiej z maskarą na rzęsach i różem na policzkach. Dla mnie była śliczna, mimo wszystko.
- Dzięki - chwyciłam talerz i położyłam go przed sobą na blacie.
Z lodówki wyjęłam karton soku pomarańczowego, a połowę jego zawartości wlałam do szklanki. Zaczęłam jeść rozkoszując się smakiem truskawkowego dżemu.
Nie długo potem nasze wszystkie talerze i sztućce wylądowały w zlewie, na powrót czyniąc go brudnym.
- Wzięłam sobie dzisiaj wolne w pracy i pomyślałam, że mogłybyśmy wyjść na miasto ! - krzyknęła Sky ze swojego pokoju, między wkładaniem dżinsów, a bluzki z krótkim rękawkiem.
- Jestem na tak - oparłam się o futrynę, będąc już całkowicie gotowa do jakiegokolwiek wyjścia.
Rękawy różowego swetra miałam lekko podwinięte, a krótkie szorty podciągnięte wysoko. Patrzyłam, jak dziewczyna z gracją przerzuca włosy na lewe ramię i zabiera się za pomalowanie ust błyszczkiem. Jej oczy były szeroko otwarte, gdy próbowała idealnie nałożyć gęstą ciecz. Zazdrościłam jej czasami uroku osobistego i tego, że posiadał niezliczoną liczbę znajomych. Pewnie dlatego, że potrafiła się z każdym dogadać. Nie mówię, że nie była czasem szorstka, bo wolałabym nie być w skórze osoby, która jej stanie na odcisk, ale w gruncie rzeczy była dobrym rozmówcą i towarzyszem.
- Ta... - Skylar wystawiła do mnie czarną, skórzaną torbę - czy ta ? - spytała, tym razem pokazując tą brązową
- Zdecydowanie ta druga. Skąd ty ją w ogóle wytrzasnęłaś ? - popatrzyłam na nią ze zdziwieniem.
- River Island, Destiny. Mówi ci to coś ? - uśmiechnęła się rezolutnie.
Wiedziałam, że w tym momencie chciała mi zrobić na złość. Nie było mnie stać na kupowanie ubrań w River Island, za to Sky raz w miesiącu mogła sobie jedną rzecz wziąć, jako pracownica owego sklepu. Nie przejmowałam się tym zbytnio, ale niektóre rzeczy były naprawdę śliczne.
- Daj już spokój - machnęłam ręką, przestępując z nogi na nogę - Wyjdźmy wreszcie.
Niecierpliwiłam się z każdą chwilą i za każdym razem, gdy przyjaciółka postanawiała wrócić się po coś czego zapomniała, a koniecznie potrzebowała na wyprawie do miasta. Skrzywiłam się, patrząc na tarcze zegara wiszącego w salonie. Minęło piętnaście minut odkąd wyszłam z pokoju dziewczyny, zostawiając ją samą sobie. Myśląc o tym teraz, dochodzę do wniosku, że to była jedna z gorszych decyzji dzisiejszego dnia. Nie licząc oczywiście wstania z łóżka.
Kilka przekleństw opuściło moje usta, gdy czekanie przedłużyło się o kolejne pięć minut. Nie wiem, czy dziewczyna chciała zmusić mnie do refleksji nad swoim życiem, pozostawiając w całkowitym spokoju, czy to była raczej kwestia jej słabego zorganizowania, ale miałam już serdecznie dosyć. Podniosłam się z wygodnej kanapy, a jej skórzana tapicerka lekko zachrzęściła. Żwawym krokiem ruszyłam do brązowych drzwi, w ich progu napotykając przyjaciółkę.
- Ileż można czekać, Skylar ? - spytałam, z ledwie słyszalną irytacją w głosie.
- Nie przesadzaj. Lepiej zobacz, jak bosko wyglądam w nowych litach - zadowolona uniosła nogę obutą w pokaźnych rozmiarów,czarne obcasy.
Były bardzo ładne, ale całkowicie nie w moim stylu. Nie byłam przyzwyczajona do noszenia wysokich butów. Zawsze wybierałam te płaskie, gdyż były one wygodniejsze i pasowały do wszystkiego.
Uśmiechnęłam się, gdy dziewczyna ruszyła do lustra, by na powrót przyglądać się swojej olśniewającej stylizacji. Dobrze widziałam jej brzuch, który odsłaniała dość skąpa koszulka.
Kilka przekleństw opuściło moje usta, gdy czekanie przedłużyło się o kolejne pięć minut. Nie wiem, czy dziewczyna chciała zmusić mnie do refleksji nad swoim życiem, pozostawiając w całkowitym spokoju, czy to była raczej kwestia jej słabego zorganizowania, ale miałam już serdecznie dosyć. Podniosłam się z wygodnej kanapy, a jej skórzana tapicerka lekko zachrzęściła. Żwawym krokiem ruszyłam do brązowych drzwi, w ich progu napotykając przyjaciółkę.
- Ileż można czekać, Skylar ? - spytałam, z ledwie słyszalną irytacją w głosie.
- Nie przesadzaj. Lepiej zobacz, jak bosko wyglądam w nowych litach - zadowolona uniosła nogę obutą w pokaźnych rozmiarów,czarne obcasy.
Były bardzo ładne, ale całkowicie nie w moim stylu. Nie byłam przyzwyczajona do noszenia wysokich butów. Zawsze wybierałam te płaskie, gdyż były one wygodniejsze i pasowały do wszystkiego.
Uśmiechnęłam się, gdy dziewczyna ruszyła do lustra, by na powrót przyglądać się swojej olśniewającej stylizacji. Dobrze widziałam jej brzuch, który odsłaniała dość skąpa koszulka.
***
Nowy Jork pachniał kwitnącymi kwiatami, spalinami i jedzeniem z budek, z fast food'ami. Skrzywiłam się nieznacznie, gdy przechodziłyśmy koło takiej, która swoim zapachem kusiła dziesiątki dzieci ustawionych w kolejce. Ja osobiście miałam ochotę zwymiotować dzisiejsze śniadanie, ale powstrzymałam się, gdy przeszłyśmy w bardziej ustronne miejsce, a dokładniej uliczkę między dwoma kamienicami, w której dla odmiany pachniało fajkami. Z dwojga złego, wolałam zatruwać swoje płuca.
Sky przystanęła koło sterty starych kartonów i odsunęła największy z nich, oparty o ścianę budynku z szaro-bordowej cegły. Za nim kryły się metalowe drzwi pokryte graffiti.
- Zapraszam na najlepszą pizzę w mieście. Do jednej dużej piwo gratis - uśmiechnęła się, jak te kobiety w telewizji reklamujące wspaniały proszek do prania.
Oczywiście Skylar nie musiała tego mówić, bo była to nasza ulubiona pizzeria na Manhattanie. Maksymalnie ukryta, zgromadzała codziennie wtajemniczonych nastolatków, którzy mogli palić, pić piwo bądź najeść się za naprawdę niską cenę. Co prawda nie była to, ta jedna z francuskich restauracji, do których przybywali eleganccy panowie, ale miała swój niepowtarzalny urok.
Przecisnęłyśmy się w wąskich drzwiach i stanęłyśmy na brązowej, drewnianej podłodze, pośród brudnych, zielonych ścian i starych, plastikowych stolików. Wnętrze było zadymione. Za barkiem stała Harper. Niska brunetka o zielonych oczach i niepowtarzalnym stylu. Pewnego dnia, gdy przyszła do pracy ubrana w różowe getry, czarną spódnicę, gruby, niebieski sweter i czerwone okulary zerówki, postanowiliśmy mówić na nią Hipsta. Tak jest do tej pory.
Usiadłyśmy obydwie na krzesłach barowych.
- Dwa razy małe piwo - Sky uśmiechnęła się do Harper, która uważnie zmierzyła nas wzrokiem, jakby widziała nas po raz pierwszy.
Zarumieniłam się, gdyż doskonale wiedziała, że nie mamy ukończonych dwudziestu jeden lat i nie powinnyśmy tego zamawiać. Jej źrenicę się rozszerzyły, a ręka zacisnęła na pustym kuflu.
- Powiecie komuś słówko, a mój brat was pozabija - szepnęła, nachylając się nad barem i ukazując swój pokaźny biust.
- Nie wydurniaj się. Pijemy tutaj przynajmniej raz w tygodniu - moja przyjaciółka zachichotała, puszczając jej oczko.
- W sumie racja. Tak wolę ostrzec - również się uśmiechnęła i odwróciła do nas plecami, by nalać piwo.
- Może powinnyśmy dostać jakiś rabat, jako stałe klientki ? - odezwałam się, gdy Harper postawiła przede mną kufel zimnego piwa.
Sky zaczęła dogryzać mi znowu z powodu braku pieniędzy, ale wiedziałam, że nie robi tego złośliwie. Bardziej po przyjacielsku.
***
Wpadłyśmy do domu, śmiejąc się nie wiadomo z czego. Nie byłyśmy pijane, ale na powrocie nabrałyśmy jakiegoś dobrego humoru i nabijałyśmy się z ludzi wchodzących na poszczególnych stacjach. Śmiałyśmy się dalej, gdy nagle spostrzegłyśmy, że w domu jest więcej niż jedna osoba.
- Może to ten jej alvaro - Sky szepnęła, a ja ledwo zdołałam zdusić śmiech.
- Istnieją męskie prostytutki ? - popatrzyłam na dziewczynę, starając się jak najciszej zdjąć buty.
Chciałyśmy zostać niezauważone, do czasu, gdy wymyślimy kto mógłby tam być.
- A jak ona ma alfonsa - przyjaciółka myślała na głos, ale w tym momencie obie dostałyśmy dzikiego napadu śmiechu.
Stwierdziłyśmy, że nie ma sensu dłużej chować się w korytarzu, więc weszłyśmy do kuchni.
Trzy pary ciekawskich oczu zwróciły się w naszą stronę. Jedne należały do całkiem przystojnego blondyna, drugie do brązowe do zniewalającego bruneta.
- Hej - pomachałam rezolutnie do gości - Jestem Destiny,a to Sky
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz