sobota, 22 czerwca 2013

Chapter III

~Destiny~
05 - 06.06.2013 r. 

- Cholera ! - usłyszałam warknięcie Demi, które poinformowało mnie o tym, że przyjaciółka nie jest zbytnio zadowolona z faktu, że zabrakło światła w naszym mieszkaniu. 
Razem ze Sky zaczęłyśmy chichotać. Tequila w naszych żyłach była tego przyczyną. Mimo wszystko podniosłam się z łóżka i po omacku doszłam do komody, na której leżał mój iPhone. Znalazłam aplikacje uruchamiającą latarkę i pozostawiając Skylar w sypialni, ruszyłam do salonu w poszukiwaniu drugiej przyjaciółki, która może miała trochę lepszy pomysł na przywrócenie światła, niż ja. Właściwie ja nie miałam żadnego konkretnego pomysłu. Wiedziałam, że korki, które najprawdopodobniej wywaliło, znajdują się na dole, koło mieszkania państwa Williams. Niestety, nie miałam pojęcia, jak nie naprawić i szczerze liczyłam, że ktoś z naszych sąsiadów się tym zainteresuje. Nagle usłyszałam dźwięk mojego dzwonka i aż podskoczyłam w miejscu. To nie był najlepszy czas na rozmowy. Szybko przejechałam palcem po wyświetlaczu.
- Mama ? - odebrałam szczerze zaskoczona.
Nie odzywała się do mnie dobre trzy tygodnie, a gdy postanawia zadzwonić wybiera właśnie taki moment ?
- Też się ciesze, że cię słyszę - powiedziała dosyć ironicznie, jak na nią.
Jednak westchnęłam głośno. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać. Na pewno nie teraz. Z drugiej strony nie miło by było się rozłączyć. Mogłaby się nawet obrazić, jak to często bywało.
- Przepraszam - wydusiłam po krótkiej chwili, którą spędziłam na szukaniu normalnej latarki, w szafce nad lodówką. Niestety, byłam za niska by móc normalnie do niej sięgnąć, więc zajęło mi to kilka chwil. W tym czasie Dems gdzieś zniknęła. Spodziewałam się znaleźć ją u mnie w sypialni wraz ze Sky - Co tam u ciebie mamo ?
- Max jest chory. Znowu. A ciocia Juls bierze ślub za trzy tygodnie. Powiedziała, że jak chcesz to możesz przyjść. Do tego wszystkiego tata zrobił sobie coś w palca, gdy próbował złożyć nasze nowe łóżko. Mówiłam ci już, że odnowiliśmy sypialnie ? - mama mówiła, jak najęta, momentalnie przeskakując z tematu na temat. Nie miałam nawet szans, by wyrazić swój komentarz - Ooo, a wujek Sam został ojcem. Rose już urodziła córeczkę. Myślisz, że Harper to dobre imię ? - kontynuowała swój monolog.
Przytakiwałam tylko, idąc w dół po schodach, by dość do korków. Zauważyłam, że sąsiedzi nie przejęli się bardzo zmianą oświetlenia, gdyż nikt nie kwapił się, by coś z tym zrobić. Zrezygnowana wróciłam do mieszkania, gdy po otworzeniu skrzynki z bezpiecznikami, stwierdziłam, że nie wiem o co chodzi.
- Mamo, ja muszę kończyć - rozłączyłam się, a telefon wepchnęłam do tylnej kieszeni jeansów. Natychmiast po tym, jak schowałam latarkę, w apartamencie znów zrobiło się jasno. Wyrzuciłam ręce w górę. Mogłam czekać w domu razem z przyjaciółkami. Powolnie ruszyłam do łazienki. W tamtym momencie miałam ochotę tylko zwymiotować resztki alkoholu znajdującego się w moim organizmie, wziąć szybki prysznic i pójść spać. Zatrzasnęłam za sobą drzwi toalety. Miałam wrażenie, że zrobiłam to trochę głośniej, niż powinnam. Poczęłam w ślimaczym tempie myć zęby i w tym samym czasie rozbierać się, aż stałam całkiem naga. Odkręciłam kurek i weszłam pod prysznic. Fala gorąca oblała moje plecy, potem włosy, a następnie całe ciało. Z zamkniętymi oczami znalazłam gąbkę i płyn o zapachu awokado z morelą. Gdy już skończyłam, umyłam włosy i obwinęłam się ręcznikiem. Ta krótka kąpiel sprawiła, że zachciało mi się spać, a tequila najprawdopodobniej całkowicie wyparowała z mojego organizmu. Starłam resztki makijażu z twarzy i opuściłam zaparowaną łazienkę. Nie musiałam długo czekać, aż Sky dopadła do mnie.
- Myślałam, że zginęłaś na schodach - wyznała szczerze wystraszona. Jej też przydałaby się kąpiel - Ale na szczęście postanowiłaś się tylko utopić pod prysznicem - powiedziała, wycofując się do swojej sypialni.
Machnęłam na nią ręką. Nie było sensu przejmować się wyznaniami pijanej Skylar.
*** 
Obudził mnie głośny dźwięk budzika. Szybko go odnalazłam i wyłączyłam. Zawsze nastawiałam sobie owe urządzenie wcześniej, niż powinnam wstać, gdyż lubiłam sobie jeszcze poleżeć w łóżku przez kilka chwil. Odrzuciłam na bok kołdrę, gdyż słońce nieznośnie przedostawało się do mojej sypialni przez nieszczelne rolety i w pokoju zrobiło się potwornie gorąco. Prawie, jakbym mieszkała w Los Angeles, ale niestety do tego było jeszcze daleko. Moich pieniędzy ledwo starczało na podstawowe potrzeby, a co dopiero na wielkie przeprowadzki. Szczęście, że rodzice postanowili płacić za mieszkanie, bo inaczej wątpię, że jadłabym cokolwiek. Skrzywiłam się na myśl o codziennej głodówce. Wtedy przynajmniej moja dieta wreszcie zaczęłaby istnieć. Popatrzyłam na zegar na ścianie, który wskazywał już piętnaście po dziewiątej. Szybko wstałam z łóżka i już rutynowo pośpieszyłam do łazienki. Odbyłam poranną toaletę i ubrałam się. Dopiero teraz poczułam, że mój brzuch domaga się śniadania. W kuchni niestety nie zastałam nikogo. Zaczęłam rozmyślać nad porwaniem, póki nie zobaczyłam jaskrawej kartki przywieszonej do lodówki.


Uśmiechnęłam się sama do siebie. Miałam ochotę pójść na imprezę, zapomnieć o otaczającej mnie rzeczywistości i przypieczętować to wszystko kilko drinkami. Mój wzrok chwilę jeszcze zawieszony był na karteczce, aż nie przypomniałam sobie po co tak naprawdę tu przyszłam. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej kilka jajek i dwa plasterki bekonu. Z bocznej przegródki chwyciłam sok pomarańczowy. Sok wlałam do szklanki, a resztę usmażyłam na jednej patelni. Po zjedzonym posiłku, wsadziłam naczynia do zlewu i wyszłam z domu, upewniając się uprzednio czy jest dobrze zamknięty. Popędziłam na najbliższą stacje metra. Słońce przygrzewało mocniej, niż w środku, więc nałożyłam na nos okulary. Czułam się wolna. Mimo, że musiałam się uczyć, zachowywać odpowiedzialnie, wreszcie czułam, że żyje. Powietrze, którym oddychałam teraz było całkowicie moje. No może nie całkowicie, ale na pewno miałam go bardziej na własność niż w domu, w którym musiałam wszystkim dzielić się ze starszym rodzeństwem i pomagać rodzicom. Oczywiście tęsknie czasami za nimi, ale myślę, że dojrzałam. Potrafię sama o siebie zadbać i czuje się z tym cholernie dobrze. Moje przemyślenia przerwał klakson samochodu, który właśnie zamierzał przejechać przez pasy, na których aktualnie się znajdowałam. Powiedziałam niemo przepraszam i już całkowicie trzeźwo ruszyłam przed siebie. 
***
Wpadłam do domu, już w progu zdejmując z nóg trampki. Wiedziałam, że nie mam za dużo czasu na przygotowania, gdyż dochodziła już piąta, a jak mnie poinformowała Sky, zabawa miała się zacząć tuż przed siódmą. Rzuciłam buty gdzieś w kąt i poszłam na górę, skąd słyszałam już śmiechy dziewczyn. 
- Cześć - wparowałam do pokoju Demi. Dwie pary ciekawskich oczu przenikliwe się na mnie spojrzały. 
- Masz zamiar iść tak ubrana ? - spytała Skylar, robiąc przy tym minę wyszukanej projektantki, której ładnie mówiąc nie odpowiada mój strój. 
- Nie, myślałam nad bardziej imprezową bluzką - zaczęłam dziwnie gestykulować, jak dokładnie sobie to wyobrażałam - Ale w sumie nie mam dobrego pomysłu - poddałam się. 
- Na szczęście masz nas - Dems podała mi dwie torby z River Island i Topshop'u. 
Uśmiechnęłam się, wyjmując ich zawartość. Naprawdę nie spodziewałam się, że przyjaciółki pomyślą również o moim stroju. 
- Włosy proponuje rozpuścić dla lepszego efektu - stwierdziła dziewczyna, rozwiązując mojego kucyka. 
Poczułam, jak włosy opadają spokojnie na moje ramiona. Od razu poczułam się lepiej. Nie lubiłam chodzić w związanych. Robiłam to jedynie dlatego, że utrudniały mi one pisanie na wykładach. 
- Dziewczyny. Patrzcie i uczcie się - z łazienki wyszła już w pełni ubrana Demi, która krokiem modelki poczęła podążać przez swój pokój. 
Wraz ze Sky zachichotałyśmy. Strojenie się wspólnie przed imprezami było już naszym rytuałem. Od czasów liceum ubierałyśmy się razem u którejś w domu, potem urządzając mini pokaz mody. Zawsze sprawiało nam to dużo radości. Chyba niektóre rzeczy się nie zmieniają, bo teraz także bawiłyśmy się świetnie. Gdy tylko wszystkie ubrałyśmy się, zaczęłyśmy robić zdjęcia. Oczywiście, żadne z nich nie nadawało się do pokazania ludziom. Mimo to Skylar stwierdziła, że wstawi je na Twitter'a. 

***
Taksówka podwiozła nas pod sam budynek, w którym mieszkali chłopcy. Czułam się dziwnie nieswojo. Może przyczyną tego, było to, że nie wiedziałam nawet, jak oni mają na imię i jak przez mgłę pamiętałam ich wygląd. A do tego wszystkiego podobno było ich więcej niż dwoje. Ze stoickim spokojem podążałam za podekscytowanymi dziewczynami. Chciałam, aby ten niezręczny pierwszy moment już minął. Gdy dotarłyśmy do drzwi wejściowych, najbardziej zdziwił mnie fakt, że stał przy nich ochroniarz i sprawdzał czy wchodzące osoby są na liście gości. Już z zewnątrz słychać było głośną muzykę i bawiących się ludzi. Nie wiedziałam, że są aż tak bogaci by urządzać domówki na całe Upper West Side. Zresztą sam ich dom sprawiał, że poczułam się jeszcze biedniejsza, niż byłam normalnie. Gdy już ciemnoskóry ochroniarz sprawdził i odhaczył nasze imiona, mogłyśmy wejść.
- Ale zajebiście ! - krzyknęła Skylar, podnosząc głowę do góry i rozglądając się po obecnych ludziach.
Nikogo nie znałam przez co ta zabawa wydawała mi się być jeszcze bardziej żenująca niż była w rzeczywistości. Ludzi z każdą chwilą przybywało i jakoś nikt specjalnie nie przejmował się nami stojącymi w przejściu. Wszyscy się przepychali, tańczyli, upadali. Całe pomieszczenie było zadymione, a zapach alkoholu wypełniał całe moje nozdrza. Do tego wszystkiego dochodziła bardzo głośna muzyka, która sprawiała, że czułam się, jakby miliony noży wbijały się w głowę. Nie zauważyłam nawet, gdy u mojego boku znalazł się Liam. Był cały czerwony, a jego koszula nie pełniła już pierwotnej funkcji, będąc całkiem rozpiętą.
- Proponuje przenieść się do kuchni ! Będzie ciszej ! - wydarł się ponad muzykę.
Postanowiłam zostawić przyjaciółki, których no i tak już nie widziałam, gdyż Liam ciągnął mnie w stronę dużych drzwi. Nie stawiałam oporu. Lawirowałam sprawnie między rozgrzanymi ciałami. Czułam, że ja także powinnam się czegoś napić.I to czegoś mocniejszego. Gdy dotarliśmy do kuchni, z ulgą stwierdziłam, że jest praktycznie pusta, nie licząc jakieś pary, którzy postanowili urządzić sobie 'lizaną tequile'. Postarałam się nie zwracać na nich uwagi. Usiadłam na blacie, a Li przyniósł butelkę wódki i dwa plastikowe kubki. Nalał prawie do pełna i dał mi jeden z nich.
- Jak to wszystko wypije to już nie wstanę z tego blatu - zaśmiałam się, chwytając czerwony kubeczek.
- Pomogę ci - stwierdził, zachęcając mnie do picia.
- Szukam cię kurwa po całym domu, a ty postanowiłeś zabawić się z dziewczyną na blacie ! - nie zdążyłam się napić, gdy do kuchni wpadł postawny chłopak w lokach.
- Właśnie, Destiny. Zapomniałem przedstawić cię mojemu koledze. Des to Harry - brunet zacisnął nerwowo pięści z chęcią uderzenia niejakiego Harry'ego.
Zmierzyłam go dokładnie wzrokiem. Mierzył ponad sześć stóp, miał duże zielone oczy i brązowe włosy. Był dobrze zbudowany, a czarna koszulka opinająca jego ramiona wyglądała całkiem seksownie. Ale mimo wszystko był dupkiem, gdyż przeszkodził mi w tak ważnym momencie.
- Masz ochotę zatańczyć, Des ? - chłopak nagle złagodniał.
Jego szczęka się rozluźniła, a źrenice się powiększyły. Oparł się o blat obok mnie. Wzięłam dużego łyka wódki, która rozlała się po całym moim gardle. Już wiedziałam, że to nie było dobre posunięcie.
- Oczywiście - zeskoczyłam na kafelki i ruszyłam za Harry'm, wręczając mój kubek Liam'owi, który osłupiały stał w kuchni i przyglądał się uważnie moim poczynaniom.
Curly objął mnie w talii, praktycznie nie dając mi żadnej przestrzeni do ruchu. Moje ręce spoczęły na jego szyi, gdy właśnie zaczęła lecieć nowa piosenka. Widocznie nie przeszkadzało mu, że wszyscy inni skakali, a nasz taniec był, jak dla mnie zbyt intymny. Szczególnie, gdy pod wpływem alkoholu, który dzierżyłam w ręce, stanęłam do niego tyłem i ocierałam się o jego tors i krocze. Chwilka. Co alkohol robił w mojej ręce ? Ktoś musiał mi go wpakować, jak przechodziłam między ludźmi. Zaśmiałam się tylko i nadal tańczyłam. Nagle ktoś mocno mnie szarpnął i ciągnął po schodach do - jak się okazało - sypialni.
- Jak się bawisz ?! - krzyknęła pijana Sky, rozkładając się na łóżku.
- Nie wiem ! - zaśmiałam się głośno - Ale chyba cholernie dobrze - uniosłam butelkę i wypiłam jej zawartość. Przestałam się nawet krzywić. Chyba nie czułam smaku - Co to jest ? - spytałam podchodząc bliżej dziewczyny.
Zerknęłam na jej szyje, na której widniała pokaźnych rozmiarów malinka.
- Niall się postarał, co nie ? - uśmiechnęła się szeroko i podeszła do lustra, chcąc się przyjrzeć - Ładnie, ładnie - mruknęła pod nosem.
Gdy już miałam wychodzić z sypialni w poszukiwaniu kolejnej butelki do opróżnienia, mój telefon zaczął wibrować. Chwyciłam go i z trudem przeczytałam esemesa. Szybko jednak odpisałam.












poniedziałek, 17 czerwca 2013

Chapter II

~Skylar~
05.06.2013r.
Blondyn zmierzył nas spojrzeniem. Wzrok bruneta zatrzymał się na mojej przyjaciółce. Chciałam ją delikatnie trącić, ale nie wymierzyłam z siłą i moja przyjaciółka upadła na krzesło. Zamiast być na mnie zła to dostała kolejnego napadu śmiechu. Mi też się to udzieliło. Obydwie chichotałyśmy jak szalone. Demi spojrzała na nas z dezaprobatą.
-Znowu piłyście? - zapytała, czerwieniejąc ze złości. Z nas trzech to właśnie Demi była najbardziej ułożona.
-Co w tym złego, lalka ? - odparłam i kolejna fala rozbawienia przepłynęła przez moje ciało. Blondyn i brunet cały czas patrzyli się na nas. Pierwszy zakrywał usta, żeby się nie roześmiać, a drugi marszczył czoło. Pewnie był takim samym sztywniakiem jak Demi.
-Potem o tym pogadamy - zagroziła nasza przyjaciółka, wymachując nam przed nosami swoim palcem. Wiedziałam jak będzie wyglądać nasza rozmowa. Kilkunastominutowy wykład o tym, że mamy mało pieniędzy i nie powinnyśmy tego roztrwaniać. A już na pewno nie w takim celu.
-Daj spokój, Dems. Piwo jest zbyt dobre, żeby z niego rezygnować - wygłosiła Destiny, a ja klasnęłam w dłonie, ukazując mój szacunek do jej słów.
-Strasznie was przepraszam za nie - Demi odwróciła się w stronę naszych gości, jednak mimo wszystko wskazała na nas oskarżycielsko palcem. Wstydziła się za nas. W innej sytuacji zmieniłabym moje zachowanie, ale wtedy nie miałam no to ochoty. Podeszłam do bruneta i zmierzyłam go z bardzo bliska spojrzeniem. Dzieliło nas kilka centymetrów, ale chłopak nie ruszał się ani na krok. Mimo wszystko bardzo się spiął. Znowu miałam ochotę się roześmiać, ale stłumiłam to w sobie. W tym czasie Destiny przepraszała Demi, śpiewając jakąś piosenkę, której ja nawet nie znałam. Blondyn stał pomiędzy nami i nic nie mówił. Na kilka sekund zawiesiłam na nim spojrzenie i zauważyłam, że przez cały czas uważnie obserwuje Demi. Chciałam go kopnąć w piszczel, ale doszłam do wniosku, że chłopaka by to bolało. Z powrotem odwróciłam głowę w stronę bruneta i moje serce fiknęło koziołka. Chłopak uśmiechał się szeroko, zachęcając do rozmowy. Bardzo chciałam mu coś powiedzieć, ale zapomniałam co.
-Jesteś mroczny - wymamrotałam zamiast tego, co miałam na końcu języka.
-Jestem Liam - odparł, nadal się uśmiechając.
-Aha, aha, a ja Barack Obama - brak taktu nie odstępował mnie na krok. W drugim końcu kuchni Destiny zaśmiała się głośno, gdy usłyszała moje wyznanie. Odsunęłam się niezgrabnie od Liama i spojrzałam przenikliwie na blondyna. Podobał mi się.
-Niall - chłopak wyciągnął w moją stronę rękę, którą chętnie chwyciłam.
-Dla ciebie Sky - szepnęłam i posłałam mu całusa. Chłopak zaśmiał się wesoło. Demi podeszła do mnie i wyprowadziła mnie z kuchni. Na korytarzu już stała Destiny i, opierając się rękami o ścianę, czekała na mnie. Demi nie powiedziała nic, tylko wróciła do kuchni, sugerując tym samym, że mamy się stamtąd oddalić. Powędrowałyśmy z Destiny pod rękę w stronę naszych sypialni. W pokoju ściągnęłam z siebie wszystkie ciuchy i rzuciłam się na miękkie łóżko. Nie chciało mi się myć ani ubierać. Postanowiłam, że umyję się rano, a spać będę w samej bieliźnie.
*
Nie wiem, na jak długo odpłynęłam, ale był jeszcze wieczór, gdy kliknięcie zamka w moim pokoju mnie obudziło. Byłam już zupełnie trzeźwa i miałam wytężone wszystkie zmysły. Zerwałam się do pozycji siedzącej. To Demi postanowiła mnie obudzić. Oparłam się, uspokojona już, o zagłówek łóżka i otuliłam się szczelniej kołdrą.
-Często tu przychodzisz popatrzeć na mnie, gdy śpię? Podnieca cię to? - zapytałam żartobliwie, a Dems parsknęła śmiechem.
-Niall i Liam zaprosili nas na imprezę.
-No to idźcie - machnęłam ręką. Już ledwo pamiętałam jak wyglądali nasi goście.
-Ciebie też. Impreza jest jutro i chciałabym tylko cię poprosić, żebyś się nie nawaliła przypadkiem - w oczach mojej przyjaciółki znalazłam tyle dobroci i błagalnego rodzaju prośby, że nieświadomie uległam.
-Ten blondasek zrobił na tobie dobre wrażenie - zauważyłam dość nieinteligentnie. To było oczywiste.
-Może trochę - Demi przytaknęła i oblała się rumieńcem. Wyglądała jak burak.
-A Destiny wpadła w oko Liamowi. Ja jak zwykle jako jedyna się nikomu nie podobam - westchnęłam, chowając głowę pod poduszką.
-Proszę cię. To właśnie za tobą zawsze chodzi najwięcej chłopaków. Umiesz sobie ich owijać wokół palca, jesteś śliczna, miła, pomocna, kochana, inteligentna...
-Ok,ok. Załapałam - machnęłam ręką w stronę przyjaciółki. Nagle poczułam, że bardzo chcę zostać sama. Nie musiałam długo czekać, bo znałyśmy się na wylot. Dziewczyna wyczuła, że coś jest nie tak i wycofała się z mojego pokoju, klikając cicho drzwiami. Sięgnęłam na podłogę po torebkę, z której wyciągnęłam mojego iphone'a. Pospiesznie przejrzałam galerię i znalazłam interesujące mnie zdjęcie. Co z tego, że biegało za mną tyle kolesi, kiedy ja potrafiłam myśleć tylko o jednym? Na dodatku takim, który mnie kopnął w tyłek, bo nie chciałam być jego zabawką i puścić się z nim przy byle okazji. Serce zakuło mnie boleśnie, ale tym razem z moich oczu nie pociekły żadne łzy. Od jakiegoś czasu czułam się coraz bardziej szczęśliwa. Odnajdowałam powoli wewnętrzny spokój i coraz śmielej mogłam powiedzieć, że radzę sobie z tym co mnie otacza. Niespodziewanie poczułam ochotę na napicie się drinka, może kilku. Wstałam z łóżka i powędrowałam do drzwi, które cicho otworzyłam. Bez namysłu skierowałam się do kuchni, starając się w nic nie uderzyć. Zajrzałam do szafki nieopodal zlewu i po chwili wyciągnęłam z niej butelkę tequili. Nie wiedziałam, dokąd się kieruję, dopóki nie znalazłam się przy drzwiach do pokoju Destiny. Bez pukania wparowałam do środka. Moja przyjaciółka nie spała. Czytała jakąś gazetę ze słuchawkami na uszach i piła colę z puszki. Miałyśmy tego w mieszkaniu pełno. Gdy otwierało się lodówkę to jedyna rzecz, której nigdy tam nie brakowało to była właśnie cola w puszcze. Od razu usiadłam na brzegu jej łóżka. Dziewczyna ściągnęła z uszu słuchawki i spojrzała na mnie pytająco, z lekkim wręcz wyrzutem malującym się na twarzy.
-Co jest? - zapytała, gdy zobaczyła, że moja mina nie wyraża bynajmniej szczęścia.
-Przyszłam się napić - wzniosłam w górę szklaną butelkę z alkoholem. Następnie przyłożyłam ją sobie do ust i upiłam spory łyk. Nie musiałam proponować tego mojej przyjaciółce, bo dziewczyna sama wręcz wyszarpała mi z ręki butelkę. Wdrapałam się głębiej na łóżko i usiadłam koło Destiny.
-Wątpię, że przyszłaś tutaj tylko po to, żeby się napić.
-Znowu doszłam do wniosku, że tęsknię za Jadonem - powiedziałam wzruszając ramionami. Mała ilość alkoholu wyłączała mi już funkcję współczucia innym, czy nawet samej sobie. Oparłam głowę o ramię przyjaciółki, a ta wyciągnęła rękę, żeby mnie objąć. Pogłaskała mnie po ramieniu. Nie siedziałyśmy w ciszy długo, gdy pochłonęła nas niekończąca się ciemność...

czwartek, 6 czerwca 2013

Chapter I

~Destiny~
05.06.2013 r. 

Kliknięcie zamka w drzwiach poinformowało mnie o tym, że Demi już opuściła nasze wspólne mieszkanie i udała się na uczelnie. Uśmiechnęłam się z satysfakcją, gdyż moje dzisiejsze zajęcie zostały odwołane i mogłam cały dzień spędzić przed telewizorem bądź w centrum miasta. Na pewno nie w dusznym gmachu szkoły, wypełnionym po brzegi bogato ubranymi dziewczynami i umięśnionymi football'owcami. Tego widoku miałam dosyć na kolejne kilka lat. 
Po niemałych trudach, w końcu wygramoliłam się z łóżka. Moje ciemne włosy opadały kaskadami na plecy, a okrągłe policzki nabrały różowego koloru. Wyglądałam dużo lepiej, niż kilka miesięcy temu, gdy postanowiłam przejść na wegetarianizm. Widocznie warzywka mi służyły. 
Z podłogi chwyciłam bluzę i przecisnęłam ją przez głowę, uznając, że moja piżama jest zbyt skąpa, by tak po prostu w niej paradować. W międzyczasie oczywiście wpadłam na szafkę i potknęłam się o stertę ubrań przygotowanych do prania, leżących na korytarzu, tuż obok drzwi pralni. Zaklęłam cicho pod nosem, gdy po raz ostatni potknęłam się o dywan w przedpokoju. Niezdara. 
Dotarłam do kuchni, właśnie wtedy, gdy Sky smarowała gofry dżemem i czekoladą. Oblizałam usta na samą myśl o smakowicie wyglądającym śniadaniu. Miałam nadzieje, że dziewczyna pomyślała też o mnie. Ruszyłam do blatu kuchennego. W powietrzu czuć było intensywny zapach kawy i powoli już słabnącą woń jabłkowego płynu do mycia naczyń. Widocznie Demi zadbała przed wyjściem o to, aby zlew pozostał w stanie nienaruszonym. 
- Zrobiłam ci gofra - Skylar uśmiechnęła się, wystawiając do mnie talerz z przekąską. 
Jej włosy były w totalnym nieładzie, a oczy pozostawały pozbawione makijażu. Tylko niewielu osobom z jej otoczenia udawało się zobaczyć dziewczynę bez nawet minimalnej warstwy make-up'u. Uważała, że wygląda lepiej z maskarą na rzęsach i różem na policzkach. Dla mnie była śliczna, mimo wszystko. 
- Dzięki - chwyciłam talerz i położyłam go przed sobą na blacie. 
Z lodówki wyjęłam karton soku pomarańczowego, a połowę jego zawartości wlałam do szklanki. Zaczęłam jeść rozkoszując się smakiem truskawkowego dżemu. 
Nie długo potem nasze wszystkie talerze i sztućce wylądowały w zlewie, na powrót czyniąc go brudnym. 
- Wzięłam sobie dzisiaj wolne w pracy i pomyślałam, że mogłybyśmy wyjść na miasto ! - krzyknęła Sky ze swojego pokoju, między wkładaniem dżinsów, a bluzki z krótkim rękawkiem. 
- Jestem na tak - oparłam się o futrynę, będąc już całkowicie gotowa do jakiegokolwiek wyjścia. 
Rękawy różowego swetra miałam lekko podwinięte, a krótkie szorty podciągnięte wysoko. Patrzyłam, jak dziewczyna z gracją przerzuca włosy na lewe ramię i zabiera się za pomalowanie ust błyszczkiem. Jej oczy były szeroko otwarte, gdy próbowała idealnie nałożyć gęstą ciecz. Zazdrościłam jej czasami uroku osobistego i tego, że posiadał niezliczoną liczbę znajomych. Pewnie dlatego, że potrafiła się z każdym dogadać. Nie mówię, że nie była czasem szorstka, bo wolałabym nie być w skórze osoby, która jej stanie na odcisk, ale w gruncie rzeczy była dobrym rozmówcą i towarzyszem. 
- Ta... - Skylar wystawiła do mnie czarną, skórzaną torbę - czy ta ? - spytała, tym razem pokazując tą brązową
- Zdecydowanie ta druga. Skąd ty ją w ogóle wytrzasnęłaś ? - popatrzyłam na nią ze zdziwieniem. 
- River Island, Destiny. Mówi ci to coś ? - uśmiechnęła się rezolutnie. 
Wiedziałam, że w tym momencie chciała mi zrobić na złość. Nie było mnie stać na kupowanie ubrań w River Island, za to Sky raz w miesiącu mogła sobie jedną rzecz wziąć, jako pracownica owego sklepu. Nie przejmowałam się tym zbytnio, ale niektóre rzeczy były naprawdę śliczne. 
- Daj już spokój - machnęłam ręką, przestępując z nogi na nogę - Wyjdźmy wreszcie. 
Niecierpliwiłam się z każdą chwilą i za każdym razem, gdy przyjaciółka postanawiała wrócić się po coś czego zapomniała, a koniecznie potrzebowała na wyprawie do miasta. Skrzywiłam się, patrząc na tarcze zegara wiszącego w salonie. Minęło piętnaście minut odkąd wyszłam z pokoju dziewczyny, zostawiając ją samą sobie. Myśląc o tym teraz, dochodzę do wniosku, że to była jedna z gorszych decyzji dzisiejszego dnia. Nie licząc oczywiście wstania z łóżka.
Kilka przekleństw opuściło moje usta, gdy czekanie przedłużyło się o kolejne pięć minut. Nie wiem, czy dziewczyna chciała zmusić mnie do refleksji nad swoim życiem, pozostawiając w całkowitym spokoju, czy to była raczej kwestia jej słabego zorganizowania, ale miałam już serdecznie dosyć. Podniosłam się z wygodnej kanapy, a jej skórzana tapicerka lekko zachrzęściła. Żwawym krokiem ruszyłam do brązowych drzwi, w ich progu napotykając przyjaciółkę.
- Ileż można czekać, Skylar ? - spytałam, z ledwie słyszalną irytacją w głosie.
- Nie przesadzaj. Lepiej zobacz, jak bosko wyglądam w nowych litach - zadowolona uniosła nogę obutą w pokaźnych rozmiarów,czarne obcasy.
Były bardzo ładne, ale całkowicie nie w moim stylu. Nie byłam przyzwyczajona do noszenia wysokich butów. Zawsze wybierałam te płaskie, gdyż były one wygodniejsze i pasowały do wszystkiego.
Uśmiechnęłam się, gdy dziewczyna ruszyła do lustra, by na powrót przyglądać się swojej olśniewającej stylizacji. Dobrze widziałam jej brzuch, który odsłaniała dość skąpa koszulka.
***
Nowy Jork pachniał kwitnącymi kwiatami, spalinami i jedzeniem z budek, z fast food'ami. Skrzywiłam się nieznacznie, gdy przechodziłyśmy koło takiej, która swoim zapachem kusiła dziesiątki dzieci ustawionych w kolejce. Ja osobiście miałam ochotę zwymiotować dzisiejsze śniadanie, ale powstrzymałam się, gdy przeszłyśmy w bardziej ustronne miejsce, a dokładniej uliczkę między dwoma kamienicami, w której dla odmiany pachniało fajkami. Z dwojga złego, wolałam zatruwać swoje płuca. 
Sky przystanęła koło sterty starych kartonów i odsunęła największy z nich, oparty o ścianę budynku z szaro-bordowej cegły. Za nim kryły się metalowe drzwi pokryte graffiti. 
- Zapraszam na najlepszą pizzę w mieście. Do jednej dużej piwo gratis - uśmiechnęła się, jak te kobiety w telewizji reklamujące wspaniały proszek do prania. 
Oczywiście Skylar nie musiała tego mówić, bo była to nasza ulubiona pizzeria na Manhattanie. Maksymalnie ukryta, zgromadzała codziennie wtajemniczonych nastolatków, którzy mogli palić, pić piwo bądź najeść się za naprawdę niską cenę. Co prawda nie była to, ta jedna z francuskich restauracji, do których przybywali eleganccy panowie, ale miała swój niepowtarzalny urok. 
Przecisnęłyśmy się w wąskich drzwiach i stanęłyśmy na brązowej, drewnianej podłodze, pośród brudnych, zielonych ścian i starych, plastikowych stolików. Wnętrze było zadymione. Za barkiem stała Harper. Niska brunetka o zielonych oczach i niepowtarzalnym stylu. Pewnego dnia, gdy przyszła do pracy ubrana w różowe getry, czarną spódnicę, gruby, niebieski sweter i czerwone okulary zerówki, postanowiliśmy mówić na nią Hipsta. Tak jest do tej pory. 
Usiadłyśmy obydwie na krzesłach barowych. 
- Dwa razy małe piwo - Sky uśmiechnęła się do Harper, która uważnie zmierzyła nas wzrokiem, jakby widziała nas po raz pierwszy. 
Zarumieniłam się, gdyż doskonale wiedziała, że nie mamy ukończonych dwudziestu jeden lat i nie powinnyśmy tego zamawiać. Jej źrenicę się rozszerzyły, a ręka zacisnęła na pustym kuflu. 
- Powiecie komuś słówko, a mój brat was pozabija - szepnęła, nachylając się nad barem i ukazując swój pokaźny biust. 
- Nie wydurniaj się. Pijemy tutaj przynajmniej raz w tygodniu - moja przyjaciółka zachichotała, puszczając jej oczko. 
- W sumie racja. Tak wolę ostrzec - również się uśmiechnęła i odwróciła do nas plecami, by nalać piwo. 
- Może powinnyśmy dostać jakiś rabat, jako stałe klientki ? - odezwałam się, gdy Harper postawiła przede mną kufel zimnego piwa. 
Sky zaczęła dogryzać mi znowu z powodu braku pieniędzy, ale wiedziałam, że nie robi tego złośliwie. Bardziej po przyjacielsku. 
***
Wpadłyśmy do domu, śmiejąc się nie wiadomo z czego. Nie byłyśmy pijane, ale na powrocie nabrałyśmy jakiegoś dobrego humoru i nabijałyśmy się z ludzi wchodzących na poszczególnych stacjach. Śmiałyśmy się dalej, gdy nagle spostrzegłyśmy, że w domu jest więcej niż jedna osoba. 
- Może to ten jej alvaro - Sky szepnęła, a ja ledwo zdołałam zdusić śmiech. 
- Istnieją męskie prostytutki ? - popatrzyłam na dziewczynę, starając się jak najciszej zdjąć buty. 
Chciałyśmy zostać niezauważone, do czasu, gdy wymyślimy kto mógłby tam być. 
- A jak ona ma alfonsa - przyjaciółka myślała na głos, ale w tym momencie obie dostałyśmy dzikiego napadu śmiechu. 
Stwierdziłyśmy, że nie ma sensu dłużej chować się w korytarzu, więc weszłyśmy do kuchni. 
Trzy pary ciekawskich oczu zwróciły się w naszą stronę. Jedne należały do całkiem przystojnego blondyna, drugie do brązowe do zniewalającego bruneta. 
- Hej - pomachałam rezolutnie do gości - Jestem Destiny,a to Sky