poniedziałek, 30 grudnia 2013

Chapter XVIII

~Skylar~
26.07.2013r. 
Szatyn zdecydowanie górował nade mną wzrostem, ale w sumie nie byłam w stanie się na tym skupić w tamtym momencie. Jednym szybkim ruchem chłopak posadził mnie na blacie w naszej kuchni i pewnie bym spadła, ponieważ blat ten był wąski i w dodatku zapchany różnymi szpargałami, ale biodra szatyna skutecznie przytrzymywały moje. Od jakiegoś czasu Liam był stałym bywalcem w naszym mieszkaniu i ani mi się śniło zmieniać ten stan rzeczy. Mało kto w ogóle pamiętał, że byliśmy razem dopiero od dwunastu dni. Przyciągnęłam do siebie chłopaka z jękiem, gdy ten delikatnie próbował się ode mnie odsunął. Kto wie do czego by doszło w naszej kuchni, gdyby nie mój brat, który bez ostrzeżenia wparował do pomieszczenia. Oderwaliśmy się z Liamem od siebie, a chłopak stanął do mnie plecami. Objęłam jego ramiona i zmierzyłam Willa spojrzeniem, które, mam nadzieję, było mordercze. Brunet wachlował się teatralnie jakąś kopertą i patrzył na mnie tak, jakbym zrobiła mu jakąś krzywdę.
-Ty im kazałaś to napisać? - wystawił w moją stronę pomięty list.
Mimo woli wyobraziłam sobie mojego brata, jak poruszony mnie list, myśląc o czymś, co zaprząta mu ten głupkowaty łeb.
-Nie mam pojęcia o co ci chodzi - wymamrotałam przez włosy, które opadły mi na twarz i wyciągnęłam rękę po kartkę.

"      William, czas przestać się wygłupiać. Popełniliśmy parę błędów,
ale Ty także popełniłeś jeden, karygodny. Uważamy, że powinieneś
wrócić do domu, a wszystko uda nam się sprostować.

    Twoja decyzja o wyprowadzce do siostry była dziecinna,
ponieważ uciekłeś od kary, ale z tym już koniec! Albo wrócisz
dobrowolnie, albo zabierzemy Cię stamtąd siłą. Uważamy,
że jesteś zbyt młody na współżycie, ale to w tym momencie
nieistotne. Poniesiesz konsekwencje, gdy wrócisz do domu.

   Czekamy na Ciebie i powtarzamy: nie karz na na siebie
czekać. Masz 24h na powrót do domu, albo będziemy rozmawiać
całkiem inaczej.


                                                          Ukochani rodzice"


-Pojeby - syknęłam, nie mogąc na sobą zapanować.
-Stary, czy oni przypadkiem ci nie grożą? - zapytał zszokowany Liam, który, jak dopiero teraz spostrzegłam, cały czas się wykręcał, żeby dojrzeć co jest zapisane na kartce papieru.
-Czyli to nie ty? - Will spojrzał na mnie z nadzieją.
-Oczywiście, że to nie ja. Skąd w ogóle przyszło ci to do głowy? Pewnie Lilou albo Vivian nastroiły mamę bojowo.
-Nie musieli przynajmniej wciskać tego żenującego tekstu o seksie - zauważyłam, że na policzkach mojego brata wykwitły małe rumieńce.
-Totalnie nie w porządku z ich strony - rzucił Liam, dzierżąc tym razem kartkę.
Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, zeskoczyłam z blatu i powędrowałam do salonu, gdyż byłam prawie pewna, że tam zostawiłam swój telefon. Faktycznie, mały przedmiot leżał na siedzisku wygodnej kanapy. Byłam wkurzona na pierworodną i miałam zamiar jej wszystko wygarnąć. Czym prędzej wykręciłam do niej numer. Odebrała po kilku sygnałach.
-Halo?
-Wsadź sobie gdzieś to swoje "halo", mamo - warknęłam, nie zważając na konsekwencje.
-Ciebie też miło słyszeć, Skylar - jej ton był wyprany z emocji.
-Mamo, czy ty w ogóle pomyślałaś zanim podrzuciłaś Willowi ten list?! - musiałam, po prostu musiałam się na nią wydrzeć.
-Nie mów do mnie tym tonem! Oczywiście, że pomyślałam! - matka nie pozostawała mi dłużna i częstowała mnie identycznym tonem. No, przynajmniej wreszcie były między nami jakieś emocje i uczucia.
-Przestań mi rozkazywać. Jesteś nieznośna! Ten tekst o seksie też mogłaś sobie darować. Wiesz, jak bardzo go zażenowałaś? Mamo, może jestem tylko rok od niego starsza, ale chłopaki odbierają to trochę inaczej. Takie teksty zachowaj dla jednej ze swoich wspaniałych córek! - z każdym zdaniem mój głos coraz bardziej przypominał syk.
-Rozmawiamy o Willu, a nie o Lilou czy Vivian - przypomniała mi matka.
-Owszem, ale to o dziewczynach wspominają ludzie "te dziwki" . Tak tylko przypominam, że one swój pierwszy raz miały w wieku czternastu lat. Mamo, czternastu, do jasnej cholery! - wydarłam się, bo byłam naprawdę wściekła na moją pierworodną.
-Przestań przeklinać - znowu mnie upominała.
-Wiesz co? Wypchaj się, Will wróci do domu, ale wiedz, że jeżeli się dowiem, że coś jest nie tak to wezmę go z powrotem do siebie. Albo wiesz co? Gadałam z Jace'em. Będzie się starał o opiekę nad nim - teraz naprawdę syczałam.
Nie czekałam na odpowiedź matki, bo najwidoczniej ją zatkało. Rozłączyłam się i rzuciłam telefon z powrotem na jasną kanapę. Nawet nie zauważyłam kiedy w progu pojawił się mój brat i chłopak, którzy patrzyli się na mnie z niemałym szokiem, malującym się na twarzy. Pewnie zastanawiali się, dlaczego tak właściwie wpadłam w taką furię. Cóż, o dziesiątej rano, dwie godziny przed rozpoczęciem pracy byłam dość wybuchowa.
-Dałaś czadu, Sky - wyszeptał zszokowany Will. - Chyba lepiej i tak pójdę się spakować. Jak wrócisz z pracy to już mnie nie będzie. Daj znać Des, żeby wracała - uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco.
Podeszłam do niego i oplotłam go rękami w pasie. Kochałam go. Był moim najlepszym przyjacielem, a ostatnio mieszkaliśmy razem, a ta stara wiedźma chciała to wszystko zepsuć. Gdy chłopak zaczął chichotać, zamknęłam go w mocniejszym uścisku.
-Już, spokojnie - brunet odsunął się ode mnie i spojrzał najpierw na mnie, później na Liama. - Teraz zajmijcie się sobą - wystawił do mnie język.
-Podwieziesz mnie do pracy? - zwróciłam się do Liama, gdy tylko mój brat opuścił salon.
-Pewnie - odparł, podnosząc moją głowę do góry.
Uwielbiałam momenty, w których szatyn patrzył mi głęboko w oczy i dawał mi samym spojrzeniem znać, że wszystko będzie dobrze, że tak naprawdę przy nim już jest wszystko w porządku. Położyłam rękę na jego policzku i zaczęłam badać palcami jego kości policzkowe, na których punkcie miałam świra. Leciutki zarost przyjemnie drapał wnętrze mojej dłoni. Cieszyłam się z naszej relacji. Związek Destiny i Harry'ego był bardzo wybuchowy, pełen kłótni, wzlotów i upadków. Zażyłość Nialla i Demi była zbyt idealna, ja bym się dusiła w takim związku. Liam tymczasem dawał mi wsparcie wtedy, kiedy go potrzebowałam, a w innych chwilach mnie obmacywał i całował. Podobało mi się to, że tak jest. Szatyn, zupełnie jakby czytał mi w myślach, przycisnął ponownie swoje usta do moich i zaczął mnie gładzić delikatnie po plecach. Pewnie spędzilibyśmy na tej czynności cały dzień, ale nie było sensu się oszukiwać. Przede mną rozciągała się perspektywa pięciogodzinnej harówki za marne pieniądze, a wieczorem wszystko miałam mieć wynagrodzone w imprezie. Jasne, pewnie się upiję tak, że nie będę w stanie normalnie funkcjonować.
*
James spoglądał na mnie i śmiał się, gdy widział jak męczę się z rozkładaniem towaru na wyższych półkach. Zaproponował, że może mnie zastąpi w tej niezwykle trudnej czynności, ale ja byłam zbyt uparta by ulec. Poza tym byłam święcie przekonana, że zdołam jednak ułożyć te przeklęte koszulki, jednak prawda okazała się brutalna. Byłam zbyt niska.
-Jestem pieprzonym hobbitem - rzuciłam koszulki na ladę i oparłam się o nią.
Mogę się założyć, że w moich oczach można było dojrzeć świeczki, które niekoniecznie wiązały się z tym, że nie mogłam sobie poradzić z poleconą mi pracą. Wydarzenia całego ranka po prostu zaczynały się już kumulować, jednak postanowiłam, że będę twarda. Kim jest moja matka, żeby doprowadzać mnie do płaczu? Prychnęłam wręcz na myśl o mojej pierworodnej.
-Chodź, zrobimy to wspólnymi siłami - zaproponował James, a ja, ciekawa co ma na myśli, poszłam za nim.
W międzyczasie chłopak poprosił Chloe, aby zastąpiła nas przy sklepowej radzie. Dziewczyna zrobiła to z uśmiechem, ale nie zapomniała oczywiście posłać w moją stronę zimnego spojrzenia. Czy ona naprawdę myślała, że ja, mając chłopaka, przystawiałabym się do Jamesa, który tak swoją drogą był moim bardzo dobrym kumplem? Czy ona w ogóle wiedziała, że ja mam kogoś, czy żyła jak w tej Afryce, gdzie nic nie wiadomo? Postanowiłam nie zaprzątać sobie głowy zasraną murzynką. Być może stawałam się rasistką, ale miałam to gdzieś. Ta dziewczyna zaczynała mnie naprawdę denerwować. Jestem prawie pewna, że odwróciłabym się i pokazała jej środkowego palca, ale do mojej głowy wdarł się spokojny, głęboki głos Jamesa.
-Kurwa, Skylar, w ogóle mnie nie słuchasz - rzucił, udając obrażonego.
-Przepraszam, po prostu kolejny raz w życiu doszłam do wniosku, że Chloe działa mi na zęby - przyznałam się bez bicia.
-Nie tylko tobie - chłopak uśmiechnął się pokrzepiająco. Tak, znalazłam w tych słowach jakieś pocieszenie, że mój kumpel nie wpakuje się w bagno.
James przykucnął i nakazał mi usiąść mu na ramionach. Po co było brać drabinę skoro mogliśmy zacząć się wygłupiać? To nam szło najlepiej. Podejrzewam, że dostaniemy od szefa upomnienie, jeżeli nas zobaczy, albo jeżeli KTOŚ podkabluje, bo przecież po co się zachowywać jak dorosły człowiek? Chłopak był naprawdę silny i zwinny i szybko lawirował od blatu do półek, a w międzyczasie jeszcze udało mu się kucnąć bo towar, który leżał na ziemi cały czas trzymając mnie na ramionach. W sumie to byłam pod wrażeniem, ale postanowiłam zachwycić się tym później w przyjemnym smsie niż teraz, gdy śledził nas wzrok ciemnoskórej Chloe. Nawet nie zorientowałam się jak długo dziewczyna chrząkała nam za plecami. Odwróciliśmy się w jej stronę i pewnie bym powiedziała jej kilka niemiłych snów, gdyby nie to, że za nią stał Liam. James szybko mnie z siebie ściągnął i chciał odejść, ale przytrzymałam delikatnie jego, opinającą tors, koszulkę. Zostań chociaż na początek, błagałam w myślach. To musiało tak głupio wyglądać, gdy Liam wszedł do sklepu a ja siedziałam okrakiem praktycznie na głowie atrakcyjnego kolesia.
-Liam! Co ty tu robisz? - zaczęłam może zbyt radośnie.
-Przyjechałem cię odebrać, zapomniałaś? - na jego twarzy i tak wykwitł uśmiech. - Już siedemnasta - pokazał na zegar, który wisiał nad ladą, zza której wystawała ciekawska głowa naszej innej koleżanki z pracy, Samanthy.
-No tak, zupełnie straciłam poczucie czasu - udałam, że otrzepuję spodnie, gdy zauważyłam ponaglające spojrzenie Liama. - James, to Liam, mój chłopak. Liam, to jest James. Kolega - przedstawiłam ich sobie. Chłopcy podali sobie ręce i wymienili krótkie uprzejmości, na których niezbyt mi się chciało skupiać. Ja w międzyczasie poszłam po moją torebkę na zaplecze i już po pięciu minutach stałam koło szatyna i żegnałam się z ekipą. W drodze do zaparkowanego auta, chłopak chwycił moją dłoń. Chwilunia, czy mi się tylko zdawało, czy on faktycznie nie był na mnie zły? Podjęłam temat w samochodzie.
-Nie jesteś na mnie zły?
-O co? Istnieją tylko dwie osoby, na które siadasz okrakiem. Pierwszą jestem ja, a drugą przed chwilą poznałem i wiesz co? Całkiem równy koleś - przy mniej więcej trzecim zdaniu myślałam, że wsadziłam moją twarz w ognisko, albo do pieca.
-Z tym siadaniem okrakiem to głupio zabrzmiało - mruknęłam, spuszczając głowę.
-Usiądziesz na nim tak jak na mnie dopiero jak umrę - poczułam, że szatyn przybliża się do mnie. - Albo nie, mam pomysł. Nie zrobisz tego nigdy - drugą część wypowiedzi chłopak wyszeptał, po czym złożył za moim uchem kilka pocałunków, kończąc swoją czynność, przygryzieniem płatka mojego ucha. Potem bez słowa po prostu ruszył przed siebie.
*
Impreza trwała w najlepsze. Okazało się, że Niall ma całkiem rozrywkowych znajomych, a nie tak snobistycznych jak wyobrażałam to sobie wspólnie z Destiny. Ba, rozrywkowych to mało powiedziane. Alkohol lał się, podejrzewam, litrami. Pety po papierosach były w praktycznie każdym zakamarku pokaźnego apartamentu, który należał do jakiejś koleżanki Nialla, chyba modelki. A narkotyki? Narkotyki w tym świecie były chlebem powszednim. Śmiałam się głośno, gdy trzymając się z Des za ręce wciągałyśmy chyba już trzecią kreskę jakiegoś narkotyku. Liam i Niall nie byli aż tak rozrywkowi i postanowili zabawić rozmową grupkę jakiś kolesi. Harry mierzył nas na początku z naprzeciwka wzrokiem, ale na ostatnią kolejkę i on się przyłączył. Narkotyk nie zrobił na nim żadnego wrażenia, więc chłopak wstał i powędrował w stronę Demi, która tym razem postanowiła pozostać całkiem trzeźwa, bo źle się czuła. No, prawie całkiem trzeźwa. Widziałam jak sączyła drinki jeden po drugim.
-Ej! Sky i Des, mogę się założyć, że nie pocałujecie się z języczkiem! - jakaś dziewczyna, imieniem chyba Zoey wykrzyczała to na przekór muzyce. W jej tonie można było wyczuć nieme wyzwanie.
Destiny spojrzała na nią skołowana.
-Pierdol się, laska! - wywrzeszczała i przetoczyła się bliżej mnie, po czym przycisnęła swoje usta do moich.
Pewnie by mi to przeszkadzało, ale w tamtym momencie odwzajemniłam pocałunek. Przerwałyśmy sobie dopiero wtedy, gdy usłyszałyśmy stanowcze "DOŚĆ". Podniosłyśmy obydwie wzrok tylko po to, żeby ujrzeć rozwścieczone, zielone spojrzenie. Chłopak chwycił Destiny za łokieć i wyciągnął ją w głąb mieszkania. Impreza dopiero się rozkręca, pomyślałam idąc w stronę Liama i kołysząc biodrami.

piątek, 13 grudnia 2013

Chapter XVII

~Destiny~
18.07.2013 r. 

Poczułam spływające strumienie gorącej wody na moich plecach i ramionach, a zaraz potem na całym ciele. Zamknęłam oczy rozkoszując się przyjemny ciepłem. Po chwili stania w kompletnym bezruchu, umyłam się lawendowym płynem i nałożyłam na głowę odżywki. Gdy już dokładnie się spłukałam, wyszłam spod prysznica i obwinęłam się białym, puchowym ręcznikiem, zawiązując go sobie pod pachą. Głęboko oddychałam chcąc zaczerpnąć wystarczającą ilość powietrza w zaparowanej łazience. Przetarłam jedną dłonią lustro i popatrzyłam na swoje odbicie. Nadal nie rozumiałam co Harry we mnie widział., ale z upływem tych dwóch tygodni umocnił mnie w przekonaniu, że jestem dla niego naprawdę ważna. Choć może nie zawsze umiał to odpowiednio pokazać. W zasadzie nigdy nie robił tego tak, jak powinien. Mimo wszystko chyba go ... kochałam ? Dziwnie, wiem. Ale nad emocjami nie da się tak po prostu panować. Zastanawia mnie tylko kim my jesteśmy dla siebie. Oficjalnie, na pewno nie parą. Przyjaźń to też za mocne słowo, jak na zaistniałą sytuacje. Do końca nie jesteśmy też kochankami. Nawet jeszcze tego nie robiliśmy, choć śpię u niego od trzech dni. Pomyślałam, że skoro Will mieszka u nas w domu, zwolnię mu mój pokój. Przynajmniej, aż mi się nie znudzi mieszkanie w apartamencie chłopaków i przebywanie z Harrym przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Na razie robiliśmy zupełnie normalne rzeczy, jak oglądanie badziewnych filmów, jedzenie wspólnych posiłków czy wychodzenie razem do klubów.
- Des, telefon ci dzwoni - usłyszałam stłumiony głos Harry'ego zza drzwi.
Odebrałam od niego komórkę, gdy zaraz po wypowiedzeniu tych słów wszedł do środka. Kiedy on się nauczy jakiś zasad prywatności ? Spojrzałam przelotnie na ekran iPhone'a i odebrałam.
- Do cholery jasnej, gdzie ty się podziewasz Destiny ?! - moich uszu dobiegł głos zrozpaczonej Sky.
- Przecież wiesz, gdzie jestem. Pisałam esemesa - wytłumaczyłam.
Zrobiłam zszokowaną minę, gdy Harry bez żadnego skrępowania odwrócił się do mnie tyłem, zdjął majtki i wszedł pod prysznic. Odwróciłam się szybko plecami do niego. I bynajmniej nie dlatego, że to był zły widok. Chciałam zachować pozory normalności.
- Esemesa ?! Ty tak naprawdę ? Nie ma cię w domu od trzech dni. Co wy tam robicie ? - słowa wypadały z jej ust z prędkością karabinu maszynowego.
Westchnęłam głośno. Może to faktycznie nie było okej, że zostawiłam Skyler samą w mieszkaniu. Nie licząc oczywiście Willa. W sumie też do końca nie wiem czemu ostatnie trzy dni życia spędziłam tutaj.
- Nie złość się. Będę w domu najpóźniej dzisiaj wieczorem - Usłyszałam głośne chrząknięcie, wydobywające się z kabiny prysznicowej - Albo jutro - poprawiłam się.
Nie wiem czy chłopak był by zły, ale to nie miało większego znaczenia. Nie chciałam go jeszcze zostawiać.
- Trzymam cię za słowo, bo drugi wieczór z rzędu palimy z Willem jointy i gramy w karty - pożaliła się, a w tle usłyszałam cichy chichot.
- Może tu wpadnij. Liam pewnie już napalony - Tym razem usłyszałam śmiech Harry'ego, który właśnie obwinął sobie ręcznik wokół bioder.
Na moje policzki wpłynęły dwa pokaźnych rozmiarów rumieńce. Krople wody, spływające po nagim torsie Harry'ego sprawiły, że zaschło mi w ustach, a ręce zaczęły drżeć. Chłopak uśmiechnął się pod nosem na moją reakcje, co wcale nie poprawiło mojego stanu.
- Słyszysz mnie ? - Sky spytała zirytowana. Zupełnie nie słyszałam co do mnie mówiła. Pan Zły sprawiał, że odpływałam - Mówiłam, że przyjdę. Nie przeszkadzam, pa.
Przyjaciółka rozłączyła się, nie dając mi możliwości pożegnania. Wyszłam z toalety z zamiarem znalezienia w torbie jakiś ubrań na zmianę.
- Co dzisiaj robimy ? - spytałam chłopaka, który półnagi wszedł do sypialni.
Lepiej niech się ubierze, jeśli nie chcę przyprawić mnie o zawał serca. Harry chwilę myślał, rękami przesuwając kolejne wieszaki w swojej szafie koloru kakao. Ja w tym czasie włożyłam majtki pod ręcznikiem co oczywiście nie uszło jego uwadze, ale udawał, że nic nie widział. Potem odwróciłam się do niego plecami i założyłam czerwony bralet. W bieliźnie stanęłam przed lustrem i zaczęłam czesać włosy. Sama zastanawiałam się od kiedy jego towarzystwo mnie nie krępuje, ale widocznie nie potrzeba mi dużo czasu, aby się do kogoś przyzwyczaić. Szczególnie do kogoś tak przystojnego. Kątem oka spojrzałam, jak Harry wkłada czarne spodnie, przy czym mięśnie jego pleców intensywnie pracowały. Za nim zdążyłam wzrokiem wrócić do mojego odbicia, Pan Zły stał już za mną, obie ręce trzymając na moich biodrach. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, która z pewnością nie była spowodowana zimnem. Poczułam mocną woń jego żelu pod prysznic i perfum. Ten zapach będzie mi się chyba do końca życia kojarzył tylko z nim. Harry oplótł mnie ciasno rękami, sprawiając, że moje plecy dotknęły jego twardego torsu.
- Lou organizuje grilla - dopiero teraz odpowiedział na moje pytanie, o którym już zupełnie zapomniałam.
Pokiwałam tylko głową na znak, że się zgadzam. W sumie co lepszego miałam do roboty ? Chłopak obrócił mnie przodem do siebie. Popatrzyłam na niego pytająco.
- Jesteś dobrą dupą - skomentował, zmysłowo przygryzając wargę.
Pokazałam mu środkowego palca i wyminęłam go chcąc dokończyć się ubierać. Nie żeby jego słowa mi nie schlebiały, ale lepiej, żeby o tym nie wiedział. Zacznie pozwalać sobie na więcej. Harry zaśmiał się gardłowo i wyszedł z pokoju nie wkładając koszulki. Mieszkałam tu tylko trzy dni, a już wiedziałam, że chłopaki lubią sobie pochodzić po domu półnadzy.
Włożyłam na siebie czarną sukienkę na grubych ramiączkach i bransoletkę, którą wygrzebałam z torby. Potem wysuszyłam włosy i związałam je w wysokiego kucyka. Były dzisiaj bardziej kręcone niż zazwyczaj. Na koniec umyłam zęby i umalowałam się. W międzyczasie sprawdziłam na iPhone'ie która godzina. Był kwadrans po pierwszej. Mimo to wciąż nie chciało mi się jeść. Choć ostatnie co miałam w ustach to obrzydliwe piwo kupione przez Harry'ego. Skrzywiłam się na samą myśl o wyjątkowo gorzkim napoju.
Bez większego zastanowienia wyjęłam z torby paczkę papierosów i odpaliłam jednego, a zaraz potem uchyliłam okno. Pan Zły nie lubił, gdy mu się dymiło w pokoju. Pewnie dlatego na każdą imprezę go zamykał. To dosyć zabawne. Nie miał nic przeciwko biciu kogoś, spaniu z każdą napotkaną laską bądź upijaniu się do nieprzytomności, ale już syf w sypialni był wielkim problemem. Zaciągnęłam się mocno, dając moim płucom kolejną dawkę niszczącej nikotyny.
W sumie, jakbym się nad tym zastanowić wszystko co robiłam od jakiś dwóch lat prowadziło do powolnej śmierci. Zaczynając od alkoholu, poprzez papierosy, aż do narkotyków. I to tylko dlatego, żeby choć na kilka chwil zapomnieć o otaczającej mnie rzeczywistości. Żeby dobrze się bawić. Strzepałam popiół z papierosa i otworzyłam okno na rozcież.
W Nowym Jorku było wyjątkowo słonecznie i ciepło. Gdyby nie lekkie podmuchy wiatru pewnie byłoby gorąco. Widziałam setki ludzi, którzy jak mrówki prześcigali się w kolejkach i na chodnikach. Manhattan, jak zwykle tętnił życiem. Dopaliłam fajkę i wyrzuciłam ją na ulicę. Postanowiłam zobaczyć co chłopaki robią na dole.
Wyszłam z pokoju i już rutynowo ruszyłam do szklanych, nowoczesnych schodów. O ile wcześniej poruszanie się po ich apartamencie było dla mnie problemem, o tyle teraz robiłam to z całkowitą łatwością. Gdy otworzyłam przesuwane drzwi do pomieszczenia, które mnie interesowało moim oczom ukazał się Liam, który wraz ze Sky zaśmiewał się jedząc wspólny obiad. Nie było tam Harry'ego, ale to mnie nie zdziwiło. To mieszkanie było tak duże, że równie dobrze mógł być, w którejś z siedmiu łazienek.
- Hej - przywitałam się, siadając obok przyjaciółki.
- No cześć. Dawno cię nie widziałam - spojrzała na mnie znad pudełka z chińszczyzną.
- Zabawne. I tak mnie kochasz. Skąd macie jedzenie ? - spytałam, bo na widok jedzącej dwójki mój brzuch zaczął domagać się jedzenia.
- Will mnie podwiózł, więc kupiliśmy po drodze - wyjaśniła szybko, napychając buzię kolejną porcją sałatki - Dla ciebie też jest - wskazała siatkę na blacie.
Popatrzyłam na nią z wdzięcznością, i jak wygłodniała rzuciłam się w stronę reklamówki.
*
Drzwi windy, w której staliśmy w czwórkę otworzyły się przed nami. Ukazał nam się dwupiętrowy apartament, z wielkimi oknami po północnej i wschodniej stronie. Po lewo zaś znajdowały się ogromne schody z białego marmuru z barierką o tym samym kolorze. Weszliśmy do środka. Oczywiście na przodzie szła rozochocona Sky, która chciała się dzisiaj tylko zabawić. Nie obchodziło ją to, że wcale nie zna pana Tomlinsona. Zresztą ja też nie. Podłoga we wnętrzu była biała i błyszcząca, na środku pomieszczenia stała szklana ława i komplet kanap z czarnej skóry z poduszkami w panterkowy wzór. Wielkie drzwi balkonowe były otwarte, a na zewnątrz bawili się ludzie. Mogłabym przysiąc, że jego balkon był taki, jak całe nasze mieszkanie, a nawet większy. Cały przyozdobiony był zieloną roślinnością i nowocześnie zakrytymi stołami ze szkła, które aż uginały się od wymyślnych przystawek i drogich trunków. Nawet dostrzegłam barek, obowiązkowo z barmanem.
Nie staliśmy tak długo, gdy podbiegła do nas brunetka o niezwykle pięknych nogach, ubrana w białą sukienkę z baskinką i beżowe Louboutin'y.
- Cześć Harry ! - rzuciła się na chłopaka, całując go w policzek.
Zmierzyłam ją groźnym spojrzeniem. Niby nie miałam powodów, żeby być zazdrosna, ale patrząc na jej sylwetkę i wzrost poczułam się wyjątkowo brzydka i niekształtna. Wywnioskowałam również, że Harry albo żył, albo wciąż żyje w bliskich relacjach z nią.
- Eleanor - przedstawiła się dziewczyna, gdy już oderwała się od Pana Złego. Najpierw podała rękę Sky, a potem mi. - Jestem narzeczoną Lou'iego - wyznała po chwili. - Rozgośćcie się.
Patrząc, jak Harry odprowadza Eleanor - a raczej jej tyłek - wzrokiem, pociągnęłam Skylar za rękę. W tym momencie zależało mi tylko na dobrej zabawie. Przyjaciółka nie sprzeciwiała się i chwilę później obie prosiłyśmy barmana o kolejkę czystej. To nie wystarczyło. Dziewczyna wyjęła ze swojej torby woreczek z biały proszkiem. To musiała być heroina, którą Sky zazwyczaj miała przy sobie. Chwiejnym krokiem dotarłyśmy do najbliższej łazienki. Miałam lekkie zawroty głowy, ale nie takie, by nie pamiętać łapczywego wzroku Styles'a. Brunetka wysypała mi trochę narkotyku na palec wskazujący, a ja od razu wciągnęłam moją dawkę. Na efekty nie musiałam długo czekać. Czułam, jak wszystko staje się trochę piękniejszy niż było w rzeczywistości. Jak barwy stają się wyraźniejsze. Jak wszystko co odczuwam sprawia mi przyjemność. Powtórzyłyśmy to jeszcze ze Skylar dwa razy, po czym obydwie położyłyśmy się na kafelkach podłogowych. Nie wiem ile czasu tam się znajdowałyśmy. Może pięć minut, może czterdzieści. Pobudziłam się dopiero, gdy usłyszałam pierwsze takty znanej mi piosenki <TU>.
- George, chodź zatańczyć ! - dźwignęłam się na nogi i podałam rękę przyjaciółce.
- Chcę spać, idiotko - zaśmiała się, patrząc na mnie szklistymi oczami.
- Nie ! Tańczyć ! Będziemy tańczyć - rozkazałam, tupiąc nogą.
Sky zaśmiała się jeszcze głośniej, wprawiając mnie w podobny stan. Mimo wszystko podniosła się z podłogi i ruszyła ze mną na balkon. Kilkoro ludzi bujało się w rytm muzyki. Reszta jadła grillowane hamburgery bądź rozmawiała przy drinkach. Nie wiem czy był tam Harry i Liam. Szczerze mówiąc nie chciałam ich widzieć w tamtym momencie. Niech idą do Eleanor. Zaczęłyśmy z brunetką tańczyć do lecącej melodii. Kręciłyśmy się wkoło, klaskałyśmy, przytulałyśmy. Byłyśmy w jakimś lepszym miejscu choć nie jestem w stanie zdefiniować w jakim.
Gdy skończyła się piosenka ruszyłyśmy chwiejnym krokiem do barku i zamówiłyśmy po szklance whisky.
- Za wolność - dziewczyna uniosła szklaneczkę do góry.
- Za seks - uniosłam moją na ten sam poziom, po czym jednym haustem wypiłam.
Obie zachichotałyśmy. Poprosiłam jeszcze raz to samo i wymawiając równie ambitną kwestię, znowu wypiłam ją za jednym przechyleniem.
- Niedobrze mi, Des - Sky zrobiła się dziwnie blada i miałam wrażenie, że zaraz zwymiotuje.
- Łazienka - poinstruowałam, nie tracąc dobrego humoru.
Doskonale wiedziałam, że nie ma w tym nic zabawnego, ale nie potrafiłam inaczej. Zaciągnęłam ją do toalety, tym razem w trochę innym celu. Dziewczyna nim zdążyłam dobiec do muszli klozetowej, zwymiotowała na polerowaną podłogę. Szybko podprowadziłam ją do właściwego miejsca. Kolejna fala przeszła przez jej ciało, a ja ledwo zdążyłam złapać jej włosy. Zaraz po tej akcji dziewczyna zaśmiała się dźwięcznie.
- Opłacało się - stwierdziła, podnosząc na mnie na chwilę wzrok.
Zaraz potem wróciła do wcześniej przerwanej czynności. Też zaczynało mi się robić niedobrze, ale raczej nie miałam odruchów wymiotnych. Raczej przydałaby mi się szklanka zimnej wody albo najlepiej lodowaty prysznic. Nie siedziałyśmy tam długo, gdy do pomieszczenia wpadł Liam i Harry. Obaj wyglądali trochę lepiej od nas. Brązowooki trzymał w ręku butelkę ginu i popijał co chwilę.
- Wszystko w porządku ? - spytał przejęty Li.
Pan Zły oparł się w tym czasie o futrynę i przechwycił od przyjaciela butelkę. Pociągnął z niej sporego łyka. Gdy Liam podbiegł, by trzymać włosy Sky, ja wyprostowałam się i stanęłam na przeciwko Harry'ego. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że przez ten cały czas nie spuszczałam z niego wzroku. Jego nonszalancka postawa i mięśnie opięte przez białą koszulę, sprawiły, że chciałam się do niego przytulić, ale to nie byłoby chyba właściwe. No i jeszcze ta cała El. Mimo wszystko patrzenie na niego sprawiało mi nieodpartą przyjemność.
- Chcę cię - wyszeptał chłopak, tak cicho, że praktycznie czytałam z ruchu jego warg.
Przygryzłam wargę i uchyliłam drzwi łazienki. To będzie długa noc.