~Destiny~
29.09.2013 r.
- I tak po prostu się rozstaliście ? - spytała zszokowana Tilda, a jej ręka zamarła wpół drogi do ust.
Obok niej siedziała moja rodzicielka, która pozornie nie była zainteresowana rozmową, ale w tamtym momencie przestała skubać pistacje i wtrąciła się do rozmowy :
- Opowiadałaś przecież, że był tym jedynym.
Wzruszyłam ramionami, starając się ukryć uśmieszek wpływający na moją twarz. Tak naprawdę wciąż byłam z Harrym, a cała bajka, jaką przedstawiłam matce oraz szwagierce - o idealnym chłopaku i długiej, romantycznej podróży do tych cieplejszych stanów - miała na celu uspokojenie ich i usprawiedliwienie mojej trzymiesięcznej nieobecności w domu rodzinnym.
- Tak mi się wydawało, ale na koniec tego wypadu przeczytałam kilka jego esemesów z kochanką i niestety musieliśmy się rozstać. Nigdy nie daje drugiej szansy - stwierdziłam stanowczo, co było jednym z większych kłamstw w całej tej historii.
Podczas, gdy kobiety pogrążyły się w rozmowie nad beznadziejnością facetów, ja parzyłam kolejną kawę. Cieszyłam się, że znów mogę być wśród najbliższych mi osób, które mimo, że nie są idealną rodziną i wzorem do naśladowania, dają mi tyle ciepła i miłości, że jestem w stanie przeciwstawić się reszcie dnia. Harry'ego nie widziałam od momentu, gdy wysadził mnie przed kamienicą na Brooklynie i życzył po prostu spokojnej nocy. Jakbyśmy wrócili właśnie ze zwykłej randki w pubie na przedmieściach. Nawet nie byłam pewna, czy wciąż jest w Nowym Jorku i czy, aby na pewno wszystko z nim w porządku. Co do Demi i Sky - spędziłyśmy trzy noce na plotkach i opowieściach o wydarzeniach, które miały miejsce podczas mojej nieobecności. Okazało się, że Liam to najgorsza świnia na świecie, choć po prawie miesięcznej przerwie jest w stanie wymusić do Sky 'cześć'. Natomiast Demi planuje ślub na świeżym powietrzu, w naturalnych kolorach i z mnóstwem świeżych kwiatów. Ponad to rodzina Niall'a wygrała licytacje dawnego domu mody, gdzie planują otworzyć salon z sukniami specjalnie na zamówienie. Och, a co chyba najważniejsze, Skylar oddała się swojemu współpracownikowi. Nie docierało to do mnie, przynajmniej przez dobę. Wiedziałam, że dziewczyna lubi zaszaleć, ma dziwne pomysły i czasami jest mściwa, ale to mnie totalnie zaskoczyło. A jako iż po tygodniu wciąż nie mamy dosyć ciągłego gadania i wymieniania się informacjami, dzisiejsze popołudnie spędzę w salonie sukien ślubnych. Byłam uradowana, że mam wymówkę, by wywinąć się od dalszych pytań, którymi miały mnie zadręczać Tilda i mama. Rozumiałam, że zaspokojenie kobiecej ciekawości, było trudnym zadaniem, ale one przechodziły same siebie. Nawet nie wiedziałam, że potrafię wymyślić tak szczegółowe kłamstwo, a do tego nie pogubić się w zeznaniach.
- Nie chcę wam przerywać, ale będę uciekać - wtrąciłam się do rozmowy.
Musiałam już wyjść, jeśli chciałam zdążyć. Przy panującym ruchu dojechanie na 19 ulicę zajmie mi przynajmniej godzinę.
- Już ? Myślałam, że zostaniesz na obiad. Zrobiłam twoja ulubioną lasagne - mama nagle zerwała się z krzesła, prawie rozlewając kawę.
- Umówiłam się z Demi i Sky na Upper West Side - wytłumaczyłam, chwytając z krzesła kuchennego torbę i kierując się w stronę ganku.
- No dobrze, ale obiecaj, że coś zjesz na mieści - pokiwała na mnie palcem, jakbym wciąż miała dwanaście lat i ucałowała soczyście mój policzek.
Nie pozostało mi nic innego, jak przytakiwać, obiecując, że na pewno zjem obiad. Po pożegnaniu się z Tildą zbiegłam schodami na dół i wyszłam ze starej kamienicy. Na dworze panowała przyjemna atmosfera, a ulica pławiła się w promieniach słońca. Zapięłam haftkę płaszcza i ruszyłam na najbliższy postój taksówek. Co prawda, metro był szybszą metodą transportu, ale zdecydowanie mniej przyjemną i męczącą, jeśli liczyć przesiadki. Szybkim krokiem pokonywałam kolejne metry, myśląc o wszystkim i o niczym. Moje myśli skierowywały się głównie ku studiom, które zaczynam już za dwa dni. Niestety, oznacza to zdecydowanie mniej czasu dla przyjaciół, chłopaka no i oczywiście zakuwanie po nocach. Dostawałam dreszczy na samą myśl o powrocie na uczelnie i stawieniu czoła wszystkim znienawidzonym wykładowcom.
*
Wpadłam do salonu zdyszana, jakbym ostatnią mile przebiegła. Poganiana ciągłymi telefonami od dziewczyn, nawet nie miałam okazji spojrzeć w lustro i ocenić, czy wyglądam dostatecznie dobrze, na tak prestiżowe miejsce, jakim był L'Fay Bridal. Za moją całą szafę, wraz z kosmetykami mogłam kupić sobie tutaj jedną z tych sukienek. I to z dolnej półki.
- Gdzie ty się podziewałaś ?! - Przy drzwiach dopadła mnie Skylar, na której twarzy malowało się istne zawiedzenie.
- Sorry, babska schadzka u mamy. Musiałam wytłumaczyć, czemu sytuacja wyglądała, jakbym była martwa od trzech miesięcy - wytłumaczyłam sarkastycznie, zdejmując płaszcz i rzucając go na białą kanapę.
- Jesteś usprawiedliwiona. Ale lepiej dzisiaj nie wypowiadaj słowa na L., bo jestem umówiona i próbuje się przygotować psychicznie - Przyjaciółka wróciła na swoje wcześniejsze miejsce, pośród wszystkich toreb z zakupami, które najwidoczniej ominęłam.
- Mówisz o Liam'ie ?
Zgarnęłam jedno ciastko ze stolika kawowego i usiadłam na oparciu sofy. Demi nie była obecna wśród nas, co kazało mi myśleć, że właśnie próbuje się wcisnąć, w jak najmniejszy rozmiar.
- Brawo, wszystko zepsułaś. Mówiłam nie mów - Mina Sky wyrażała dezaprobatę, dla mojej nieumiejętności prowadzenia konwersacji i całkowitego braku skupienia.
- Przepraszam, znowu. Po co się spotykacie ?
Zastanawiałam się chwilę nad absurdem tej sytuacji. Kto o zdrowych zmysłach wybiera się na kawę, ze swoim byłym, ale teoretycznie obecnym, który przespał się z inną laską, która swoją drogą jest straszną zdzirą. Rozumiem, że chcą osobiście wyjaśnić sobie niektóre kwestie, ale dla seksu nie ze swoim partnerem, nie ma usprawiedliwień. Przynajmniej takie było moje zdanie. Jednocześnie bardzo chciałam, by znów byli razem i żeby nasza - dziwna to dziwna - paczka znów mogła się widywać wspólnie.
- Musimy porozmawiać o naszych uczuciach. - Popatrzyłam na dziewczynę sceptycznie. - No wiesz, nie chcę go od razu skreślać, wciąż jest dla mnie ważny - Nie dane jej było dokończyć, bo z przymierzalni wyszła właśnie Demi, w jednej z najpiękniejszych sukni ślubnych, jakie widziałam w życiu.
Z gorsetem wyszytym delikatnymi,srebrnymi kryształkami, które przepięknie mieniły się w słońcu, wpadającym przez witryny. Dół sukni był cały koronkowy, tak samo jak lamówka welonu, który sięgał aż do ziemi. Przez chwilę autentycznie odebrało mi mowę i nie mogłam wykrztusić porządnego zdania.
- Laski - Demi pstryknęła palcami. - Jak wam się podoba ? - spytała, obracając się kilka razy wokół własnej osi.
Materiał sukni zaszeleścił i falował, czyniąc to wszystko jeszcze bardziej magicznym.
- Jest przepiękna - zachwyciła się Sky, zakrywając dłonią usta.
- Tak, Niall będzie zachwycony - zawtórowałam jej.
Dalej gawędziłyśmy na różne tematy, omawiając odpowiednią datę ślubu, przeglądając najtrafniejsze dodatki, by cały strój był kompletny i pijąc kawę, serwowaną przez salon.
Obok niej siedziała moja rodzicielka, która pozornie nie była zainteresowana rozmową, ale w tamtym momencie przestała skubać pistacje i wtrąciła się do rozmowy :
- Opowiadałaś przecież, że był tym jedynym.
Wzruszyłam ramionami, starając się ukryć uśmieszek wpływający na moją twarz. Tak naprawdę wciąż byłam z Harrym, a cała bajka, jaką przedstawiłam matce oraz szwagierce - o idealnym chłopaku i długiej, romantycznej podróży do tych cieplejszych stanów - miała na celu uspokojenie ich i usprawiedliwienie mojej trzymiesięcznej nieobecności w domu rodzinnym.
- Tak mi się wydawało, ale na koniec tego wypadu przeczytałam kilka jego esemesów z kochanką i niestety musieliśmy się rozstać. Nigdy nie daje drugiej szansy - stwierdziłam stanowczo, co było jednym z większych kłamstw w całej tej historii.
Podczas, gdy kobiety pogrążyły się w rozmowie nad beznadziejnością facetów, ja parzyłam kolejną kawę. Cieszyłam się, że znów mogę być wśród najbliższych mi osób, które mimo, że nie są idealną rodziną i wzorem do naśladowania, dają mi tyle ciepła i miłości, że jestem w stanie przeciwstawić się reszcie dnia. Harry'ego nie widziałam od momentu, gdy wysadził mnie przed kamienicą na Brooklynie i życzył po prostu spokojnej nocy. Jakbyśmy wrócili właśnie ze zwykłej randki w pubie na przedmieściach. Nawet nie byłam pewna, czy wciąż jest w Nowym Jorku i czy, aby na pewno wszystko z nim w porządku. Co do Demi i Sky - spędziłyśmy trzy noce na plotkach i opowieściach o wydarzeniach, które miały miejsce podczas mojej nieobecności. Okazało się, że Liam to najgorsza świnia na świecie, choć po prawie miesięcznej przerwie jest w stanie wymusić do Sky 'cześć'. Natomiast Demi planuje ślub na świeżym powietrzu, w naturalnych kolorach i z mnóstwem świeżych kwiatów. Ponad to rodzina Niall'a wygrała licytacje dawnego domu mody, gdzie planują otworzyć salon z sukniami specjalnie na zamówienie. Och, a co chyba najważniejsze, Skylar oddała się swojemu współpracownikowi. Nie docierało to do mnie, przynajmniej przez dobę. Wiedziałam, że dziewczyna lubi zaszaleć, ma dziwne pomysły i czasami jest mściwa, ale to mnie totalnie zaskoczyło. A jako iż po tygodniu wciąż nie mamy dosyć ciągłego gadania i wymieniania się informacjami, dzisiejsze popołudnie spędzę w salonie sukien ślubnych. Byłam uradowana, że mam wymówkę, by wywinąć się od dalszych pytań, którymi miały mnie zadręczać Tilda i mama. Rozumiałam, że zaspokojenie kobiecej ciekawości, było trudnym zadaniem, ale one przechodziły same siebie. Nawet nie wiedziałam, że potrafię wymyślić tak szczegółowe kłamstwo, a do tego nie pogubić się w zeznaniach.
- Nie chcę wam przerywać, ale będę uciekać - wtrąciłam się do rozmowy.
Musiałam już wyjść, jeśli chciałam zdążyć. Przy panującym ruchu dojechanie na 19 ulicę zajmie mi przynajmniej godzinę.
- Już ? Myślałam, że zostaniesz na obiad. Zrobiłam twoja ulubioną lasagne - mama nagle zerwała się z krzesła, prawie rozlewając kawę.
- Umówiłam się z Demi i Sky na Upper West Side - wytłumaczyłam, chwytając z krzesła kuchennego torbę i kierując się w stronę ganku.
- No dobrze, ale obiecaj, że coś zjesz na mieści - pokiwała na mnie palcem, jakbym wciąż miała dwanaście lat i ucałowała soczyście mój policzek.
Nie pozostało mi nic innego, jak przytakiwać, obiecując, że na pewno zjem obiad. Po pożegnaniu się z Tildą zbiegłam schodami na dół i wyszłam ze starej kamienicy. Na dworze panowała przyjemna atmosfera, a ulica pławiła się w promieniach słońca. Zapięłam haftkę płaszcza i ruszyłam na najbliższy postój taksówek. Co prawda, metro był szybszą metodą transportu, ale zdecydowanie mniej przyjemną i męczącą, jeśli liczyć przesiadki. Szybkim krokiem pokonywałam kolejne metry, myśląc o wszystkim i o niczym. Moje myśli skierowywały się głównie ku studiom, które zaczynam już za dwa dni. Niestety, oznacza to zdecydowanie mniej czasu dla przyjaciół, chłopaka no i oczywiście zakuwanie po nocach. Dostawałam dreszczy na samą myśl o powrocie na uczelnie i stawieniu czoła wszystkim znienawidzonym wykładowcom.
*
Wpadłam do salonu zdyszana, jakbym ostatnią mile przebiegła. Poganiana ciągłymi telefonami od dziewczyn, nawet nie miałam okazji spojrzeć w lustro i ocenić, czy wyglądam dostatecznie dobrze, na tak prestiżowe miejsce, jakim był L'Fay Bridal. Za moją całą szafę, wraz z kosmetykami mogłam kupić sobie tutaj jedną z tych sukienek. I to z dolnej półki.
- Gdzie ty się podziewałaś ?! - Przy drzwiach dopadła mnie Skylar, na której twarzy malowało się istne zawiedzenie.
- Sorry, babska schadzka u mamy. Musiałam wytłumaczyć, czemu sytuacja wyglądała, jakbym była martwa od trzech miesięcy - wytłumaczyłam sarkastycznie, zdejmując płaszcz i rzucając go na białą kanapę.
- Jesteś usprawiedliwiona. Ale lepiej dzisiaj nie wypowiadaj słowa na L., bo jestem umówiona i próbuje się przygotować psychicznie - Przyjaciółka wróciła na swoje wcześniejsze miejsce, pośród wszystkich toreb z zakupami, które najwidoczniej ominęłam.
- Mówisz o Liam'ie ?
Zgarnęłam jedno ciastko ze stolika kawowego i usiadłam na oparciu sofy. Demi nie była obecna wśród nas, co kazało mi myśleć, że właśnie próbuje się wcisnąć, w jak najmniejszy rozmiar.
- Brawo, wszystko zepsułaś. Mówiłam nie mów - Mina Sky wyrażała dezaprobatę, dla mojej nieumiejętności prowadzenia konwersacji i całkowitego braku skupienia.
- Przepraszam, znowu. Po co się spotykacie ?
Zastanawiałam się chwilę nad absurdem tej sytuacji. Kto o zdrowych zmysłach wybiera się na kawę, ze swoim byłym, ale teoretycznie obecnym, który przespał się z inną laską, która swoją drogą jest straszną zdzirą. Rozumiem, że chcą osobiście wyjaśnić sobie niektóre kwestie, ale dla seksu nie ze swoim partnerem, nie ma usprawiedliwień. Przynajmniej takie było moje zdanie. Jednocześnie bardzo chciałam, by znów byli razem i żeby nasza - dziwna to dziwna - paczka znów mogła się widywać wspólnie.
- Musimy porozmawiać o naszych uczuciach. - Popatrzyłam na dziewczynę sceptycznie. - No wiesz, nie chcę go od razu skreślać, wciąż jest dla mnie ważny - Nie dane jej było dokończyć, bo z przymierzalni wyszła właśnie Demi, w jednej z najpiękniejszych sukni ślubnych, jakie widziałam w życiu.
Z gorsetem wyszytym delikatnymi,srebrnymi kryształkami, które przepięknie mieniły się w słońcu, wpadającym przez witryny. Dół sukni był cały koronkowy, tak samo jak lamówka welonu, który sięgał aż do ziemi. Przez chwilę autentycznie odebrało mi mowę i nie mogłam wykrztusić porządnego zdania.
- Laski - Demi pstryknęła palcami. - Jak wam się podoba ? - spytała, obracając się kilka razy wokół własnej osi.
Materiał sukni zaszeleścił i falował, czyniąc to wszystko jeszcze bardziej magicznym.
- Jest przepiękna - zachwyciła się Sky, zakrywając dłonią usta.
- Tak, Niall będzie zachwycony - zawtórowałam jej.
Dalej gawędziłyśmy na różne tematy, omawiając odpowiednią datę ślubu, przeglądając najtrafniejsze dodatki, by cały strój był kompletny i pijąc kawę, serwowaną przez salon.
~Destiny~
01.10.2013 r.
Dwadzieścia minut po ósmej spieszyłam ruchliwą ulicą, przy Columbus Circle, by zdążyć na pierwszy w nowym roku szkolnym wykład. Byłam pobudzona do działania i pewna, że ten rok przyniesie same sukcesy. Wszystko wróciło do starego porządku, a Harry obiecał, że załatwił sprawę z Quincey'em raz na zawsze. Co w jakimś stopniu nawet mogło być prawdą, ale nie chciałam o tym rozmyślać. Lubiłam taki stan rzeczy, jaki panował teraz. Ostatni raz skręciłam w lewo i znalazłam się na przestronnym placu przed uczelnią. Tłum uczniów zalewających parking i pchających się głównym wejściem przypomniał mi, jak bardzo denerwowało mnie to miejsce zaledwie kilka miesięcy temu. Teraz ta dziwna znajomość wszystkiego co mnie otacza, była uspokajająca. Ruszyłam z miejsca, orientując się, że stoję w bezruchu przyglądając się ludziom.Wyciągnęłam słuchawki z uszu i wepchnęłam je wgłąb skórzanej torby. Pokonałam kilka dzielących mnie od wejścia schodów i pchnęłam szklane drzwi. Hałas niosący się po korytarzu, mieszanina zapachów słabego jedzenia, potu i pasteli dotarły do mnie ze zdwojoną siłą i musiałam zatrzymać się na chwilę, by nie zemdleć. Według planu, który skrupulatnie wertowałam w domu, moja aula znajduje się na trzecim piętrze, tuż obok laboratorium chemicznego. Rozpychając się łokciami przeszłam przez schody i dotarłam do sali, powolnie zapełnianej przez studentów drugiego roku. Nareszcie przestano mnie traktować, jak pierwszaka i patrzeć się na korytarzu, jak na osobę wyalienowaną. Zajęłam miejsce, które nie znajdowało się za blisko profesora, a jednocześnie nie było tym na samym końcu, gdzie siedziały osoby, odsypiające nocne imprezy. Wypakowałam białego laptopa, oraz długopis i notatnik, w razie, jakby pan Marion wrócił do starych metod nauczania. Zajęłam się logowaniem do sieci, gdy moich uszu dobiegł męski głos :
- Czy to miejsce jest wolne ?
Przebiegłam wzrokiem, bo krzesłach obok mnie i spojrzałam w górę. Moim oczom ukazał się nie kto inny, jak Andrew. Ten sam, który siedział ze mną w metrze, który był na koncercie w klubie oraz, który zabrał mnie nad jezioro. Patrzyłam na niego zszokowana, starając się zebrać myśli.
- Co ty tu robisz ? - To jako pierwsze przyszło mi do głowy i w sumie było dość istotną kwestią.
-Studiuje - Szeroki uśmiech zagościł na twarzy chłopaka. - I czekam aż będziesz wolna, ale to tak na marginesie.
Puścił do mnie oczko, po czym przerzucił swój plecak na miejsce obok i przeskoczył przez ławkę. Wywołał tym niemały zachwyt u grupki dziewczyn, które chichotały pokazując na niego palcami. Przewróciłam oczami i wlepiłam wzrok w ekran laptopa. Nie miałam dobrego wyjaśnienie na swoją dosyć długą nieobecność, a która normalna osoba dziękuje za odwiezienie jej do domu, po czym nie odzywa się prze kolejny miesiąc.
- Spoko, nie jestem nimi zainteresowany - zagaił Drew, przygryzając wargę.
Przełknęłam głośno ślinę, siląc się na swobodną pozycję. Podczas, gdy całkiem przystojny, normalny chłopak próbuje być dla mnie nazbyt miły, mój chłopak siedzi w domu, pewnie myśląc o mnie. Miejmy nadzieje.
- Może powinieneś. Z tego co wiem nie masz dziewczyny - rzuciłam, niby od niechcenia i zaczęłam przeglądać zeszłoroczne notatki z matematyki.
Wychodziłam na prawdziwą idiotkę.
- Nie, ale podobno prawdziwa miłość trafia nas tylko raz. A mnie chyba już trafiła.
Spojrzałam na niego zaskoczona, po czym roześmiałam się nerwowo. To Andrew, on zawsze żartuje. Mimo wszystko,zasiało to we mnie ziarno niepewności.
- Mnie raczej też - skwitowałam krótko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz