piątek, 11 października 2013

Chapter XIV

~Skylar~
30.06.2013 r.

Zawsze myśląc o bankiecie, miałam przed oczami wizję wielkiego balu i suto zastawionego stołu. Jednak to, co zobaczyłam w domu Nialla, było niemałym szokiem. I nie chodziło tutaj o jakieś negatywne wrażenie. Organizacją bankietu w domu Horanów zajmowała się pani Maura - mama Nialla. Wszystko było szczegółowo zaplanowane. Przy samym wejściu stali gospodarze, którzy witali się z coraz to nowszymi gośćmi. Zaraz obok nich było wejście do ogromnego salonu, przerobionego na potrzeby bankietu na salę balową. Po prawo od drzwi do tego pomieszczenia stały dwa, połączone ze sobą stoły, które tworzyły narożnik. Na każdym z nim można było znaleźć coś dla siebie. Przechodząc tamtędy, widziałam między innymi nadziewaną kaczkę, homara i gruszki w syropie. W przeciwnym rogu cicho grała kilkuosobowa orkiestra. Nigdy nie byłam fanką klasycznych rytmów, ale wtedy to wszystko bardzo pasowało do ogólnego nastroju, panującego na sali. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Na szczęście, Niall ostrzegł nas, że ta okazja będzie inna niż wszystkie i, żebyśmy ubrały się w jakieś dłuższe kiecki. Demi wzięła to wszystko bardzo na poważnie. Jej sukienka była najbardziej obszerna ze wszystkich trzech. Można było też śmiało powiedzieć, że nasza przyjaciółka posiadała jedną z najpiękniejszych sukni, jakie można było ujrzeć na sali. Des prezentowała się z ogromną delikatnością i kobiecością. Jej przepiękne włosy spływały falami po odkrytych plecach. Ja wyglądałam najprzeciętniej z nas wszystkich, ale Destiny i tak nie mogła sobie darować i rzuciła mi chyba milion komplementów. Jedyną, potwornie drogą rzeczą, na którą sobie pozwoliłam, a które dopełniała mój strój, były buty od Christiana Louboutina. Postanowiłam na nie wydać pieniądze, które od jakiegoś czasu gromadziłam. Jak sobie obiecałam, tak zrobiłam i muszę przyznać, że buty były bardzo wygodne. Miałam też gdzieś głęboko nadzieję, że zrobię nimi furorę, ale w tej kwestii akurat się przeliczyłam, bo praktycznie każda osoba na sali była ubrana lepiej ode mnie. Do rodzinnego domu Nialla przybyliśmy całą szóstką. Stałam właśnie, rozmawiając z bratem Horana, gdy nagle matka chłopaków weszła na mały podeścik, wznosząc kieliszek do góry.
-Chciałabym wznieść toast. Dziękuję wszystkim za przybycie. Wypijmy za mojego syna i jego uroczą dziewczynę - w tym momencie jej dłoń powędrowała w bok, a palec wskazujący pokazał zarumienioną Demi.
Sama nie wiedziałam, co o tym sądzić. Owszem, Dems była blisko z Niallem, ale nie raczyła się pochwalić swoim sercowym podbiciem swoim najlepszym przyjaciółką. Wymieniłam z Destiny znaczące spojrzenia. Dziewczyna kiwnęła głową w stronę łazienki, dając mi równocześnie znak, że powinnyśmy zniknąć na kilka chwil. Przeprosiłam uśmiechniętego brata Nialla i wycofałam się spokojnie z przestronnego pomieszczenia. Ledwo zdążyłam zamknąć za sobą drzwi, gdy Des mnie dopadła.
-Demi ci nic nie mówiła, prawda?
-No jasne, że nie. Wiem tyle, co ty - burknęłam dość niemiło.
-Koniec świata, że nasza przyjaciółka nam nie mówi, co się dzieje! - Destiny wyrzuciła swoje szczupłe ramiona w górę w geście irytacji. W sumie to się jej nie dziwiłam, bo sama miałam troszkę za złe Demi to, że ukrywała przed nami swój związek z blondynem.
Wyszłyśmy, trzymając się pod ręce z łazienki i wróciłyśmy na salę. Panował tam niesamowity ruch. Nagle orkiestra zaczęła grać, a pojedyncze pary stanęły na środku i pogrążyły się we wspaniałym tańcu. Ich ciała płynęły przepięknie przez salę, oświetlone złotawym blaskiem żarówek, które jednak bardziej przypominały świece. Nie minęło dużo czasu, gdy zorientowałam się, że obok mnie nie ma Destiny. Nie musiałam nawet długo myśleć nad tym, kto ją ode mnie odciągnął. Moja przyjaciółka lawirowała wśród zapalonych tancerzy, ukryta w ramionach wysokiego chłopaka w lokach. Wiedziałam, że ich relacja nie była najzdrowsza, ale na pewno była ekscytująca i podniecająca. Z westchnieniem przeniosłam wzrok na Lovato, która z kolei zabawiała rozmową rodzinę swojego chłopaka. Jej też zazdrościłam związku, ponieważ Niall był idealnym chłopakiem na każdy rodzaj pogody, na każdy dzień. Gdy skończyła się pierwsza piosenka, rozbrzmiała kolejna. Ktoś złapał mnie delikatnie za łokieć.
-Mogę prosić do tańca? - głos brata Nialla doprawił mnie o drżenie, ale mimo wszystko się zgodziłam.
My także wkroczyliśmy w delikatnie płynący tłum, przypominające wirujące liście na wietrze.
-Nie mam pojęcia, jak to się robi - przyznałam szczerze, bo nie było sensu nawet udawać.
-Daj się poprowadzić, zdaj się na mnie - wesoły uśmiech rozjaśnił twarz starszego Horana.
Jego słowa poskutkowały. Postanowiłam całkowicie powierzyć swoje ruchy jemu i to się opłaciło. Już po kilku chwilach i my wspaniale się obracaliśmy. Byłam szczęśliwa. W tej wewnętrznej euforii nie dostrzegłam, gdy ktoś zaszedł mnie od tyłu i złapał za biodra.
-Odbijany - ciepły pomruk przyprawił mnie o dreszcze i rozgrzał od środka.
Odwróciłam się pospiesznie, żeby spojrzeć na Liama. Na jego twarzy nie było już ani śladu po tym zgorzkniałym chłopaku sprzed dziewięciu dni. Delikatny uśmiech rozjaśniał jego przystojną twarz, która wyglądała wtedy dla mnie jak pochodnia wśród mroku. Brat Nialla mrugnął do mnie porozumiewawczo i podszedł do swojej matki, żeby ją poprosić do tańca. Liam położył jedną rękę na moim biodrze, a drugą chwycił moją dłoń. Jego była rozgrzana i mogłabym przysiąc, że wypalała mi jakiś znak. Lekki nacisk na moje biodro był jednocześnie znakiem, że mam się przysunąć bliżej. Ręka szatyna naciskała moje biodro tak długo, aż nie staliśmy się niemal całością. Moje czoło praktycznie stykało się z brodą chłopaka. Uniosłam wzrok do góry, bo nie mogłam sobie tego odmówić. Kolejny raz, od kiedy się znamy, przez głowę przebiegła mi myśl, że Liam jest naprawdę przystojny. Ciemne oczy spoglądały na mnie spokojnie, ale też z takim dziwnym wyrazem, którego nigdy u nikogo jeszcze nie widziałam. Sama nie miałam pojęcia jak to określić, ale jedyne co wtedy mi przyszło do głowy to to, że Payne wygląda, jakby trzymał w swoich dłoniach skarb, albo cały świat. Nie będę się okłamywać, że sprawiło mi to ogromną przyjemność. Na policzkach Liama nie było już śladu po zaroście. Ta część ciała nie była także już zapadnięta tak jak ostatnio. W czasie, gdy orkiestra grała ostatnie takty utworu, ja zaciągałam się zapachem szatyna. Pachniał jak niebo i śnieg. W końcu jednak odsunął się  ode mnie.
-Masz ochotę się może przejść?
-Jasne - odparłam, być może trochę zbyt energicznie.
*
Wędrowaliśmy długimi korytarzami już mniej więcej od pół godziny. Rozmawialiśmy o wszystkim, bo przez te kilka tygodni straciliśmy bardzo wiele. W końcu postanowiliśmy znaleźć dojście do jednego z przestronnych balkonów w posiadłości państwa Horan. W tym celu odwiedzaliśmy wszystkie pomieszczenia po kolei. Wiedziałam, że niektórzy są już nieco podpici, inni podejmują decyzje, których zapewne później będą żałować, ale nie spodziewałam się zobaczyć w którejś z tych grup jedną z moich przyjaciółek. Przy piątych drzwiach z kolei poczułam, że chcę się wycofać, i to bardzo szybko, ale było już za późno. Na oparciu krzesła ustawionego nieopodal biurka leżała, zawieszona różowawa suknia. Odruchowo mój wzrok zaczął przeczesywać ciemność. Obydwoje z Liamem oniemieliśmy, gdy zobaczyliśmy Harry'ego i Destiny całujących się namiętnie w samej bieliźnie. Nie wiedziałam, do czego między nimi doszło, ale zdecydowanie mi się to nie podobało. Dziewczyna leżała pod chłopakiem, który delikatnie przygniatał ją swoim ciężarem i obsypywał pocałunkami. Des, zamiast go odpychać, wierzgać, czy Bóg jeden wie co, to dyszała ciężko, przymykając oczy i oplatając pas chłopaka swoimi szczupłymi nogami. Plecy Harry'ego były chyba najlepszym dowodem na to, co działo się tam zanim weszłam ja z Liamem. Cała umięśniona część ciała Pana Złego pokryta była szramami, ale to zobaczyliśmy dopiero wtedy, gdy zapaliliśmy światło. Moja przyjaciółka chciała wypełznąć spod Harry'ego, zakrywając swoje półnagie ciało kołdrą, ale chłopak jej na to nie pozwolił. Liam był na początku tak zszokowany jak ja, ale po chwili uśmiechnął się z sarkazmem.
-Jak chcecie się bzykać to chociaż nie tutaj - zwrócił im uwagę. Na twarzy Pana Złego też błądził ledwo zauważalny uśmiech. Zauważyłam, że Des cała aż płonie i unika mojego wzroku.
-Niby dlaczego nie tutaj? - zapytał Harry, a jego głos był lekko zachrypnięty. Chłopak odchrząknął.
-To sypialnia rodziców Nialla. Nie byliby zadowoleni, gdyby odkryli na swojej pościeli jakąś bliżej niezidentyfikowaną maź - to drugie zdanie doprowadziło mnie niemal do wymiotów. Potrąciłam lekko ramię Liama, co miało być znakiem, że chcę stamtąd jak najszybciej zniknąć.
Chłopak od razu zrozumiał i otworzył drzwi.
-Nie przeszkadzajcie sobie - zaśmiał się.
-Nie zamierzaliśmy - zachrypnięty głos Harry'ego dobiegł nas z drugiego końca pokoju chwilę przed tym jak zamknęliśmy drzwi z trzaskiem.
-Dlaczego nic nie mówisz? - zagaił Liam, gdy z powrotem zaczęliśmy się przechadzać korytarzami.
-I ty jeszcze pytasz? Przed chwilą widziałam jak moja najlepsza przyjaciółka pieprzy się z jakimś niewyżytym dupkiem! - prawie to wykrzyczałam, ale od dalszego potoku słów powstrzymała mnie dłoń szatyna, która spoczęła na moich ustach.
-Cii, nie krzycz - poinstruował mnie.
-No tak! Krzyczeć można tylko przy pieprzeniu - obruszyłam się.
Liam zmierzył mnie zdziwionym spojrzeniem, ale ja nie chciałam już z nim rozmawiać, bo w sumie zaczynał mnie denerwować. Zamiast jakoś ściągnąć z Destiny Harry'ego to kazał im sobie nie przeszkadzać. Miałam jedynie nadzieję, że na obmacywaniu się skończy, ale i tak miałam Liamowi za złe to, że mi nie pomógł. Przecież widział, że oniemiałam i nie byłam w stanie nawet się ruszyć. Zeszłam powoli po schodach i od razu skierowałam się do ogrodu państwa Horan. Po tym wszystkim musiałam zaczerpnąć świeżego powietrza, bo  byłam naprawdę bliska wymiotów. Destiny. Harry. Tam, w łóżku. Prawie uprawiali seks. Wzdrygnęłam się na samą myśl. Nie wiem, ile czasu siedziałam sama, zanim ktoś dotknął opuszkami palców mojego ramienia. Odwróciłam się, żeby spojrzeć na Liama. Z wielkiej posiadłości Horanów dobiegały przytłumione dźwięki rozmowy i instrumentów. W ogrodzie nie było nikogo, ponieważ wieczór był dość chłodny. Ja jednak nie zauważałam mojego drżenia dopóki szatyn nie ściągnął marynarki i nie otulił nią moich ramion.
-Dzięki - szepnęłam.
Tylko szept wydawał się odpowiedni. Noc była piękna i spokojna. Aż szkoda było ją zakłócać głośną rozmową więc podniosłam się, żeby móc lepiej przyjrzeć się Liamowi.
-Zatańcz ze mną - poprosił i wyciągnął w moją stronę swoją dłoń.
Znowu ją chwyciłam i znowu była ciepła. Moje zdenerwowanie już dawno minęło. Nawet nie pamiętałam o co byłam zła na tego uroczego chłopaka. Gdy tylko chwyciłam jego dłoń i delikatnie się przysunęłam, chłopak od razu wziął mnie w swoje ramiona. Zadarł trochę głowę do góry tak, żeby móc oprzeć swoją brodę na czubku mojej ciemnej czupryny. Po chwili jednak wtulił się w moje włosy i szczelniej otulił mnie swoją marynarką. Było mi przyjemnie, kołysząc się tak z nim, więc przymknęłam oczy. Mogłabym przysiąc, że w tamtym momencie poczułam do tego chłopaka coś więcej niż zwykłą sympatię, ale moje głębokie rozmyślania przerwał jego cichy głos.
-Dziękuję - szept rozpalił chyba wszystkie możliwe zmysły.
Po raz kolejny tego wieczoru podniosłam głowę, żeby mu się przyjrzeć. W świetle księżyca wyglądał piękniej niż kiedykolwiek. Nawet lepiej niż wtedy, w nocy, w swojej sypialni, kiedy z ukrycia mu się przyglądałam. Moja ręka uniosła się do góry i powędrowała do jego policzków, wydatnych kości. Zaczęłam delikatnie po nich wodzić palcem wskazującym. Byłam pewna, że za chwilę się pocałujemy, ale nagle do ogrodu wpadła Demi.
-Sky jesteś potrzebna w domu, żeby...
Dziewczyna zatrzymała się w połowie zdania, gdy zobaczyła przy czym nam przerwała. Miałam zamiar jej za to podziękować, ale później, bo w tamtym momencie prawdopodobnie bym ją zabiła. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz