niedziela, 13 października 2013

Chapter XV

~Destiny~
31.06.2013 r. 

Opadłam na poduszki z westchnieniem ulgi, gdy Sky i Liam wyszli z pokoju, uprzednio zgaszając światło. Byłam pewna, że moje policzki płoną i wcale już nie miałam ochoty wracać do przerwanej nam czynności. Czemu ja w ogóle ją zaczęłam ? Wolałam zgonić to wszystko na alkohol w moim organizmie, ale byłam prawie pewna, że kryło się w tym zdarzeniu coś znacznie głębszego. Przecież nie raz byłam pijana, ale jakoś nigdy nie dałam się nikomu zaciągnąć do łóżka. Ale Harry nie był nikim. Co nie zmieniało w każdym bądź razie faktu, że mógł chcieć mnie tylko wykorzystać i to dlatego był od początku taki natarczywy. Naciągnęłam na siebie fragment kołdry starając się zasłonić, jak najwięcej obnażonego ciała. 
- Możemy kontynuować - zaczął Harry, zmysłowo przygryzając wargę. 
W jednej chwili znalazł się z powrotem nade mną,  ręce umiejscawiając po obu stronach mojej głowy. Przełknęłam głośno ślinę. Uwierzcie, że przez całe moje życie nigdy nie towarzyszyło mi gorsze uczucie, niż w tamtym momencie. Z jednej strony cholernie seksowny facet, do którego chyba zaczynałam czuć coś więcej chcę to ze mną zrobić. Z drugiej moje ciągłe wyrzuty sumienia, że jednak nie powinnam tego robić, że jestem w łóżku rodziców mojego przyjaciela i chyba już nigdy nie spojrzę w oczy Sky. Byłam rozdarta tak bardzo, jak to tylko możliwe. I jeszcze nie dostałam wystarczająco dużo czasu na przemyślenia, bo chłopak zaczął obdarowywać pocałunkami moją szyję i dekolt. Z moich ust wyrwały się postrzępione oddechy, gdy odchyliłam delikatnie głowę, dając mu większy dostęp. Jedyne czego byłam pewna to, to, że działam wbrew sobie. I wbrew wszystkim obowiązującym zasadom moralności. Jednak obezwładniający zapach Harry'ego nie dawał mi wyboru, a jego zachowanie krzyczało, że już mnie ma. Bo miał. Z powrotem zaplotłam nogi wokół jego bioder i z mocą oddałam pocałunek. Moje dłonie momentalnie znalazły się na jego umięśnionych plecach i powróciły do tworzenia na nich nowych wzorów. Cichy gardłowy jęk opuścił usta chłopaka, gdy mocno przejechałam długim paznokciem wzdłuż kręgosłupa. O taki efekt właśnie mi chodziło. Przygryzł płatek mojego ucha i momentalnie powrócił do pozycji siedzącej, w taki sposób, że teraz ja siedziałam na jego udach, nogami wciąż otaczając jego pas. Ręce Harry'ego powędrowały do zapięcia mojego stanika. Wstrzymałam oddech, choć serce biło mi jak oszalałe. O ile bycie w bieliźnie mnie jako tako nie krępowało, o tyle w byciu nagą widziałam pewien problem. Nawet pewien duży problem. Chwyciłam dłoń chłopaka, który zrobił zdezorientowaną minę. To dobry moment na powiedzenie, że mama zabrania mi się spotykać z nieznajomymi ? Żeby tylko uniknąć karcącego wzroku moje oczy spoczęły na jego umięśnionym torsie. Nasze klatki piersiowe unosiły się i opadały w zawrotnym tempie. Wszystko się działo za szybko. W jednej chwili zaczęło mnie obchodzić, jak wyjdziemy z tego pokoju niezauważeni i jak doprowadzę swoje włosy do ładu, żeby znów móc pokazać się państwu Horan i przyjaciołom. 
- Nie rób tego, Harry - poprosiłam, puszczając jego dłoń. 
Mięśnie chłopaka stały się nagle bardziej napięte, jakby przygotowywał się do ciosu. Położyłam ręce na jego ramionach, chcąc, żeby na mnie spojrzał i także doszedł do wniosku, że nie postępujemy właściwie. Ale na co ja w ogóle liczyłam. 
- Ale dlaczego ? - wychrypiał, kładąc głowę tam gdzie szyja stykała się z ramieniem. Poczułam, jak znowu próbuje pozbawić mnie bielizny - Coś nie tak ? - spytał unosząc głowę, żeby spojrzeć mi w oczy. 
Zieleń jego tęczówka sparaliżowała mnie na tyle, że nagle wszystkie sensowne argumenty wyleciały z mojej głowy. Pocałowałam go delikatnie w usta. 
- Nie rób z tego komedii romantycznej, Des. Mieliśmy zamiar się pieprzyć w sypialni obcych ludzi. Możemy wrócić do tej sytuacji sprzed pięciu minut ? 
Wiedziałam, że Harry nigdy nie był romantykiem, a każde jego poczynanie miało się skończyć na tym samym, ale jego wyznanie było ciosem w kobiecą część mojej natury. Myślałam, że to ja bywałam nieczuła, ale przy nim byłam niczym jedna z gwiazd High School Musical. Próbowałam się wyswobodzić z jego stalowego uścisku i usiąść choć kilka centymetrów dalej, ale mi na to nie pozwolił. Nie czułam już, abym była pod wpływem alkoholu, więc mogłam w pełni kontrolować wszystko co robiłam. Ale nadal nie byłam silniejsza od niego. 
- Chciałem być miły - wysyczał, momentalnie rozpinając mi stanik. 
Sprawił, że z powrotem leżałam pod nim, ale tym razem tylko w samych majtkach, a on z niezwykłym zaangażowaniem przywiązywał moje ręce do drewnianej ramy łóżka. 
- Zacznę krzyczeć, że to gwałt - ostrzegłam całkiem poważnie. 
Tolerowałam naprawdę bardzo dużo, a nawet przez moment sądziłam, że z Harrym mogłabym normalnie chodzić, ale to co zrobił całkowicie rozwiało moje jakiekolwiek przemyślenia. 
- Lepiej zacznij krzyczeć, że mnie pragniesz - zamknął mi usta pocałunkiem.

~Demi~

Chodziłam powolnie po sali głównej co jakiś czas rozmawiając z przypadkowymi ludźmi. Tak naprawdę chciałam znaleźć moich znajomych, by wreszcie oznajmić im, że od niedawna chodzę z Niall'em. Co prawda jestem pewna, że domyślili się tego już po odważnym wystąpieniu Maury, ale mimo wszystko wolałam powiedzieć im to sama. Wkroczyłam na jeden z większych balkonów w tej willi, co okazało się być świetnym rozwiązaniem, bo ujrzałam tam Liam'a i Sky tańczących w rytm jakiejś nieznanej mi melodii. Wyglądali naprawdę uroczo i aż szkoda było im przerywać, ale już przez kilka takich sytuacji, w których nie chciałam przeszkadzać nie mogłam im powiedzieć całej prawdy. A wiem, że chcieliby usłyszeć co się dzieje. Bynajmniej Des i Skylar chciałyby usłyszeć.
- Sky jesteś potrzebna w domu, żeby ... - stanęłam, jak wryta, gdyż między nimi miało dość do pocałunku.
Byłam tego prawie pewna. Wiedziałam już od jakiegoś czasu, że między tą dwójką coś było. Nieraz Niall opowiadał mi o tym, jak Liam wciąż mówi o Sky. Jak zachwyca się tym, jaka to ona jest piękna. I musiałam faktycznie przyznać, że byliby niezłą parą. Dziewczyna spiorunowała mnie wzrokiem, po czym szybko przeprosiła Liam'a i weszła ze mną do domu przez ładne, szklane drzwi.
- Co jest ? - warknęła, co najmniej niezadowolona z zepsucia idealnej chwili.
- Muszę wam coś powiedzieć - zakomunikowałam, w tym momencie przypominając sobie, że mam im do powiedzenia więcej niż jedną rzecz - Ale najpierw trzeba znaleźć Destiny - Skylar skrzywiła się na dźwięk imienia naszej współlokatorki. Wbiłam w nią ciekawskie spojrzenie, w dłoni wciąż obracając mój telefon. Nie pasował do sukni balowej, ale nie rozstawałam się z nim nigdy - Wiesz gdzie jest ?
- Tak jakby, ale będzie lepiej, jak do niej zadzwonimy - wytłumaczyła, wskazując na iPhone'a.
Posłusznie zabrałam się do szukania numeru w książce telefonicznej.

~Destiny~

Głośny dźwięk mojego dzwonka sprawił, że Harry podniósł głowę ponad moje uda, których wnętrze obdarowywał teraz pocałunkami. Już chwilę wcześniej uwolnił moje ręce, gdy wytłumaczyłam, że wcale to nie jest potrzebne, bo przecież i tak nie ucieknę. Wtedy uśmiechnął się i stwierdził, że właśnie za to mnie kocha. Ta informacja sprawiła, że totalnie mnie zamurowało, a serce na chwilę przestało bić się w mojej piersi. Czekałam na jakiś kolejny tekst z jego strony, najlepiej z wytłumaczeniem, że jednak żartował, ale nie doczekałam się. Zalała mnie kolejna fala gorąca, gdy chłopak podniósł się z łóżka i wygrzebał z puzderka nieznośnie dzwoniące urządzenie. 
- Tak ? - odebrał, a ja natychmiast zerwałam się na równe nogi. Nikt nie miał prawa odbierać mojego telefonu, a znając niewyparzony język Harry'ego, opowie rozmówcy jeszcze kilka ciekawych historyjek z naszego życia towarzyskiego - Des jest zajęta. Nie obchodzi mnie to, Dems. Miło, przekaże jej. A teraz na razie i Destiny mówi, że gratuluje - rozłączył się szybko i natychmiast przyciągnął mnie do siebie. 
- Co chciała ? - spytałam, gotowa w każdym momencie biec z pomocą przyjaciółce. 
- Przekazać, że chodzi z Niall'em. Też mi nowina - prychnął pogardliwie. 
Spojrzałam mu głęboko w oczy i aż mnie wryło. Dostrzegłam w nich tyle nadziei i jakiegoś rodzaju strachu, że zrobiło mi się ciepło na sercu. Byłam pewna, że nie chcę, żebym go zostawiła i uciekła. Może wszystkie inne tak robiły. A może poczuł to samo co ja. W każdym bądź razie jego nonszalancki ton głosu i pewna postawa siebie były totalnym zaprzeczeniem tych emocji kryjących się w jego tęczówkach.
- Muszę ci coś powiedzieć - wyszeptałam, całkowicie zapominając o złości.
Nie była ona istotna w porównaniu z tym co miałam mu do przekazania i chciałam, żeby się jak najszybciej dowiedział. Bałam się, że jak będę to trzymała dłużej w sobie to całkowicie zwariuje. Spojrzał na mnie pytającą. Nabrałam głośno powietrza i powoli zaczęłam.
- Myślę, że jesteś dla mnie kimś...no wiesz. Kimś więcej niż kolegą - wykrztusiłam w końcu, z nadzieją, że nie będę musiała mu tego dokładniej tłumaczyć.
Wyraz twarzy Harry'ego nie zmienił się aż tak diametralnie. Wyglądał raczej, jakby wiedział to już od dawna. Przez co poczułam się jeszcze bardziej zażenowana, a moje policzki spąsowiały. Czemu on się nie odezwie ?! Odsunęłam się od niego nieznacznie, ale wciąż tkwiłam w uścisku. Na co ja liczyłam. Że nagle po miesiącu znajomości wyzna mi miłość i zmieni dla mnie całe swoje życie. Zwiesiłam głowę i wciągnęłam głośno powietrze. Od nadmiaru emocji aż kręciło mi się w głowie.
- Popatrz na mnie - rozkazał. Posłusznie wlepiłam wzrok w Harry'ego - Jesteś dla mnie cholernie ważna. Ale jestem dupkiem. Powinnaś dawno zadzwonić na policje - przestał mnie obejmować i przystąpił do szybkiego ubierania się, zostawiając mnie samą na środku pokoju.
Poczułam się tak samotna, jak nigdy w życiu. Jakby miała upaść zaraz po wykonaniu kroku. Jakbym już nigdy nie miała zaznać szczęścia. Nawet nie chciało mi się płakać. Chciałam krzyczeć o pomoc. O jego chociaż najmniejszą obecność w moim życiu. A przecież nie mogłam. Dałam mu wyraźnie do zrozumienia, że jest tak, jak powiedział. Tak naprawdę było strasznie. Gdy naciągał na siebie czarne spodnie od garnituru chciałam podbiec i go przytulić. Po prostu poczuć. Zdawał się być tak daleko. Z moich ust wyrwał się głośny szloch, więc szybko zatkałam usta ręką. Przeceniłam się, a łzy nie wiadomo kiedy poleciały same.
- Przepraszam cię, ale nie myśl, że kiedykolwiek stanę się innym człowiekiem - odwrócił się do mnie, jego koszula była rozpięta - Czasem nad tym nie panuje. Jestem niebezpieczny.
Pokręciłam głową w niedowierzaniu. Jak w każdym innym momencie Harry był dla mnie agresywny, arogancki i bezczelny, tak w tym nie mogłam w to uwierzyć. Brzmiał, jakby pogodził się z tym faktem długo przede mną. Przecież w każdym człowieku można dostrzec dobro. W jednej chwili ta sytuacja wydała mi się bardzo żałosna. Ja zgięta wpół i zalana łzami na środku sypialni, nie potrafię się pogodzić z rzeczywistością. I Harry wiążący krawat z obojętną miną. Nagle wyprostowałam się i podeszłam do niego. Odsunęłam jego dłonie i zabrałam się za wiązanie krawatu.
- Pomogę ci - wyszeptałam.
Nie sprzeciwił się. Nawet nie wyglądał na szczególnie zdziwionego. W czasie, gdy ja praktycznie goła próbowałam sprawić, by wyglądał dobrze, on położył ręce na mojej tali.
- Nie płacz - kolejny rozkaz.
Łatwo mu mówić. Właśnie wtedy, gdy zaczynałam mieć nadzieje, on wyznaje, że nie jest odpowiedni dla mnie. Przygryzłam wargę i z zaciętą miną go zlustrowałam. Wyglądał idealnie. Zresztą tak, jak zawsze. A ja już nigdy nie będę mogła na to patrzeć bezkarnie. To nie mogła dość do skutku.
- Potrzebuje cię - załkałam, wtulając się w jego tors. Począł jedną ręką gładzić moje włosy - Nie wiem, jakim byś musiał być skurwielem, żeby mi to wybić z głowy.
- Wiedziałem - na jego ustach zamajaczył cień uśmiechu - Wiesz, że to dość ryzykowne ?





piątek, 11 października 2013

Chapter XIV

~Skylar~
30.06.2013 r.

Zawsze myśląc o bankiecie, miałam przed oczami wizję wielkiego balu i suto zastawionego stołu. Jednak to, co zobaczyłam w domu Nialla, było niemałym szokiem. I nie chodziło tutaj o jakieś negatywne wrażenie. Organizacją bankietu w domu Horanów zajmowała się pani Maura - mama Nialla. Wszystko było szczegółowo zaplanowane. Przy samym wejściu stali gospodarze, którzy witali się z coraz to nowszymi gośćmi. Zaraz obok nich było wejście do ogromnego salonu, przerobionego na potrzeby bankietu na salę balową. Po prawo od drzwi do tego pomieszczenia stały dwa, połączone ze sobą stoły, które tworzyły narożnik. Na każdym z nim można było znaleźć coś dla siebie. Przechodząc tamtędy, widziałam między innymi nadziewaną kaczkę, homara i gruszki w syropie. W przeciwnym rogu cicho grała kilkuosobowa orkiestra. Nigdy nie byłam fanką klasycznych rytmów, ale wtedy to wszystko bardzo pasowało do ogólnego nastroju, panującego na sali. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Na szczęście, Niall ostrzegł nas, że ta okazja będzie inna niż wszystkie i, żebyśmy ubrały się w jakieś dłuższe kiecki. Demi wzięła to wszystko bardzo na poważnie. Jej sukienka była najbardziej obszerna ze wszystkich trzech. Można było też śmiało powiedzieć, że nasza przyjaciółka posiadała jedną z najpiękniejszych sukni, jakie można było ujrzeć na sali. Des prezentowała się z ogromną delikatnością i kobiecością. Jej przepiękne włosy spływały falami po odkrytych plecach. Ja wyglądałam najprzeciętniej z nas wszystkich, ale Destiny i tak nie mogła sobie darować i rzuciła mi chyba milion komplementów. Jedyną, potwornie drogą rzeczą, na którą sobie pozwoliłam, a które dopełniała mój strój, były buty od Christiana Louboutina. Postanowiłam na nie wydać pieniądze, które od jakiegoś czasu gromadziłam. Jak sobie obiecałam, tak zrobiłam i muszę przyznać, że buty były bardzo wygodne. Miałam też gdzieś głęboko nadzieję, że zrobię nimi furorę, ale w tej kwestii akurat się przeliczyłam, bo praktycznie każda osoba na sali była ubrana lepiej ode mnie. Do rodzinnego domu Nialla przybyliśmy całą szóstką. Stałam właśnie, rozmawiając z bratem Horana, gdy nagle matka chłopaków weszła na mały podeścik, wznosząc kieliszek do góry.
-Chciałabym wznieść toast. Dziękuję wszystkim za przybycie. Wypijmy za mojego syna i jego uroczą dziewczynę - w tym momencie jej dłoń powędrowała w bok, a palec wskazujący pokazał zarumienioną Demi.
Sama nie wiedziałam, co o tym sądzić. Owszem, Dems była blisko z Niallem, ale nie raczyła się pochwalić swoim sercowym podbiciem swoim najlepszym przyjaciółką. Wymieniłam z Destiny znaczące spojrzenia. Dziewczyna kiwnęła głową w stronę łazienki, dając mi równocześnie znak, że powinnyśmy zniknąć na kilka chwil. Przeprosiłam uśmiechniętego brata Nialla i wycofałam się spokojnie z przestronnego pomieszczenia. Ledwo zdążyłam zamknąć za sobą drzwi, gdy Des mnie dopadła.
-Demi ci nic nie mówiła, prawda?
-No jasne, że nie. Wiem tyle, co ty - burknęłam dość niemiło.
-Koniec świata, że nasza przyjaciółka nam nie mówi, co się dzieje! - Destiny wyrzuciła swoje szczupłe ramiona w górę w geście irytacji. W sumie to się jej nie dziwiłam, bo sama miałam troszkę za złe Demi to, że ukrywała przed nami swój związek z blondynem.
Wyszłyśmy, trzymając się pod ręce z łazienki i wróciłyśmy na salę. Panował tam niesamowity ruch. Nagle orkiestra zaczęła grać, a pojedyncze pary stanęły na środku i pogrążyły się we wspaniałym tańcu. Ich ciała płynęły przepięknie przez salę, oświetlone złotawym blaskiem żarówek, które jednak bardziej przypominały świece. Nie minęło dużo czasu, gdy zorientowałam się, że obok mnie nie ma Destiny. Nie musiałam nawet długo myśleć nad tym, kto ją ode mnie odciągnął. Moja przyjaciółka lawirowała wśród zapalonych tancerzy, ukryta w ramionach wysokiego chłopaka w lokach. Wiedziałam, że ich relacja nie była najzdrowsza, ale na pewno była ekscytująca i podniecająca. Z westchnieniem przeniosłam wzrok na Lovato, która z kolei zabawiała rozmową rodzinę swojego chłopaka. Jej też zazdrościłam związku, ponieważ Niall był idealnym chłopakiem na każdy rodzaj pogody, na każdy dzień. Gdy skończyła się pierwsza piosenka, rozbrzmiała kolejna. Ktoś złapał mnie delikatnie za łokieć.
-Mogę prosić do tańca? - głos brata Nialla doprawił mnie o drżenie, ale mimo wszystko się zgodziłam.
My także wkroczyliśmy w delikatnie płynący tłum, przypominające wirujące liście na wietrze.
-Nie mam pojęcia, jak to się robi - przyznałam szczerze, bo nie było sensu nawet udawać.
-Daj się poprowadzić, zdaj się na mnie - wesoły uśmiech rozjaśnił twarz starszego Horana.
Jego słowa poskutkowały. Postanowiłam całkowicie powierzyć swoje ruchy jemu i to się opłaciło. Już po kilku chwilach i my wspaniale się obracaliśmy. Byłam szczęśliwa. W tej wewnętrznej euforii nie dostrzegłam, gdy ktoś zaszedł mnie od tyłu i złapał za biodra.
-Odbijany - ciepły pomruk przyprawił mnie o dreszcze i rozgrzał od środka.
Odwróciłam się pospiesznie, żeby spojrzeć na Liama. Na jego twarzy nie było już ani śladu po tym zgorzkniałym chłopaku sprzed dziewięciu dni. Delikatny uśmiech rozjaśniał jego przystojną twarz, która wyglądała wtedy dla mnie jak pochodnia wśród mroku. Brat Nialla mrugnął do mnie porozumiewawczo i podszedł do swojej matki, żeby ją poprosić do tańca. Liam położył jedną rękę na moim biodrze, a drugą chwycił moją dłoń. Jego była rozgrzana i mogłabym przysiąc, że wypalała mi jakiś znak. Lekki nacisk na moje biodro był jednocześnie znakiem, że mam się przysunąć bliżej. Ręka szatyna naciskała moje biodro tak długo, aż nie staliśmy się niemal całością. Moje czoło praktycznie stykało się z brodą chłopaka. Uniosłam wzrok do góry, bo nie mogłam sobie tego odmówić. Kolejny raz, od kiedy się znamy, przez głowę przebiegła mi myśl, że Liam jest naprawdę przystojny. Ciemne oczy spoglądały na mnie spokojnie, ale też z takim dziwnym wyrazem, którego nigdy u nikogo jeszcze nie widziałam. Sama nie miałam pojęcia jak to określić, ale jedyne co wtedy mi przyszło do głowy to to, że Payne wygląda, jakby trzymał w swoich dłoniach skarb, albo cały świat. Nie będę się okłamywać, że sprawiło mi to ogromną przyjemność. Na policzkach Liama nie było już śladu po zaroście. Ta część ciała nie była także już zapadnięta tak jak ostatnio. W czasie, gdy orkiestra grała ostatnie takty utworu, ja zaciągałam się zapachem szatyna. Pachniał jak niebo i śnieg. W końcu jednak odsunął się  ode mnie.
-Masz ochotę się może przejść?
-Jasne - odparłam, być może trochę zbyt energicznie.
*
Wędrowaliśmy długimi korytarzami już mniej więcej od pół godziny. Rozmawialiśmy o wszystkim, bo przez te kilka tygodni straciliśmy bardzo wiele. W końcu postanowiliśmy znaleźć dojście do jednego z przestronnych balkonów w posiadłości państwa Horan. W tym celu odwiedzaliśmy wszystkie pomieszczenia po kolei. Wiedziałam, że niektórzy są już nieco podpici, inni podejmują decyzje, których zapewne później będą żałować, ale nie spodziewałam się zobaczyć w którejś z tych grup jedną z moich przyjaciółek. Przy piątych drzwiach z kolei poczułam, że chcę się wycofać, i to bardzo szybko, ale było już za późno. Na oparciu krzesła ustawionego nieopodal biurka leżała, zawieszona różowawa suknia. Odruchowo mój wzrok zaczął przeczesywać ciemność. Obydwoje z Liamem oniemieliśmy, gdy zobaczyliśmy Harry'ego i Destiny całujących się namiętnie w samej bieliźnie. Nie wiedziałam, do czego między nimi doszło, ale zdecydowanie mi się to nie podobało. Dziewczyna leżała pod chłopakiem, który delikatnie przygniatał ją swoim ciężarem i obsypywał pocałunkami. Des, zamiast go odpychać, wierzgać, czy Bóg jeden wie co, to dyszała ciężko, przymykając oczy i oplatając pas chłopaka swoimi szczupłymi nogami. Plecy Harry'ego były chyba najlepszym dowodem na to, co działo się tam zanim weszłam ja z Liamem. Cała umięśniona część ciała Pana Złego pokryta była szramami, ale to zobaczyliśmy dopiero wtedy, gdy zapaliliśmy światło. Moja przyjaciółka chciała wypełznąć spod Harry'ego, zakrywając swoje półnagie ciało kołdrą, ale chłopak jej na to nie pozwolił. Liam był na początku tak zszokowany jak ja, ale po chwili uśmiechnął się z sarkazmem.
-Jak chcecie się bzykać to chociaż nie tutaj - zwrócił im uwagę. Na twarzy Pana Złego też błądził ledwo zauważalny uśmiech. Zauważyłam, że Des cała aż płonie i unika mojego wzroku.
-Niby dlaczego nie tutaj? - zapytał Harry, a jego głos był lekko zachrypnięty. Chłopak odchrząknął.
-To sypialnia rodziców Nialla. Nie byliby zadowoleni, gdyby odkryli na swojej pościeli jakąś bliżej niezidentyfikowaną maź - to drugie zdanie doprowadziło mnie niemal do wymiotów. Potrąciłam lekko ramię Liama, co miało być znakiem, że chcę stamtąd jak najszybciej zniknąć.
Chłopak od razu zrozumiał i otworzył drzwi.
-Nie przeszkadzajcie sobie - zaśmiał się.
-Nie zamierzaliśmy - zachrypnięty głos Harry'ego dobiegł nas z drugiego końca pokoju chwilę przed tym jak zamknęliśmy drzwi z trzaskiem.
-Dlaczego nic nie mówisz? - zagaił Liam, gdy z powrotem zaczęliśmy się przechadzać korytarzami.
-I ty jeszcze pytasz? Przed chwilą widziałam jak moja najlepsza przyjaciółka pieprzy się z jakimś niewyżytym dupkiem! - prawie to wykrzyczałam, ale od dalszego potoku słów powstrzymała mnie dłoń szatyna, która spoczęła na moich ustach.
-Cii, nie krzycz - poinstruował mnie.
-No tak! Krzyczeć można tylko przy pieprzeniu - obruszyłam się.
Liam zmierzył mnie zdziwionym spojrzeniem, ale ja nie chciałam już z nim rozmawiać, bo w sumie zaczynał mnie denerwować. Zamiast jakoś ściągnąć z Destiny Harry'ego to kazał im sobie nie przeszkadzać. Miałam jedynie nadzieję, że na obmacywaniu się skończy, ale i tak miałam Liamowi za złe to, że mi nie pomógł. Przecież widział, że oniemiałam i nie byłam w stanie nawet się ruszyć. Zeszłam powoli po schodach i od razu skierowałam się do ogrodu państwa Horan. Po tym wszystkim musiałam zaczerpnąć świeżego powietrza, bo  byłam naprawdę bliska wymiotów. Destiny. Harry. Tam, w łóżku. Prawie uprawiali seks. Wzdrygnęłam się na samą myśl. Nie wiem, ile czasu siedziałam sama, zanim ktoś dotknął opuszkami palców mojego ramienia. Odwróciłam się, żeby spojrzeć na Liama. Z wielkiej posiadłości Horanów dobiegały przytłumione dźwięki rozmowy i instrumentów. W ogrodzie nie było nikogo, ponieważ wieczór był dość chłodny. Ja jednak nie zauważałam mojego drżenia dopóki szatyn nie ściągnął marynarki i nie otulił nią moich ramion.
-Dzięki - szepnęłam.
Tylko szept wydawał się odpowiedni. Noc była piękna i spokojna. Aż szkoda było ją zakłócać głośną rozmową więc podniosłam się, żeby móc lepiej przyjrzeć się Liamowi.
-Zatańcz ze mną - poprosił i wyciągnął w moją stronę swoją dłoń.
Znowu ją chwyciłam i znowu była ciepła. Moje zdenerwowanie już dawno minęło. Nawet nie pamiętałam o co byłam zła na tego uroczego chłopaka. Gdy tylko chwyciłam jego dłoń i delikatnie się przysunęłam, chłopak od razu wziął mnie w swoje ramiona. Zadarł trochę głowę do góry tak, żeby móc oprzeć swoją brodę na czubku mojej ciemnej czupryny. Po chwili jednak wtulił się w moje włosy i szczelniej otulił mnie swoją marynarką. Było mi przyjemnie, kołysząc się tak z nim, więc przymknęłam oczy. Mogłabym przysiąc, że w tamtym momencie poczułam do tego chłopaka coś więcej niż zwykłą sympatię, ale moje głębokie rozmyślania przerwał jego cichy głos.
-Dziękuję - szept rozpalił chyba wszystkie możliwe zmysły.
Po raz kolejny tego wieczoru podniosłam głowę, żeby mu się przyjrzeć. W świetle księżyca wyglądał piękniej niż kiedykolwiek. Nawet lepiej niż wtedy, w nocy, w swojej sypialni, kiedy z ukrycia mu się przyglądałam. Moja ręka uniosła się do góry i powędrowała do jego policzków, wydatnych kości. Zaczęłam delikatnie po nich wodzić palcem wskazującym. Byłam pewna, że za chwilę się pocałujemy, ale nagle do ogrodu wpadła Demi.
-Sky jesteś potrzebna w domu, żeby...
Dziewczyna zatrzymała się w połowie zdania, gdy zobaczyła przy czym nam przerwała. Miałam zamiar jej za to podziękować, ale później, bo w tamtym momencie prawdopodobnie bym ją zabiła.