~Skylar~
20.09.2013r.
20.09.2013r.
Obudziło mnie delikatne pochrapywanie dobiegające moich uszu. Wtuliłam się mocniej w ciepłą, miękką skórę. Przyjemnie było na powrót obudzić się w ramionach Liama po tym koszmarze, który mi się śnił. Jak mój mózg mógł wytworzyć tak absurdalną historię, że chłopak mnie zdradził? Szybko odgoniłam od siebie te ponure myśli. Po co było zastanawiać się nad czymś, co tylko było jawą? Chwila, wróć... Skoro leżałam w objęciach Liama to dlaczego słyszałam pochrapywanie, skoro chłopak bardzo rzadko chrapał. I dlaczego, do cholery, czułam na swoim ramieniu zarost? Odsunęłam się czym prędzej od nieznajomego, momentalnie napinając się się jak struna, otwierając oczy i podciągając kołdrę pod brodę. Dlaczego, znowu do cholery, nie miałam na sobie ciuchów? Zerknęłam przerażona na obcego kolesia w moim łóżku i w jednej chwili wiedziałam, że w moich oczach pojawiają się świeczki. Obok mnie spał, niczym małe dziecko, doskonale znany mi blondyn. Jego rozanielona twarz wykrzywiła się w lekkim grymasie radości. Malinowe usta były rozchylone, a powieki nie drgały nerwowo. Rzęsy rzucały długie cienie na wydatne kości policzkowe. Poczułam się jednocześnie wściekła, szczęśliwa i zażenowana. Jak do tego mogłam dopuścić?
*DZIEŃ WCZEŚNIEJ*
*DZIEŃ WCZEŚNIEJ*
-Hej, Sky. Robię kawę. Chcesz? - ledwo zdążyłam przekroczyć próg mieszkania, a z kuchni już dochodził głos Jamesa.
-Jasne, karmelową - odparłam, opierając się o futrynę.
Wiedziałam, że jestem w tym mieszkaniu tylko i wyłącznie na jego warunkach, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało. Byłam dozgonnie wdzięczna Jamesowi za to, że przez prawie miesiąc pozwalał mi u siebie mieszkać, a nawet nie napomknął o tym, żebym się miała wyprowadzać. Był najlepszym kumplem pod słońcem.
-Jak tam w pracy? - zapytał zupełnie tak, jakby całe to wspólne mieszkanie było rutyną.
-Ciężko. Sam wiesz, jaka się ostatnia z szefowej suka zrobiła.
-Tak, doskonale to wiem - pogodny uśmiech rozjaśnił twarz mojego przyjaciela, ale po chwili zastygła tylko po to, żeby mogło pojawić się na niej roztargnienie. - Zupełnie zapomniałem. Był tutaj dzisiaj rano jakiś starszy facet. Wyglądał zupełnie jak żul i miałem go odesłać tam, skąd przyszedł, ale powiedział mi, że ma "list dla panienki George". Leży na stole - chłopak wzruszył ramionami.
Dopadłam czym prędzej stołu i rozpieczętowałam starannie zamknięty list. Doskonale wiedziałam od kogo on pochodził. Usiadłam na kuchennym krześle, podwijając nogi pod pośladki.
-Sky... - zaczął James, ale uciszyłam go gestem ręki. - Coś się stało? - dodał szeptem.
-Jasne, karmelową - odparłam, opierając się o futrynę.
Wiedziałam, że jestem w tym mieszkaniu tylko i wyłącznie na jego warunkach, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało. Byłam dozgonnie wdzięczna Jamesowi za to, że przez prawie miesiąc pozwalał mi u siebie mieszkać, a nawet nie napomknął o tym, żebym się miała wyprowadzać. Był najlepszym kumplem pod słońcem.
-Jak tam w pracy? - zapytał zupełnie tak, jakby całe to wspólne mieszkanie było rutyną.
-Ciężko. Sam wiesz, jaka się ostatnia z szefowej suka zrobiła.
-Tak, doskonale to wiem - pogodny uśmiech rozjaśnił twarz mojego przyjaciela, ale po chwili zastygła tylko po to, żeby mogło pojawić się na niej roztargnienie. - Zupełnie zapomniałem. Był tutaj dzisiaj rano jakiś starszy facet. Wyglądał zupełnie jak żul i miałem go odesłać tam, skąd przyszedł, ale powiedział mi, że ma "list dla panienki George". Leży na stole - chłopak wzruszył ramionami.
Dopadłam czym prędzej stołu i rozpieczętowałam starannie zamknięty list. Doskonale wiedziałam od kogo on pochodził. Usiadłam na kuchennym krześle, podwijając nogi pod pośladki.
-Sky... - zaczął James, ale uciszyłam go gestem ręki. - Coś się stało? - dodał szeptem.
"Droga Sky,
Znowu mam doła, że nie mogę z Tobą pogadać w cztery oczy i opowiedzieć Ci jak tu jest. Gorąco, duszno i ciemno, bo ciągle uciekamy, albo się chowamy.
Rozmawiałam z Harry'm i wychodzi na to, że niedługo będziemy się starali jakoś wrócić do domu. Nie wiem jak i kiedy dokładnie, ale Pan Zły chyba wreszcie zrozumiał, że to wszystko zaczyna mnie męczyć.
Nie wiem co jeszcze napisać, żeby jakoś Cię uspokoić, ponieważ wiem, że się martwisz i doskonale to rozumiem. Ja chyba umarłabym z tęsknoty i przerażenia, jeżeli Ty byś nagle zniknęła. Kocham Cię bardziej niż wszystko inne. No, może z wyjątkiem Harry'ego.
PS. Nie zapomnij spalić tego listu. Pamiętaj, że nikt nie może go zobaczyć
Des"
Znowu mam doła, że nie mogę z Tobą pogadać w cztery oczy i opowiedzieć Ci jak tu jest. Gorąco, duszno i ciemno, bo ciągle uciekamy, albo się chowamy.
Rozmawiałam z Harry'm i wychodzi na to, że niedługo będziemy się starali jakoś wrócić do domu. Nie wiem jak i kiedy dokładnie, ale Pan Zły chyba wreszcie zrozumiał, że to wszystko zaczyna mnie męczyć.
Nie wiem co jeszcze napisać, żeby jakoś Cię uspokoić, ponieważ wiem, że się martwisz i doskonale to rozumiem. Ja chyba umarłabym z tęsknoty i przerażenia, jeżeli Ty byś nagle zniknęła. Kocham Cię bardziej niż wszystko inne. No, może z wyjątkiem Harry'ego.
PS. Nie zapomnij spalić tego listu. Pamiętaj, że nikt nie może go zobaczyć
Des"
Zacisnęłam dłoń w pięść tak, że kartka pomięła się i zwinęła w kulkę.
-Nic się nie dzieje, James - odparłam, przerywając długą ciszę.
Nic nie powiedział. Zawsze wiedział kiedy się powinno odzywać, a kiedy po prostu się zamknąć. Bardzo ceniłam sobie przyjaźń Jamesa, rozmowy z nim i jego obecność. Chłopak wzruszył tylko ramionami i usiadł naprzeciw mnie z kubkiem parującej kawy, podsuwając mi pod nos tą, którą ja sobie zażyczyłam kilka minut wcześniej.
-Jeżeli się nie pogniewasz to nie będzie mnie dzisiaj wieczorem w domu - o cholera, czy to coś, co pojawiło się na twarzy Jamesa to był figlarny uśmiech?
Parsknęłam.
-Jasne, że się nie pogniewam. Zaproszę sobie kogoś do towarzystwa - wystawiłam język w jego kierunku.
-Idę na randkę - powiedział to tak, jakby był małym chłopcem, przechwalającym się swoją kolekcją samochodzików Hot Wheels.
-W końcu któraś cię chciała? - spojrzałam na niego zadziornie.
-Sama się przekonasz jak wygląda. Będzie tu za godzinę - wstał od stołu. Kiedy on wypił tę kawę? - Idę się szykować - pocałował mnie przelotnie w czubek głowy.
*
Dzwonek do drzwi obwieścił mi i Jamesowi, że ktoś koniecznie chciał dostać się do mieszkania. Z góry założyłam, że może to być dziewczyna mojego przyjaciela, albo Joe, który miał spędzić ze mną ten wieczór na oglądaniu jakiegoś nudnego filmu akcji. Nie pomyliłam się, ponieważ już po kilku minutach usłyszałam, dobiegający z korytarza damski, ponętny głos, który po chwili zaczął zbliżać się do salonu. Podniosłam się z kanapy, otrzepując okruszki z drożdżówki, którą jadłam chwilę wcześniej. Jeżeli nie jest się na diecie, trzeba udawać, że się na niej jest. Odwróciłam się w stronę wejścia do salonu i zatrzymałam się w pół kroku. Dziewczyna również zatrzymała się, a James wpadł na nią z impetem. Złapał ją, zdezorientowany jej nagłym zatrzymaniem.
-To ty - wiedziałam, że to kwestia czasu jak zacznę płakać.
Wycelowałam w długonogą, szczupłą blondynkę palec i podeszłam bliżej.
-To wy się znacie? - chyba James wyczuł napięcie, bo stał z boku i drapał się po swojej blond czuprynie.
-Miałyśmy okazję się poznać, ale nie znamy swoich imion. Jestem Aubrey - wyciągnęła w moją stronę rękę.
-Skylar - podałam jej dłoń. - No proszę, James. Śliczną laskę wyhaczyłeś. Uważaj tylko, bo jest piękna. Jeszcze ktoś ci ją zabierze - mrugnęłam niby to przyjacielsko do blondyna.
Aubrey zaśmiała się perliście, ale wiedziałam, że to wszystko było tylko na pokaz. Tak samo jak moja życzliwość. Być może nie byłoby w tej dziewczynie nic złego, gdyby nie to, że niecały miesiąc wcześniej nakryłam ją w łóżku z moim ówczesnym chłopakiem, a teraz rozmawiałyśmy twarzą w twarz, ponieważ umówiła się na randkę z moim najlepszym przyjacielem. Boże, naprawdę nie było więcej atrakcyjnych lasek w ośmiomilionowym Nowym Jorku?
-Chciałem was tylko sobie przedstawić. Chodź, Aubrey, bo nie zdążymy do teatru - chwycił jej dłoń, przyprawiając mnie o mdłości.
Niech oni się wynoszą z tego mieszkania jak najszybciej.
*
-Aż tak źle? - Joe zastał w mnie w okropnym stanie.
Nawet nie miałam ochoty się przebierać w coś ładniejszego. Siedziałam tak potargana, w dresach, z potwornym poczuciem beznadziejności, że każdy bliski mi facet wybiera Aubrey.
-Strasznie. Masz ochotę może na kawę? - zapytałam tylko i wyłącznie z grzeczności.
Tak naprawdę mógł mnie pocałować w tyłek. Nic nie miałam zamiaru dla niego robić.
-Mam lepszy pomysł - uśmiechnął się zawadiacko i wyciągnął w moją stronę butelkę wina.
Joe miał idealne pomysły. Czym prędzej chwyciłam butelkę i zaprosiłam gościa do środka. W czasie, gdy chłopak rozgaszczał się w niedawno ogarniętym salonie, ja pognałam po dwie lampki. Wróciłam najszybciej jak mogłam. Usiadłam obok chłopaka, poczekałam aż otworzy wino i naleje zawartość butelki do lampek. Czerwony płyn przypominał krew, a ja miałam akurat tak okropną żądzę mordu, że bardzo mi się to spodobało. Chwyciłam szybko jedno z naczyń i uniosłam je w górę, spoglądając na Joe.
-Wypijmy za wieczór spędzony w miłym towarzystwie - roześmiał się, lustrując mnie od stóp do głów.
Nagle poczułam się taka brzydka, że ledwo porzuciłam chęć przebrania się. Momentalnie wypiłam zawartość lampki, choć to było niekulturalne, ale kto by się przejmował kulturą? Napełniłam kolejne lampki.
-I za dziwki i skurwysynów, którzy zabierają nam osoby, na których nam zależy - Joe przytaknął w zamyśleniu.
Nagle poczułam chęć opowiedzenia mu wszystkiego. To alkohol tak źle na mnie działał, ale miałam to gdzieś. Zanim się zorientowałam, pierwsze słowa płynęły z moich ust.
-Miesiąc temu mój chłopak miał urodziny. Chciałam mu zrobić niespodziankę, ale zamiast tego to on zaskoczył mnie. Zastałam go w łóżku z inną panną - spojrzałam na Joe, żeby upewnić się, że nie przysnął. - To dokładnie ta sama laska, z którą dzisiaj umówił się James, i która była tutaj, w tym mieszkaniu. Dzisiaj - prawie, że syknęłam.
-Rozumiem jak się czujesz. Moja była dziewczyna puściła się z kimś i nie chciała mi powiedzieć z kim, bo dowiedziałem się o tym od jej siostry, która swoją drogą jej nienawidziła - mówiąc to, wyglądał jakby był gdzieś daleko ode mnie. - Facetem, z którym mnie zdradziła był mój najlepszy kumpel. Bolało jak cholera, ale trzeba było się podnieść i iść dalej. Dzięki temu, że się nie poddałem i nie załamałem to mogę dzisiaj na przykład pić wino w tak dobrym towarzystwie - uśmiechnął się szeroko w moją stronę i tym razem byłam pewna, że jest obecny nawet duchem w tym samym pomieszczeniu, w którym znajdowałam się i ja.
-Joe, jesteś taki kochany - wymamrotałam, nieco odurzona, mimo wszystko, małą ilością alkoholu.
Chłopak wyciągnął ramię i przyciągnął mnie do siebie.
-Od początku wiedziałem, że znajdziemy wspólny język - chwileczka, czy my naprawdę się nawaliliśmy?
Może potrafiłabym się na tym skupić, gdyby nie usta Joe, które nagle niemal zgniotły moje. W normalnej sytuacji kazałbym mu przestać, odtrąciłabym od siebie. Ale co mogło stać się złego? To był tylko niewinny pocałunek. Ręka Joe, która przytrzymywała moją twarz, powędrowała wzdłuż mojego ramienia, pozostawiając za sobą rozkoszny ślad, spowodowany dotykiem. Nie wiadomo skąd na mojej skórze nagle pojawiła się gęsia skórka, a ja zapragnęłam więcej. Więcej Joe. Przyciągnęłam go do siebie, odwzajemniając pocałunek. Chłopak oderwał się ode mnie tylko po to, żeby przenieść pocałunki na moją szyję, na której pozostawiał wilgotne ścieżki. Przyciągnęłam go jeszcze bliżej siebie, poprzedzając to ściągnięciem z niego koszulki. Opalony tors prawie mnie onieśmielił. Przysięgam, że w całym swoim życiu nie widziałam tak seksownego ciała. Silne, umięśnione ramiona unosiły mnie do góry tak, żebym mogła usiąść na nim okrakiem. Oderwałam się na chwilę od niego, żeby powieść palcami po jego nagiej skórze. Chłopak zadrżał pod moim dotykiem, a mnie się to bardzo spodobało. Powiodłam opuszkami po tatuażu, który pokrywał jego ramię, a ja nigdy wcześniej nie miałam okazji go zobaczyć. No tak, Joe chodził w ciemnych koszulkach, a, tak zupełnie na marginesie, nigdy nie miałam go jeszcze sposobności rozbierać. Wszystko zmieniło się tak diametralnie w ciągu kilku godzin. Uniosłam ręce do góry, żeby pomóc blondynowi ściągnąć ze mnie górną część garderoby i nie zawahałam się ani chwili przed rozpięciem sobie stanika i zrzuceniem go na ziemię. Wstaliśmy pospiesznie obydwoje, żeby pozbyć się tego, co było na dole. Było nam tak spieszno do siebie, że aż serce się krajało na samą myśl, że mogłam nie doceniać tego chłopaka wcześniej. Jęknęłam cicho, gdy chłopak ścisnął moją pierś, całując po szyi. Jemu też się to podobało, bo dyszał do mojego ucha. Koleś, coś jest bardzo nie tak z twoją kondycją, pomyślałam i zapragnęłam mu to powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. Jeszcze straciłby ochotę na seks ze mną, a to była ostatnia rzecz jakiej teraz potrzebowałam - żeby Joe stracił ochotę. Chłopak podniósł mnie do góry i powoli wszedł we mnie, sprawiając mi tym maksimum przyjemności. Boże, kto by pomyślał, że można się przy kimś czuć tak dobrze? Wygięłam plecy w delikatny łuk, gdy zaczął poruszać się szybciej. Prawie w ogóle nie zmienialiśmy pozycji, ale było mi szczerze mówiąc wszystko jedno. Liczył się tylko jego wszechobecny dotyk i usta, błądzące po moim ciele. Był niesamowity. Doszliśmy w małych odstępach czasu - najpierw ja, po chwili Joe. Potem nie mówiliśmy już nic, tylko zasnęliśmy objęci i, chyba, szczęśliwi tym, co się stało.
-Nic się nie dzieje, James - odparłam, przerywając długą ciszę.
Nic nie powiedział. Zawsze wiedział kiedy się powinno odzywać, a kiedy po prostu się zamknąć. Bardzo ceniłam sobie przyjaźń Jamesa, rozmowy z nim i jego obecność. Chłopak wzruszył tylko ramionami i usiadł naprzeciw mnie z kubkiem parującej kawy, podsuwając mi pod nos tą, którą ja sobie zażyczyłam kilka minut wcześniej.
-Jeżeli się nie pogniewasz to nie będzie mnie dzisiaj wieczorem w domu - o cholera, czy to coś, co pojawiło się na twarzy Jamesa to był figlarny uśmiech?
Parsknęłam.
-Jasne, że się nie pogniewam. Zaproszę sobie kogoś do towarzystwa - wystawiłam język w jego kierunku.
-Idę na randkę - powiedział to tak, jakby był małym chłopcem, przechwalającym się swoją kolekcją samochodzików Hot Wheels.
-W końcu któraś cię chciała? - spojrzałam na niego zadziornie.
-Sama się przekonasz jak wygląda. Będzie tu za godzinę - wstał od stołu. Kiedy on wypił tę kawę? - Idę się szykować - pocałował mnie przelotnie w czubek głowy.
*
Dzwonek do drzwi obwieścił mi i Jamesowi, że ktoś koniecznie chciał dostać się do mieszkania. Z góry założyłam, że może to być dziewczyna mojego przyjaciela, albo Joe, który miał spędzić ze mną ten wieczór na oglądaniu jakiegoś nudnego filmu akcji. Nie pomyliłam się, ponieważ już po kilku minutach usłyszałam, dobiegający z korytarza damski, ponętny głos, który po chwili zaczął zbliżać się do salonu. Podniosłam się z kanapy, otrzepując okruszki z drożdżówki, którą jadłam chwilę wcześniej. Jeżeli nie jest się na diecie, trzeba udawać, że się na niej jest. Odwróciłam się w stronę wejścia do salonu i zatrzymałam się w pół kroku. Dziewczyna również zatrzymała się, a James wpadł na nią z impetem. Złapał ją, zdezorientowany jej nagłym zatrzymaniem.
-To ty - wiedziałam, że to kwestia czasu jak zacznę płakać.
Wycelowałam w długonogą, szczupłą blondynkę palec i podeszłam bliżej.
-To wy się znacie? - chyba James wyczuł napięcie, bo stał z boku i drapał się po swojej blond czuprynie.
-Miałyśmy okazję się poznać, ale nie znamy swoich imion. Jestem Aubrey - wyciągnęła w moją stronę rękę.
-Skylar - podałam jej dłoń. - No proszę, James. Śliczną laskę wyhaczyłeś. Uważaj tylko, bo jest piękna. Jeszcze ktoś ci ją zabierze - mrugnęłam niby to przyjacielsko do blondyna.
Aubrey zaśmiała się perliście, ale wiedziałam, że to wszystko było tylko na pokaz. Tak samo jak moja życzliwość. Być może nie byłoby w tej dziewczynie nic złego, gdyby nie to, że niecały miesiąc wcześniej nakryłam ją w łóżku z moim ówczesnym chłopakiem, a teraz rozmawiałyśmy twarzą w twarz, ponieważ umówiła się na randkę z moim najlepszym przyjacielem. Boże, naprawdę nie było więcej atrakcyjnych lasek w ośmiomilionowym Nowym Jorku?
-Chciałem was tylko sobie przedstawić. Chodź, Aubrey, bo nie zdążymy do teatru - chwycił jej dłoń, przyprawiając mnie o mdłości.
Niech oni się wynoszą z tego mieszkania jak najszybciej.
*
-Aż tak źle? - Joe zastał w mnie w okropnym stanie.
Nawet nie miałam ochoty się przebierać w coś ładniejszego. Siedziałam tak potargana, w dresach, z potwornym poczuciem beznadziejności, że każdy bliski mi facet wybiera Aubrey.
-Strasznie. Masz ochotę może na kawę? - zapytałam tylko i wyłącznie z grzeczności.
Tak naprawdę mógł mnie pocałować w tyłek. Nic nie miałam zamiaru dla niego robić.
-Mam lepszy pomysł - uśmiechnął się zawadiacko i wyciągnął w moją stronę butelkę wina.
Joe miał idealne pomysły. Czym prędzej chwyciłam butelkę i zaprosiłam gościa do środka. W czasie, gdy chłopak rozgaszczał się w niedawno ogarniętym salonie, ja pognałam po dwie lampki. Wróciłam najszybciej jak mogłam. Usiadłam obok chłopaka, poczekałam aż otworzy wino i naleje zawartość butelki do lampek. Czerwony płyn przypominał krew, a ja miałam akurat tak okropną żądzę mordu, że bardzo mi się to spodobało. Chwyciłam szybko jedno z naczyń i uniosłam je w górę, spoglądając na Joe.
-Wypijmy za wieczór spędzony w miłym towarzystwie - roześmiał się, lustrując mnie od stóp do głów.
Nagle poczułam się taka brzydka, że ledwo porzuciłam chęć przebrania się. Momentalnie wypiłam zawartość lampki, choć to było niekulturalne, ale kto by się przejmował kulturą? Napełniłam kolejne lampki.
-I za dziwki i skurwysynów, którzy zabierają nam osoby, na których nam zależy - Joe przytaknął w zamyśleniu.
Nagle poczułam chęć opowiedzenia mu wszystkiego. To alkohol tak źle na mnie działał, ale miałam to gdzieś. Zanim się zorientowałam, pierwsze słowa płynęły z moich ust.
-Miesiąc temu mój chłopak miał urodziny. Chciałam mu zrobić niespodziankę, ale zamiast tego to on zaskoczył mnie. Zastałam go w łóżku z inną panną - spojrzałam na Joe, żeby upewnić się, że nie przysnął. - To dokładnie ta sama laska, z którą dzisiaj umówił się James, i która była tutaj, w tym mieszkaniu. Dzisiaj - prawie, że syknęłam.
-Rozumiem jak się czujesz. Moja była dziewczyna puściła się z kimś i nie chciała mi powiedzieć z kim, bo dowiedziałem się o tym od jej siostry, która swoją drogą jej nienawidziła - mówiąc to, wyglądał jakby był gdzieś daleko ode mnie. - Facetem, z którym mnie zdradziła był mój najlepszy kumpel. Bolało jak cholera, ale trzeba było się podnieść i iść dalej. Dzięki temu, że się nie poddałem i nie załamałem to mogę dzisiaj na przykład pić wino w tak dobrym towarzystwie - uśmiechnął się szeroko w moją stronę i tym razem byłam pewna, że jest obecny nawet duchem w tym samym pomieszczeniu, w którym znajdowałam się i ja.
-Joe, jesteś taki kochany - wymamrotałam, nieco odurzona, mimo wszystko, małą ilością alkoholu.
Chłopak wyciągnął ramię i przyciągnął mnie do siebie.
-Od początku wiedziałem, że znajdziemy wspólny język - chwileczka, czy my naprawdę się nawaliliśmy?
Może potrafiłabym się na tym skupić, gdyby nie usta Joe, które nagle niemal zgniotły moje. W normalnej sytuacji kazałbym mu przestać, odtrąciłabym od siebie. Ale co mogło stać się złego? To był tylko niewinny pocałunek. Ręka Joe, która przytrzymywała moją twarz, powędrowała wzdłuż mojego ramienia, pozostawiając za sobą rozkoszny ślad, spowodowany dotykiem. Nie wiadomo skąd na mojej skórze nagle pojawiła się gęsia skórka, a ja zapragnęłam więcej. Więcej Joe. Przyciągnęłam go do siebie, odwzajemniając pocałunek. Chłopak oderwał się ode mnie tylko po to, żeby przenieść pocałunki na moją szyję, na której pozostawiał wilgotne ścieżki. Przyciągnęłam go jeszcze bliżej siebie, poprzedzając to ściągnięciem z niego koszulki. Opalony tors prawie mnie onieśmielił. Przysięgam, że w całym swoim życiu nie widziałam tak seksownego ciała. Silne, umięśnione ramiona unosiły mnie do góry tak, żebym mogła usiąść na nim okrakiem. Oderwałam się na chwilę od niego, żeby powieść palcami po jego nagiej skórze. Chłopak zadrżał pod moim dotykiem, a mnie się to bardzo spodobało. Powiodłam opuszkami po tatuażu, który pokrywał jego ramię, a ja nigdy wcześniej nie miałam okazji go zobaczyć. No tak, Joe chodził w ciemnych koszulkach, a, tak zupełnie na marginesie, nigdy nie miałam go jeszcze sposobności rozbierać. Wszystko zmieniło się tak diametralnie w ciągu kilku godzin. Uniosłam ręce do góry, żeby pomóc blondynowi ściągnąć ze mnie górną część garderoby i nie zawahałam się ani chwili przed rozpięciem sobie stanika i zrzuceniem go na ziemię. Wstaliśmy pospiesznie obydwoje, żeby pozbyć się tego, co było na dole. Było nam tak spieszno do siebie, że aż serce się krajało na samą myśl, że mogłam nie doceniać tego chłopaka wcześniej. Jęknęłam cicho, gdy chłopak ścisnął moją pierś, całując po szyi. Jemu też się to podobało, bo dyszał do mojego ucha. Koleś, coś jest bardzo nie tak z twoją kondycją, pomyślałam i zapragnęłam mu to powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. Jeszcze straciłby ochotę na seks ze mną, a to była ostatnia rzecz jakiej teraz potrzebowałam - żeby Joe stracił ochotę. Chłopak podniósł mnie do góry i powoli wszedł we mnie, sprawiając mi tym maksimum przyjemności. Boże, kto by pomyślał, że można się przy kimś czuć tak dobrze? Wygięłam plecy w delikatny łuk, gdy zaczął poruszać się szybciej. Prawie w ogóle nie zmienialiśmy pozycji, ale było mi szczerze mówiąc wszystko jedno. Liczył się tylko jego wszechobecny dotyk i usta, błądzące po moim ciele. Był niesamowity. Doszliśmy w małych odstępach czasu - najpierw ja, po chwili Joe. Potem nie mówiliśmy już nic, tylko zasnęliśmy objęci i, chyba, szczęśliwi tym, co się stało.